• Wpisów:153
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 00:00
  • Licznik odwiedzin:27 582 / 1682 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Żyje. Nie wiem jak ale żyje. Z trudem pozbierałem sie gdy odeszła. Gdy po raz ostatni zobczyłem ją, jak wsiada do busa i odejżdża. Chciałem biec, jechać za nią. Lecz to nic bh nie dało. Ona wybrała...

Poznałem Anne, miła kobieta. Znalazła raz u mnie pierścionek po Ali, nasz zaręczynowy. Anna pomyślała, że to dla niej a mi było głupio tłumaczyć że to dla innej, wtedy bym ja stracił i załamał sie ponownie. Chociaż jest dobra w łóżku....

Dostaliśmy zaproszenie na wesele do Gin i Austina. I fajnie. Choć straciłem chęć do jakiego kolwiej szczęścia po jej odejściu...

Austin był nieznośny po zaręczynach, a w dniu swojego ślubu to już wariował. Stałem jako dróżba przed ołtarzem i wtedy ujrzałem ją, szła na wysokich czarnych obcasach w kremowej sukience przepasanej czarnym paskiem. We włosach miała kremową różę wciśniętą w kok.
Nie mogłem wytrzymać. Podszedłem do niej. Spojrzała na mnie tymi smutnymi oczami pełnymi miłości do mnie.
-Ali - wyszeptałem
-Ezra - powiedziała cicho.

Ktoś pociągnął mnie spowrotem pod ołtarz. Nie mogłem na niczym sie skupić. Widziałem tylko ją.

Podczss przyjęcia stałem obok Gin i Austina witając gości.
-kto to- zapytałem panne młodą wskazując na Ali i nieznajomego.
-Mateusz jakiś tan - odparł nie wzruszony Austin
- jej chłopak - dopowiada Gin. Coś zimnego spływa mi do żoładka.
-nie wiedziałem, że ma chłopaka - mówię cicho.
-Ezra idź z nia pogadać - mówi lekko wkurzony Austin.

-cześć - mówię podchodząc do nich. Składam suptelny pocałunek w policzek Ali oraz mocny uścisk Mateuszowi.
Pogadaliśmy chwilę o byle czym, starałem sie być miły dla Ali.

Stałem na dworze paląc papierosa. Nagle usłyszałem stukot obcasów nuedaleko. Nie musiałem sie odwracać. Wiedziałem, że to Ali. Stanęła obok mnie, potarła ramiona
-zimno trochę- mówi
-też mi odkrycie, mamy kwiecień... - mówię, ale po chwili z cichym westchnięciem zdejmuje marynarkę i jej podaje.
-dziękuje - mówi cicho zakładając.
-Ali nie wiem na co liczysz- mówię dość szorstko- ale ja cię już nie kocham.
-Narawdę-mruczy patrzac mi w oczy- udowodnij
-Jak?

Sam nie wiem jaj to się stało ale kwadrans później znaleźliśmy sie oboje w toalecie. Ona leżała przede mną i próbowała mi rozpiąć koszulę a ja całowałem ją po szyi.
Gdy zdjąłem koszulę (kilka guzików trzeba bedzie przyszyć) ostudziła trochę mnie zimna temperatura. Co ja robię? Przecież jej nie kocham! Mam Anne!
Od jej ciała biło ciepło i namiętność. Pożądanie. Mi było zimno, chciałem tego ciepła. Nachyliłem się nad nią ponownie i ją pocałowałem, ona pod wpływem emocji falowała jak woda....

Nagle drzwi sie otworzyły i usłyszałem zduszony krzyk. Spojrzałem w tamtą stronę. Przed nami o zgrozo stała Anna która po chwili wybiegła z płaczem. Chciałem za nią pobiec. Ale tak głupio mi było zostawić Ali.
Ona chyba to wyczuła bo podniosła sie, poprawiła makijaż i sukienkę a potem wyszła.

Oparłem sie bezradny o blat. Cała pięścią uderzyłem w blat aż w jednym miejscu pękł. Mała ryska.
Zapiąłem koszulę tak by wyglądała chociaż normalnie i poszedłem szukać Anny.
Płakała siedząc na ławce na dworze. Gdy mnie zobaczyła podniosła sie i chciała uciec ale w ostatnim momęcie zmieniła zdanie.
-Zawieź mnie do domu- powiedziała pochlipując.
Wsiedliśmy do auta. Zapanowała niezręczna cisza.
-An. przepraszam nie chciałem... - powiedziałem ale ona mi przerwała
-Ezra nie dzwoń, nie pisz. Zapomnij o mnie okey? - odparła i wysiadła. Wkurzony walnąłem w kierownice.
Wracam na wesele i upije sie tak, że nie będę tegi pamietał- myślę zawracając.






Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Z racji tego iż dziś światowy dzień książek oraz praw autorskich, wstawiam opowiadanie. Jak wiecie zbliżamy sie ku końcowi. Zakończenie już napisałam i szczerze płakać mi się chciało gdy je czytałam. Jest to już drugie opowiadanie do którego sie przyzwyczaiłam. Oczywiście bloga nie kończę, a kolejne opowiadanie już pomału będę zapisywać na komputerze :-)
-----------------------------------------------
Rok póżniej.

Siedziałam w kawiarni. Przeglądałam zdjęcia z ostatniej sesji. Dziewczyna wyszła świetnie. Ciemnobrązowa opalenizna świetnie kontrastowała z fioletową sukienką. Brązowe loki gładko opadały na plecy.
Popijałam czarną, mocną kawę na rozbudzenie. Pracowałam wczoraj do późna w nocy by nastawić odpowiednie światło, kolor, kontrast.
Nagle ktoś stanął obok mnie. Myślałam że to znowu ten kelner, przyłaził co chwilę pytając czy czegoś nie potrzebuje.
-Dziękuje, ale nic nie chce- powiedziałam nie podnosząc wzroku znad laptopa.
-Nawet dawnej przyjaciółki? - usłyszałam znajomy głos. Spojrzałam w tam tą stronę.
Giny stała przede mną w zielonej sukience. W rudych włosach miała wpięte biała różę.
-Szukałam dobrego fotografa, zna pani kogoś takiego? - zapytała siadając na przeciw mnie.
-coś się znajdzie, a o co chodzi? - zapytałam parskając śmiechem.
- wychdzę za mąż - powiedziała i wysunęła dłoń pokazujac pierścionek z brylantem.
-Gin! Gratulacje -wykrzyknęłam -za kogo?
-Austin mi się oświadczył - powiedziała cała w skowronkach.
-Austin? - powtórzyłam. - wow nie spodziewała sie was razem
-no nie gadajmy o mnie, opowiadaj co u ciebie, zniknęłaś rok temu, każdy sie załamał!
- No cóż jakoś żyje, zostałam tutaj fotografem mam mnóstwo zleceń, że aż nie wyrabiam. Tata też jakoś daje radę, poznałam kogoś..
-poznałaś? Kogo?! Opowiadaj - zainteresowała sie Giny.
- Ma na imię Mateusz, jest rok starszy, pilot samolotu i nie tylko...
- Mmm brzmi intereująco, a Ezra?
-Nic, a co ma być...
-Już nic do niego nie czujesz?
-hm to dość skomplikowane.... - mruknęłam.
-opowiadaj, mam czas
- jak wyjechałam z Niemiec tym busem wracał ze mna Mateusz, przedtem nie zwróciłam na niego uwagę, wysiadł na tym samym postoju co ja a potem zapytał o drogę do centrum, wytłumaczyłam mu co i jak ale on stwierdził, że nie da rady sam i czy nie wiem gdzie mogę znaleźć kogoś do oprowadzania. Opowiedział mi o swojej podróży, o tym że specjalnie musiał tu przyjechać no bo niedługo ma wylot wiec do rodziny, przeszliśmy na piechotę prawie całe miasteczko a potem zaprosiłam go do siebie... no i cóż okazało sie, że to jest syn jakiegoś kolegi mojego taty, tata oczywiście wielce uradowany zadzwonił do tego kolegi i faktycznie więc tata zaprosił ich na obiad, który ja z Mateuszem zrobiliśmy przy okazji drmolując kuchnię, było fajnie. Wieczorem jego młodsza siostrzyczka przyłapała nas jak sie całowaliśmy... i w sumie co spotykamy sie praktycznie codziennie. Czasami chodzi na sesje ze mną, czsami uciekamy gdzieś jego motocyklem daleko stąd. Musiał wziaść urlop bo jego mama strasznie zachorowała wiec siedzi tutaj, zawsze ma dla mnie czas.... czuje, że to związek idealny....
-wiesz, że nie istnieje coś takiego? Zdawało mi sie że to z Ezra było wspaniale... - przerwała mi Gin
-było... a właściwie co tam u niego? - pytam niby obojętnie.
-w porządku, strasznie tęskni za Tobą, jak my wszyscy - opowiada wymijająco
-coś kręcisz - mówię patrząc jej w oczy
- no bo widzisz... on sie zaręczył. Nie chciałam sprawiać ci przykrości.
-zaręczył? - udaje że ta wiadomość nie zrobiła na mnie wrażenia - aha, przekaż mu gratulację...
-Sama mu to powiesz, bo właściwie to nie był niby przypadkowe spotkanie, twój tata mówił, że cie tu znajdę - wyciaga biała koperte na blat i mi ja podaje
Chwyta ją i otwieram. Zaproszenie na ślub. Oby nie jego... oby nie jego!

"Serdecznie zapraszamy na ślub Giny i Austina"

Oddycham z ulgą
-Dziękuje, na pewno wpadnę- odpowiadam z uśmiechem.
-Właściwie to... no Austin nie wie że masz przyjechać, nikt nie wie- uśmiecha sie uroczo. - to taka niespodzianka
-Ale nie będę musiała wyskakiwać z tortu?- śmieje sie
-jak chcesz, ale tylko nie mojego weselnego! - krzyczy.
Po chwili śmiejemy sie razem.
W pewnym momęcie do kawiarni wchodzi Mateusz. Podchodzi do nas i czule całuje w usta. Potem wita sie z Gin.
-ide cos zamówić, chcecie? - pytam wstając.
Mateusz chce kawe a Gin herbate zieloną. Odchodzę od stolika. Z daleka widze, jak Gin wraz z Mateuszem dyskutują o czymś zawzięcie.
-Nie mówilaś Ali, że masz zaproszenie na ślun- mowi Mateusz gdy siadam obok nich.
-Przepraszam, nie wiedziałam że z kimś sie spotyka, oczywiście jesteś zaproszony - mówi Gin.
-Dziękuje - odpowiada trochę zbyt szorstkim tonem.
-To na sie będe zbierała - mowi Giny wstając. Zaskoczona spoglądam to na nią to na Mateusza.
-widzimy się na ślubie - mówi przyjaciółka całując mnie w policzek i wychodzi.
Zaskoczona odwracam się ku Mateuszowi.
-co ci powiedziała? - pytam. On tylko wzrusza ramionami-
-nic takiego - odpowiada po chwili namysłu-trochę o tym weselu, oraz że jak cie skrzywdzę to będę się z nia potyczkował - odpoeiada całując mnie w ucho.

Dzień ślubu zapowiadał się świetnie. Nic nie wskazywało na zbliżającą sie ktastrofę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Hej, przepraszam za błedy ale mam problem z komputerem nadal.
Jakie chcecie to kolejne opowiadanie?
_____________________________________________
Wraz z Ezra postanowiliśmy wyruszyć z samego rana. Ojciec jeszcze spał, ale Lilia obiecała, że do niego wpadnie by sprawdzić czy wszystko okey.

Nie brałam nic na podróż z dwóch powodów. Prawie wszystko zostało w Niemczech oraz miałam zamiar zaraz tu wrócić. Nie ważne co mówi Ezra. Ja tutaj muszę być. W tajemnicy przed nim zamówiłam busa, niestety jedyny termin był za tydzień...

Podróż trwała strasznie długo. Wiekszoś czasu spałam, czasami słuchałam muzyki i pisałam sms z Lily. U ojca wszystko w pożadku, poszedł do pracy. Współczuje mu, nie wyobrażam sobie jak bym nigdy wiecej miała nie zobaczyć Ezry. Tak trudno mi od niego odejść. Ale muszę... dla ojca, dla własnego życia.
-Dzięki za podwózkę ... i w ogóle... - powiedziałam gdy zaparkował przed mieszkaniem Giny.
-spoko - powiedział i nachylił sie nade mną by mnie pocałować. Odpiełam pasy i wysiadłam z auta, zostawiajac Ezre w dość dziwnej pozycji. Poszłam do domu, ale przy drzwiach odwróciłam sie... ale jego już nie było.

Tydzień minął szybko. Codziennie miałam pełne ręce roboty, załatwianie uniwerku, studia fotograficznego, musiałam odwołać kilka sesji przepraszając, jak na złość każdy znał mój powód urlopu. Wyjaśniłam wszystkim że muszę trochę odpocząć. Zrozumieli.

Pożegnałam sie z moimi przyjaciółmi, obiecaliśmy sobie, że musimy koniecznie dzwonić do siebie co tydzień oraz kiedyś spotkać.

Ezra dowiedział sie, że odjerzdżam jakoś w piątek. W dniu mojego wyjazdu. Gdy wsiadałam do busa obejrzałam sie po raz ostatni na to piękne miasto i wtedy zobaczyłam jego, fakt stał kilometr przede mną... było za późno.
-wsiada pani ?! - krzyknął kierowca.
-tak tak, już - powiedziałam.

Widziałam po raz ostatni te miejsca, miasto budynki. Nie zamierzałam tu wrócić. Jak na razid nie. Moja przygoda w niemczech właśnie sie kończy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Siedziałam na kanapie oglądając "ostatnia piosenka" gdy zadzwonił telefon. Giny odebrała nim zdążyłam podnieść sie z fotela.
Na migi pokazała mi, że to Ezra. Odetchnęłam z ulgą.

Z kamienną twarzą odłożyła słuchawkę.
-Ali... musisz wracać do domu
-Do Ezry? W życiu -odparłam szybko
- Do polski... do ojca - powiedziała
-Gin? Co się stało? -dopytywałam idąc za nia do kuchni
- Ali - spojrzała na mnie -twoja mama nie żyje...

Spakowałam sie w 5 minut. Gin dzwoniła gdzieś ale nie zwróciłam na to uwagi. Zadzwoniłam do busów. Okazało sie, że najbliższy bus, który jedzie do Polski to za dwie godziny. Zgodziłam sie.

Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otowrzyć. Ezra stał za drzwiami z zatroskaną miną.
-cześć Ezra- powiedziała Gin. Wpuściła naszego gościa do środka
-zbierajmy sie już- powiedział Ezra biorąc moją torbę. Bez słowa wyszedł.
-Ali! - pogoniła mnie moja przyjaciółka -jeźdcie ostrożnie.


Pogrzeb było trzeba zaplanować. Żal mi było, że ostatnia przybyłam na czuwanie. Ale a tego co wiem ojciec upija sie codziennie do nie przytomności. Ezra codziennie mnie wspiera, pomaga mi, czasami gdy ja już nie mam siły on wszysto robi. I dobrze.
To nadal do mnie nie dotarło. Mama którą pamietam jeszcze przed moim wyjazdem.... jeszcze przed świętami...

Kościół był pięknie przystrojony. Siedziałam w pierwszym rzędzie obok mojego załamanego ojca oraz czuwającego Ezre. Miałam na sobie skromną sukienkę całą czarną. Ezra ściskał mnie za dłoń. Dodawał mi otuchy.

Marsz na cmentarz to była męczarnia. Tysiące ludzi wygładaja przez okna, wychodzą na dwór. Część nawet uklękła widząc trumne i czarną hustę na niej. To jest dobre w tej okolicy. Ludzie cię nie znają a i tak oddają ci szacunek.

Po modlitwie jaką ksiądz odmówił nad grobem, podeszłam do górki ziemi, wzięłam w garść trochę i rzuciłam w ciemną otchłań. Dorzuciłam również czerwoną różę, nim wszyscy przysypali grób.

-moje kondolencje - powiedziała tysięczna osoba. Stałam przy drzwiach wraz z Ezrą, który mnie obejmował bym nie upadła.
-Dziękuje ciociu - ucałowałam oba policzki ciotki Anastazji. -Zapraszamy do środka.

Stypa była strasznie smutna. Gdyby nie Ezra oraz Lili padłabym tam i rozryczała się. Wszyscy mnie próbowali pocieszać. Strata matki to straszne przeżycie w wieku 22 lat.

Wraz z Ezrą bardzo sie zbliżyliśmy. Kilka nocy nie mogłam zasnąć. Potrzebowałam czyjejś bliskości. Nie. Nie przespałam się z nim. Było tylko kilka pocałunków które kończyły sie płaczem. Nie mogłam wytrzymać.

Pewnego ranka siedziałam z Ezra w kuchni. Piłam herbatę w mamy kubku. Tak mi jej brakowało.
-Ezra, postanowiłam, że zostanę już w Polsce. Tata potrzebuje teraz wsparcia. Nie mogę go tak zostawić.
-No dobrze, coś poszukamy, sprzedam mieszkanie... coś wymyślimy
-Nie zrozumiałeś... ja tutaj zostaje. Ty wracasz.
-Nie zostawię Cię tak, w życiu!
-Ty masz życie w Niemczech, nie możesz tego tak zostawić, nawet....
-Nawet dla osoby, którą kocham? - zapytał, a potem przyciągnął mnie do siebie i pocałował mocno i namiętnie. Tak jak pamiętałam. Tak jak lubiłam. Miał miekkie wargi, a na nich smak świerzej kawy. Przygryzłam delikatnie jego wargę, jak zwykle zamruczał sexownie na ten gest.
Odsunęłam sie odrobinkę. Było mi strasznie trudno.
-Ezra ja cie też kocham... ale nie mogę. - powiedziałam i wstałam. Koło drzwi odwróciłam się w stronę Ezry, patrzył na mnie smutnym, pełnum miłości wzrokim. Wyszłam z kuchni do swojej sypialni, by cicho zapłaczeć w poduszkę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
W końcu udało się dodać opowiadanie... wybaczcie, że takie krótke ale jakoś nie mam weny. Wciąż czekam na to opowiadanie, które chcecie pierwsze. :-D

-----------------------------------------------
Z perspektywy Ezry:

Gdy wróciłem do domu nie byłem niczego świadomy. Nie wiedziałem, że wtedy mnie zostawi. Fakt wkurzyłem sie na nią na tym weselu, nie mogłem patrzeć jak bawi sie z innymi.

Gdy wszedłem do pokoju byłem zdziwiony że tam siedziała. Nagle poczułem, że nie moge jej stracić. A ona? Właśnie wtedy ode mnie odeszła.

Giny była po ciuchy, zabrała wszystko bez słowa wyjaśnienia. Co tam u niej, jak się czuje, gdzie mieszka. 

Dzwonili rodzice Ali. Oni jeszcze nie wiedzą o tym. Nie powiedziała im. 

Siedziałem sam w domu. Przestałem gdziekolwiek wychodzić. Do pracy, do sklepu, z kumplami. Nic. Zero. Nie sądziłem, że aż tak bardzo mi na niej zależy. 
Wpadli do mnie kumple, codziennie wpadali ale wychodzili po 5 minutach. Dziś było inaczej. Posiedzieli ze mną. Próbowali pocieszać lecz ich słowa tak jakby jeszcze bardziej mnie raniły.

Byłem u rodziców. Mocno sie zdziwili gdy nie było przy mnie Ali, powiedziałem im o naszym rozstaniu a oni co? Tata przyniósł najlepszy koniak a mama upiekła ciasto. Gdy wróciłem do mieszkania miałem dwie nieodebrane połaczenia. To jej ojciec. Powiedział o śmierci matki Ali. A oni wciaż nie wiedza

Zadzwoniłem do Giny. Chciałem porozmawaiać z Ali ale niby jej nie bylo. Powiedziałem jej w takim razie o telefonie od rodziców Ali- Zmartwiła sie a potem szybko rozłączyła.

Kilka dni wcześniej.

Leżała na łóżku taka krucha... włosy posiwiały jej w ciagu tych odstatnich tygodni.
-Dzwoniłeś do Ali? - pyta słabym głosem.
-nie - odpowiadam
-jako nasza córka ma prawo wiedzieć
-Wiem kochanie, nie martw sie o to. Zadzeonie do niej zaraz
-Dobrze. -szepcze tylko i ponownie usypia

Gdy sie budzi siedze przy jej łóżku tylko ja. Trzymam ja za dłoń.
-kochanie,musze ci cos powiedzieć -szepcze na tyle cicho,że aż muszę sie pochylić
-mów, slucham
- zdradziłam Cię
Patrze jej głeboko w oczy i widze że mowi prawdę
-Nic sie nie stało kochanie-odpowiadam tylko całujac jej dłoń
-kocham cię
- ja ciebie też - odpowiadam. Nagle czuje że to koniec. Jej dłoń robi sie chłodna, ciepło opuszcza jej ciało wraz z duchem jej. Sięgam po telefon i dzwonie do córki powiedzieć jej o tym. Nie odbiera. Odchodzę od ciała mojej żony, biorę szklankę, nalewam do niej bimbru i upijam sie by zapomnieć.

Pozdrawiam :-*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Ogłoszenia parafialne
Z wiazku z tym gdyż nie mam już komputera (sam sie zepsuł) opowiadania będa krótkie i zazwyczaj w weekendy... no chyba że ktoś z domowników udostępni mi komputer. Żaluje tylko bo miałam tam naprawdę fajne zdjecia- i te prywatne i te co dla was przygotowałam. No ale cóż poradzić na prawie 8 letniego laptopa xdd

Co do opowiadania to nie wiem czy ktoś zauważył ale zbliżamy sie ku końcowi. Prawdopodobnie w następnym miesiącu będzie już nowe opowiadanie. Planuje dodać kolejną część w te sobotę a następną w pt gdyż mnie nie będzie.

I teraz powstaje pytanie o czym chcecie czytać przez kolejne pare miesiecy *zaginionej ksieżniczce
*dziewczynie która wychowuje sie u ciotki
*sztuki walki
*pamietnik nastolatki / licealistki (nie to nie będzie o mnie)

Proponuje którąś z pierwszych z tego powodu gdyż jedną skończyłam a drugą dopiero zaczęłam i jakoś jest mi lepiej ale to wasz wybór

Pozdrawiam
  • awatar ♥Clawdeen♥Wolf♥: Oh.... szkoda tej jej mamy ,ale cieszę się że jej przbaczył. Myślę, że po tym zdarzeniu Ezra i Alisoooon^^ będą razem. *Panna Alisooooon*
  • awatar Panna15: Wybaczcie mi, ale nie mam internetu i nie mam jak dodać wpisu :/
  • awatar Pamiętnik Nastolatki ^^.: P.s. W wolnym czasie zapraszam do siebie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Dziękuje za życzenia wszystkim, co do pisarki to raczej wątpię...

______________________________________

Po wylądowaniu panna młoda od razu została przygotowywana co do ślubu. Musiała wybrać menu, dekorację oraz rozchodzić buty.
Ja w tym czasie wybierałam dobre krajobrazy, światło i ujęcia.
Stałam akurat na tarasie przygotowując się do jutrzejszych zdjęć podczas błogosławieństwa gdy panna młoda weszła na taras.
Miała piękne rudobrązowe włosy, wąską talię w dżinsach o numerze 32 oraz duży dekolt.
-hej - powiedziała i próbowała do mnie podjeść w nowych butach. Mało co nie upadła gdyby nie ja i barierka obok.
-No ładnie, jutro wesele - powiedziałam.
-Wiem wiem, nie mam kompletnie pojęcia jak ja mam w tym chodzić.
-Tu raczej nie chodzi o buty...
-Co racja to racja, stresuje sie. Wyobraź sobie że musisz iść przez cały czerwony dywan! - powiedziała wzburzona - a tysiące oczu patrzy się tylko na ciebie.
-No cóż - powiedziałam wzruszając ramionami. - Ale jak upadniesz tak pięknie to ujmę.
-Obiecujesz? - zapytała ze śmiechem.
-Oczywiście - odparłam szczerze. Zarzuciła mi dłonie na łopatki i mocno przytuliła. Odwzajemniłam uścisk.

Późnym wieczorem gdy tutaj słońce dopiero zachodziło siedziałam sobie na molo i myślałam o weselu. Nagle tuż obok mnie usiadł Ezra.
-Dawno cię nie widziałem - powiedział całując mnie.
-Hm no w sumie - odparłam zdumiona.
-O czym myślisz? - zapytał.
-O weselu
-Będzie pięknie
-Ale myślę o naszym weselu
-Naszym? - zdziwił się Ezra.
-No wyobraź sobie, zrobimy je w Polsce. Będą srebrne talerze, łyżki. Będzie dużo balonów i będę miała piękną długą ciągnącą się po ziemi suknię.
-Oł... nie sądziłem że ty chcesz...
-jak to? - zapytałam obrzucając go karcącym spojrzeniem.
-No wiesz - potarł szyję tak jak robi to zawsze gdy się robi zakłopotany.
-Oświadczałeś mi się po co?
-Bo chce z Tobą być
-A wesele?
-Wesele ... eee... - powiedział. Wstałam wkurzona i odeszłam do domu. Krzyczał za mną ale nawet się nie obejrzałam.

W nocy gdy się kładłam spać on przyszedł. Położył się tuż obok mnie, próbował mnie objąć ale odsunęłam się. Gdy spróbował znowu wzięłam swój koc i poduszkę i zeszłam na dół. Ułożyłam się na tarasie i wpatrywałam się w piękny duży księżyc.

Idąc rano do kuchni usłyszałam głos Ezry i przyszłego pana młodego.
-Oh Ezra Ezra, ty nic nie rozumieć, kobieta kochać wesela - powiedział pan młody łamaną polszczyzną. - Jak ty nie chcieć z nią wesela to po co oświadczać. Taki ich tok rozumu.
-Ehh, no to nic już nie rozumiem - powiedział.

Zrezygnowałam ze śniadania i poszłam ubrać się w sukienkę. Molea, fryzjerka panny młodej upięła moje włosy w delikatny koczek, pojedyncze kosmyki odstawały dla uroku. Powiedziała również żebym nie przejmowała się Ezrą. Nie jeden taki jest.

Zdjęcia podczas błogosławieństwa oraz mszy wyszły świetnie.
Podczas wesela mało robiłam zdjęć. Bardziej bawiłam się, tańczyłam z jakimiś młodymi panami. Było przyjemnie. Ezra siedział za stołem. Ani razu mnie nie poprosił choć się do niego uśmiechałam.
W pewnym momencie wstał. Spojrzał na mnie i wyszedł. I więcej go nie widziałam.

Koło 8 rano gdy padłam na łóżko zmęczona znalazłam liścik od Ezry.
"Cieszę się, że dobrze się bawiłaś. Odchodzę"

Faktycznie, jego rzeczy zniknęły.

Myśląc o tym ciągle wracałam samolotem do Niemiec wraz z innymi gośćmi panny młodej. Wchodząc do mieszkania Ezry zastałam tylko głuchą ciszę.
Usiadłam na łóżku
Minęło pół roku odkąd jesteśmy narzeczonymi a on? Zostawił mnie samą w nieznanym kraju!

Usłyszałam klucze w drzwiach. Ciche skrzypnięcie. Ezra podszedł do szafki w przed pokoju i rzucił na nie klucze. Wszedł do pokoju.
-O, nie spodziewałem się Ciebie tak szybko - powiedział ku zdziwieniu że mnie widzi.
-Chyba nie spodziewałeś się mnie w ogóle - powiedziałam ze łzami w oczach. Podeszłam do niego. Zdjęłam obrączkę i położyłam na liściku który zostawiłam na komodzie.
Chwyciłam torebkę i wyszłam.

Giny przyjęła mnie ciepło. Dała mi herbatę, ciastka... obiecała że upiecze mi ciasto czekoladowe tylko po to by poprawić mi humor. To nic nie dało. Płakałam cały dzień. To już koniec. Nie ma już nas. Nie wiem nawet po co się tak starałam.

Następnego dnia gdy spałam pojechała do Ezry.



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

crazymonster
 
panna15
 
Kinia, życzę ci Wesołych Świąt! Mam nadzieję, ze nadal będziesz pisać tak boskie opowiadania i tego Ci życzę ^^
Nigdy Cię nie opuścimy i wgl.
Smacznego jajeczka, mokrego dyngusa i zdrówka, szczęścia i czego tylko chcesz!




Wesołych!
 

 
Nie wiem czy ktoś jeszcze będzie dziś na blogu ale życzę wam wesołych i pogodnych świat w gronie rodzinnym.Oraz mokrego poniedziałku
_________________________________

Wspomnienia.

Lecąc w samolocie do Grecji przyglądałam się to Ezrze, który siedział obok, to pięknemu krajobrazowi za oknem. Przypomniały mi się święta. Gdy po raz pierwszy moi rodzice przyjechali do nas na święta. Oczywiście byliśmy już zaręczeni.

Siedziałam w salonie malując paznokcie gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć uważając na lakier.
-Cześć Ali - powiedział tata szczęśliwy z siatką w ręku.
-Tata? Mama ? - zdziwiłam się. Wręcz nie mogłam uwierzyć. Przywitałam się z nimi ciepło nie patrząc na lakier.
Zaciekawiony Ezra wyszedł na wpół ubrany na korytarz z ręcznikiem w ręku.
-Dzień dobry - uśmiechnął się do moich rodziców. Podał rękę mojemu tacie a ojciec uścisną ją mocno.
-Tylko że mamo... my jedziemy na obiad do rodziców Ezry - powiedziałam gdy chciała iść do kuchni aby wyjąć jedzenie.
-Tym lepiej - zaśmiała się - No ubierajcie się i jedziemy.
-Jedziemy? - niepewnie zapytał się Ezra.
-Przyjechaliśmy samochodem.
-Ah jasne, proszę, prosze usiąść w salonie.
-Dziękuję Ezra, jesteś bardzo miły, ale ubierz się na litość boską! - powiedziała mama. Przewróciłam oczami. Cała ona.

Godzinę później wsiedliśmy do auta rodziców. Ezra podał adres tacie. Mama opowiadała jak to wspaniałe było przyjecie, goście się dobrze bawili i większość pytała o to kiedy powtórka. Oczywiście w formie wesela. Tylko gdy usłyszałam to słowo jęknęłam przeciągle. Fakt muszę o tym pomyśleć.
Tata zajechał na parking wielkiego domu rodziców Ezry. Wiele samochodów już było.
-Dzień dobry Ali, jak zwykle wyglądasz olśniewająco - powiedziała mama Ezry całując mnie w oba policzki
-Dzień dobry, pani również - powiedziałam szczerze - nie wiem czy pani zna ale to jest moja matka, a to tata
-Oh oczywiście że znam, poznaliśmy się na przyjęciu.- powiedziała mama Ezry, wzięła moją mamę pod ramię i zaprowadziła do kuchni.

Przywitaliśmy się z rodziną Ezry, on oczywiście większości musiał mnie zapoznać.
Gdy zasiedliśmy do stołu czułam na sobie niektórych spojrzenia.
-Dziękuję za przybycie wszystkim - powiedziała mama Ezry- dziękuję oraz mojemu synkowi.. jego narzeczonej oraz jej rodzicom za przybycie. Miejsca nigdy nie zabraknie tutaj.

Rzeczywiście pozornie krótki stół pojął 20 osób.

-Życzę wam wesołych i pogodnych świąt, abyśmy spędzili je nie ważne razem czy osobno ale w szczęściu i zgodzie innym.

Zasiedliśmy do stołu.

Sielanka trwała do późnych godzin, gdy większość osób rozeszło się do domu, rodzice Ali chcieli jechać.
-Ależ przecież możecie u nas przenocować - powiedziała mama Ezry.
-No niby tak, ale nie chcemy robić wam kłopotu.-powiedziała mama Ali
-Ale jaki kłopot, memy 3 wolne sypialnie - powiedział tata Ezry
-No dobrze, nie będziemy się kłócić z gospodarzami - zaśmiał się tata Ali.
-W takim razie po kieliszku. - zaproponował tata Ezry.

Siedziałam z Ezrą wtulona w jego ramiona na jego dawnym łóżku. On bawił się moimi włosami, a ja próbowałam nie usnąć.
-Jestem padnięta- wyszeptałam.
-O nie, a ja chciałem się jeszcze pobawić - powiedział Ezra.
-W co?
-Jeszcze tego nie robiłem z moją narzeczoną - zamruczał całując mnie w szyje.
-Hmm - odparłam tylko. Ezra ściągnął mi bluzkę, zdjął ramiączko od stanika gdy wyrwałam mu się z uścisku.
-I nie zrobisz - powiedziałam i wstałam z łóżka. Poszłam do łazienki.


Gdy wróciłam nie odezwałam się słowem do Ezry, a gdy chciał mnie przytulić odepchnęłam go.

Następnego ranka obudziłam się cała mokra. Nade mną stał Ezra z kubkiem wody rechocząc jak ostatni idiota. Kopnęłam szklankę którą trzymał i reszte wody wylałam na niego.
-O nie zapłacisz mi za to! - krzyknął a ja z piskiem uciekłam do łazienki. Schowałam się pod prysznicem w nadziei że mnie nie znajdzie. Stałam tyłem do kranu i nie zauważyłam gdy puścił wodę a ona oblała mnie od stup do głowy. Po chwili wszedł za mną do wanny. Prysznic lał się nam na głowę. Ja sie śmiałam a on stał poważny. Spojrzałam na niego. On pochylił się nade mną i mnie mocno i namiętnie pocałował. Oddałam mu ten pocałunek.

Nagle ktoś zapukał. Ezra w jednej chwili przestał mnie całować. Zakrył mi buzię i wyłączył wodę.
-Tak mamo? - zapytał.
-wychodzisz? siedzisz tam juz od godziny.
Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem.
On wraz ze mną.
Za drzwiami usłyszałam tylko ciche westchnięcie.
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Cudowne opowiadanie <3 Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
  • awatar oparzeni: Witam.W święta dobrze jest otrząsnąć się i spojrzeć na wszystko bardziej przychylnym wzrokiem.Wesołych ;)
  • awatar Anonym: Hejka. Wzajemnie na te święta. ;) Dużo masz błedów sylistycznych, nie czytam od poczatku, ale może fabuła się rozwinie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

lagoonablue2002
 
panna15
 
Hej Kinguś^^!
Z okazji świąt wielkanocnych chciałam ci życzyć wszystkiego co najlepsze,dobrych ocen w szkole,żeby ci się tam życie układało i żeby ci wena powróciła!♥
A no i żebyś oczywiście została pisarką^^
Bo opowiadanka są boskie *,*
Najlepszego^^


 

 
Macie zasłużoną 34 część Z racji tego że było te 10 komentarzy a nawet więcej, dzięki

U mnie straszna nuda... a u was? Muszę uzupełnić parę karteczek z mojego słoika szczęścia A wam jak idzie zbieranie ich?
(Dla osób nie wtajemniczonych - https://www.facebook.com/events/1529870510595994/)
No a teraz macie opowiadanko
Jak uzupełnię wszystkie karteczki to pokaże wam ile ich już mam
A zapomniałabym.
Następny wpis będzie gdy:.................................................... Licznik odwiedzin pokaże 5 200
Powodzenia

Oraz mam dla was pytanie:
1. Jak sądzicie co się może wydarzyć podczas podróży?
2. Na ile oceniacie tą część? W skali od 0 do 10
__________________________________

Dni mijały spokojnie. Skończyłam kolejny rok akademicki. Znowu zarobiłam na wystawach. Zaczął się sezon na wesela. Wiele ludzi widziało moje zdjęcia i teraz bardzo chętnie mnie zatrudniają. Mi to nie przeszkadza bo chociaż mam co robić. Ezra prawie cały czas pracuje, sezon letni równa się pożary. Niestety.

Leżałam sobie w wannie czytając gazetę gdy zadzwonił telefon. Odebrałam szybko z nadzieją że to dzwoni Ezra. Niestety.
-Halo?
-Panna Alisoon?
-Przy telefonie, słucham?
-Czy ma pani teraz czas? Dzwonię w sprawię zdjęć. Chciałbym by pani zrobiła zdjęcia na ślubie mojej córki. Oczywiście wszystko byśmy uzgodnili gdyby pani mogła się spotkać.
-Ah tak oczywiście, kiedy panu pasuje?
-Miałem o to samo zapytać.
-Hm może dziś o 4? Pod Wielkim Zamku.
-Oczywiście, będę czekał. Dziękuję - powiedział facet i się rozłączył.

Równo o 16 siedziałam "Pod Wielkim Zamkiem". To kawiarnia obok starego kościoła który dawniej był zamkiem jakiegoś tam księcia.
Sączyłam przez słomkę zimną cole. Był straszny upał.
-Panna Alisoon? - zapytał przystojny mężczyzna stojąc na przeciwko mnie.
-Tak, proszę - powiedziałam wskazując na wiklinowy fotel.
-Dziękuję, czy byłaby pani skłonna do pracy?
-Cóż to zapytanie, oczywiście że tak. Słucham pana uważnie.
-No dobrze, moja córka ma za dwa dni wesele a jej ustalony fotograf zachorował i nie może pracować. On polecił mi panią. Dał numer, żebym zadzwonił. Oczywiście cena nie gra roli, proszę tylko niech się pani zgodzi.
-No dobrze, za dwa dni mam wolne więc mogę pomóc - odparłam. -Słucham pana wizji.
-No to tak. Wesele ma się odbyć w Grecji, oczywiście za bilet pani zapłacę. Ale chciałbym żeby pani zrobiła zdjęcia jak córka wsiada do samolotu. Jakieś parę fotek podczas podróży. Później gdy siostry pomagają jej się ubrać, Błogosławieństwo, przejazd do kościoła no i później w domu pana młodego. Oczywiście w między czasie jakaś ich sesja nad morzem czy coś w tym stylu.
-W Grecji? - jęknęłam. -No nie wiem... musiałabym porozmawiać ze swoim narzeczonym.
-Och ma pani narzeczonego? To proszę go zabrać ze sobą!
-No nie wiem...
-Proszę się zgodzić. Jest pani najlepsza a ja właśnie kogoś takiego potrzebuje. Widziałem pani wszystkie zdjęcia.
-Zastanowię się.
-Cena nie gra roli. Dwa bilety + 100 złotych za godzinę.
-Przecież to wyniesie ponad 4800 złotych!
-Za mało? - zdziwił się
-Raczej za dużo, zazwyczaj biorę co najmniej połowę.
-Ale to wesele jest wyjątkowe, sama pani widzi.
-No dobrze zastanowię się - powiedziałam wstając. Mężczyzna szybko się podniósł i ucałował moją dłoń.
-W razie czego ma pani mój numer.
-Dobrze, do widzenia.

Siedząc wieczorem na kanapie z Ezrą oglądaliśmy film.
-Kochanie, co powiesz na wycieczkę do Grecji - powiedziałam.
-Hmm drogo trochę, a wiesz że nie mam zbyt dużo kasy po tym remoncie - odparł nie odwracając głowy od ekranu. Zniecierpliwiona usiadłam mu na kolanach i chwyciłam za brodę by spojrzał na mnie.
-Ja pytam poważnie. -Objął mnie w pasie.
-Kochanie, dla ciebie wszystko... gdybym miał pieniądze.
-Pieniądze i pieniądze - prychnęłam wstając. Chwyciłam miskę po popcornie i poszłam do kuchni. Ezra westchnął.
Zatrzymał film i przyszedł do mnie do kuchni.
-O co chodzi? - zapytał.
-Dostałam propozycję na wyjazd.
-Do Grecji?
-Mhm, jeden facet chce bym robiła zdjęcia na ślubie jego córki.
-W Grecji?
-Tak.
-Nie puszczę cię tam samej - powiedział obejmując mnie w pasie.
-Dlatego proszę byś jechał ze mną.
-Drogie bilety.
-Kotku - powiedziałam i objęłam go za szyje. -Chodzi o to że ten facet chce mi dać ten bilet a za zdjęcia przez całe wesele zapłacić coś koło 5000 złotych.
Ezra zrobił wielkie oczy.
Wspięłam się na palce i pocałowałam go w usta. Później wyplątałam się z jego silnych ramion i wróciłam go pokoju.

Następnego dnia rano gdy się obudziłam Ezra brał prysznic. Wstałam z naszego wspólnego łóżka i udałam się do kuchni w celu zrobienia śniadania Ezre. Ku mojemu zdziwieniu śniadanie już było.
-Witaj kochanie - powiedział całując mnie w policzek. Z mokrych włosów wciąż kapała woda.
Usiadłam na przeciwko niego i powoli przeżuwałam tosty z Nutellą. Będę musiała poćwiczyć w końcu...
-Co do tej Grecji... - zaczął temat.
-Nie, nie ma sprawy. Odrzucę tę propozycję. Będą przecież inne - mówię popijając kawę.
-Właśnie nie, taka już może się nie zdarzyć. Więc jedziemy. Zapłacę za swój bilet, a ty masz sponsorowany wiec jedziemy. Kiedy odjazd?
-Jutro o 9 - odparłam. -Tylko muszę potwierdzić.
-Okey, to ty zadzwoń a ja idę do pracy. Powiem szefowi że muszę wyjechać na 3/4 dni. - powiedział i ponownie mnie pocałował w policzek.

Zostałam sama.
Wybrałam numer do tego gościa. Zgłosił się po pierwszym sygnale. Oczywiście bardzo się ucieszył że mogę jechać. Na moje konto wysłał już cztery bilety do Grecji na jutro.

No cóż mi zostało. Pakowanie!
Wzięłam moją kochaną fioletową torbę i zaczęłam wrzucać ciuchy na wesele. Oczywiście jakąś sukienkę bo nie będę chodzić i robić w łachmanach rzeczy.

Gdy Ezra wrócił miałam już wydrukowane bilety które położyłam na stole w kuchni.
-Co to? - zapytał gdy robiłam pranie w łazience.
-Powiedziałam że jadę z narzeczonym a on od razu kupił cztery, dwa na powrót oczywiście - powiedziałam nie podnosząc wzroku znad ciuchów.

Następnego dnia strasznie się denerwowałam. Poznałam rodzinę panny młodej... która jak się okazało była moją znajomą z uniwerku.

Wyruszyliśmy do Grecji. Napstrykałam parę fotek jak wsiada do samolotu. Jak żegna się z prababcią która z przyczyn choroby nie może jechać. Uchwyciłam świetnie ich wyraz twarzy, ich łzy.

-Kochanie - szepnął Ezra gdy siedzieliśmy już w samolocie, było po północy - śpisz?
-Nie - odparłam i ułożyłam głowę na jego ramieniu.
-Sądzisz że będzie wszystko w porządku?
-Oczywiście a co ma się stać?
-No nie wiem...
-Nie mów że teraz panikujesz, ty kapitan straży pożarnej. - zaśmiałam się a Ezra mi zawtórował.
  • awatar Gość: Opowiadanie jak zwykle świetne, ale to chyba wiesz :D No i co mam nadzieje że dziś coś dodasz :*
  • awatar Pamiętnik Nastolatki ^^.: Jestem mega ciekawa co będzie dalej ;) Ocena oczywiście 1000000/10 ;*
  • awatar Omomomom *.*: 10/10 <3 Hmm co może wydarzyć sie podczas podróży ?? No nie wiem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

chudzinaxd
 
panna15
 
Napisała do mnie Kinia i prosiła bym to wstawiła. Chodzi o to, że z racji tego iż było 10 komentarzy chciała zrobić wam niespodziankę po 17 i wstawić opowiadanie ale z przyczyn niezależnych od niej występuje błąd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dziękuję za komentarze i przepraszam że opowiadanko dopiero dziś ale po prostu miałam urwanie głowy a od wczoraj źle się jeszcze czuje... No cóż idą święta, mam wolne więc jak się ładnie postaracie to nadrobimy z opowiadaniami przez ten tydzień
Następny wpis gdy będzie 10 komentarzy

____________________________________________

Następnego dnia obudziłam się w nowym mieszaniu Ezry w Niemczech. Podła kanalia mnie wywiozła!
Przeciągnęłam się w swoim starym łóżku które jako jedyne chyba ocalało po pożarze. Wstając uświadomiłam sobie że mam tylko na sobie moją bieliznę oraz ulubioną koszulkę Ezry. TYLKO!
Na bosaka poszłam do kuchni gdzie zastałam mojego narzeczonego.
-Mrał kotku... nie wiedziałem że jest ci w niej aż tak świetnie - powiedział całując mnie na powitanie. Usiadłam przy naszym stole. Ezra postawił przede mną talerz naleśników a obok kubek kawy.
-Co tam kochanie? - powiedział gdy patrzyłam się na niego jak w obrazek. Ubrany tylko w dresy bez koszulki. Mogłam spokojnie podziwiać jego wysportowany brzuch.
-Nic, co dziś robimy? - zapytałam.
-Hmm- zamruczał cicho niby myśląc. Ale wiedziałam że ma ułożony już plan. - Najpierw wycieczka po tym pięknym mieście bo przecież mało widziałaś! A później przyjęcie u mojego kumpla.
-Kolejne przyjęcie - jęknęłam. Przecież dopiero dwa dni temu odbyło się nasze zaręczynowe.
-Idę się myć - powiedział wstając. Dojadłam swojego naleśnika, wstawiłam talerz do zlewu i na palcach przeszłam po nowej drewnianej podłodze do łazienki. Drzwi nie miały jeszcze zamontowanego zamka wiec cicho otworzyłam je. Ezra stał do mnie tyłem ciągle w dresach czekając aż woda się nagrzeje. Objęłam go od tyłu i przytuliłam się mocno. On zaskoczony zachwiał się nad pełną wanną i wpadł do wody pociągając mnie za sobą. Oboje leżeliśmy w wannie śmiejąc się do łez.
-Skoro chciałaś się ze mną myć - powiedział tym swoim lekko zachrypniętym głosem którym mnie uwiódł - wystarczyło powiedzieć bym poczekał.
Wybuchłam śmiechem.
On się uśmiechnął a potem przybliżył się do mnie i mnie pocałował. Namiętnie tak jak kiedyś gdy byłam jeszcze z tym chorym psychicznie Mateuszem.
-Okey, następnym razem ci powiem - parsknęłam i wyszłam z wanny. Mokra koszulka przykleiła mi się do ciała i prześwitywała. Ezra miał świetny widok na mój czarny stanik. Sam siedział w wannie w mokrych dresach i patrzył na mnie jak dziecko patrzące na lizaka którego pragnie. Ochlapałam go wodą i wyszłam z łazienki. Zamykając drzwi usłyszałam tylko jego "Jezu..."

Faktycznie nie znałam tego miasta. Mieszkałam tu od rok? Dwóch? Szybko zleciało że nie zauważyłam. Odwiedziliśmy chyba 20 restauracji bo Ezra chciał bym posmakowała wszystkie najlepsze przysmaki jakie są najlepsze w Niemczech. Spokojnie, spaliłam je podczas długich spacerów po wszystkich parkach jakie chyba znaleźliśmy. Trochę było słabo biegać po tych wszystkich atrakcjach w botkach na wysokim obcasie i w zwiewnej spódnicy.

Wieczorem pomimo tylu atrakcji wciąż miałam siłę i jako jedyna chyba najbardziej tańczyłam na parkiecie u Stevena, kolegi Ezry.
Coś koło północy tańczyłam jak wiele innych rozchichotanych dziewczyn, które chyba za dużo wypiły, gdy poszedł do mnie nieznajomy.
-Zatańczmy? - zapytał. Roześmiałam u się w twarz.
-Przecież to robimy - odparłam.
-Ale ze mną - powiedział i przycisną moje ciało do swojego, tak mocno aż jego kości biodrowe wbijały mi się w brzuch.
-Przestań - powiedziałam. Ale on przycisnął mnie jeszcze mocniej i to go chyba podnieciło... Próbowałam się wyrwać ale on trzymał mocno, nie chciał puścić.
-Przestań! - powtórzyłam po raz setny.
-Robisz się nudna kochanie - zamruczał i pocałował mnie w szyję. Próbowałam się wybrać. Nic z tego.
Nagle jakaś ciemna postać zjawiła się przed nami.
-Ona chyba powiedziała byś przestał - usłyszałam. Steven.
Chłopak nie zareagował. Steven chwycił go za ramiona i pociągnął do tyłu odczepiając jego lepkie łapska ode mnie. Poprawiłam spódnice i włosy.
Steven wyprowadził chłopaka na dwór. A z gości nic nikt nie zauważył. Po chwili wrócił gospodarz.
-Przepraszam ale gdy Will za dużo wypije...
-Nie, spoko nic się nie stało - powiedziałam uśmiechając się. Steven był gejem. Owszem krył się ale w swoim własnym domu nie. Dopasowane dżinsy, marynarka... kredka do oczu na górnej powiece.
-Jeszcze raz cię przepraszam - powiedział- Idę do Ezry, idziesz?
Kiwnęłam głową.

Późną nocą czyli coś koło 3 rano wracaliśmy metrem do domu. Oczywiście Steven nie powiedział Ezrz że Will się do mnie dobierał. A ja po prostu później nie widziałam Willa. Dzięki Bogu... a może dzięki Stevenowi?
Padłam na łóżko zmęczona. Ta cała impreza wykończyła mnie. Ezra przyszedł do mojego pokoju i usiadł na łóżku.
-Jak się czujesz? - zapytał.
-W porządku, jestem tylko zmęczona.
-No.. dobrze. - powiedział i wstał z łóżka. Ruszył ku drzwi gdy nagle go zawołałam.
-Ezra.
On przystanął przy futrynie i obejrzał się.
-Nie chce spać sama - powiedziałam cicho. On podszedł pocałował mnie w czoło i wyszedł. Nie rozumiem go...
Przewracałam się z boku na bok aż do 4 rano. Nie mogłam spać.
Na bosaka poszłam do pokoju Ezry. Uchyliłam delikatnie drzwi.
-Śpisz? - zapytałam. Już miałam zamknąć drzwi i wrócić do siebie gdy odpowiedział "Nie"
-Mogę do Ciebie? Nie mogę spać - powiedziałam cicho.
-Jasne, chodź - powiedział. Wsunęłam się w miękką pościel obok niego i przytuliłam się do nagiego brzucha. Usnęłam jak dziecko na tej twardej poduszce z mięśni.
Przed zaśnięciem słyszałam jeszcze cichy głos Ezry:
-Ich liebe dich Ali.
- Steven

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Opowiadanie dodam jutro lub pojutrze. Zależy od czasu jakim będę dysponowała. Coś mnie tchnęło na taką krótką historię.

Pamiętam ten dzień gdy Cię poznałem. Biegłaś wtedy spóźniona do klasy, w dłoniach trzymałaś książki. Ja szedłem spokojnie, nie przejmowałem się tym, że się spóźnię ale ty widocznie tak. Nagle mnie nie zauważyłaś i wpadłaś na mnie rozpędzona prawie mnie przewracając. Przytrzymałem Ciebie abyś nie upadła na podłogę. Książki z hukiem upadły na podłogę. Spojrzałem w te twoje błękitno szare oczy i coś mnie tknęło. Miłość od pierwszego wejrzenia? Może... nie wiem. Przytrzymałem Cię chwilę abyś złapała równowagę. Twój oddech powoli wracał do normy.
-Przepraszam - powiedziałaś cicho, lekkim zachrypniętym głosem. Puściłem Cię a ty stałaś wpatrując się we mnie jak w obrazek. Czułem się trochę niezręcznie.
-Spoko, nic się nie stało - powiedziałem i schyliłem się po książki. -To twoje.
-Dzięki - powiedziałaś, wzięłaś ode mnie książki i ruszyłaś chwiejnym krokiem na górę. Odwróciłem się i patrzyłem jak odchodzisz. Chciałem za Tobą pobiec, coś powiedzieć. Ale ty tylko parę razy się odwróciłaś i wciąż oszołomiona uśmiechnęłaś się słodko. Wtedy wiedziałem. Podobałaś mi się od dawna ale teraz już wiem.

W sumie nie wiem kiedy to się stało. Zaczęliśmy ze Sobą chodzić. Codziennie rano siedziałaś na ławce, chyba żeby więcej nie spóźniać się na lekcje. Byłaś taka słodka, robiłaś słodkie miny jak czytałaś te wszystkie książki, codziennie inną.
Codziennie rano witałem się z Tobą, na przerwach obserwowałem a na lekcjach rozmyślałem.
-Leśniak, chyba się zakochałeś - powiedziała moja ulubiona sorka gdy stałem pod tablicą i kompletnie nie wiedziałem co jej odpowiedzieć ani jak rozwiązać przykład. Dosłownie myślałem cały czas o Tobie.
-Siadaj, nie wstawię ci 1 - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Odetchnąłem z ulga.
I w tej chwili postanowiłem zaryzykować.
Po lekcjach poszedłem do sklepu z Moniką. Wybierałem dla ciebie odpowiedni prezent, nie wiedziałem co może ci się spodobać. Wychodząc z Monią przypadkowo wpadłem na Ciebie. Chciałem zagadać ale ty widocznie się zdenerwowałaś... a może i gorzej? Szturchnęłaś mnie ramieniem i poszłaś dalej. Zrobiło mi się strasznie przykro. Chciałem ci to jakoś wyjaśnić ale kompletnie nie wiedziałem jak.

Następnego dnia kompletnie mnie ignorowałaś. Gdy podszedłem do Ciebie ty uciekałaś. Pisałem, ignorowałaś nawet nie przeczytają sms'a. Postanowiłem zaryzykować. Szłaś korytarzem. Próbowałaś wmieszać się w tłum lecz słabo ci to szło. Podszedłem do Ciebie i pocałowałem Cię nim zdążyłaś mi uciec. Wiele osób spojrzało na nas ale ja ich ignorowałem. Liczyłaś się ty. Dałem ci wisiorek. Ty uśmiechnęłaś się tak samo jak kilka tygodni wcześniej, gdy cię poznałem.
-Kocham Cię - wyszeptałem i ponownie ją pocałowałem.

Kilka następnych miesięcy szybko zleciało. Codziennie rano witaliśmy się. Czasami ty podchodziłaś gdy stałem z chłopakami i mnie całowałaś. Bardzo mi to odpowiadało. Wiem że byłaś wstydliwa, ale chyba to przełamałaś.
Byliśmy szczęśliwi, po raz pierwszy widziałam na twojej twarzy taki uśmiech. Ten sam który widziałem jak się poznaliśmy.
Niedługo później zaczęły się wakacje. Dla nas coś wymarzonego. Pomimo że mieszkałem prawie 60 km od Ciebie miałem codziennie dla Ciebie czas. Mój tata codziennie jeździł do pracy niedaleko twojej miejscowości. Nic więcej do szczęścia nam nie było trzeba. Mieliśmy siebie.

Zaczął się nowy rok szkolny. Zmieniłaś się. Nie widzieliśmy się dwa ostatnie tygodnie. Ale przecież codziennie do Ciebie dzwoniłem, pisałem sms'y. Ale ty doskonale ukryłaś TO przede mną.
Stałaś się cicha, mało rozmowna, już się nie uśmiechałaś jak kiedyś.
Czasami olewałaś szkołę. Nie wiedziałem co się dzieje. Byłem bezradny. Rozmawiałem z Tobą, rozmawiały z Tobą twoje przyjaciółki, moi kumple, nawet wychowawczyni. Nic. Byłaś zamknięta.

Pewnego dnia, a właściwie tygodnia przestałaś chodzić do szkoły. Ze szkoły miałem niedaleko do Ciebie więc przyjechałem po lekcjach. Niestety nie było Cię. Twoi rodzice też nie wiedzieli co ci jest. Nie przyszłaś w następnym tygodniu.
Pewnej soboty dostałem telefon od twojego taty. "Jest w szpitalu". Nie myśląc za wiele wsiadłem na motocykl i jak najszybciej pojechałem do Ciebie.

Leżałaś blada w bladym pokoju, w bladej pościeli. Na dłoniach miałaś długie rany robione żyletką. Wtedy gdy mnie zobaczyłaś rozpłakałaś się. Zaczęłaś cicho krzyczeć przepraszam. Usiadłem obok Ciebie. Łzy stanęły mi w oczach.

Miesiąc później wydobrzałaś. Znowu stałaś się szczęśliwa, uśmiechnięta. Mówiłaś mi o wszystkim. Sądziłem że to dobrze.

Zmarłaś. A właściwie popełniłaś samobójstwo. Ja nadal obwiniam się o to. Jak mogłem nie zauważyć, że depresja się nawróciła? W szkole oczywiście zrobili coś co przypomniało mszę na twoje upamiętnienie. Tylko gdzie nie gdzie słyszałem salwy śmiechu podczas mszy. Wiele osób cię kochało... a ty nas po prostu zostawiłaś. Jak mogłem nie zauważyć?

Wciąż pamiętam twój uśmiech. Ten z pierwszego dnia gdy cię poznałem. Twoje dłonie na mojej bluzce, moje na twojej talii nie pozwalające ci upaść. Nigdy nie chciałem pozwolić ci upaść. Ale pozwoliłem. Wtedy. Podczas depresji.
Jedyne co mogę prosić to... wybacz mi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Macie kolejną część ale za to następna dopiero gdy zobaczę w liczniku odwiedzin 5 000
__________________________________
Gdy przyjechaliśmy pod mój dom, Luke zostawił mnie i pożegnał się czule a potem wrócił do kapeli. Ja wchodząc na podjazd zobaczyłam ciemnoniebieskie BMW zaparkowane na środku podwórka. Nie znałam nikogo kto takie miał, a rejestracja nie była polska. Weszłam do domu i krew niemal mnie zalała. W salonie siedział Ezra i popijał herbatę z moim ojcem.
Rzuciłam torbę na ziemie.
-Oo już jesteś kochanie - powiedział tata - Patrz kto nas odwiedził.
-Co ty tutaj robisz?- krzyknęłam do Ezry. Chłopak wyraźnie się zmieszał. Nie wiedział co powiedzieć wiec wzięłam torbę i ruszyłam w stronę schodów.
-Za godzinę ma cie tu nie być - krzyknęłam i poszłam na górę. Mój tata tylko westchnął i bezradnie wzruszył ramionami.
Po chwili usłyszałam kroki za mną.
Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi tuż przed nosem Ezry. On nie pukając wszedł.
-Kochanie przyjechałem po ciebie - powiedział i próbował mnie objąć.
-Tsa -odparłam wyplątując się z jego uścisku-Czego chcesz?
-Żebyś wróciła, oszalałem....
-Masz rację oszalałeś...
-Z miłości do Ciebie Ali, kocham Cię! - powiedział.
W jego oczach zobaczyłam że mówi prawdę.
-A może...- zająknęłam się - może ja cię nie kocham?
-Ali nie opowiadaj głupstw
-Posłuchaj wszystko to co mnie spotkało w Niemczech to jedna wielka pomyłka, jestem tutaj szczęśliwa.
-To przeprowadzimy się tutaj, razem.
-Nie Ezra, nie rozumiesz? Wszystko - powiedziałam i odwróciłam głowę by nie zobaczył moich kłamstw.
-Ali, wiem że nie mówisz prawdy.
-Skąd wiesz? - spojrzałam na niego.
-Widzę to, wiem jak się zachowujesz gdy kłamiesz, gdy się stresujesz, widziałem jak na mnie patrzysz, jak mówisz że mnie kochasz, czułem to co czujesz do mnie, gdy cię całowałem, czuje nawet teraz jak puls przyspiesza ci gdy to mówię, gdy cię dotykam.. nie kłam przy mnie, nie kłam o swoich uczuciach.
I wtedy mnie pocałował. Mocno i namiętnie. Miałam go odepchnąć ale w zamian przytuliłam go. Objął mnie mocniej a ja po chwili oplotłam swoje nogi o jego biodra, włosy rozsypały się nam na twarze, usta dotykały ust.
Gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie oboje byliśmy zdyszani. Spojrzałam mu w oczy.
-Naprawdę? - szepnęłam obejmując go mocniej za szyję.
-Tak. - on tylko odparł i znowu mnie pocałował. Nagle on przewrócił się na łóżko a ja poleciałam za nim. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Panno Alisoon - wymruczał seksownie Ezra - czy zechciałaby panienka wyjść za mnie?
Spojrzałam na niego. W oczach miał bezgraniczną miłość do mnie.
-Tak - powiedziałam i pocałowałam go w usta.

Długo leżeliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Opowiedziałam mu o Luku i Dominiku, o tym jak spędziłam te dwa dni z Lukiem. A Ezra? Nawet gdy dowiedział że przespałam się z innym nie zainteresował się. Wiedział że go kocham i stwierdził że to nie była zdrada.
Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam żeby kupiła coś specjalnego na kolację. Zdziwiona powiedziała że coś wymyśli.
-Hmm organizujemy przyjęcie zaręczynowe? - zapytał ocierając się o mój policzek.
-Serio? Chce ci się? - zaśmiałam się. - No możemy ale problem polega na tym, że ja mam tu przyjaciół a ty rodzinę w Niemczech.
-To co - wzruszył ramionami. -Zadzwonię do mamy
Powiedziawszy to stanął z łóżku i wyszedł.
Ja zadzwoniłam do Lili i Liz, poinformowałam ich o moich zaręczynach. Obie zareagowały tak samo. Ustaliłam z jedną i druga datę przyjęcia. Większość osób ma się zjechać już w tym tygodniu wiec przyjecie będzie w następną sobotę. To tylko 5 dni... albo aż 5 dni...

Gdy mama przyjechała, pomogłam jej w kolacji, w tym samym czasie tata pograł z Ezrą w jakieś gry wojenne... dosłownie jak dzieci.
Mama oczywiście bardzo się ucieszyła widząc Ezrę.

Gdy usiedliśmy do stołu panowała miła atmosfera. W pewnym momencie gdy kolacja zbliżała się ku końcowi postanowiłam wyjawić prawdę.
-Mamo, tato ta kolacja nie miała być na cześć tego że Ezra przyjechał - powiedziałam upijając łyk wina.
-Jak to? - zdziwiła się mama.
-Mam a właściwie mamy wam coś innego do powiedzenia.
Ezra posłał mi słodki uśmiech, odwzajemniłam go a później spojrzałam na rodziców.
-Ezra mi się oświadczył... a ja przyjęłam.
Mama wykrzyknęła zdziwiona a tata roześmiał się i poklepał Ezre w ramię.
-Gratulacje... synu? - zaśmiał się tata. Mama oczywiście się popłakała ze szczęścia. Przytuliła i wycałowała Ezrę a później mnie.
Gdy stała na przeciw mnie trzymając mnie za dłonie spytała
-Ale nie jesteś w ciąży?
-Skąd!- zaśmiałam się. Mama najwyraźniej odetchnęła z ulgą. -Po prostu spotykaliśmy się przez pewien czas... no kochamy się.
-To dobrze córciu... a powiedz mi... chcecie mieć przyjęcie zaręczynowe?
-Oczywiście, w sobotę mam plan go zorganizować.
-Tak się cieszę, zaraz zadzwonię do dziadków - powiedziała i wyszła. Spojrzałam na Ezre a on posłał mi najwspanialszy uśmiech jaki do tej pory widziałam.. choć nie. To ten sam uśmiech który widziałam jak przyjechałam do Niemczech, jak się śmiał że nie umiem Niemieckiego. Podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Tata wymknął się cichaczem do kuchni a ja stałam z Ezrą na środku salonu przytulając się.

Już od następnego dnia przygotowania ruszyły pełną parą. Wszystkie ciotki i babcie zjechały się aby w każdym detalu zaplanować przyjęcie. Ja sporządziłam listę gości, zapoznałam Ezre z moją rodziną. Tata i męska część rodziny zaczęła znosić stoły, lampy na wieczór, krzesła i tym podobne. Raz albo mi się zdawało albo widziałam sztuczne ognie!

Obudziłam się sama w łóżku. Przez okno wpadało rześkie powietrze. Przeciągnęłam się i spojrzałam w okno. Jasna cholera to dziś!

Zbiegłam na dół w krótkich spodenkach i byle jakiej bluzce i stanęłam jak wryta. Na dole było mnóstwo osób w tym moi przyjaciele uśmiechnięci od ucha do ucha, ubrani elegancko. Wszyscy spojrzeli na mnie a ja uciekłam w popłochu na górę.
Z dołu usłyszałam salwy śmiechu.
Świetnie! Super!

Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
-Mogę wejść? - zapytała Liz, ubrała się w przepiękną zieloną sukienkę.
-Jasne - mruknęłam. Siedziałam na podłodze a w okół mnie stosy ciuchów. -Nie wiem w co mam się ubrać.
-Co była by ze mnie przyjaciółka gdybym ci czegoś nie przywiozła. - Powiedziała Liz wyciągając z tyłu torbę. - Wszystkiego najlepszego
-Dzięki jesteś kochana - powiedziałam podchodząc do przyjaciółki. Mocno ja przytuliłam a potem otworzyłam torbę.

Długa fioletowa suknia sięgała do kolan. Liz umalowała mnie a Lili zrobiła fryzurę. Dziewczyny bardzo się nawzajem polubiły.
Gdy zeszłam na dół przywitały mnie grom oklasków i życzeń. Uśmiechnęłam się szeroko i udawałam wielce zainteresowaną ale wzrokiem błądziłam w poszukiwaniu Ezry. I go znalazłam. Stał na końcu korytarza i rozmawiał z wujkiem Erykiem. Chyba mnie zauważył bo się uśmiechnął i podszedł do mnie. W tym samym czasie podszedł do mnie tata i wcisnął mi kieliszek szampana.
-Zdrowie młodej pary - krzyknął głośno. Wszyscy na znak podnieśli toast a Ezra pojawił się obok mnie. Ktoś krzyknął gorzko i w jednej chwili mój narzeczony mnie pocałował. Tak mocno i namiętnie aż straciłam dech w piersiach.

Pół godziny później zeszliśmy do ogrodu aby coś zjeść. Co chwile tłum ludzi mnie pozdrawiał i życzył wszystkiego najlepszego.
Nawet ich nie znam.
Wybiła 20 i trzeba było odtańczyć pierwszy taniec... serio myślałam że takie rzeczy tylko na weselu.

Bawiłam się świetnie, przyszli wszyscy moi znajomi, przyjaciele. Cześć nawet pojawiła się z Niemiec.
-Kochanie musimy jechać - powiedział Ezra
-Jak to? Na podróż po ślubną? - zaśmiałam się.
-Nie, ale małą wycieczkę - odparł i pociągnął mnie w stronę samochodu. Pożegnałam się ze wszystkimi i wsiadłam z moim oficjalnie już narzeczonym. Ciemnogranatowa BMW Ezry ruszyła.

Gdzieś w połowie jazdy musiałam usnąć bo gdy się obudziłam rozpoznałam już tylko niemieckie tablice.
-Ezra? - zdziwiłam się.
-Mam dla ciebie niespodziankę - powiedział cicho głos tuż obok mnie. -Śpij kochanie.
I poszłam spać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Opowiadanie trochę dłuższe bo ostatnio takie krótkie wam dawałam ;d
Z racji tego iż dziś jest pierwszy dzień wiosny to dziś wstawiam Wczoraj nie miałam czasu bo poszliśmy na wagary klasowe i potem był przypał... szkolenia na szczęście dzisiaj nie ma, a podobno miały być uf...
Plan na następny tydzień:
We wtorek mam wywiadówkę więc na pewno nie wstawię opowiadania... w piątek muszę zaliczyć jeszcze angielski więc jeśli nic mi po drodze nie wypadnie to kolejne opowiadanie będzie w środę ale pod warunkiem że tutaj będzie 10 KOMÓW
Życzę miłego dnia
_________________________________________________

Jechaliśmy dość długo, nawet nie wiem w którą stronę. Pędziliśmy między polami, lasami. Aż w końcu poczułam chłodna bryzę. Zdziwiona przytuliłam się mocniej do Luka.
On skręcił w żużlową drogę. Wjechał pomiędzy las i zatrzymał motocykl.
-Jesteśmy na miejscu - powiedział biorąc nasze rzeczy.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-No co?- zaśmiał się. Wziął mnie za rękę i poprowadził do drewnianego domku.
Zapach sosen uderzył mocno. Luke otworzył drzwi i przystanął by przepuścić mnie.
-Zapraszam - uśmiechnął się szeroko. Weszłam przed nim. Słońce padało na czyste panele a drobinki kurzu latały w powietrzu.
-Sypialnie są na górze, twoja sypialnia po prawej, moja po lewej - powiedział otwierając po kolei drzwi. -Tutaj masz kuchnię i pokój dzienny. Łazienka jest tutaj ale są też na górze.
Pogubiłam się.
-No dobrze to idź i się rozpakuj a ja zrobię coś do jedzenia na drogę i jedziemy.
-Gdzie? - zaciekawiłam się.
-Zobaczysz się - powiedział wchodząc do kuchni.

Pół godziny później zajechaliśmy na plac painballa.
-O nie, nie zmusisz mnie - powiedziałam.
-Owszem zmuszę - powiedział podchodząc do okienka, gdzie siedział stary facet - dzień dobry.
-Dzień dobry, dobrze przyjechaliście, akurat wchodzi grupa. - odparł wpuszczając nas do szatni. Przebraliśmy się w mundury wojskowej i wyszliśmy na plac. Stała tam pokaźna grupa ludzi uśmiechniętych od ucha do ucha.
-Mam dla was jeszcze dwie osoby - powiedział staruszek i sobie poszedł. Przywitałam się z nieznajomymi. Luke trafił do przeciwnej drużny niż ja.
Zaczęliśmy grę. Postanowiliśmy że która drużyna zdobędzie flagę wygrywa. Ja oczywiście zgubiłam moją grupę i nie wiedziałam kompletnie gdzie iść.
Nagle usłyszałam ciche klikniecie a chwilę później żółta farba z ciekała mi po ramieniu. Spojrzałam w stronę z której prawdopodobnie dostałam. Stał tam ukryty żołnierz prawie niewidoczny. Przestraszona pobiegłam w przeciwną stronę.
I tak około godziny poszukiwałam kogokolwiek z mojej grupy albo tą głupią flagę.
W pewniej chwili zobaczyłam czerwoną flagę powiewająca na wysokiej wieży. I jak to ja nie myśląc pobiegłam jak ostatnia idiotka przez puste pole. Po chwili rozległy się trzy wystrzały. Dostałam po ramionach i jeden w głowę, ale biegłam dalej. Sama też wystrzeliłam parę razy. Wątpię bym kogokolwiek trawiła.
Wbiegłam po drewnianych schodkach na górę. Gdzieś w połowie usłyszałam trzask i spadłam z 5 metrów na ziemię. Bolało mnie wszystko. Nagle parę osób zbiegło się do mnie w tym Luke.
-Nic ci nie jest? - zapytał z troską. Wyciągnął dłoń by pomóc mi wstać a ja strzeliłam w niego farbą.
Rozpoczęła się otwarta bitwa, teraz każdy strzelał nie zważając do kogo. Ja z Lukiem śmialiśmy się z sami siebie.
W pewnej chwili on mnie objął i mocno pocałował.
Przyparł mnie do chwiejnej konstrukcji wieży i pocałował namiętnie.
Odsunęłam się na chwilę. Otworzył szeroko oczy i spojrzał na mnie niepewnie a zarazem z pożądaniem.
Chwyciłam go za przód munduru i przyciągnęłam go do siebie. On znowu mnie pocałował. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zignorowałam dzwonek kończący naszą wojnę.
-Musimy iść - powiedział cicho pomiędzy pocałunkami.
-Okey - pocałowałam go ponownie. On tylko się zaśmiał.
Ruszyliśmy z pozostałymi do łazienki by zmyć farbę. Jak się okazało byłam jedyną dziewczyną. Wszyscy gratulowali mi mojej wytrwałości, w końcu to wyczyn dostać z 3 kulek i nie paść. W rzeczywistości wszystko mnie bolało.

Nim dojechaliśmy do naszego domku w buszu zrobiło się ciemno. Zsiadłam z motocyklu i sama zdjęłam Lukowi kask a potem go namiętnie pocałowałam. Zdziwiony odwzajemnił pocałunek.
-Dziękuję - szepnęłam i uciekłam do domu nim zdążył cokolwiek powiedzieć.

Boże co ja robię ze swoim życiem?! Z jednej strony Luke strasznie mnie pociąga... ale no.. a Ezra?
Tak, zaczęłam przejmować się Ezrą.
Siedząc na swoim łóżku i rozmyślając o Ezrze i Luku całkowicie zapomniałam o bożym świecie. Nagle coś zastukało w drzwi. Po chwili stanął w nich Luke w krótkich szortach i bluzie. Wyglądał tak słodko....
-Zrobiłem kolacje, zejdziesz? - zapytał.
-Jasne, tylko zadzwonię do mamy - powiedziałam siląc się na uśmiech.
-Okey, czekam - powiedział i zamknął drzwi. Chwyciłam telefon i pierwsze to zrobiłam to zadzwoniłam do Ezry.
-Halo? - powiedział lekko zaspanym głosem.
-Cześć Ezra, tu ja... Ali
-Oo Ali - od razu się rozbudził - co jest?
-Nic, dzwonie sprawdzić jak się trzymasz.
-Hmm - mruknął tylko - dziewczyna którą kocham uciekła coś dwa miesiące temu ode mnie bez słowa... a teraz dzwoni do mnie po nocy.
-Przepraszam... - powiedziałam i chciałam się rozłączyć ale usłyszałam głos Ezry
-Jeśli się teraz rozłączysz to przyjadę do Ciebie!
-Nawet o tym nie myślałam - skłamałam.
-No...
-Więc? - zapytałam.
-Nie no w porządku... Mikołaj jest skazany na 25 lat pozbawienia wolności... mój brat umarł a ty uciekłaś...
-Ezra, przepraszam musiałam to wszystko przemyśleć.
-Kiedy wracasz?
-eee jeszcze o tym nie myślałam.
-To po co dzwonisz?
-Sprawdzić...
-Ah tak. No cóż. W porządku, nie przeszkadzaj sobie w randce - powiedział wypluwając jadowite słowa - Owszem wiem, że jesteś z kimś. Twoja świetna koleżanka odebrała twój telefon w domu i powiedziała żebym przestał już do ciebie wydzwaniać bo masz innego. Szybko się pozbierałaś.
-Ale...
-Żegnaj Ali- powiedział i się rozłączył.
Łzy popłynęły mi po policzkach. Nawet nie chciało mi się ich ocierać. Spojrzałam na telefon.

Zeszłam na dół. Luke popijał wino na tarasie, nienaruszone jedzenie wyglądało bardzo apetycznie.
-O jesteś - powiedział wstając.
Podszedł do mnie i mnie przytulił.
-Coś się stało? - zapytał.
-Zimno trochę - skłamałam. On zdjął bluzę i mi ją podał
-Dziękuje - odparłam. Usiedliśmy do stoły. Nie mogłam przełknąć żadnego kęsa.
-Ali widzę, że coś się dzieje- powiedział nalewając mi wino.
Przysiadł się na ławce obok mnie i mnie przytulił a ja jak dziecko rozpłakałam się mocząc mu bluzkę.
On tylko objął mnie mocniej i pozwolił mi się wypłakać. Zmęczona wrażeniami dzisiejszego dnia usnęłam mu w ramionach. Luke widząc to wziął mnie zaniósł na górę i ułożył do snu.
Gdy wstawał z mojego łóżka złapałam go za dłoń.
-Zostań ze mną - powiedziałam cicho.
-Ali - jęknął - będziesz potem tego żałować.
-Ale ja chce tylko spać - powiedziałam i ponownie usnęłam w jego ramionach.

Następnego dnia obudziłam się pierwsza. Fala wspomnień z wczoraj zalała mnie aż jęknęłam. Nagle poczułam czyjś oddech na szyi. Odwróciłam się przerażona. Luke spał spokojnie lekko pochrapując.
Uśmiechnęłam sie na jego widok i sięgnęłam po telefon. Zrobiłam mu kilka zdjęć.
Nagle niejedzenie dawno dało o sobie znać. Poszłam do kuchni upichcić nam śniadanie. Wcale nie przejmowałam się że jestem w krótkiej bluzce oraz bardzo ale to bardzo krótkich spodenkach.
Smażyłam akurat jajka na patelni gdy Luke objął mnie od tyłu i położył delikatnie dłonie na biodrach. Zamruczał przy tym tak seksownie że mało co nie upuściłam patelni.
-Dzień dobry - powiedział całując mnie w szyję. Wzdrygnęłam się na ten lekki dotyk.
-Śniadanie gotowe - powiedziałam i przesunęłam się by wyjąć talerze. Luke miał inny zamiar. Złapał mnie a biodra i posadził na blacie a sam stanął między moimi nogami.
-Luke... - jęknęłam. On tylko pocałował mnie namiętnie w usta, później w szyję, obojczyk. -Nie mogę.
-Czemu??
-Bo...
-Bo? - jego dwudniowy zarost ocierał się o moją szyję.
-Mam innego - powiedziałam cicho a on od razu podniósł głowę. Spojrzał na mnie zdziwiony. I zarazem zraniony.
Zacisnął dłonie leżące po obu moich stronach. Wściekły odepchnął się od blatu i poszedł na górę. Od razu pobiegłam za nim.
Weszłam do jego pokoju gdy on rzucał czym popadnie w ścianę. Telefon i lampka leżały rozbite na podłodze. Podeszłam do niego i objęłam go mocno za ramiona.
-Uspokój się - powiedziałam. On odwrócił się i przygwoździł mnie do ściany. Obie dłonie przymocował mi nad głową i pocałował namiętnie, niemal brutalnie. Łzy popłynęły strumieniami. Powinnam go znienawidzić za to ale czułam się dobrze przy nim.
Rozpiął mi spodenki i ściągnął jednym ruchem. Już chciał zdjąć swoje ale się zawahał. Zobaczył moje łzy.
-Ali ... - powiedział przepraszająco a ja płakałam nadal. -Boże ale ze mnie idiota.
Usiadł na łóżku i oparł łokcie na kolanach. Ukrył twarz w dłoniach.
Podeszłam do niego.
-Luke nic się nie stało. - powiedziałam i objęłam jego ramię. Jego mięśnie napięły się pod moim dotykiem.
-Może wrócimy trochę wcześniej?-zaproponował nagle.
-Nie - powiedziałam i pocałowałam go namiętnie.
Później wyszłam z pokoju i zeszłam do kuchni.

Dziś spędziliśmy dzień nad jeziorem. Trochę pływałam trochę opalałam sie. Luke praktycznie się nie odzywał.
Wieczorem leżąc w łóżku nie mogłam spać. Było strasznie gorąco i duszno. Nawet wiatrak i otwarte okno nic nie pomogły.
Leżałam na pościeli w krótkiej bluzce Ezry.
Teraz albo nigdy.
Poszłam do Luka i usiadłam na jego łóżku. On od razu się obudził i spojrzał na mnie. A może nie spał?
-Coś się stało?- zapytał.
-Po prostu mnie przytul- powiedziałam. On podniósł się i przytulił mnie mocno. Parę razy zakołysał mnie w ramionach nucąc piosenkę.
-Luke...
-Słucham, kochanie? - powiedział i spojrzał na mnie. To spojrzenie wystarczyło. Wiedział że chce, ja wiedziałam że on chce. Nawet jeśli to tylko dla przyjemności, a nie z miłości. To i tak zrobiliśmy to.

Rano obudziłam się, naga wtulona w jego ramiona. Było cudownie. Pachniał jak ten dom.
-Dzień dobry - szepnął cicho mi do ucha.
Pocałowałam go w usta. Owszem czułam coś, ale co to było?
-Musimy wracać - powiedziałam dotykając palcem jego usta.
On tylko jęknął.
-Umiesz coś popsuć. - powiedział i wstał. Jego sylwetka była bardzo wysportowana, każdy mięsień odznaczał się na złotobrązowej skórze. Przyglądałam się mu jak zakłada spodnie motocyklowe i bierze torbę.
-Ty nie wstajesz? - zapytał patrząc na mnie badawczo.
-Jestem naga - powiedziałam cicho.
-To co? - zaśmiał się. -No dobra idę spakować rzeczy z kuchni.
Ja szybko przemknęłam do swojego pokoju.

Coś koło jedenastej wsiedliśmy na motocykl i ruszyliśmy z piskiem opon. To były cudowne dwa dni. Niezapomniane dwa dni. Ale to co czekało mnie w domu zmroziło mi krew.

  • awatar Pamiętnik Nastolatki ^^.: Kiedy następny? Dasz radę wczesniej? Prooosze *u* A co do tg rozdziału - cudowny *.*
  • awatar chudzinaxD: Kiedy next? *,*
  • awatar Panna15: @ι ♥ ℓαgσσηα вℓυє & ƒσтσgяαƒια му ℓιƒє ツ: ehh nie dam rady dziś już wstawić :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Ojej to już 30
Miło się tutaj pisze choć komentarze coś ostatnio spadły ;c
Poprzedni blog na którym ukończyłam dłuższe opowiadanie liczył 52 części + epilog. Potem miałam zamiar coś jeszcze tam dodać ale nie byłam po prostu w stanie. Dla mnie te 4 miesiące bardzo mnie odmienił.
Macie linka na tego bloga.
http://zycie-to-nie-bajka.blogujaca.pl/

Zapraszam na 30 część
__________________________________________

Siedziałam sobie w mojej ukochanej wielkiej bibliotece. W sumie większość czasu tam spędzałam...
Owszem spotykałam się ze znajomymi, przyjaciółmi, byłam kilka razy w kinie ale ciągle było mi smutno z powodu problemów. Zdrada mamy, Ezra stracił brata potem ja wyjechałam, Mikołaj wciąż czyha na mnie w Niemczech.

Leżałam na parapecie wysokiego okna i patrzyłam na zachód słońca. Na kolanach leżała otwarta książka "Wielkie Nadzieje" Lubiłam ją czytać.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otarłam szybko oczy i powiedziałam "proszę"
Do pokoju zajrzała moja mama.
-Tu się chowasz - uśmiechnęła się. - Ktoś do Ciebie
-Wpuść - powiedziałam i ponownie otarłam oczy. Schowałam chusteczki pod koc na którym siedziałam a książkę położyłam na stolik.
Do pomieszczenia wszedł wysoki przystojny brunet o niebieskich oczach. Na początku go nie rozpoznałam. Nie widziałam go w końcu dość długi okres... miesiąc?
-Luke! - krzyknęłam i podbiegłam do niego. On złapał mnie i przytulił mocno.
-Witaj Ali - szeroko uśmiechnął się i spojrzał mi w oczy. Zobaczyłam w nich jakiś smutek.
Odsunęłam się od niego i spojrzałam bacznie w jego twarz.
-Coś się stało?- zapytałam. On tylko wyjął coś białego z kurtki i podał mi. Potem się odwrócił i podszedł do okna. Zaciekawiona otworzyłam kopertę. Najpierw nieznajomi zabierają mnie do domu, potem z Lukiem się umówiłam ale przecież on nie przyjechał a teraz gdy w końcu jest, jest jakiś milczący.
Otworzyłam kopertę i zobaczyłam biało-fioletową broszurkę. Zaciekawiona wyjęłam ją i przeczytałam.
Zaproszenie na ślub.
Spojrzałam zdziwiona na Luka który się nawet nie odwrócił.
Spojrzałam ponownie na zaproszenie. Pod spodem widniał napis.
"Dominik i Patrycja"
-Dominik? - zapytałam zdziwiona.
-A no, żeni się.
-To jaki problem? Powinieneś się cieszyć.
-Cieszyć? - odwrócił się nagle w moją stronę. Jego twarz wyrażała ból - Ali, pamiętasz jak mówiłem żebyś się odczepiła od niego bo ma kogoś innego? Oni mieli romans... to znaczy... Patrycja była moją dziewczyną, miesiąc temu gdy pojechaliśmy do Warszawy zerwałem z nią.
-Tak mi przykro...
-To było w ten dzień gdy do ciebie przyjechałem, mówiłem że muszę się przewietrzyć - uśmiechnął się.
-Skąd wiesz że mieli romans?
-Nakryłem ich kiedyś... jako zespół mieszkamy w jednym mieszkaniu... i ona nawet nie wiedziała że ja i Dominik jesteśmy jak bracia. Gdy z nią zerwałem powiedziała że i tak ma innego, a ja że wiem to mój kumpel. Ostatecznie Dominik nigdy się nie dowiedział o moim związku z Patrycją
-I dlatego taki szybki ślub?
-Po części, a po części że ona zaszła w ciążę i ojcem jest na pewno Dominik bo ja...
-Rozumiem - ucięłam rozmowę.
Siedziałam z nim na parapecie nie wiedząc co powiedzieć. Było mi strasznie głupio.On chyba to wyczuł bo popatrzył na mnie.
-No ale nie po to tu przyjechałem, żeby się żalić ci - powiedział wstając.
-Nie? - zaśmiałam się.
-Nie - powiedział - Pakuj się, zabieram cię na obiecaną randkę.
Zaśmiałam się.
-Co mam spakować?
-Ciuchy na spanie i na jutro - powiedział z błyskiem w oku - mam dla ciebie wiele zajęć. A i weź też jakieś gumki, spinki do włosów.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je szeroko ale się zawahałam.
-A moi rodzice? - zapytałam.
-Pogadałem już z nimi, powiedzieli że dobrze że jestem bo od miesięcy prawie nie wychodzisz.
Prychnęłam wychodząc z pokoju. Przeszłam po miękkim dywanie do swojej sypialni. Wyjęłam moją niebieską torbę i spakowałam trampki, buty do biegania, skarpetki, krótkie spodenki, długie spodnie, bluzę i kilka bluzek.
-Gdzie w ogóle jedziemy? - zapytałam schodząc po schodach z Lukiem.
-Zobaczysz - odparł tajemniczo. Pożegnałam się z rodzicami, obiecałam że jak dojedziemy to do nich zadzwonię a oni tylko życzyli nam dobrej zabawy.

Usiadłam na motocyklu za Lukiem. Czarna honda lśniła w słońcu.
-Złap się mnie - powiedział.
-Tekst na podryw? - zapytałam łapiąc się z tyłu. Chłopak niespodziewanie ruszył a ja mało co nie zleciałam.
-To dla twojego bezpieczeństwa kotku - powiedział muskając moją brodę założył kask. Pomógł mi założyć mój i ruszyliśmy.
Wiatr przyjemnie ruszał moją kurtką. Siedziałam przytulona do Luka jadąc w nieznane.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Hej
Zostałam nominowana przez http://karolusiaa101.pinger.pl/


1. Drugie imię?
Magdalena

2. Ulubiony film? Dlaczego?
Zbuntowana księżniczka... no bo jest fajny, śmieszny...

3. Wymarzone wakacje (opisz).
Hmm chyba te co zapowiadają się... czyli wspólna pasja, przyjaciele inni znajomi

4. Co sądzisz o moim blogu? (:
Jest świetny, naprawdę Nie mam za bardzo czasu na blogi teraz ale praktycznie codziennie na nim jestem

5. Ulubione imię u płci przeciwnej :>
Radek, Patryk, Mateusz

6. Co cię nakłoniło do założenia bloga?
Chęć by inni poznali moje opowiadania

7. Miejscowość, w której chciałbyś/abyś mieszkać?
Mieszkam w idealnym miejscu

8. Szczęśliwy numerek? <:
15 (Mój z dziennika nr)

*NOMINUJĘ*
http://zaczarowana1997.pinger.pl/
http://lagoonablue2002.pinger.pl/

Moje pytania:
1. Ulubiony kolor
2. Ulubiony film
3. Ulubiona książka
4. Ulubiona pora roku
5. Imię najbliższej przyjaciółki
6. Imię najbliższego przyjaciela
7. Zainteresowania (opisz)
8. Wiek
9. Czy i dlaczego (nie) lubisz mojego bloga
10. Znak zodiaku

Ogłoszenia:
Związku z natłokiem zadań, kiepską pogodą i równie kiepskimi ocenami ogłaszam iż wena ponownie odeszła... xD
Nie a tak serio to na prawdę mam kompletną pustkę, nie wiem co napisać... mam coś tam na jutro ale czy mam coś na dalsze dni?
Miłego piątku
  • awatar oparzeni: Witam.Wena lubi samotność i smutek...
  • awatar chudzinaxD: Ooo szkoda że nie masz weny :( Będzie ok! :D
  • awatar Panna15: @ι ♥ ℓαgσσηα вℓυє & ƒσтσgяαƒια му ℓιƒє ツ: Internety nie pozwalają mi wstawić postu :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Mama zrobiła gorącą czekoladę i usiadłyśmy w moim pokoju tak jak lubiłam gdy miałam "młodzieżowe problemy", wtedy zazwyczaj opowiadałam mamie o chłopcach z Liceum i spoza w których się podkochiwałam, wtedy byłam szczęśliwa.
Nie jak teraz.
Teraz co drugie słowo płakałam. Dosłownie ryczałam w poduszkę. Tata stwierdził że to sprawa dziewczyn i poszedł spać.
Gdy opowiedziałam co się stało mama prawie płakała ze mną.
-Och kochanie, tak mi przykro - powiedziała mama.
Przytuliła mnie mocno swoimi drobnymi ramionami.
-Będzie wszystko dobrze kochanie - powiedziała i pocałowała mnie w głowę.
-Mamo, możesz mi powiedzieć u kogo byłaś wtedy gdy do Ciebie zadzwoniłam? -zapytałam.
-Kochanie, byłam z twoim ojcem.
-Nie kłam. Tata był wtedy w pracy.
Spojrzałam na nią krytycznym wzrokiem, na jej twarzy odmalowało się przerażenie. Może za ostro zareagowałam...
-No cóż - westchnęła głośno- Byłam wtedy z kochankiem.
-Mamo! - wykrzyknęłam zdziwiona.
-Och kochanie, nie mów nic ojcu, powiem mu. Obiecuje.
-To wasza sprawa - powiedziałam cicho.
Mama w końcu zostawiła mnie w spokoju.

Godziny przemieniały się w dnie, a dnie w tygodnie i potem miesiące.
Całymi dniami siedziałam w bibliotece rodziców czytając wszystkie książki z mojego regału.

Pewnego dnia nie mogłam zasnąć. Przerzucałam się z boku na bok, tak samo jak wtedy, jak prawie miesiąc temu przyjechałam tutaj z Dominikiem i Luke'm na motocyklach.
Wyszłam na patio, do ogrodu. Księżyc w pełni oświetlał całą werandę.
Nagle usłyszałam cichy warkot silnika. Odstawiłam kubek ciepłego kakao i poszła sprawdzić kogo niesie.
Przy bramie stał nie kto inny jak Luke. Nawet nie wiedziałam że tak bardzo za nim tęsknie. Podbiegłam do niego i przytuliłam go mocno.
-Ooo jak miło - zaśmiał się.
-Co ty tutaj robisz?
-A jak sądzisz? Stęskniłem sie za Tobą.
-Ja za Tobą też, jak wywiady?
-Okropność. szczerze miałem dość i musiałem się przewietrzyć.
-I aż tutaj dojechałeś? - wybuchnęłam śmiechem.
-No tak jakoś się zdarzyło...
-Jasne - walnęłam zaczepnie go pięścią w ramie. On zaśmiał się, złapał mnie w pół i zaczął łaskotać.
-Ejjj to nie fer! - zaczęłam się wydzierać nie myśląc że jest dobrze po północy.
-No dobrze - powiedział stawiając mnie na ziemi- Moje życie tu się kończy i zaczyna.
-Tutaj? W tej dziurze? - zaśmiałam się.
-To tekst piosenki Ali - przewrócił oczami.
-Aa... - powiedziałam zamyślona.
-No dobra ja lecę, bo jutro mam jeszcze jakieś występy i wracamy do Niemiec - powiedział smutno.
-Ok, miło że wpadłeś - powiedziałam i ponownie go przytuliłam.
Luke wsiadł na motocykl, odpalił maszynę.
-Będę wpadał częściej - powiedział uśmiechając się i ruszył z piskiem opon.
Owiał mnie chłodny wiatr i zapach benzyny.
Już miałam wrócić na patio i do domu ale ponownie usłyszałam silnik. Spojrzałam w stronę, gdzie Luke pojechał.
Nagle motocykl zatrzymał się obok mnie.
-Ali... zastanowiłem się- powiedział Luke
-Nad czym? - zapytałam zdezorientowana
-Ali, umówisz się ze mną? - zapytał z nadzieją w oczach.
-Ee jasne, czemu nie - powiedziałam. "Eee jasne?" Jezu...
-Spoko - powiedział. Złożył mi na policzku szybki pocałunek. Nim otworzyłam oczy on już wsiadł na motocykl.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i wróciłam do domu.
-Boże ale jestem głupia - powiedziałam sama do siebie - nawet nie wiem na kiedy się umówiliśmy!
Niestety nie miałam jego numeru... ale on ma mój!

Chciało mi się krzyczeć. Idę na randkę z przystojnym chłopakiem!
Ale zaraz zaraz... a Ezra?
Kurde...
Minął miesiąc a ja się do niego nawet nie odezwałam... ok dzwonił parę razy ale wtedy zazwyczaj mnie 'nie było'
Boje się z nim rozmawiać. Tylko teraz czuje że to złe, że umówiłam się z innym.
No kurde no...
Pójdę na tą randkę i zależy jak będę się bawiła.
Zależy czy ona jeszcze się odbędzie...
  • awatar oparzeni: Witam. który czeka, by się zdarzyć...
  • awatar chudzinaxD: Świetne *,*
  • awatar Panna15: @ι ♥ ℓαgσσηα вℓυє & ƒσтσgяαƒια му ℓιƒє ツ: Będzie jutro :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Aaaa jakie szczęście że napisałam to wcześniej bo dziś nie dałabym rady. Tydzień mega męczący... aż mam ochotę tylko paść i spać
No cóż u mnie zaczynają się rekolekcje już.. a w poniedziałek jeszcze lecę na wykład o żołnierzach wyklętych xD
Następne opowiadanie nie wiem kiedy będzie gdyż tu któregoś dnia lecę na szkolenia (pt/sob/niedz)
Ale w każdym bądź razie życzę wam miłego tygodnia
-------------

Następnego dnia od razu po przebudzeniu usłyszałam gawr rozmów, stukot porcelany. Przetarłam oczy. Gdzie ja jestem?
Spojrzałam na zegarek. 9:30
Poszłam zaciekawiona w stronę kuchni, w brzuchu kiszki marsza grały.
-Dzień dobry - powiedziałam widząc całą roześmianą gromadę chłopaków. Dopiero teraz zauważyłam ich tak naprawdę. Gospodarz był bardzo podobny do Dominika, był może rok lub dwa lata starszy, za to Clara wyglądała na mój wiek. Luke wyglądał jak pozostali. Każdy miał wyrzeźbione ciało, brązowe włosy i jakiś taki chłopięcy urok. Każdy z moich towarzyszy miał tatuaż. Luka tatuaż widziałam wczoraj, jest to mały krzyżyk na łopatce, pozostali mieli jakieś maski, mgły, czaszki.
-Dzień dobry Ali, siadaj - powiedział gospodarz.
-Mm Ali, jedziemy o 11 - powiedział z pełnymi ustami Dominik, na co cała grupa zareagowała śmiechem. Luke tylko się uśmiechnął. Byli tacy podobni.
-Okey - powiedziałam nakładając sobie kanapki z serem.
-Najedz się do syta, chłopaki pewnie nie zrobia postoju aż do Warszawy - powiedział gospodarz.
-Wezmę kilka na drogę, na wypadek - powiedziałam. -Ahh gdzie moje maniery, jestem Chris, menadżer tych dzieciaków - uśmiechnął się. - A Clara to ich fotograf.
-Rozumiem, dziwię się że chłopcy w ogóle mnie wzięli.
-Dominik tak ma, jestem jego bratem jeśli jeszcze nie wiesz wiec to genetyczne - zaśmiał się Chris- tak właśnie poznałem moją Clare.
-Rozumiem - powiedziałam. Chłopcy zaczęli się zbierać. Wstałam od stołu i umyłam po sobie kubek oraz talerz, Chris posłał mi pełen szczęścia uśmiech i wyszedł na dwór.
westchnęłam i oparłam się o blat. Do kuchni wszedł Dominik, złapał jeszcze jedną kanapkę i już chciał wychodzić ale zauważył mnie.
-Coś się stało? - zapytał.
-Dziwnie sie czuje tutaj, nawet nie wiedziałam kim jesteście, a wy... ty mnie tak po prostu zabrałeś. Inni nie mają nic przeciwko temu?
-Co mnie inni obchodzą? Bez wokalisty sobie nie poradzą wiec mnie nie zostawią - zaśmiał się - All przepraszam cię że dosłownie wkręciłem cię ale jak cię zauważyłem już w oddali wiedziałem że coś ci się stało. Szłaś bardzo chwiejnie, płakałaś.
Mówiąc to stanął obok mnie. Łzy znowu zalśniły mi i popłynęły po policzkach.
-Nic się nie stało - powiedziałam odwracając się w bok. On podszedł do mnie bliżej i mnie przytulił.
-Nie martw się, dowiozę cię szczęśliwie do domu. Obiecuję - powiedział i otarł mi łzy. Objęłam go za szyję. Był inny niż Luke. Inny niż Ezra.
Wplątałam dłonie w jego włosy, pomimo że nastroszone włosy wyglądały na rzadkie byłe gęste i długie.
Przyciągnęłam Dominika bliżej siebie, on delikatnie położył dłonie mi na biodrach. Dotknął moje wargi delikatnie. Był to jak muśniecie płatkiem kwiata. Zareagowałam na to natychmiast. Otworzyłam szeroko usta, już miał mnie mocniej pocałować ale nagle przytuliłam się do niego mocno, szorstki zarost drapał mnie w policzek, ale był to miły ból.
Nagle ktoś chrząknął. Odsunęłam się do Dominika i spojrzałam w tam tą stronę. W drzwiach stał wkurzony Luke wpatrując się w Dominika, spojrzał na mnie a potem wyszedł.
Spojrzałam zdziwiona na Dominika a ten tylko wzruszył ramionami.
Poszłam do swojego pokoju aby się spakować.
Gdy wyszłam na dwóch gotowa, każdy już na mnie czekał. Chłopcy stali przy swoich maszynach. Brakowało tylko jednego. I ja doskonale wiedziałam kogo.
-Gdzie Luke? - zapytałam podchodząc do Dominika
-Pojechał na stacje zatankować - odparł biorąc ode mnie torbę - Ej Cedrik, weźmiesz to?
-Jasne - odparł chłopka o włosach niemal czarnych jak węgiel i oczach takich samych. Uśmiechnął się uroczo i chwycił torbę.
Podeszłam do Clary i Chrisa.
-Dziękuję za gościnę i przepraszam - powiedziałam, a oni ku mojemu zdziwieniu przytulili mnie mocno.
-Nic się nie stało - zapewniła Clara.
-Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy - powiedział Chris. Gdy usiadłam za Dominikiem zaczęli machać nam na pożegnanie.
Słońce stało już wysoko, dochodziło południe. Musieliśmy dotrzeć do Warszawy najpóźniej jutro o 9. Dobra, oni musieli.
Z piskiem opon ruszyliśmy przed siebie.
Chłopcy tak jak poprzednio zajeżdżali sobie drogę, asekurowali mnie... po prostu wygłupiali się jak jacyś nastolatkowie, co mnie dosłownie śmieszyło.
Przytulona do pleców Dominika czułam się bezpiecznie, pomimo szybkiej prędkości jaką mknęliśmy przez autostrady.
W pewnym momencie zajechaliśmy na stację. Stał tam Luke oparty o motocykl i czekał na nas.
Wszyscy zsiedli z maszyn i poszli do sklepu.
-Idziesz? - zapytał Dominik. Pokręciłam głową.-A chcesz coś?
-Coś do picia - odparłam. Gdy wszyscy poszli podeszłam do Luke'a
-O co ci do cholery chodzi? -zapytałam wściekła.- zachowujesz się jak bachor!
Luke spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem.

W tym samym czasie Cedrik szturchnął Dominika w ramie i wskazał w kierunku Luka i Ali. Chłopcy wybuchnęli śmiechem.
-Oj będzie się działo - zadrwił Cedrik płacąc za swoje i Ali picie.
Wyszli ze sklepu i stanęli obok motocykli przypatrując się wydzierającej Ali i Luke'owi.

Luke spojrzał na mnie wściekły.
-O co mi chodzi? Miałaś go zostawić w spokoju!
-Ahh a co bujasz się w nim?!
-Nie, do cholery nie! Ale on ma kogoś, a ty mącisz mu w głowie. Tak jak nam wszystkim!
Wściekła nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz otwartą dłonią. Wszystko jak by na chwile zamarło.
Szeroko otwartymi oczami przypatrywałam się Lukowi jak bym nie wierzyła w co właśnie zrobiłam. Moja dłoń wciąż unosiła się na wysokości jego twarzy.
W pewnej chwili złapał mnie za oba nadgarstki, przesunął... a raczej rzucił na mój, moje dłonie przymocował nad moją głową i spojrzał na mnie wściekły.
-NIGDY.WIECEJ.TEGO.NIE.RÓB!- krzyknął wściekły. Nagle wszystkie wspomnienia związane z Mikołajem przypomniały mi się. Był taki agresywny przed tym... nim mnie zgwałcił. Łzy zaczęły cieknąć mi strumieniami. Nie wiem co sprawiło że Luke mnie puścił, czy łzy, czy strach w moich oczach. W pewniej chwili klęczał tuż obok mnie i kołysał w swoich ramionach szepcząc przepraszam. Otarłam łzy.
Usłyszałam zbliżające się kroki, nagle wszystkie mięśnie Luke napięły się.
-Dajcie nam chwile - krzyknął. Kroki ucichły.
On tylko kołysał mnie w przód i w tył.
-Ali, przepraszam cię - szeptał w moje włosy. Łzy ciągle spływały mi po policzku- wybacz mi...

W pewnej chwili poczułam przypływ energii. Podniosłam głowę mało co nie uderzają Luka.
-Zbieramy się - powiedziałam ocierając łzy. On pokiwał głową.
-Chcesz jechać ze mną? - zaproponował nieśmiało. Tak LUKE ZAPROPONOWAŁ NIEŚMIAŁO
To był dla mnie szok. Nie sądziłam że on może taki być.
Nie wiem ile czasu minęło na parkingu ale gdy odjeżdżaliśmy było po trzynastej.
Stwierdziłam że ok zaryzykuje i pojadę z Lukiem. Dominik chyba nie był zbyt zadowolony ale ostatecznie się zgodził. W zamian wziął mój bagaż od Cedrika.
Ruszyliśmy w dalszą drogę.
Robiliśmy gdzieniegdzie przystanki ale były krótkie tylko po to by zrobić potrzeby fizjologiczne, czy zatankować motocykle.
Około dwudziestej pierwszej zobaczyłam pierwsze znajome z dzieciństwa oznaki mojego kochanego miasteczka.
Było grubo po północy gdy w końcu dotarliśmy do mojego domu. Oczywiście chciałam by chłopcy weszli no ale spieszyli się bo na dziewiątą muszą być w warszawie a jeszcze muszą odespać.
Pożegnałam się z każdym chłopaków, pomimo że nie pamiętałam ich imion, Dominik dał mi swój numer telefonu i przeprosił za wszystko.
-Och było świetnie, to lepsze niż podróż przez trzy dni w niewygodnym busie - odparłam śmiejąc się.
Z Lukiem pożegnałam się z dala od wszystkich. Co było trochę dziwne jak byśmy byli w jakimiś tajemniczym związku. Luke przytulił mnie mocno na pożegnanie, a ja dałam mu szybkiego całusa w policzek.
Gdy ruszyłam w stronę domu, usłyszałam przyjemny dźwięk silnika.

Oczywiście nie miałam własnych kluczy bo zostały w Niemczech wiec zapukałam do drzwi. Po dłuższej chwili w holu zapaliło się światło a za drzwiami usłyszałam głos mojego taty mruczącego "kogo znowu niesie po tej godzinie". Przez chwile szamotał się z zamkiem. Otworzył drzwi i omal nie zemdlał z wrażenia.
W głębi domu usłyszałam głos mojej mamy
-Kto to, kochanie? - po chwili wyszła z sypialni.
Spojrzała na mnie zaskoczona - Ali? Coś się stało?
-Cześć mamusiu - miałam łzy w oczach gdy to mówiłam. Zagryzłam wargi by się rozpłakać się głośno. Mama widząc mnie podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła. Rozpłakałam się na dobre, tak samo jak na stacji a ramię Luke, tak teraz mocząc kochany szlafrok mamy. Tata zamknął drzwi na klucz i objął i przytulił nas obie szepcząc "moje dziewczyny".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Wszystkim wielce dziękuję za życzenia i prezenty
Przepraszam że tak rzadko dodaję opowiadanie ale no cóż u mnie ferie się skończyły i najbliższy wolny termin to 2 kwietnia więc przez ten czas zostaną mi tylko pt i weekendy no chyba że zdarzy się akurat że nie pójdę do szkoły wiec od razu wstawię wpis. Ehh liceum. Fakt teraz powinnam się uczyć no bo mam jedno zagrożenie ale to jutro. Następny wpis aż w piątek lub sobotę zależy jak się będę czuła (miałam dodać wczoraj ale się rozchorowałam i dosłownie nie miałam siły nic napisać). Tę część bo to już 27 dedykuje dla was wszystkich, wszystkich którzy to czytają.
Miłego niedzieli
_____________________________________________

Gdy się ocknęłam usłyszałam głosy. Ktoś wciąż krzyczał moje imię. "Ali" "Alisoon"!!
Głosy były uciążliwe, tak samo jak ta gałąź wbijająca mi się w plecy.
Nagle strumień światła padł na mnie
-Znalazłam ją! - krzyknął kobiecy głos. Kilka par rąk pomogło mi się podnieść. Nie rozróżniałam twarzy, nie przypominały mi nikogo znajomego.
-Ali - poczułam męski zapach perfum gdy ktoś mnie przytulił. Znam ten zapach. Ezra. -Tak się martwiłem. Nic ci nie jest?
Strumień wody. Padał deszcz.
Spróbowałam coś powiedzieć ale gardło odmówiło. Wydałam z siebie cichy jęk.
Ezra zdjął kurtkę i okrył nią mnie. Ruszyliśmy w głąb lasu.
Gdy usiedliśmy już w naszym domku okryli mnie kocami, dali herbatę i coś mocniejszego. Ezra siedział cały czas przy mnie.
-Nic mi nie jest, naprawdę - powiedziałam po raz setny.

Gdy wszyscy dali mi już spokój położyłam się w moim łóżku i udawałam że śpię. Obmyślałam plan.

Następnego dnia aby słońce wstało spakowałam swoje rzeczy i wyszłam po cichu z domku. Taszcząc moją podróżną torbę po raz ostatni oddychałam tym rześkim powietrzem. Ruszyłam w stronę głównej ulicy, na busa który miał mnie zawieźć na dworzec główny.
Na moje nieszczęście Ezra który uwielbiał biegać z samego rana własnie nadbiegł z lasu. Szybko rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejkolwiek kryjówki lecz na marne.
Spojrzał na mnie zdziwiony, później zerknął na moją torbę.
-Wybierasz się gdzieś? - zapytał pijąc z niebieskiej butelki.
-Tak - powiedziałam. Nagle łzy napłynęły mi do oczu. -Nie szukaj mnie.
Głos mi się załamał. Zagryzłam wargi i spojrzałam w inną stronę, by nie zauważył moich łez.
-Ali - powiedział, chciał mnie przytulić lecz się odsunęłam. Lekki cień przebiegł po jego twarzy.
-Przepraszam Ezra, ale ja tak nie potrafię - powiedziałam łamiącym się głosem, łzy spływały mi raz z tuszem - już nie mogę tak...
-Ale Ali.. o co chodzi? - powiedział a ja przeszłam obok niego nie zatrzymując się.
Przeszłam parę metrów, odwróciłam sie. Stał w tym samym miejscu. Słońce które wzeszło już trochę wyżej oświetlało jego mięśnie opięte w szarą koszulkę, każda kropelka potu.
-Żegnaj Ezra - powiedziałam i otarłam łzy.
Ruszyłam w stronę głównej drogi. Nie usłyszałam żadnych kroków za sobą.

Nagle ktoś otworzył drzwi, Ezra nawet się nie obejrzał.
-Co się stało? - powiedziała Laura.
-Odeszła - westchnął sparaliżowawszy Ezra. Odwrócił się i pobiegł na plażę gdzie tak namiętnie się całowali jeszcze parę dni temu.

Szłam żużlówką na przystanek. Moje niebieskie trampki były lekko ubrudzone. Nagle usłyszałam nadjeżdżające motocykle.
Odwróciłam się w tej samej chwili gdy maszyny zatrzymały się obok mnie. Czerwony lakier hondy błyszczał w słońcu.
Siedmiu chłopaków zdjęło kaski i spojrzało na mnie.
Odezwał się przystojny blondyn który jechał na przedzie.
-Co tu robi taka ładna dziewczyna sama? - zapytał z zniewalającym uśmiechem.
-Wracam do domu - odparłam cicho i ruszyłam dalej.
Chłopak zsiadł z motocyklu. Podszedł do mnie.
-Ej przepraszam, nie chciałem cie urazić - powiedział widząc moje łzy.
-Nie spoko, to nie przez to.
-A co się stało?
-Nie opowiadam o swoim życiu byle komu.
-A ja nie zatrzymuje się dla byle kogo. Gdzie cię podrzucić?
-A gdzie jedziecie?
-Szczerze? Aż do polski, małej miejscowości pod Warszawą.
-Tam gdzie ja, ale nie chce wam sprawiać kłopotu wiec jak byś mógł podrzucić mnie na dworzec, dalej sobie sama poradzę.
-Mowy nie ma, jedziesz z nami. Gdzie dokładnie?
-Nie chce być dla was kłopotem.
-I nie będziesz - zapewnił mnie blondyn. -Jestem Dominik.
-Alisoon.
-No panno Ali, gdzie jedziemy?
-Pruszków
-Oo to cię podrzucimy, to niedaleko nas.-Powiedział Dominik podchodząc do motocyklu- Wsiadaj.
Podeszłam do niego i usiadłam za nim. Brunet stojący obok nas podał mi kask. Uśmiechnął się widząc moją przestraszoną minę. Dominik pomógł mi założyć kask.
Ruszyliśmy.
Podróż nie była aż tak długa, jak mogła mi się wydawać. To nawet lepiej.
Wydawało mi się że minęły minuty a już przekraczaliśmy granice.
Zjechaliśmy na mały postój, żeby chłopcy zatankowali maszyny, a ja musiałam coś zjeść. Poszłam do baru a brunet, który dał mi kask ruszył za mną.
-Śledzisz mnie? - zapytałam stojąc w kolejce.
-Nie, pilnuje - oparł się biodrem o blat.
-Aha, poproszę hot-doga i cole - powiedziałam do ekspedientki.
-8 hot-dogów i cole - powiedział brunet nim kobieta zdążyłam się odwrócić. Posłała mu szeroki uśmiech. Wiem że był przystojny, no ale aż żeby zachwycić staruszkę?
-Kim jesteście? - zapytałam patrząc na niego podejrzliwie.
-To znaczy? - zapytał brunet wyjmując kasę z portfela.
-Ta staruszka wydawała się jakby cię znała.
-Na serio nie wiesz? - zapytał patrząc badawczo mi w oczy- Przyjrzyj się.
-No co, wie że jesteś przystojny i to bardzo...
-Ale?
-Ale widzę cię pierwszy raz w życiu.
-Ranisz mnie kotku - powiedział biorąc nasze jedzenie i wychodząc.
Spojrzałam na staruszkę która patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
-No co? - warknęłam na nią i wyszłam.
Chłopcy jedli już hod-dogi, jeden czekał na mnie na motocyklu Dominika.
Spojrzałam na telefon, okazało się że jest już po 17 co wydawało mi się niemożliwe, przecież krótko jechaliśmy.
Dzwonił parę razy Ezra oraz Lili a tak nic po za tym. Widzę ludzie tak bardzo się za mną stęsknili.

Wsiedliśmy na motocykle i ruszyliśmy dalej. Z tego co wiedziałam byliśmy w okolicy Wrocławia. Pomału zapadał mrok. Przed ruszeniem Dominik powiedział że jak minął Wrocław zatrzymujemy się u jego znajomego na noc. Fakt długo jechaliśmy, pewnie są zmęczeni. Mnie nadal ciekawi ta ekspedientka i brunet. Tak jak by było oczywiste kim oni są.
Było po północy gdy zajechaliśmy na podwórze kolegi. Przytulona do pleców Dominika usnęłam.
-Witam witam panowie, w końcu. Wyczekiwaliśmy was cały wieczór - powiedział młody mężczyzna.Był nawet przystojny, blond włosy sięgały mu do ramion. Zaraz obok niego pojawiła się niska, bardzo drobna blondynka.
-Kto to? - zapytała podejrzliwie na mnie. Stałam oparta o motocykl Dominika. Brunet wzruszył ramionami.
-Domino stwierdził że musimy ją wsiąść ale ona nic kompletnie nie wie.
-Jak to "nie wie"? - zapytał mężczyzna.
-Musimy to ciągnąc teraz? - zapytał wkurzony Dominik - jestem zmęczony. Braciszku był byś tak kochany i wpuścił nas do domu.
Całą grupą ruszyliśmy do pięknego dużego domu.
Kobieta uśmiechnęła się do mnie życzliwie.
-Jestem Clara - szepnęła wchodząc do domu za chłopcami.
-Ali - westchnęłam zmęczona
-Na serio nic nie wiesz? - zapytała zdziwiona. Pokręciłam głową. -Oni są zespołem. Grają.
-Grają?
-Wyjaśnię ci rano- powiedziała Clara - tutaj jest twój pokój, chłopcy jak coś mają dalej a ja z mężem na końcu, jak byś czegoś potrzebowała wołaj mnie.
Kobieta uśmiechnęła się i odeszła. W pewnej chwili odwróciła się i powiedziała tylko że kolacja jak coś jest gotowa w kuchni. I poszła do swojej sypialni.
Umyłam się i ubrałam w ciepły puchowy szlafrok. Ale było mi za gorąco wiec szybko przebrałam się w krótkie spodenki i różową bluzkę na ramiączkach.
Słyszałam jak chłopcy śmieją się w niebogłosy, gdy poszłam do kuchni zjeść trzy butelki wódki stały już na stole. Wzięłam kilka kanapek na talerz i poszłam do swojego pokoju.
Było coś koło trzeciej w nocy gdy wszystko usnęło. A ja nie mogłam. Coś mnie ciągle dręczyło. Dlaczego im zaufałam?
Zmęczona wierciłam się w pościeli. w końcu nie wytrzymałam i poszłam na patio.
Usiadłam na jednym z wielu foteli i zapatrzyłam się na księżyc w pełni. Chłodne powietrze orzeźwiło mój umysł. Nagle usłyszałam ciche kliknięcie a później głos uginania się drewna pod ciężarem.
-Przepraszam, nie chciałem przeszkadzać - powiedział brunet. Miał na sobie czarne dresy i nic po za tym.
-Nie przeszkadzasz, siadaj - powiedziałam cicho. On Usiadł na przeciw mnie.
-A więc wiesz - mruknął rozkładając się na leżaku.
-Clara powiedziała tylko że gracie.
-Nom ale rzadko już gramy koncerty.
-Ale że wy jesteście zespołem rock'owym? - powiedziałam. Gdy pokiwał głową wybuchłam śmiechem. On spojrzał na mnie zdziwiony.
-No co? - zapytał drapiąc się w głowę.
-To nie możliwe, żebyście byli bardzo znanym zespołem, a gdzie prasa? fanki?
-Po to jedziemy do Warszawy - odparł.
-Aha, przepraszam że wam się wcinam.
-Nie wcinasz się nam. Właściwie co ty robiłaś na tej drodze?
-Wracałam do domu, wyjechałam z przyjaciółmi do rezerwatu ale musiałam wracać wcześniej i szłam na busa gdy mnie zgarnęliście.
-Ali, nie chce żeby Domino potem cierpiał wiec odczep się od niego.
-Yy posłuchaj.. a właściwie jak ty masz na imię?
-Luke - odparł
-Posłuchaj Luke, ja jeszcze niedawno byłam zaręczona, potem uprowadzona, zgwałcona, porzucona, odnaleziona a teraz uciekam od jednego chłopaka, bo boje się że może to się stać znowu, nie szukam innego, ani nic po za tym.
-Przepraszam, nie wiedziałem.
-Nie znasz mnie, wiec nie mogłeś wiedzieć. -Powiedziałam, a on usiadł na tym samym leżaku co ja. Przytulił mnie delikatnie, wręcz czule.
-Będzie dobrze Al, będzie dobrze - powiedział Luke, pocałował mnie delikatnie w czoło a potem wstał.
-Dobranoc - powiedział i wrócił do domu. Potarłam ramiona, nagle zrobiło mi się zimno.

-Luke

-Dominik
 

clawdeenwolf2002
 
panna15
 
Wszytkiego dobrego z okazji urodzin ^^

Jesteś najlepsza ♪^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

lagoonablue2002
 
panna15
 
Hejka^^
Przed opowiadaniem pisałaś że masz urodziny! A więc ci życzę dużo zdrowia,szczęścia ,pomyślności i radości i żebyś miała wene do pisania no i zeby ci się twoje marzonka spełniły^^ a tak w ogóle jak ty masz na imię?
  • awatar chudzinaxD: Też się dołączam :D Wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, znalezienie zajebistego chłopaka no i dobrych ocen w szkole :D
  • awatar Panna15: Dziękuję wszystkim :) Na imię mam Kinga :D
  • awatar Gość: Dołączam się :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Jutro mnie nie będzie z powodu iż urodziny mam wiec następna część prawdopodobnie aż za tydzień w piątek

Wszystko pokryła ciemność. Było mi zimno.
Nagle stanął mi obraz z walentynek. To było jeszcze jak byłam z Mikim.
Obudziłam się dość późno. Od razu poszłam do kuchni. Wyglądałam bardzo seksownie w za dużych spodenkach oraz bluzce na ramiączkach. Włosy spięte w niby koczek.
Przeszłam po chłodnych kafelkach boso do kuchni. Na stole leżało duże białe opakowanie związane czerwoną wstążką. Podeszłam zaciekawiona.
Obok leżał list napisany pochyłym pismem Ezry.

"Ali
Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek. Wiem że nie jesteśmy razem, ale po prostu jako z okazji że ze mną mieszkasz postanowiłem coś ci kupić. Wieczorem zapraszam na wino na naszej kanapie przed telewizorem.
Wrócę o 15
Ezra"

Uśmiechnęłam się sama do siebie. Pociągnęłam za wstążkę, czerwona tkanina opadła na blat stołu. Podniosłam wieczko a moim oczom ukazał się wielki miś z dużym serduszkiem przy sobie.
Zaparzyłam sobie kawę i poszłam się umyć. Strumień wody zagłuszał dzwonek telefonu. Gdy wyszłam z pod prysznica miałam pięć nieodebranych połączeń od Mikołaja i kilka sms'ów. Nagle uzmysłowiłam sobie że nie mam kompletnie prezentów dla moich chłopców. Wysuszyłam włosy zakładając szpilki. Wybiegłam z domu dzwoniąc do Mikołaja.
-Halo? Hej kotku, co chciałeś?
-Martwiłem się, czemu nie odbierasz?
-Myłam się i po prostu nie słyszała.
-A no spoko, spotkamy się?
-Jasne, kiedy?
-za godzinę? - zaproponował luźno.
-Pasuje - odparłam docierając do busa.
-To trzymaj się - odparł cicho i się rozłączył. Prychnęłam pod nosem, pewnie zapomniał o walentynkach. Wsiadłam w sumie biegiem do busa. Przeszukałam torebkę co do drobnych.

W sklepie nie miałam pojęcia co im kupić. Kupiłam im perfumy od tego samego producenta lecz inne zapachy. Wyszłam zadowolona ze sklepu.
Idąc ulicą usłyszałam mój ukochany odgłos motocyklu Mikołaja.
-Co tu robisz? - zaśmiał się.
-Idę - odparłam słodko.
-Twoje nogi nie powinny się tak męczyć- powiedział podając mi kask - jechałem do Ciebie.
Usiadłam za Mikołajem przytulając się mocno do jego pleców.
Ruszyliśmy z piskiem opon.
Lubiłam z nim jeździć, nie jechał wolno ale też nie za szybko. Mogłam podziwiać krajobraz i nigdy mi się nie nudziło.
Gdy dojechaliśmy do pewnej restauracji spojrzałam zdziwiona na Mikołaja. On tylko mi się uśmiechnął.
-To wytworna restauracja, więc musisz się przebrać.
-Tutaj?
-Oj nikt nie patrzy.
Szybko zmieniłam moje spodnie i bluzkę na sukienkę od Mikołaja i weszliśmy do restauracji.
Usiedliśmy za stolikiem, zamówiliśmy po lampce wina i sałatce.
-Chciałem porozmawiać. - powiedział patrząc mi w oczy. Ja bawiłam się kieliszkiem.
-O czym?
-Oo nas... bo widzisz, kocham Cię ponad życie i sądzę, że o już czas.
-Czas?
-Czy zechcesz zostać moją żoną?
Spojrzałam na niego zdziwiona. On patrzył na mnie z nadzieją. Owszem podobał mi się no ale aż tak? Nie znamy się długo, przecież...
-Mikołaj, to nie za wcześnie?
-Czyli... czyli nie?
-Zastanowię się, okey?
-Nie kochasz mnie?
-Oj Miki kocham cię ponad życie. Ale... jestem jeszcze nie gotowa.
-Dobrze, rozumiem. -Odparł trochę zraniony.
Siedzieliśmy jakieś dwie godziny nie poruszając tematu oświadczyn. Później odwiózł mnie do domu i wrócił do pracy. Niestety musiał pracować.
Gdy wchodziłam do domu unosił się słodko gorzki zapach lazanii czy czegoś podobnego.
Ezra pichcił coś w kuchni.
-Hej - powiedziałam.
-Cześć- powiedział całując mnie w czoło - wino jest w lodówce, weźmiesz?
-Jasne - powiedziałam. Nalałam nam po lampce wina i usiadłam obok na blacie gdzie Ezra przygotowywał spaghetti.
-Seksownie wyglądasz w tym fartuszku - zaśmiałam się upijając łyk wina. Słodki płyn spłynął mi po gardle.

Późnym wieczorem upici śmialiśmy się w niebo głosy z dosłownie wszystkiego. Z tego że Miki mi się oświadczył, z przerażonej pani dzwoniącej co chwile do straży której kot utkwił na drzewie.
Położyłam nogi na kolanach Ezry, on delikatnie je głaskał, pijąc wino wraz ze mną.
W pewniej chwili przysunęłam się bliżej do Ezry i pocałowałam go mocno i namiętnie w usta.
On lekko zdziwiony ale odwzajemnił gest. Odstawił nasze kieliszki na stół i objął mnie mocno wciąż mnie całują.
-Ezra nie - powiedziałam odsuwając się od niego. Spojrzał mi w oczy. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.





  • awatar Gość: Wszystkiego najlepszego :* a część świetna :)
  • awatar road to nowhere: Wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń ;* udanych urodzin!
  • awatar chudzinaxD: wszystkiego najlepszego brzdącu :D Opowiadanie świetne :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›