• Wpisów:153
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 00:00
  • Licznik odwiedzin:27 583 / 1682 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No witam
Kolejne opowiadanie planuje na wtorek potem czwartek i sobota. W niedziele muszę zając się gośćmi związku z moimi urodzinami
Wena nadal nie powróciła, znalazłam pewien fragment który kiedyś napisałam i go trochę przerobiłam. Mam nadzieje że się spodoba
Miłej niedzieli
____________________________________________

Wstałam dziś dość późno. Ezra siedział jeszcze w kuchni ubrany w plażowe szorty i bluzkę na ramiączkach. Spojrzałam na niego podejrzanie i nalałam sobie soku.
-Co ty tutaj jeszcze robisz? - zapytałam. Od kąt Mikołaj mnie... zgwałcił siedzi w więzieniu. Minęły tygodnie a ja nadal nie mogę pozwolić sobie by jakikolwiek mężczyzna mnie choćby przytulił.
-Mieszkam - zaśmiał się Ezra i dopił sok. -Ubieraj się i pakuj, wyjeżdżamy na wakacje.
-Wakacje? - zapytałam zdziwiona - a twoja praca?
-Jedziemy razem z chłopakami. -Odparł i wyszedł z kuchni. Ruszyłam za nim do jego pokoju. Ezra stał do mnie tyłem i właśnie kończył pakować swoją torbę podróżną.
-No co? - zapytał odwracając się.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam.
-Zobaczysz, pakuj się bo Lili, Giny i Luke mają być tutaj za pół godziny - powiedział. Gdy się nie ruszyłam wypchnął mnie ze swojego pokoju i podał moją dużą torbę. Spakowałam wszystkie swoje ciuchy, przecież nie wiem gdzie jedziemy.
Godzinę później wsiadaliśmy do dużego autokaru. Usiadłam obok Lili, mojej przyjaciółki. Obok nas usiadła Giny z chłopakiem - Lukiem, Ezra usiadł po drugiej stronie koło nas. Widziałam też chłopaków ze straży i kilka osób z uczelni.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam Lili w połowie podróży.
-Zobaczysz - mrugnęła do mnie i wróciła do gry w pokera.

Jakieś dwie godziny później zajechaliśmy na leśną polanę. Niedaleko nas stał duży pensjonat, w okół otaczał nas las. Spojrzałam badawczo na Ezre a ten uśmiechnął się do mnie szeroko.
-No dobra grupo - powiedział jakiś niewiele starszy chłopak ode mnie- mamy wynajęte tylko 5 domków po 8 osób. Z racji tego że dziewczyn i chłopaków jest po równo nie ma czegoś takiego że dziewczyna i chłopak w jednym domku.

Ja wylądowałam w domku z Giny, Laurą, Lili, Aria, Oliwia, Emila i Beata. Wszystkie dziewczyny okazały się być wspaniałe. Wieczorem zrobiłyśmy sobie taki babski wieczór: maseczki, piling, plotki i tak dalej.

Następnego dnia obudzono nas około 8 rano. Zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy nad jezioro które rzekomo było blisko. Dwie godziny później w pełnym słońcu wciąż maszerowaliśmy. Wiele osób musiało przystawać by odpocząć lub się napić. Ja wraz z dziewczynami z mojego pokoju szłyśmy na samym przedzie. Nagle owinęła nas morska bryza. Wszyscy jak stado dzieciaków rzuciliśmy się ku wodzie. Większość osób nie zdejmując nawet ciuchów.
Kąpaliśmy się, pływaliśmy, robiliśmy zawody aż dopóki się nie ściemniło.
-Zróbmy ognisko - zaproponował Erick. Wszyscy z ochoczo się zgodziliśmy.
Michał wziął gitarę i zaczął na niej brzdąkać. Wiele osób rozpoznawszy melodię zaczęło śpiewać.
Ezra siedzący obok mnie dotknął lekko mojego ramienia. Spojrzałam na niego badawczo.
On tylko kiwnął głową w stronę lasu. Oboje niezauważalnie wymknęliśmy się od przyjaciół i poszliśmy w głąb drzew.
-Co chciałeś - zapytałam. Gdyby nie pełnia dawno bym w coś wpadła. Księżyc wisiał wysoko i oświetlał doskonale każdy detal.
-Cii - powiedział i uśmiechnął się tajemniczo. Wyszliśmy z lasu do jakiejś zatoki.
Ezra przystanął blisko mnie, uśmiechnął się.
-Ali, nie bój się, proszę cię - powiedział cicho. Podszedł jeszcze bliżej, prawie stykaliśmy się kolanami. Ja pierwsza zrobiłam krok. Zarzuciłam dłonie na jego szyję i przyciągnęłam go do siebie. On położył dłonie na moich biodrach i pocałował delikatnie w usta.
-Kocham cię Alisoon - wyszeptał pomiędzy pocałunkami - nie wiem ile bym wytrzymał jeszcze bez tego.
Pocałowałam go mocno i namiętnie. Całowaliśmy się tak dość długo. Głosy naszych przyjaciół ucichły, a deszcz zaczął padać wielkimi kroplami. Śmiejąc się i potykając pobiegliśmy przez las, mając nadzieje że natrafimy na dobry szlak i bezpiecznie wrócimy do domków.
Biegnąc przez las czułam że to dziecinne, ja w dzieciństwie biegałam tak przez pola i lasy z Tristianem. Lecz później dorośliśmy, on poszedł do szkoły średniej a ja do gimnazjum. Dzieliły nas tylko trzy lata różnicy. To z nim "odbyłam" swój pierwszy pocałunek, to z nim jak byłam mała biegałam przez lasy. Było mi strasznie trudno na ślubie Tristiana. Widzieć jak on patrzy na swoją ukochaną żonę. Mnie uważał za zwykłą smarkulę. Nie wiem dlaczego teraz akurat mi się to przypomniało.
Nagle potknęłam się przez wystającą gałąź i upadłam w błoto. Ezra biegnący za mną mnie nie zauważył i wpadł na mnie. Teraz leżał twarzą w moją twarz. Zaśmiał się cicho. Objęłam go za szyję i przyciągnęłam blisko siebie. Bałam się tej całej bliskości, ale teraz wiem że to dobre.
-Wracam?- zapytał gdy skończyliśmy.
Kiwnęłam głową. Chłopak pomógł mi wstać i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Co dziwne, przebyliśmy krótszą drogę niż poprzednio w palącym słońcu a już byliśmy na miejscu. Rozpoznałam duży pensjonat i te śmieszne latarnie palące się przed nim.
Schowałam się pod daszkiem mojego domku z numerem 5, Ezra stanął obok mnie. Przytulił mnie mocno.
-Zachowujemy się jak dzieciaki - powiedziałam wyplątując się z jego ramion.
-Może - powiedział całując moją szyję.
-Dobranoc Ezra - powiedziałam odsuwając się od niego.
-Dobranoc Ali - powiedział i pocałował mnie namiętnie w usta. Dłonią wyczułam klamkę za sobą i szarpnęłam nią. Drzwi się otworzyły ja wpadłam do środka przerywając pocałunek. Ezra patrzył na mnie zaskoczony. Pomachałam mu dłonią i zamknęłam drzwi.
Oparłam się o drzwi myśląc o Ezrze. Ślad po pocałunku wciąż palił. Dotknęłam lekko miejsca, w które mnie całował. Były miękkie i lekko ciepłe.
Nagle ktoś znacząco chrząknął. Spojrzałam na schody które były naprzeciwko mnie. Na nich stały dziewczyny z pokoju. Zarumieniłam się lekko.
-W końcu się znalazłaś - zaśmiała się Laura - już mieliśmy roznosić ulotki.
-Zabłądziliśmy ... z Ezrą - odparłam drapiąc się po mokrych i splątanych włosach, palcami spróbowałam rozczesać kołtuny.
-Wiemy, Ali kochanie moczysz całą podłogę - wybuchnęła śmiechem Ginny. Dziewczyny jej zawtórowały. Spojrzałam na siebie. No tak cichy były całe mokre i w błocie. Sama z siebie zaczęłam się śmiać. Dziewczyny przyniosły mi ciepłe i suche ubrania oraz ręczniki i zrobiły herbatę. Opowiedziałam im jak to zgubiłam się z Ezrą, a one opowiadały jak to musieli się już zbierać.
Było dobrze po 4 w nocy gdy położyłyśmy się spać.

Następnego dnia ciągle lało. Zebraliśmy się w największym domku czyli u Ezry i chłopaków ze straży i tam spędziliśmy większość dnia. Zamówiliśmy pizze, graliśmy w karty i inne gry zespołowe. Prądu oczywiście nie było od rana. Szef tego pensjonatu obiecał że zrobi wszystko co w jego mocy ale i tak do wieczora siedzieliśmy w kocach i ciepłych bluzach. Unikałam kontaktu z Ezrą, lecz za każdym razem gdy patrzyłam na niego on akurat podnosił głowę i patrzył na mnie. Wtedy szybko spuszczałam wzrok cała się rumieniąc.
Usiadłam obok Laury i Lili na kanapie i oglądałam jak chłopaki próbowali szczęścia w kalamburach z Ginny. Ona była naprawdę świetna. Wygrała wszystkie rundy.
-Ile tu będziemy? -zapytałam siedzącą obok mnie Lili.
-Zarezerwowaliśmy na dwa tygodnie, ale to zależy od pogody - odparła nie odrywając wzroku od swojego chłopaka.
Westchnęłam cicho.
Nie mam zamiaru spędzić tak tych dwóch tygodni. Wyszłam na dwór aby zadzwonić do rodziców. Ciągle chodziło mi po głowię nasza ostatnia rozmowa, gdy wydawało mi się że mama zdradza tatę. Oczywiście nigdy nie mogłam złapać zasięgu. Poszłam wiec na parking gdzie staliśmy autokarem. Też brak. Kurdę muszę zadzwonić do nich!
Nagle zobaczyłam wysoką górę. No ok nie byłą zbyt wysoka bo weszłam na nią po paru minutach. W telefonie pokazało mi się że mam zasięg. Wybrałam numer do mamy.
Ciągle padał lekki deszczyk, który po woli moczył mi ubrania i włosy. Trawa wciąż była śliska po ulewie.
Nagle odezwał się głos mamy.
-Witaj córciu, jak tam? - zapytała. Nim zdążyłam odpowiedzieć poślizgnęłam się i zsunęłam się z górki zostawiając telefon na górze. Wpadłam w jakieś krzaki kolczaste czy coś w tym stylu. Było zimno i morko. Próbowałam się podnieść lecz nic z tego. Próbowałam krzyczeć. Głos uwiązł mi w gardle, a przed oczami pojawiły mi się ciemne plamy. Później ciemność ogarnęła mnie całkowicie.





 

 
Hej
Przepraszam że dopiero teraz ale po studniówce ledwo żyłam poniedziałek/wtorek. Było nawet spoko... pomijając partnera ;/
Co do opowiadania.. nie mam weny. Kompletnie ją straciłam
Dziś dodam jedną część, później planuje sobota/niedziela kolejną a w następnym tyg. się zobaczy bo idę pracować
Na pewno dodam w walentynki... no przecież coś musi się dziać u Ezry i Ali w walentynki ^^
Dziękuję za miłe komentarze i wiadomości, oraz przepraszam że dopiero teraz
___________________________________

Następnego dnia gdy się obudziłam Ezry już nie było. W kuchni zostawił mi śniadanie oraz karteczkę że wróci dziś późno. Usiadłam przy stole i ze smakiem spałaszowałam śniadanie. Później poszłam się umyć i postanowiłam wyjść na miasto.
Mój rok akademicki niedawno się skończył. Ciepłe czerwcowe słońce przygrzewało nawet przez okna. Ubrałam się w luźną sukienkę na ramiączkach i zwykłe białe klapki. Wzięłam moją ukochaną małą torebkę i pojechałam do centrum.
Przeleciałam chyba wszystkie sklepy w centrum. Oczywiście nie obyło się bez kupienia pewnych drobiazgów typu nowe buty na obcasie czy czarna luźna bluzka z dekoltem. Zadzwoniłam do mamy.
-Cześć córuś, co tam?
-A nic, dzwonię sprawdzić czy wszystko w porządku.
-Oczywiście kochanie, tata jest teraz w pracy a ja... w ogrodzie.
-Ogrodzie? - zapytałam zdziwiona.
-Tak, wyjaśnię ci jak do nas przyjedziesz. Kiedy zamierzasz wrócić ?
-Zamierzałam przyjechać na wakacje, a wrócić na stałe ... to nie wiem...
-Och kochanie, myślałam że jak skończysz studia to wrócisz.
-Tak mamo, ale tutaj lepiej zarobić i w ogóle. Po za tym mam tu jeszcze jeden rok studiów.
-No właśnie, ale tutaj znasz wszystkich, a tan nie znasz nawet języka. Pomimo że uczyłaś się go w gimnazjum oraz jesteś od prawie dwóch lat w Niemczech.
-Tak wiem.
-Dobra kochanie muszę kończyć paa
-No pa - powiedziałam. Już chciałam się rozłączyć gdy usłyszałam głos matki.
-Och nie przejmuj się to tylko córka, na czym skończyliśmy kochanie

Zaraz zaraz... KOCHANIE?!
Wstałam z ławki i ruszyłam przed siebie ciągle myśląc o tym KOCHANIE. Przecież tata był w pracy... moja mama go zdradza?!
Nagle na kogoś wpadłam.
-O Ali, bardzo się martwiłem, wszystko w porządku? - zapytał męski głos. Podniosłam wysoko głowę. Przede mną stał Mikołaj uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Ali? - zapytał. Udawał zatroskanego a tak na prawdę świetnie się bawił.
-Zostaw mnie - warknęłam i próbowałam się wyszarpnąć.
-O nie, nie kochanie. -Nagle ktoś koło nas przechodził. Kobieta przystanęła ze zmartwioną miną. Mikołaj posłał jej najlepszy uśmiech jaki posiadał i powiedział: - Zapomniała wziąć leki i teraz tak się zachowuje, proszę się nie martwić.

Próbował zrobić ze mnie wariatkę. Gdy kobieta odeszła wyszarpałam się z jego uścisku.
-Zostaw mnie ty... ty .. padalcu! - krzyknęłam i próbowałam uciec lecz on był szybszy. Złapał mnie za nadgarstki i zaciągnął do swojego samochodu. Dosłownie mnie do niego wepchnął i zablokował drzwi.
Usiadł po drugiej stronie i szybko odjechał. Milczałam.

-Kochanie szukałem cie.
-Zostaw mnie. Próbowałeś mnie zgwałcić!
-Coś ty sobie ubzdurała. Przytulaliśmy się, nagle wpadł mój brat i cię porwał.

Nie wiem czemu zaczęłam mu wierzyć. Przecież tak było!
Nie nie było tak.
Nagle przypomniałam sobie że masz telefon w kurtce jeansowej. Szybko wyjęłam ją i wystukałam numer Ezry. Wszystko tak, by Mikołaj nic nie zauważył.
-Dokąd jedziemy?
-Do domu kochanie - powiedział Ezra. Nagle usłyszałam przytłumione halo.
Mikołaj spojrzał na mnie podejrzliwie. Ja udałam że sobie coś nucę.
-Co?
-Nic, nic, kochanie. Masz piękny głos.
Uśmiechnęłam się.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam ponownie.
-Och Ali Ali, czy ty serio masz zaniki pamięci?
-Jedziemy na Harthof - powiedział spokojnie.
-Aha - powiedziałam i siedziałam już cicho.
Gdy weszliśmy do domu wszystko mi się przypomniało. Było całkiem inaczej niż Mikołaj opowiadał. Fakt wiele się zmieniło no ale TO wspomnienie od razu stanęło mi przed oczami.
-Jak chcesz idź się odświeżyć, ja zrobię herbatę. - powiedział i poszedł do kuchni. Szybko poszłam do łazienki i wykręciłam ponownie numer do Ezry.
On jednak nie odebrał. Po chwili przyszedł od niego sms. "Jedziemy"
Zadowolona siedziałam w łazience. Nagle usłyszałam krzyki Mikołaja. Kilka ciężkich butów przebiegło po drewnianej podłodze. Odezwały się głosy, których nie rozpoznałam. Ale to na pewno Ezra
Po chwili drzwi się otworzyły. A w nich stanął... nie Ezra, lecz Miki. Wraz ze swoimi 4 kumplami.
Chłopcy których nie znam chwycili mnie za włosy i ręce. Mikołaj zaczął się do mnie dobierać.
-Ty szumowino, ty su** - krzyczał podciągając mi sukienkę.
Cholera...
Niby przypadkowo kliknęłam telefon leżący na podłodze. Wybrał się numer Ezry. Lecz on odrzucił połączenie. Ponownie kliknęłam na telefon. Tym razem wybrał się numer policji.
Gdy komisarz się zgłosił, próbowałam krzyczeć lecz koledzy zatkali mi usta.
Oni ciągle krzyczeli, ja próbowałam się wyszarpać.
Niestety było za późno.

Półgodziny później leżałam cała zakrwawiona w łazience. Wiele osób kręciło się po domu, tłum gapiów zebrał się na dole pod blokiem.
Ani policja ani Ezra nie przyjechali na czas. Leżałam na chłodnych kafelkach cała obolałą. Czułam się jak szmata, brudna. Łzy płynęły mi po policzkach, mieszały się z krwią, która wypływała z ran gdy koledzy Mikołaja cieli mi skórę. Nikt mnie nie jeszcze nie znalazł.

Nagle drzwi się otworzyły, a promienie zachodzącego słońca oślepiły mnie. Próbowałam zakryć się ręką lecz nie mogłam.
-Tutaj jest jeszcze jedna! - krzyknął młody chłopak. Podszedł do mnie i uklęknął obok.
-Jak masz na imię? -zapytał. Ja odsunęłam się na tyle ile miałam siły. Bałam się go.
-Ali - wyszeptałam. -Znajdź... Ezre.
Chłopak spojrzał na mnie badawczo. Pod wpływem jego wzroku jeszcze bardziej skuliłam się przy wannie.
-Ali, spokojnie, poszukam twojego przyjaciela - powiedział i wstał.

Podarta sukienka była cała we krwi. Nie wiem czy mojej, czy może moich napastników. W końcu rzekomo podrapałam ich do krwi. Okazało się że nie byłam jedyną którą Mikołaj i jego kumple zgwałcili. Obok sypialni był ukryty pokój w którym leżało wiele takich dziewczyn.
Gdy przyszedł Ezra przestraszyłam się go. Pomimo iż znam go od dawna, kocham go. Uciekłam na drugą stronę łazienki. Widziałam wtedy ból na jego twarzy, bój i zrozumienie.
Nagle tuż obok pojawiła sie Lili, wpadłam jej w ramiona i zaczęłam ponownie płakać. Przy niej nie czułam zagrożenia.
Zabrała mnie swoim samochodem do domu Ezry i tam została ze mną aż do wieczora. Ezra oczywiście wpadał co jakiś czas. Lecz nie chciałam z nim gadać. Wiem że to mój ukochany... lecz jego się bałam.
Gdy wieczorem ogarnięta, umyta i tak dalej siedziałam z Lili przy stole popijając piwo.
-Bidulka, od teraz nie możesz nigdzie chodzić sama, zrozumiano? - powiedziała surowo moja przyjaciółka.
-Oczywiście. - uśmiechnęłam się.

Dziś położyłam się we własnym łóżku. Ezry jeszcze nie było a Lili musiała iść. Tak więc pół nocy prze ryczałam a pół śniły mi się koszmary, w kółko i w kółko ta sama scena.
Ciągle boje się zasnąć. Nie wiem co się może stać.
Około drugiej w nocy przyjechał Ezra. Przychodził kilka razy do mnie, aby mnie uspokoić lecz wolałam nie. W końcu dał sobie spokój.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Dzień dobry
Wybaczcie że dopiero teraz wstawiam no ale cóż... mam swoje życie i musiałam pozałatwiać pewne sprawy. Co do studniówki to bardzo się cieszę że idę Dziękuję za dużą ilość wiadomości i komentarzy no i za 4 000 odwiedzin ;*
_______________________________________________

-Gdy wszyscy dowiedzieliśmy się, że jesteś w ciąży każdy był zaszokowany. Nie wiedzieliśmy czyje to mogłoby być dziecko. Ezra stwierdził, że ma dużo pracy, ale po prostu się bał przyznać że to jego - wyjaśnił Austin.
Nastała niezręczna cisza.
Nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Ezra.
-Austin, zbieramy się - powiedział twardo patrząc mu w twarz. Chłopak szybko się zerwał i wybiegł. Ezra stał z otwartymi drzwiami i jak by się wahał. Nagle zamknął drzwi i się o nie oparł. Wziął głęboki wdech.
-Ali... przepraszam cię.
-Za co?- powiedziałam wściekła - Za to,że nie przyjeżdżałeś?! Za to że zrobiłeś mi dziecko?!
Znowu zapadła cisza.
On tylko westchnął. Rzuciłam się na niego z pięściami. Uderzyłam go w brzuch i tors. Na jego przystojniej twarzy pojawił się grymas.
Złapał mnie za nadgarstki i przytrzymał mocno, parę centymetrów od swojej twarzy.
-Wiesz, że cię kocham. Musiałem się usunąć. Mikołaj nigdy mi nie wybaczy. Zresztą to nie ważne. Wolałem się odsunąć od oszusta.
-Oszusta? - zapytałam zdziwiona.
-Tak, a kto nasłał na mnie Joanne?
-Nie wierzę ci - krzyknęłam.
Ezra odsunął się na bok puszczając moje dłonie.
-Proszę, idź się zapytaj Austina. Wiedzieli że cię pokochałem a mikołaj się mści za to, że go ze straży wyrzuciłem.
-Wyrzuciłeś? - powiedziałam tępo patrząc się na drzwi - Nic z tego nie rozumiem.
-On ci wszystko wyjaśni. Kiedyś. Gdy mnie już zabije.
-Co ty bredzisz?
-To podpalenie, włamanie to jego sprawka. Gdy był pożar widziałem go na schodach. Krył się. Nie wiedział, że jesteś w mieszkaniu.
-To wszystko jest jakieś popieprzone!- krzyknęłam. Nagle zabrakło mi tchu. Potem już nic nie czułam. Zapadłam w ciemną otchłań.

Obudziło mnie to durne pikanie tuż przy głowie.
-Co do cholery - próbowałem potrzeć skronie, ale coś uniemożliwiło mi ruch.
-Nie szarp się - powiedział ktoś. Miał bardzo przyjemny, lekko zachrypnięty głos.
Spojrzałam.
Ciemna plama zamieniła się w Ezre.
-Jak się czujesz? -zapytał.
-Nawet dobrze, co się stało?
-Jesteś w szpitalu.
-Jak to? - krzyknęłam.
-Cii... nie krzycz tylko. Zemdlałaś wiec przywiozłem cię jak najszybciej do szpitala. Zrobili ci wszystkie badania i...
-I?
-I.. no ehem... straciłaś dziecko.
-Słucham? - prychnęłam.
-Nie denerwuj się. Właśnie dlatego straciłaś, za dużo stresu i tak dalej.
Na sale wszedł młody facet w kitlu. Podszedł do łóżka obejrzał moją kartę.
-Dzień dobry jestem doktor Marek Mankiewicz. Jak się czujesz? - miał przyjemny głos.
-Świetnie, kiedy będę mogła wyjść?
-Praktycznie to dziś wieczorem? Ale pod warunkiem że będziesz stawiać się co tydzień na kompleksowe badania no i oczywiście musisz zamieszkać z Ezrą.
-Oczywiście, na wszystko się zgadzam.
-Aż tak ci spieszno? - zaśmiał się doktor - no dobrze, przygotuje potrzebne papiery.
Powiedziawszy to wyszedł. Spojrzałam na Ezre.
-Ty to wszystko zaplanowałeś?
-Oczywiście - uśmiechnął się i pochylił by mnie pocałować w czoło. Lecz ja pociągnęłam go bliżej siebie i mocno pocałowałam w usta. On ledwo oparł się na łóżku. Po chwili leżał obok mnie, praktycznie na mnie w łóżku szpitalnym!
-Chcesz? - zapytał patrząc mi w oczy i ledwo oddychając- tutaj?
-W życiu, a jak ktoś wejdzie? - mruknęłam. Odepchnęłam go leciutko ale on zaraz przygarnął mnie do siebie i pocałował mocno. Leżeliśmy tak objęci na łóżko, dosłownie pożerając się w pocałunkach. Nagle usłyszałam znaczące chrząknięcie nad sobą.
Jedna z pielęgniarek przyszła by pomoc mi się spakować.
Gdy surowym wzrokiem karciła mnie za to że jestem jeszcze nie stabilna i tak dalej zrobiłam się cała czerwona, a Ezra aż leżał na ziemi ze śmiechu. W końcu pielęgniarka go wyprosiła i spakowała mnie.

Pierwsza noc w odbudowanym domu. Czułam się bardzo dziwnie. Ezra zamienił się ze mną na pokoje. Ja spałam w miękkim i wygodnym łóżku a on na kanapie. Nie mogłam spać wiec poszłam do niego.
-Ezra, śpisz? - zapytałam otwierając drzwi.
-Nie, choć tutaj do mnie - powiedział podnosząc się na łokciach. Na bosaka przybiegłam do niego i szybko schowałam się pod kołdrę. On otulił mnie swoimi ciepłymi ramionami i pocałował w czoło. Położyłam mu chłodną dłoń na torsie. Lekko się wzdrygnął. Był w samych bokserkach.
-Co się stało? - wymruczał w moje włosy.
-Boje się - odparłam cicho. - Boje się wszystkiego, że cię stracę, że już nigdy przez to poronienie nie będę mogła mieć dzieci.
-Oj kochanie - wymruczał Ezra. Pocałował mnie delikatnie w policzek. Nagle znalazłam się nad nim. Podciągnął mi bluzkę i pocałował moje biodro. Dłońmi masował mi uda. Mruknęłam przyjemnie.
Przyciągnął mnie do siebie i objął ramionami. Później całował każdy skrawek mojej skóry.
Westchnęłam.
Wyplątałam się z jego objęć i położyłam obok. On przyciągnął mnie do siebie i całował mnie po karku.
-Kocham cię Ali - powiedział cicho pomiędzy pocałunkami.
Łzy spływały mi po policzkach.
-Ej co jest? - zapytał nachylając się kilka centymetrów nad moją twarzą.
-Nic, nic - otarłam łzy.
-Kochanie... nie płacz.
-Nic się nie stało- powiedziałam. - Ja... ja cię chyba... kocham Ezra.
Twarz chłopaka skamieniała. Przeraziłam się. Po chwili zobaczyłam szeroki uśmiech. Pocałował mnie mocno i namiętnie w usta. Parsknęłam śmiechem.
On odsunął się na chwilę. Spojrzał na mnie badawczo.
-Idę spać - powiedziałam i ułożyłam się na boku. Ezra jedną dłoń położył mi na biodrze a drugą przysunął do siebie. Bardzo blisko. Tak że czułam bicie jego serca.
Usnęłam śniąc o Nim.
  • awatar I ♥ Lagoona Blue: kiedy next?:/ miał być już! w ferie miałaś wynagrodzić;cc!
  • awatar StylizacjeK <3: ej, no. Kiedy next? Miał być wczoraj! :cc
  • awatar Opowieści i Historie :3: Niesamowity rozdział. Tak się wkręciłam w czytanie twojego opowiadanie ,że zaczęłam czytać je od początku... wydaję mi się ,że nigdy mi się nie znudzi :3 Udanej studniówki ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
Przepraszam przepraszam przepraszam was bardzo moi kochani ale opowiadanko dopiero w czwartek. Niedawno się dowiedziałam że idę na studniówkę i w środę mamy akurat próbę. Kończę lekcje o 15.50 i idę do koleżanek, tam czekam na mojego partnera i mamy mieć bardzo długą próbę bo to rzekomo generalna (więc pewnie będzie trwać do 20/21)
Proszę nie zabijajcie
W czwartek będę w domu o tej 14 i od razu siadam na kompa i piszę piszę pisze bardzo długie i bardzo romantyczną część (choć w planach mam co innego )
Jeszcze raz was kochani najmocniej przepraszam ;c Wybaczycie mi?
Zapraszam na 22 część dodaną wczoraj czyli (25.01)

  • awatar Gość: Zgadzam się z tym uśmiechem <3
  • awatar oparzeni: Witam.Uśmiech jest jak słońce, które spędza chłód z ludzkiej twarzy...
  • awatar ♥Clawdeen♥Wolf♥: @Panna15: a ty masz dać opowiadanko dziś Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis Plis No dodaj tego troszkę i już!!!^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Ja jeszcze muszę przeżyć ten tydzień i ferie a wy? Niestety nie będę widzieć mojej kochanej klasy przez dwa tygodnie! Ale będę miała więcej czasu dla was ^^
Dziękuję za tyle wejść, co wy na to by do ferii dobić do 4 000? Kto sie na to pisze dam dedyki ^^
No i powodzenia jutro w szkole Następny wpis wtorek/środa
__________________________________
Od razu po wypisaniu się ze szpitala pojechałam do Mikołaja. Odpoczęłam u niego parę godzin i dosłownie zażądałam by mnie zawiózł tam gdzie stał blog. Oczywiście niechętnie się zgodził. Przez większość czasu nie odzywaliśmy sie do siebie. On nie wiedział że go zdradziłam... no właśnie. Ja go zdradziłam!
Gdy wjechaliśmy na chodnik nie uwierzyłam własnym oczom. Połowę budynku było zapadniętych, większość mieszkań nie miała połowy ścian. Wbiegłam do mojego dawnego mieszkania. U nas ucierpiała tylko kuchnia i kawałek mojego pokoju, na szczęście stała tam tylko pusta szafa. Większość rzeczy była zwęglona, leciutki zapach jeszcze pozostał. W mieszkaniu jak i w budynku było wiele osób, murarze i inni co starali cię odbudować brakującą część. Złapałam szybko dwie moje torby z którymi przyjechałam kilka dni temu i zapakowałam wszystko co tylko znalazłam. Rzeczy Ezry nie było. No dobra została jedna koszulka którą mu zwinęłam. Wróciłam do samochodu gdzie czekał znudzony Mikołaj.
-Gotowe- powiedziałam wychodząc z bloku. Szybko wysiadł i mi pomógł.
Wróciliśmy do jego mieszkania. Zaniósł moje rzeczy do naszej wspólnej sypialni a ja poszłam do kuchni. Ostatnio źle sie czułam, bolała mnie głowa, piersi i kręgosłup. Było mi prawie ciągle niedobrze.
Zrobiłam nam herbatę i usiadłam na krześle przy parku. Mikołaj pocałował mnie w kark i usiadł obok.
-Gdzie jest Ezra? - zapytałam.
-Musiał wyjechać - odparł szybko i tajemniczo Mikołaj. On coś wiedział.
Przysunął się bliżej mnie, złapał moje kolano. Przejechał dłonią wyżej mojej ukochanej spódnicy.
-Co robisz? - zapytałam.
-Kochanie, jesteśmy w końcu sami... nie musimy się obawiać że ktoś nam przeszkodzi...

To ma być tekst na podryw? Proszę was...
Nagle położyłam dłoń na jego dłoni i odsunęłam od siebie.
-Nie - powiedziałam i wstałam. On szybko zareagował. Rzucił się na mnie popychając mnie na sofę stojącą obok. W przelocie zdjął mi koszulkę. Odepchnęłam go od siebie lecz był za ciężki. Nie dałam rady. Upadliśmy oboje na czarnej sofie. Przygniótł mnie całym swym ciałem, nie mogłam oddychać.
-Złaś ze mnie!- krzyknęłam. On nic sobie z tego nie robiąc pocałował mnie w szyje, potem w nagie ramie. Dłońmi próbował zdjąć mi spódnicę.
Nagle mogłam odetchnąć. Zaczerpnęłam głęboko powietrza. Mikołaj leżał na podłodze a nad nim jego bracia. Szybko zakrywał się bluzką i poprawiłam spódnice.
-Co ty robisz młody? - warknął Austin.
-Nie twoja zasrana sprawa- odparł Miki przecierając krew z wargi. Niezauważalnie założyłam bluzkę ale nadal leżałam skulona na sofie. Chłopaki mierzyli się wściekłymi spojrzeniami.
-Chodź Ali - powiedział Austin, podał mi dłoń pomagając mi wstać. Lecz nie spuszczał ciągle ze mnie wzroku. Jego brat bliźniak popchnął Mikołaja, ten upadł na fotel. Wszyscy troje wyszliśmy z mieszkania. Wsiadłam na motocykl obok Austina i przytuliłam się do niego mocno. Chłopak ruszył motocyklem za swoim bratem. Podróż nie była zbyt długa. Dojechaliśmy do komendy straży pożarskiej.
Z budynku wybiegło dwóch chłopaków. Obaj może w moim wieku.
-Co tu ja robię? - zapytałam nieprzytomnie.
-Zobaczysz - powiedział Austin i zsiadł z motocyklu. Później pomógł i mi zeskoczyć.
Weszliśmy do wściekle czerwonego budynku. Austin poprowadził mnie korytarzem do "salonu" gdzie siedzieli wszyscy. Przyglądałam sie grupie wesołych dzieciaków chyba z przedszkola. Obok stała Joanna uśmiechnięta od ucha do ucha. Trzymała dłoń na oparciu gdzie siedział... ON. Moje serce zabiło mocniej. Jak ja go dawno nie widziałam. Od wypadku minął miesiąc. On mnie nawet nie odwiedził.
Przez szybę patrzyłam jak z uśmiechem odpowiada na wszystkie pytania dzieciaków. Chłopcy weszli już do środka. Drzwi były otwarte. Ezra wstał by je zamknąć ale wtedy zobaczył mnie. Stanął jak posąg zahipnotyzowany stał wpatrując się we mnie. Ja również nie ruszyłam się z miejsca. Tak długo czekałam żeby go zobaczyć.
-A teraz przedstawię wam kogoś, kogo ostatnio sam uratowałem. - Powiedział nagle - Ali, chodź tu do nas.
Joanna rzuciła wściekłe spojrzenie na Ezre, potem z "pogodnym" uśmiechem rzucając luźnie och Ali jak się masz przywitała się ze mną. Każde jej słowo ociekało jadem. Chłopaki chyba też to wyczuli bo nagle Austin wstał.
-Joanna chodź zrobię ci kawę - powiedział i dosłownie wypchnął kobietę za drzwi.
Ezra rozpoczął rozmowę jak to było gdy mnie uratował. Ja tylko potakiwałam. Przecież nie znałam tej historii, tych zdarzeń.

Gdy dzieciaki wraz z strażakami i Joanną oglądali remizę ja siedziałam w kuchni pijąc herbatę. W pewnym momencie przyszedł do mnie Ezra.
-Jak się czujesz? -zapytał.
-Jak ja się czuje?! Ty gnido, nawet do mnie nie zajrzałeś! - krzyknęłam. Nagle obok pojawił się Austin.
-Coś się stało? -zapytał.
-Nic- odparliśmy niemal jednocześnie z Ezrą.
Ezra wstał.
-Przypilnuj jej ok?
-Spoko - powiedział.
Siedzieliśmy w krępującej ciszy.
-Wiesz... - nagle zaczął Austin. -On cię odwiedzał.
-Jasne - prychnęłam.
-Był najczęściej, przynosił świeże kwiaty... tylko jak byłaś w śpiączce. Gdy się wybudziłaś bał się na ciebie spojrzeć. Ciągle obwinia się o ten pożar. Przy wszystkich udawał wielce zapracowanego. Ale my z chłopakami widzieliśmy jak on dosłownie miał łzy w oczach. Pisał twoje imię na wielu kartkach. On cię kocha. Ty go też. Wiec nie rozumiem dlaczego jesteś z moim bratem, tym gówniarzem.
-To skomplikowane.
-Czyżby? A może po prostu sie boisz, nowych wyzwań, nowej przygody. Jesteś tu od ponad roku, od ponad roku jesteś z Mikołajem, wiec..
-Dobra boje się wyzwań, boje się tego co mnie może spotkać z Ezrą, byłam z nim u moich rodziców...my się..
-Wiem.
-Skąd? - zdziwiłam się.
-A jak sądzisz? Dlaczego Mikołaj tak bardzo chciał ... on cię prawie zgwałcił. Jak sądzisz? Dlaczego?
-Nie, ja nie mogę być...
-Ale jesteś - odparł Austin - Lekarze potwierdzili, jesteś w ciąży z Ezrą.
  • awatar oparzeni: Witam.Zawsze już lepiej pozostać w nawiasie...
  • awatar Gość: Zawaliste to jest ♡♡♡♡♡♡♡♡♡ Czekamy na next ♥
  • awatar Panna15: @zαgυвισηα ω śωιє¢ιє мαяzєń: Dzień przed moimi urodzinami :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Hej hej ^^
Geografia, fizyka, szkolenia zaliczone!
Dziś dodaje krótkie ale jutro bądź w niedziele poprawię się
______________________________________
Żyłam...
Jak to możliwe?
Przecież spłonęłam w mieszkaniu Ezry...

Szara światło żarówek nad moim łóżkiem było nie do zniesienia... Jak tak można? Po 5 minutach rozbolałą mnie głowa. Zamrugałam kilka razy. Niewyraźne kształty w końcu miały konkretne rysy. Nic mi się już nie zamazywało.
-Dzień dobry kochanie - powiedział wysoki chłopak o miedzianych włosach. Pogłaskał mnie po głowie, pocałował w czoło.
-e.. kim ty jesteś? - zapytałam niemrawo.
-Mikołaj.. twój chłopak - uśmiechnął się.
-Dzień dobry Ali, wyspałaś się? - zażartował doktor wchodząc do mojej sali.
-Dzień dobry - odparłam automatycznie. -Co się stało?
-Prawie zginęłaś w pożarze, na szczęście nic Ci nie jest, możesz spokojnie wrócić ... w sumie to nigdzie gdyż cały wasz blog spłoną. Ale możesz zamieszkać u swojego chłopaka - powiedział doktor sprawdzając mi czy wszystko w porządku. - Albo do rodziców.
-Byłam ostatnio - odparłam cicho.
-Och Ali, nie przejmuj się, możesz pomieszkać u mnie - powiedział szybko Mikołaj.
-A gdzie Ezra, panie doktorze? - zapytałam.
-Ezra wyszedł już dawno, praktycznie dwa dni po pożarze, niestety ty nie miałaś tyle szczęścia, dopiero teraz się obudziłaś. No do zobaczenia wieczorem - powiedział i wyszedł.

Przez następne kilka dni przez moją sale przemierzało wiele osób, moim zdaniem za dużo no ale okey... byli chłopcy ze straży, często wpadał Mikołaj, przychodzili profesorowie i inni studenci z którymi się zakolegowałam. Przyszedł też James ze swoim chłopakiem Taylorem. Fajni goście.
Lecz nie przyszedł ten, na którego tak długo czekałam, ten co mnie uratował, ten którego kocham.
-Hej, jak się czujesz! - od progu usłyszałam głos swojej najlepszej przyjaciółki z uczelni. Lilli wraz z ogromnym misiem wpadła do pokoju. Jej brązowe loki podskakiwały wraz z nią.
-Świetnie, dzięki - ucałowałyśmy się na przywitanie.
-No, no usłyszałam że nie uratował cie byle kto lecz nasz sam komendant straży pożarnej!!!! - zapiszczała przyjaciółka.
-No to co? Z panem komendantem mieszkam, jak byś nie wiedziała - odparłam ku zdziwieniu przyjaciółki.
-Wiesz jakie plotki są na uniwerku?
-Nie wiem, ale zapewne zaraz mi powiesz...
-No oczywiście! Podobno ty jesteś Ezrą za plecami Mikołajka! - wykrzyknęła. Cholera... - Oczywiście ja wszystkiemu zaprzeczam no i inni też no ale wiesz jacy są ludzie
-Tak wiem...
-Coś się stało? Zbladłaś jakoś - współczująco spojrzała na mnie.
-No wiesz jestem w szpitalu - próbowałam zażartować.
-Spoko, rozumiem... ja już pójdę - pocałowała mnie w policzek i wyszła.






  • awatar Gość: O mój boże *,* To jest świetne ! :D
  • awatar ♥Clawdeen♥Wolf♥: I gratulujè ,że zaliczone ...............
  • awatar Panna15: @chudzinaxD: A ty to niby co? Czekam na opowiadanie i czekam xd Pozostałym dziękuję za miłe komentarze i tak @♥Clawdeen♥Wolf♥: zrozumiałam :D Jeszcze dziś, o której? nie wiem, dodam kolejne opowiadanie. Wpadnijcie coś koło 19/20 powinno już być :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Już dwudziesta część mojego opowiadania. Jak miło ^^
Dziękuję pewniej dziewczynie bo gdyby nie jej wpis to chyba bym się dziś wyspała chociaż
No cóż macie tą dwudziestą część, ale ALE kolejna może być albo wtorek albo aż sobota. Zależy to od mojego wolnego czasu (co jak chyba zauważyliście mam z nim lekki problem np. miało być opow. w pt było w sobotę xd) od nauki bądź weny. Mam w tym tygodniu jeszcze trochę do napisania typu poprawa z geografii i szkoleń lub zadania z fizyki czy sprawdzian z rosyjskiego
No cóż w każdym bądź razie postaram się ale to nie ode mnie zależy

________________________________________________

Rano gdy się obudziłam Ezry już nie było. Może to i dobrze, to co się wydarzyło u moich rodziców nadal mnie przerażało. Wróciłam do Niemiec, mam chłopaka, studia. To co sie wydarzyło... muszę o tym zapomnieć.
Ubrałam się w przygotowaną sukienkę i upięłam włosy w majestatycznego koka.
Wzięłam swoje zdjęcia i rysunki i poszłam na uniwerek.

-Witaj Ali - powiedział profesor Hayjons, mój tak jak by wychowawca. -Gotowa na wystawę.
-Dzień dobry, jak zawsze - powiedziałam unosząc teczki do góry. Teczki w których były prace, które dziś zostaną sprzedane.

Około południa wraz z innymi uczniami pojechaliśmy do pewnej remizy gdzie została zorganizowana nasza wystawa.
Większość obrazów już wisiała bądź stała. Ja musiałam jeszcze pójść do mojego "pokoju" i powiesić je. Wraz z profesorem Hayjons'em i innymi dwoma kolegami z roku powiesiliśmy moje prace.
O trzynastej zaczynała się wystawa. Musiałam stać koło swoich prac i w razie czego służyć pomocą. Obok mnie stał student który musiał uczyć się jak rozmawiać z ważnymi osobami itp. tak jak by praktykant.

Tłum ludzi przemierzał remizę w poszukiwaniu odpowiednich obrazów, projektów, wielu ludzi przychodziło i wychodziło z każdych "pokoi" ale u mnie stali jak najdłużej próbując zrozumieć moje prace. Oczywiście z ochoczą opowiadałam im o wszystkim. Nagle podszedł do mnie wysoki, mega przystojny chłopak o miedzianych włosach. Zapytał czy mogę go oprowadzić. Spojrzałam na mojego praktykanta który z ochoczą się zgodził bo gdy mnie nie będzie on zajmuje moje miejsce i opowiada o wszystkim. Ruszyłam przystojniakiem wgłąb sali.
-Tutaj widzi pan łąkę z płaczącą wierzbą - zaczęłam.
-Jaki tam pan, James jestem - powiedział z uśmiechem.
-Alisoon - odparłam odwzajemniając uśmiech.
-Miło mi, ciekawe obrazy - odparł odwracając się do zdjęcia śpiącego Ezry - umiesz uchwycić ważne chwile.
Zarumieniłam się lekko. Zdjęcie było wykonane podczas naszego krótkiego weekendu u moich rodziców. Z trudem je wywołałam przed wystawą.
Przedstawiało śpiącego Ezre w gościnnym pokoju, nie miał koszulki a słońce które było już w pełni oświetlało jego brązowe włosy. Większość obrazu to promienie które w sumie wszystko zamazują.
-Hm dzięki, masz zamiar coś kupić? - zapytałam.
-Zamierzałem, ale nie wiem co by się spodobało mojego partnerowi.
-Partnerowi? - odparłam zdziwiona nim zdążyłam się ugryźć w język. -Przepraszam, nie powinnam.
-Nie, spoko nic się nie stało. Ja się z tym nie kryje. Owszem kocham Taylora, on mnie. Nie kryjemy się.
-Rozumiem, możesz mi o nim opowiedzieć? Spróbuje coś dobrać dla niego.
-Dzięki - uśmiechnął się - Tay jest bardzo zabawny, ludzi muzykę, sam grywa na gitarze elektrycznej w zespole... śpiewa, ma taki cudowny głos gdy śpiewa.
James rozmarzył się o Taylorze. Hm ludzi muzykę.
Podeszłam do jednego z nielicznych obrazów z koncertu. Był na nim tłum ludzi przed sceną, a na niej znany polski piosenkarz. Miał na sobie workowate ciuchy, długie włosy, czarne bransoletki na nadgarstkach. Wpatrywał się w tłum ludzi, był spokojny.
-Może ten? - zwróciłam się do James's
-Idealny, dziękuję - odparł z uśmiechem. -Mógłbym prosić o autograf?
-Ode mnie?- zaśmiałam się.
-Owszem, to cudowny obraz, wezmę jeszcze tam ten z kwiatami do kuchni dla rodziców - odparł wyciągając portfel.
-No okey - uśmiechnęłam się. Chłopak wyciągnął niemieckie sto euro i mi podał.
-O nie, te obrazy są tańsze... - odparłam szybko ale on już wsuną mi banknoty w dłoń i podał długopis. Podpisałam się szybko, napisałam moje ukochane motto i z przyjacielskim uściskiem pożegnałam się z James'em

-Ale jesteś tolerancyjna - westchnął praktykant gdy do niego wróciłam.
-Nie rozumiem.
-Ten chłopak to znany artysta, dosłownie sztukmistrz, ale odkąd ludzie dowiedzieli się że jest gejem przestali kupować jego obrazy, no wiesz..
-Kumam, ale nadal nie rozumiem...
-Och Ali, dałaś mu swój autograf pomimo że jesteś nikim w porównaniu z nim. Sprzedałaś mu dwa najlepsze obrazy, przytuliłaś się do niego! Wiesz jaka atmosfera się zrobiła gdy go przytuliłaś? Wiele ludzi go unika, nie rozmawia, ucieka. A ty? To tak jak z trędowaty, był zdrowy, ok wszyscy go lubili, zachorował już uciekają... a ty nie.
-Jesteś mądry...
-Mike, mam na imię Mike - odparł z uśmiechem.
-Ali.
-Wiem
-No tak - zaśmiała się. Byl trochę dziwny to fakt, ale czy jakiś artysta jest mądry?

Wróciłam do domu około dwudziestej. Ezry nadal nie było co mnie zaniepokoiło. Zadzwoniłam do niego. Nie odebrał. No tak.

Wzięłam szybki prysznic i położyłam sie przed telewizorem. To był udany dzień, zarobiłam trochę kasy, więc jutro idę na zakupy.
Nawet nie wiem kiedy usnęłam.

Ezra:
Siedziałem długo w pracy, nudziło mi się. Chciałem już iść do domy ale nagle chłopaki zaczęli biegać po korytarzu. Wyjrzałem zaciekawiony o co chodzi.
-Ezra, pożar - krzyknął jego przełożony. Jak to możliwe że oni wiedzą a ja nie?
Szybko założyłem ochronny kask i wsiadłem do wozu strażackiego. Chłopaki się jeszcze ubierali
-Szybciej, szybciej!- krzyczałem. Bracia Mikołaja już siedzieli obok mnie. Jeszcze tylko Sue i Kay.

Ruszyliśmy z piskiem opon.
-Ezra, czy to przypadkiem nie twoja ulica? - zapytał zaniepokojony Geord.
-Sprawdź dane na panelu - odparł szybko Ezra prowadząc wóz strażacki.
Austin szybko wystukał adres który został podany.
-Ezra... to nie tylko twoja ulica, ale i blog - odparł przerażony Austin.

Ali.

Ezra dodał gazu. Mknęli przez ulicę z syrenami. Gdy zajechali pod znany blog, wiele ludzi stało przed nim i patrzyło się.
-Sue, Kay, Austin rozwijajcie węże. Geord do odpływu.
-A ty? - zapytał młody chłopak o latynoskich rysach.
-Ja idę poszukać Ali - odparłem szybko i wyskoczyłem z wozu.
Przebiegałem wzdłuż i wszerz pytając o Ali, krzycząc jej imię.
Gdy zatrzymałem się na drugim końcu gapiów jedna starsza kobieta złapała mnie za rękę.
-Została tam dziewczyna, tą którą szukasz - powiedziała cichym zachrypniętym głosem.
-Pani Michałowska, Ali tam została?
-Tak

Poczułem gorzki smak w ustach. Tylko nie ona.
Chłopaki gasili ogień ale za wolno, płomień rozprzestrzeniał się dość szybko. Drugi wóz już jest w drodze. Nie myśląc wiele wyswobodziłem się z uścisku pani Michałowskiej i pobiegłem do budynku, Kay krzyczał za mną żebym tego nie robił.
Biegłem na oślep znaną mi drogą do mojego mieszkania. To jakieś chore, najpierw włamanie teraz podpalenie, ciągle gdy Ali jest w środku.
Biegłem przez zawalone schody. Drzwi do naszego mieszkania były zamknięte. Niech to szlak.
-Ali!!!! Ali otwórz drzwi - krzyczałem, lecz nawet ja ledwo słyszę swój głos. Uderzyłem swoim ciałem o drzwi, raz, drugi. Nic nie pomogło. No tak, antywłamaniowe.
Odsunąłem się na pewną odległość i kopniakiem otworzyłem drzwi. Udało się.
Mieszkanie na szczęście było nie naruszone. Na balkonie palił się mój stolik i krzesła ogrodowe. Przez uchylone okno wlatywał żar i dym. Choinka już się lekko podpalała. Poszukałem w łazience, w moim pokoju, u Ali. Nie ma jej.
Cholera!
Nagle usłyszałem cichy kaszel. Przeszukałem cały pokój. Dziewczyna o szarych włosach przez popiół, z usmarowaną buzią leżała na podłodze i ledwo oddychała. Cała byłą pokryta kurzem. Chwyciłem ją w objęcia i wyniosłem z mieszkania. Ciągle kaszlała i krztusiła sie.
Wyniosłem ją na świeże powietrze, ułożyłem ją na trawie przed blogiem. A potem sam upadłem i pochłonę mnie ciemność.


- pierwszy od lewej: Mike(praktykant), Sue, Kay (strażacy)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

clawdeenwolf2002
 
panna15
 
No słuchaj czy mogłabyś dodać coś dzisiaj pli plis?
Nom i jestem twoją mega fanką chyba codziennie wchodzę by coś przeczytać niestety czasami gdy wchodzę to nivzego nie ma:'
Plis plis dodaj!!!!!!
  • awatar Gość: Masz nam to wynagrodzić w ferie!!! :D Kochana ;*
  • awatar chudzinaxD: Dołączam się ^^
  • awatar I ♥ Lagoona Blue: Aaaa*,* cieszę się jak głupi do sera!xD dołączam się do sistryxD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
No siemka
Wiem że dodałam niespełna dzień wcześniej część lecz niestety ale muszę dodać dziś. Jutro nie będę miała czasu gdyż jedziemy pewnie do rodziny oraz muszę się uczyć.

Co do tematu, bardzo modne ostatnio stało się ćwiczenie, sport itp.
Przyznam się szczerze że ja od paru lat regularnie ćwiczę. Puszczam sobie filmiki i wykonuje te same ćwiczenia. Jeśli chcecie mogę wstawić kiedyś taki post o sporcie itp
Ja najczęściej oglądam filmiki
*Moniki Kołakowską
*Ewą Chodakowską
*Anna Lewandowska
*Mel B
Bardzo polecam te ćwiczenia, są świetne ^^

Co do wpisu 20 i kolejnych.
20 postaram się dodać we wtorek gdyż nie mam nic do nauki wtedy, a 21 no niestety ale aż w końcu piątek... oczywiście wynagrodzę to wam w ferie które mam za dwa tygodnie
Nie przedłużając
_________________________________________

Rano obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Słońce było już wysoko a rolety nie były zasłonięte. Przeciągnęłam się w łóżku lecz napotkałam pewny opór. Nagle zorientowałam się, że czuję czyjś oddech na karku, a silne ramiona oplatają mnie ciasno.
Koszulka którą miałam nie była moja, ale pachniała męskimi perfumami.
Odwróciłam się i ujrzałam twarz Ezry, był taki piękny jak spał...
Zaraz zaraz... mam na sobie jego koszulkę?

Ponownie usłyszałam pukanie do drzwi.
-Ezra, nie wiesz może gdzie jest Ali?
O kurde!!!
Szybko wstałam potykając się o swoje ciuchy. Założyłam moje spodenki w których byłam wczoraj wieczorem i wyszłam przez okno. Boże co ja robię, zachowuje się jak jakaś nastolatka.
Zaśmiałam się na tą myśl.
Przeszłam pod oknem kuchennym gdzie jak zauważyłam tata siedział i pił kawę.
Ruszyłam w stronę łąk i jeziorka za naszym domem. Gdy przeszłam dopiero połowę drogi stwierdziłam że czas wrócić. To miała być tylko zmyłka.
Wróciłam inną drogą specjalnie by tata zauważył mnie z okna.
Pomachał do mnie szczęśliwy, odwrócił się i coś powiedział, pewnie do mamy.
Minęło pół godziny od mojej ucieczki.
-Witaj kochanie - powiedziała mama stawiając mi talerz z bekonem i jajkiem na twardo. -Jak się spało?
-Mm świetnie, tęskniłam za domem - odparłam pałaszując śniadanie.
-A ten Ezra...-odchrząknął tata.
-Tato on nie jest moim chłopakiem ani narzeczonym ani nic z tego.
-To dlaczego nie przyjechałaś że swoim chłopakiem?
-Kto powiedział że mam? - odparłam.
-Kochanie, ostatnio mówiłaś nam o jakimś Mikołaju.-powiedziała mama.
-No tak - odparłam ponuro - Chodzi o to że ktoś włamał się nam do domu, Ezra to mój współlokator, teraz tam sprzątają i remontują, Ezra nie miał gdzie spać.
Mama z tatą wymienili podejrzane spojrzenia. Westchnęłam ciężko. Wstałam od stołu i umyłam talerz w zlewie.
-O której on wstanie?
-Nie wiem- odparłam tylko i wyszłam.
Poszłam do mojego pokoju, na szczęście pościel wyglądała choć trochę ruszona. Rozejrzałam się po moim pokoju. Był prosty, pomalowany na fioletowo z brązowymi ciemnymi meblami. Pułki uginały się pod ciężarem książek i moich dziwnych opowiadań z czasów gimnazjum. Boże ile tego.
Rozczesałam splątane włosy, zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się w moją kochaną niebieską sukienkę.
-Wychodzisz gdzieś? - zapytała mama.
-Tak, chce odwiedzić znajomych - powiedziałam.
Mama usiadła na moim łóżku.
-Kochanie, rozumiem że on nie jest twoim chłopakiem i tak dalej, ale widzę jak na siebie patrzycie. A wczoraj...
-Co wczoraj? - przeraziłam się, czyżby coś słyszeli?
-Widziałam jak o tobie opowiadał, oczy świecił mu się jak dwa diamenty, był szczęśliwy i zakochany.
-Ooo nawet o tym nie wiedziałam.
-Ali, nie kłam.
-Eh mam Mikołaja, jestem z nim coś około roku. Nie chce tego psuć.
-Ale kochasz Ezre.
-Nie wiem czy go kocham - odparłam cicho i wstałam.
Ezra już nie spał. Czarne potargane włosy stały we wszystkie stron. Miał na sobie biała koszulkę i krótkie szorty co go bardo odmładzało.
-Rodzice wychodzą za kilka minut - odparłam cicho i włączyłam tv.
On stał nie wiedząc co zrobić usiadł obok.
-Co?- warknęłam na niego gdy wpatrywał się we mnie z głupim uśmieszkiem.
-Nic... - odparł tylko.
Do pokoju weszła mama, ubrana z szary żakiet i czarną spódnicę wyglądała bardzo ładnie. Oboje z tatą pracowali w biurze. Moja mama jako sekretarka a tata jako szef.
-Wychodzimy - powiedziała mama i pocałowała mnie w czoło.
-Pa - odparłam.
-Dowiedzenia - pomachał im Ezra. Mama posłała mu przepiękny uśmiech i wyszła.
Ezra przysunął się bliżej mnie, pocałował mnie delikatnie w ramię.
Odsunęłam się szybko.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
-To co się wydarzyło wczoraj... nie miało miejsca się wydarzyć - powiedziałam i wstałam. Poszłam do kuchni i nalałam sobie coli do wysokiej szklanki. Upiłam łyk.
Nagle poczułam jak dłonie Ezry obejmują mnie w tali i podnoszą wysoko. Posadził mnie na wyspie na środku kuchni i namiętnie pocałował. Nie wiedziałam co robić. Znowu. Boże czemu on tak na mnie działa?
Gdy odsunął się odrobinę natychmiast złapałam go za szyję i przybliżyłam do siebie.
Jego dłonie wciąż obejmowały mnie w tali, ale po chwili zsunęły się na biodra, później na kolana i wsunęły pod sukienkę.
Podciągnął ją do końca ud, na granicy mojej koronkowej bielizny ale nie ruszył się dalej, tylko delikatnie głaskał moją skórę po zewnętrznej stronie moich ud.
Całowałam go namiętnie i bez opamiętania. Całkowicie zapomniałam o bożym świecie.
Nagle zadzwonił telefon domowy. Odsunęłam się odrobinę od Ezry i spojrzałam mu w oczy.
-Niech dzwoni- wyszeptał cicho i wpił ponownie mi się w usta. Lecz ja się odsunęłam, zeszłam z wysepki.
Podniosłam słuchawkę i spojrzałam na Ezre. Stał oparty dłońmi na blacie wysepki i spuszczoną głową w dół. Każdy jego mięsień był spięty. Chyba poczuła że się w niego wpatruje bo podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie.
-Halo? - zapytałam.
-Część ALi, mówi Liz.
-Liz - zapiszczałam - co u ciebie?
-W porządku, twoi rodzice zadzwonili do mnie i powiedzieli że przyjechałaś, no nie ładnie! Nawet nie zadzwoniłaś!
-Nikt o tym nie wiedział - powiedziałam kręcąc palcem po kablu od słuchawki, drażniąc tym samym Ezre, który wolały by...
-No spoko, idziemy dziś do klubu wieczorem?
-Po co czekać do wieczora? Jest piętek na pewno coś się znajdzie teraz.
-Faktycznie - prychnęła Liz - O 9 rano?
-No to zbierzemy ekipę i pójdziemy nad jeziorko u mnie. Tylko trzeba przynieść jedzenie bo w domu jakoś pusto. Zjadłam wszystko.
Przyjaciółka wybuchnęła śmiechem.
-Spoko, to ty zorganizuj prowiant a ja ludzi, widzimy się o 13?
-Chyba zdążę - zaśmiałam się.
-No to drydnę do ciebie jeszcze, pa - powiedziała przyjaciółka. W tej chwili poczułam dłonie oplatające mnie w biodrach.
-Pa - odparłam. Odłożyłam słuchawkę i wtuliłam się w tors Ezry.
-Musimy iść do sklepu.
-Ja mam wszystko co mi trzeba - wyszeptał mi do ucha.
-Słuchaj, przychodzą do mnie dziś znajomi - powiedziałam odsuwając się od niego. Chodź z trudem.
-No dobra- odparł z zawieszoną głową.

Wyszliśmy do pobliskiego sklepu. Ekspedientka przywitała mnie z uśmiechem. Minus mieszkania gdzie wszyscy cię znają, moi rodzice mają wielu przyjaciół w mieście wiec pewnie prędzej czy później (zgaduje że prędzej) dowiedzą się nawet to co kupowałam.

Kupiliśmy chyba z dwadzieścia paczek chipsów wszystkich smaków, z trzydzieści butelek napojów gazowanych, ciastka, piwo i takie tam.
Do domu wróciliśmy obładowani siatkami.
-Zauważyłem że dużo kupujesz. - odparł Ezra.
-Ma być z trzydzieści osób - odparłam z uśmiechem.

I faktycznie było trzydzieści osób... a może i więcej.
O czternastej przenieśliśmy wszystko nad jeziorko, nieopodal stała szopa gdzie podłączyliśmy muzykę, obok postawiliśmy stół. Ludzie pomału zaczęli się schodzić. Ezra nie odstępował mnie na krok, na szczęście nie przyciągam ludzi którzy obgadują szeptem lecz mówią mi w prost. I tak musiałam chyba wszystkim wytłumaczyć że nie jestem z Ezrą.

Około dwudziestej rodzice wrócili do domu, oczywiście wiedzieli o imprezie gdyż jedna z pracownic taty akurat była w sklepie i widziała mnie...
No cóż i tak nic nie mieli przeciwko temu że spotkałam się ze znajomymi.

Stałam przy stole z kubkiem, obok mnie stał oczywiście Ezra, Liz i jej nowy chłopak Noel. Pasowali do siebie, oboje mieli brązowe włosy i niebieskie oczy. Noel miał muskularne ciało, którym dosłownie pochłaniał drobną Liz.
Moja przyjaciółka znowu zrobiła sobie rude pasemka w których wyglądała jeszcze lepiej. Bardzo wypiękniała przez ten rok.
Zawsze byłą piękna.
-Och, Noel planuje zabrać mnie do swoich rodziców w wakacje - westchnęła Liz.
-Gdzie mieszkałeś? - zapytałam go.
-W Gdyni, przeprowadziłem się tutaj na studia.
-Rozumiem - zaśmiałam się. -Mnie rodzice przenieśli do Niemiec na uniwerek.
-Ale gdyby nie to, nie poznałabyś Ezry - odparła Liz.
Noel zaśmiał się serdecznie. Fajny z niego gość.

Około północy wszyscy skoczyli do jeziora. Ja schowałam sie w małej zatoczce i pływałam spokojnie wsłuchując się w cisze. Zatoczka miała swoje zalety, oddzielała się od reszty jeziorka, a dodatkowo liście z płaczącej wierzby zakrywały ją całkowicie a pluski i śmiechy były zagłuszone.
Nagle zaczepiłam o coś nogą. Przecież tu nic nie mogło być, pisnęłam głośno ale nikt mnie nie usłyszy.
Woda gwałtownie zaczęła się poruszać. Z wody wynurzył się Ezra. Śmiał się do rozpuku.
Wkurzona ochlapałam go wodą.
Odwróciłam się i chciałam wyjść na wysepkę na której rosła wierzba lecz Ezra złapał mnie w pół i przyciągnął do siebie.
-Cały wieczór na to czekałem - mruknął mi we włosy.
-Ezra... ktoś nas może usłyszeć.
-Proszę cię - prychnął i pocałował mnie namiętnie.
Ale tylko tyle. Odsunęłam się i popłynęłam do reszty znajomych.

Następnego dnia musieliśmy wracać. Oczywiście rodzice byli zrozpaczeni że przyjechałam na tak krótko, no ale cóż poradzić. Jutro mam wystawę a Ezra do straży
Pożegnałam się z rodzicami i przyjaciółmi. Wsiadłam do busa, oczywiście całą drogę albo ryczałam albo spałam oparta o Ezre. On się tym nie przejmował. Objął mnie ciasno i pozwolił w spokoju wyspać.
Tak więc znowu jadę do Niemiec.

Gdy dojechaliśmy było już grupo po północy. Dokładnie za sześć godzin mam wystawę.
Rozbudzona od razu poszłam do mojej garderoby i zaczęłam wybierać w co się ubiorę.
Postawiłam na czarno białą sukienkę kończącą się nad kolanem, do tego falowane włosy, długie złote kolczyki i lekki makijaż. Będzie idealnie.
Pomalowałam paznokcie na srebrny kolor i poszłam dalej spać. Dziwnie bo szybko usnęłam.

- sukienka Ali którą przygotowała na występ.



- Sukienka którą Ali miała w domu
  • awatar Gość: Cudowne *_*
  • awatar chudzinaxD: Boże to jest genialne *,* Uzależniłam się od twojego blogu <3
  • awatar Another day: Przeczytam opowiadanie i trochę poćwiczę :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
No witam
Przepraszam że dopiero teraz opowiadanie lecz nie miałam wcześniej czasu gdyż problem z tele...
Jak tam tydzień? U mnie kiepsko... mam kosę na semestr i dodatkowo muszę kupić nowy telefon gdyż moja lumia się popsuła ;/
No nie przedłużając
_________________________

Ezry nie było przez następny tydzień. Nie wiedziałam co robić... było za cicho. Postanowiłam pojechać do rodziców na weekedn. W końcu po prawie roku tu mieszkania...
Spakowałam potrzebne rzeczy, napisałam krótki list do Ezry w razie gdyby wrócił gdy mnie nie będzie i zostawiłam swój numer domowy.

Jeszcze przed odjazdem wyszłam z domu by zrobić zakupy na podróż.
Obładowana siatkami wracałam do mieszkania gdy zobaczyłam policje przed naszym blokiem. Zaciekawiona przyspieszyłam kroku. Jeden z funkcjonariuszy podszedł do mnie.
-ob Sie hier leben? - zapytał
-Ja - odparłam poprawiając zakupy. Mężczyzna widząc to wziął ode mnie siaki, nagle usłyszałam jak ktoś biegnie po schodach krzycząc moje imię. Zwróciłam się w tam tą stronę a z budynku wypadł przestraszony Ezra.
-Ali! Mój boże myślałem że coś ci się stało - podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił. Nie wiedziałam co robić. Policjant stał obok nas.
-Mitbewohner? - zapytał policjant.
-Ja - odparł Ezra i widząc siatki z zakupami wziął połowę od funkcjonariusza policji i ruszyliśmy we trójkę do budynku. Nadal nie wiedziałam co sie dzieje.
Nie musiałam pytać. Wchodząc na nasze piętro zauważyłam kawałki drewna na podłodze, nasze drzwi były wyważone z zawiasów i roztrzaskane na pół. W środku walały się kartki, długopisy, ciuchy. Wszystko było na ziemi. Wbiegłam przerażona do swojego pokoju. Choinka była przewrócona, a całe szkoło (czyt. kieliszki, drogie talerze itp) rozbite na podłodze.
Przeszukałam swoje rzeczy ale nic nie ubyło.
-Co tu się stało? - zapytałam Ezry.
-Nie mam pojęcia - powiedział wychodząc z kuchni. Policjant spisał wszystko i wyszedł.
-Gdzie byłaś? - zapytał chłopak, przytulił mnie mocno do siebie. Czułam jego oddech we włosach, pulsującą krew w dłoniach obejmujących mnie w pasie, bicie serca tuż przy uchu.
-Na zakupach, stwierdziłam że skoro cię nie ma to pojadę do rodziców do Polski.
-Wracasz? - usłyszałam jego smutny głos, aż mnie serce ścisnęło.
-Tylko na wakacje, za bardzo za nimi tęsknie.
-Rozumiem - odparł ponuro.
-Ejj przecież wrócę - uśmiechnęłam się.
Spojrzałam na niego uważnie. Miał smutną, poważną twarz, patrzył w oddal myśląc o czymś intensywnie.
-Mogę pojechać z Tobą? - zapytał nagle. Zdziwiona jego propozycją odsunęłam się od niego.
-Dlaczego?
-O tak, dawno nie byłem w Polsce.
-Nie no spoko, tylko się pakuj bo za pół godziny bus tutaj przyjeżdża.
-Już lecę- pocałował mnie w czoło i wyszedł.

Podróż była długa i nudna. Większość przespałam ale w pomiędzy moimi drzemkami rozmawiałam z Ezra. Autokar którym jechaliśmy był prawie pusty, jedynie z dziesięć osób jechało w tym my.
Ezra cieszył się na widok polskich nazw, dziurawych drug, śmiesznie ubranych ludzi.
W końcu dotarliśmy do mojego miasteczka.

Gdy zapukałam do drzwi mojego domu... eh szkoda że nie widzieliście min moich rodziców.
Witań, łez i śmiechu nie było końca. Mama z tej okazji zrobiła mój ulubiony obiad, ulokowała Ezre w gościnnym pokoju za raz po tym jak dogłębnie jej wytłumaczyłam dlaczego przyjechałam z Ezrą i wcale on nie jest moim chłopakiem.

Wieczorem gdy rodzice poszli już spać bo jutro pracują siedziałam przykryta kocem na tarasie. Kocham ten taras... te zachody słońca...
-Trzymaj - powiedział Ezra siadając obok mnie. Podał mi parujący kubek herbaty.
-Dzięki - odparłam cicho i wtuliłam się w koc.
Pomimo że był czerwiec, noc była chłodna.
-Ali... - powiedział cicho Ezra - Ja cię bardzo przepraszam za to... w garażu.
-Okey, nic się nie stało.
-Owszem, stało się. Znasz moje uczucia... to na tobie ciąży... przecież widzę! Nie patrz tak na mnie.
Roześmiałam się.
-Chciałabym żebyś ty znał moje uczucia, lecz nawet ja ich nie znam. Bardzo mi się podobasz...ale Mikołaj....
-Rozumiem - powiedział i nachylił się mnie pocałować. Odstawiłam kubek na stolik obok i objęłam mocno Ezrę za szyję przyciągając go bliżej siebie.
Pogłębiłam ten pocałunek jeszcze mocniej wypełniając go naszymi uczuciami. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje...
Odsunęłam się chwilę od niego. On zsunął się mi na szyję i całował każdy jej centymetr.
-Ezra- wydyszałam z trudem.
On zakrył mi wargi swoimi ustami.
-Ezra, nie tu - szepnęłam.
Chwycił mnie w pasie i nie przestając całować zaniósł do mojej sypialni.
Tam położył delikatnie na łóżku i pocałował w czoło.
Nagle poczułam że to nie czas, przestraszona znieruchomiałam na łóżku gdy Ezra całował mój nagi brzuch.
On chyba to wyczuł bo uniósł głowę i spojrzał na mnie uważnie.
Odsunął się.
Westchnął cicho.
Wstał z łóżka, założył koszulkę i wyszedł.
Padłam na łóżko wyczerpana, biała koszula była rozpięta na brzuchu, krótkie spodenki rozpięte, włosy potargane...
Boże co ja robię?
Samotna łza spłynęła mi po policzku, szybko je otarłam.
Nie poddam się.
Wstałam z łóżka i poszłam do Ezry.
Gdy otworzyłam drzwi leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit.
Położyłam się delikatnie obok niego. Pocałowałam go w ramię, potem szyje, policzek, czoło,nos.
Spojrzał na mnie badawczo.
-Chcesz?
Pokiwałam głową bo bałam się moich słów. Bałam się że znowu się rozmyślę.



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
No to tak... witam was w tą b. piękną, słoneczną, ciepłą niedziele -.-
Niestety muszę się uczyć wiec mnie nie będzie do czwartku bądź piątku znowu ale później obiecuje że to nadrobimy
Przez cały tydzień mam zawalone nauką gdyż poniedziałek odpowiadam wtorek odpowiadam i poprawa środa 2 sprawdziany, czwartek sprawdzian piątek prawdopodobnie poprawa oraz kartkówka z tych szkoleń na których ostatnio spałam xD
Niestety również przez to zimno straciłam wenę i dosłownie nic nie wymyśliłam o Ali i Ezrze. W zeszycie pomysły mi się skończyły... ale spokojnie to nie oznacza że zakończę opowiadanie, co to to nie
Więc bardzo was proszę, uzbrójcie się w cierpliwość i wytrzymajcie do piątku. Tym razem obiecuje że wstawię w piątek opowiadanie zaraz po tym jak wrócę do domy

Jak tam wasze słoiki szczęścia?
W moim się trochę już uzbierało ^^

Dla osób nie wtajemniczonych:
https://www.facebook.com/events/1529870510595994/





- Można i tak to interpretować

Mój słoik pokażę wam może w ferie jak się już trochę uzbiera tego
no to życzę wam miłego tygodnia
  • awatar I ♥ Lagoona Blue: @Panna15: No ja myślęxD to będzie weekend pisarski Ali i Ezrze?*O* prosz prosz dodaj dziś! Nie będę miała co czytać! A jestem tak ciekawa! Prosze plese!
  • awatar Panna15: @Pamiętnik nastolatki. ;D : @I ♥ Lagoona Blue: Spokojnie wynagrodzę to wam w postaci dwóch wpisów w ten weekedn... a po za tym mamy 2 tygodnie ferii :D
  • awatar I ♥ Lagoona Blue: I gdzie opowiadanie?! Ja tu czekam zapuszczamm korzenie...a tu nic!;_; już dawno powinnaś napisać:<
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
No hej
Widzę że nie którzy chcą mnie zabić za to że jednak nie dodałam wczoraj lecz dopiero dziś... przepraszam was bardzo ale to były ciężkie 3 dni ;/
Ale jestem dumna bo z wos-u dostałam 17/25 pkt Z Bogurodzicy 3/5 a geografii 7/30 ;/
Dodatkowo miałam wczoraj na szkoleniach taki nuuuuuuuudny wykład że połowa klasy spała ale ja rysowałam sobie jakieś kwadraty i w sumie nic nie zapisałam xD
Wczoraj jeszcze nim wróciłam do domu (na półgodziny) to już jechaliśmy w goście bo wujek wyjeżdżał i na "pożegnalną kolację"
No nie przedłużając dłużej...
A jeszcze jedna sprawa jest teraz akcja Zakładam Słoik Szczęścia... weźcie w niej udział naprawdę fajna sprawa
Macie tu link: https://www.facebook.com/events/1529870510595994/
Tam w opisie przeczytajcie o co chodzi... fajna sprawa taki słoik. Można potem się pośmiać z tego co się wypisywało

Dobra dobra... macie tą 17 część
Aaa i jeszcze jedna rzecz, kolejny wpis będzie w poniedziałek a później znowu aż chyba w czwartek lub piątek znowu z powodu szkoły ;/
We wtorek chce napisać poprawę z eng w środę mam z historii sprawdzian i jeszcze w cz z angielskiego wiec trochę do nauki mam... no i oczywiście poduczyć się EDB i matmy i rosyjskiego... jezu ile tego
No wiec kolejny wpis PONIEDZIAŁEK lub CZWARTEK
___________________________________________

-Nie... - wyszeptałam. Ezra zrobił duże oczy a w nich pojawiły się łzy - Przepraszam... ale to za szybko.
Ezra odsunął się ode mnie. Wyraz jego twarzy był niezmienny... pełen rozczarowania.
-Ezra...- wyciągnęłam dłoń by go pocieszyć, nie chciałam by był smutny.
Odsunął się.
Auć.
Zabolało.
Jego ruchy były z gracją. Wyszedł trzaskając drzwiami od garażu.
Było mi strasznie głupio, nie wiedziałam co zrobić. Obok mnie stał motocykl Caleba. Wydawało mi się, że promieniuje szczęściem. Co było trochę dziwne..
Wyszłam z garażu do pokoju Ezry. Złapałam telefon, klucze i portfel, wzięłam jeden z kasków i wyszłam.
-To nie może być trudne - mruknęłam sama do siebie. Wsiadłam na motocykl.
Nagle jakbym poczuła lekkie muśniecie na dłoni i coś nakazało mi przekręcić kluczyk.
Silnik zaryczał przyjemnie.
Nagle ruszyłam a kurz podniósł się gdy wyjechałam motocyklem z garażu.
Usłyszałam, że ktoś za mną biegnie lecz nawet nie się obejrzałam.
Nie wiedziałam jak się tym ustrojstwem hamuje bądź kieruje. Jechałam wciąż przed siebie aż dojechałam do miasta.
Pod blokiem zamknęłam motocykl w garażu i weszłam do mieszkania. Nie było nas tu dwa dni. Zamykając drzwi od razu poczułam śmieci w koszu i pranie w łazience.
Ezra posprząta!
Westchnęłam cicho rzucając się na łózko
-Boże ale ja jestem... - warknęłam na siebie -Ezra stracił brata a ja odrzuciłam jego zaręczyn.
Dlaczego je odrzuciłam skoro tak...
Tak właściwie co?
Kocham go?
On mi mąci w głowie!
Kocham Mikołaja... tylko nie mogę mu tego powiedzieć... czemu? Nie wiem.
Boże czym jest miłość? Czy ja kogoś jeszcze pokocham? Czuje się jak puste naczynie!
Zadzwoniłam do Mikołaja że już jestem, posprzątałam dom, wyniosłam śmieci, kupiłam wino i zrobiłam obiad.
W końcu przyszedł Miki.
Pocałował mnie namiętnie w usta lecz nic nie czułam. To było... dziwne?
Jezu co się ze mną dzieje?!
Poszłam do kuchni przynieść jedzenie a Mikołaj zapalił świece i otworzył wino.
Siedzieliśmy, rozmawialiśmy o wszystkim czym się tylko da.

Gdy siedziałam Mikołajowi na kolanach a on szeptał mi jak bardzo mnie kocha było mi przyjemnie.. lecz nie mogłam nic odpowiedzieć.
-Kocham cię... chce być z tobą na zawsze - powiedział Miki całując mnie w usta. W tej chwili uczynił mnie najszczęśliwszą kobietą na świecie. Każda by chciała takie coś usłyszeć. Każda która kocha swojego chłopaka.
Poczułam wino w tym miękkim pocałunku, wino i pożądanie. Jedną ręką Mikołaj odstawił mój kieliszek a drugą przyciągnął mnie bliżej. Wciąż ciasno obejmując położyliśmy się na rozłożonej kanapie. Jego pocałunki były słodkie i kuszące, moje stanowcze. Mikołaj położył się na mnie wplatając mi jedną dłoń we włosy by przytrzymać moją głowę w czasie pocałunków, które nagle stały się pożądliwe. Gdy tak pożerał moje wargi i wnętrze ust, druga ręka przesuną mi na biodra a potem uda i głaskał moje nogi poprzez cienki materiał rajstop. Wygięłam się w łuk, by być jeszcze bliżej jego ciała. W tej chwili zrozumiałam co się nareszcie stanie. Ten groźny, uwodzicielski popęd... ta egzotyka...
Nagle przeszył mnie głęboki skurcz w żołądku. Skurcz który zepsuł smak obezwładniającej przyjemności przepełniającej resztę mojego ciała. Dotyk Mikołaja wywołał we mnie pragnienie, by dostać więcej i więcej niemal zmusił do błagania po więcej!
Nagle Mikołaj puścił mnie, niemal siłą odrywając się od mojego ciała. Zanim odwrócił twarz wyczytałam na niej emocje jakich nigdy u niego nie widziałam.Frustracje, smutek i żal.
-Miki... - jęknęłam - Mikołaj tak mi przykro...Ale ja nie mogę.
-Wiem, już późno Ali - powiedział podnosząc się- Chyba już pójdę.
-Jest za późno byś sam wracał.
-O mnie się nie martw - prychnął i wyszedł.
Było mi strasznie głupio...
Jęknęłam padając na kanapę z powrotem. Czemu nic mi nie wychodzi?!
Zdmuchnęłam wszystkie świece, zdjęłam ubrania i poszłam sie umyć. Zimny prysznic orzeźwił mój umysł.
Skoro nici z randki to pójdę do klubu.
Ubrałam się w seksowną sukienkę i ruszyłam na podbój Niemieckich panów.

Około pierwszej w nocy upalona i upita wracałam do domy z moim nowym przyjacielem. Poszliśmy do niego bo ja nie pamiętałam gdzie mieszkam.
Miał ładnie urządzone mieszkanie lecz mało widziałam. Centralnie w sypialni stało łóżko, zajmowało najwięcej miejsca a jeszcze było oświetlone księżycem... jak miło.
Padłam na łóżko a mój przyjaciel zaczął coś szukać. Szukał i szukał a ja zwinęłam się w kłębek i usnęłam.
Gdy spojrzał na mnie poczułam jak się uśmiecha a potem przykrywa mnie w kocem i wychodzi.
Dziwne...

Spałam jak zabita do jedenastej. Obudził mnie zapach bekonu smażonego na patelni. Mmmm
Ruszyłam za tym zapachem aż prawie wpadłam na jakiegoś faceta... całkiem przystojny.
Miał wyrzeźbione, opalone ciało a kropelki wody spływały po nim z włosów.
Był ubrany tylko w jeansy.
-Boże... czy my?- zapytałam siadając w maleńkiej kuchni na kanapie pod oknem.
-Dzień dobry - powiedział i postawił przede mną talerz.- Och nie... usnęłaś.
Zaśmiał się cicho. Miał przyjemny głos.
-Nic nie pamiętasz? - zapytał siadając na przeciwko.
-Nie.. ale skądś cię kojarzę.
-W to nie wątpię. Chodzimy razem na zajęcia z rysunku. To już ustaliliśmy w klubie.
-Serio? A no możliwe- powiedziałam pałaszując śniadanie.
-Odwieźć cie? - zapytał gdy zjadłam.
-Jak byś mógł... bo nie znam tej okolicy.
-Spoko, tylko się ubiorę.

Gdy wsiedliśmy do jego auta zapadła niezręczna cisza.
-Ee posłuchaj bo jest taka rzecz...
-Wiem że masz chłopaka. Trudno.
-Och Bartek ja nie...
-Posłuchaj - odwrócił się w moją stronę - Ja to wiem i rozumiem. Zresztą wytłumaczyłaś mi wszystko wczoraj.
-Na prawdę?
-Na prawdę, odrzuciłaś oświadczyny jednego i nie wiesz jak powiedzieć że kochasz swojego chłopaka w tym dodatkowo nie wiesz czy go na prawdę kochasz.
-Oł... chyba nie będę więcej piła. - Próbowałam go rozśmieszyć i chyba mi się udało bo się lekko uśmiechnął.
-Spróbuj sobie przypomnieć to co ci poradziłem. - powiedział i zatrzymał się przed moim blokiem.
-Dzięki i przepraszam jeśli dałam ci jaką kolwiek nadzieje... - powiedziałam sięgając po klamkę.
-Owszem jesteś śliczna... a nawet piękna, mądra i co z tego że połowa uniwerka chciałaby ci wskoczyć do łóżka. Ale ja traktuję cię jako przyjaciółkę. Okey?
-Okey - przytuliłam go i wysiadłam z auta. -Do jutra.

Weszłam do domu. Ezry jeszcze na szczęście nie było. Ciekawe kiedy wróci... smutno mi.

  • awatar ♥Twyla♥: Słodkie. Chciałabym żeby Ali była z Ezrą..... Moim zdaniem ten Mikoła nie jest dla niej :/
  • awatar Panna15: @oparzeni: Tu się zgodzę ten słoik szczęścia trochę to przypomina zamykanie czasu :)
  • awatar SpringHaze1: fajne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

chudzinaxd
 
panna15
 
Zapraszam do mnie na opowiadanie nowe
 

 
Zacznijmy od ogłoszeń postanowiłam dodać wam tą 16 część trochę wcześniej ale za to nie będę wchodziła na bloga aż to piątku jakoś tak 16/17.
Niestety ale już dziś muszę nauczyć się wiersza na pamięć (na szczęście została mi może z jedna strofa) Jutro muszę zacząć uczyć się do sprawdzianu z wos-u a w czwartek do geografii, mam nadzieje że mi nic nie wypadnie i będę mogła do was wejść na chwilkę
A teraz zapraszam na tą ciekawszą część tego wpisu czyli 16 część o Ali i Ezrze. Dedykuje to WSZYSTKIM MOIM CZYTELNIKOM.
_____________________________

Siedziałam na huśtawce z kubkiem herbaty obok Ezry. Jego rodzina bardzo ciepło mnie przyjęła. Mama jest cudowną kobietą, tak samo jak babcia.
-Ali, jak poznałaś mojego wnuka? - zapytała babcia Ezry.
-Mamo, oni nie są razem - jęknęła mama Ezry.
-Idę zrobić herbatę - odparł mój współlokator.
Mama od razu usiadła obok mnie. Chwyciła moje dłonie i spojrzała głęboko w oczy.
-Opowiadałam ci jak się poznałam z tatą Ezry? Podobno jak ty i mój syn. Tylko że przypadkowo spotkaliśmy się na dworcu w Polsce. Pomyliłam się i miałam jego torbę. Na szczęście oboje jechaliśmy do Londynu. Oboje studiowaliśmy architekturę i byliśmy w tej samej grupę. Wiele nocy się do egzaminów.
W pewnej chwili babcia Ezry prychnęła.
Spojrzałam na nią.
-Z tych nocy wyszedł im mały Caleb - zaśmiała się starsza pani. Mama Ezry skarciła ją wzrokiem jak małe dziecko.
-Pewnego razu przystojny Grzegorz Peace poprosił mnie na randkę. Tata Ezry tak się wściekł że na oczach wszystkich studentów pocałował mnie. Wszystkim opadły szczęki.
Przed narodzinami Caleba wzięliśmy ślub, później urodził się Ezra. Oczywiście ja nigdy nie ukończyłam studiów za to tata Ezry i owszem.
-Znowu to opowiadasz? - westchnął tata Ezrt wchodząc na taras.
-Piękna okolica, a ogród wspaniały - powiedziałam żeby zmienić temat.
-Dziękuję, sam wszystko robiłem przed narodzinami...
-Rozumiem.

I tak spędziliśmy wieczór. Około dwudziestej trzeciej zapytałam Ezre czy mnie odwiezie. Nim zdążył otworzyć usta jego mama go wyprzedziła
-Och! Możesz przenocować u nas
-Dziękuję, ale nie cce robić problemów - uśmiechnęłam sie.
-Zostań - powiedział cicho Ezra siedząc obok mnie, patrzył mi głęboko w oczy - Proszę, dla mnie.
Kiwnęłam głową, bo nie mogłam wypowiedzieć ani słowa.
Chłopak uśmiechnął się uroczo.

Było po trzeciej lub czwartej gdy Ezra pokazał mi swój pokój. Padłam na łóżko w ciuchach a on zamknął drzwi na zamek i położył się obok.
Odwróciłam się w jego stronę. Patrzył na mnie.
-Co? -zapytałam szeptem.
-Nic, nic - powiedział cicho - dobranoc.
Nie mogę uwierzyć że to koniec. Już nigdy nie zobaczę tych kpiących uśmieszków Caleba? Owszem widywałam go nawet często gdy przyjeżdżał do Ezry.
Leżałam tak bardzo długo puki nie usłyszałam jak Ezra pochrapywał cichutko. Po chwili przytulił się do mnie.

Następnego dnia obudziłam się przytulona do nagiego brzucha Ezry. On obejmował mnie w talii mocno jak by bał się że mu ucieknę. Próbowałam wyplątać się z jego objęć. Ezra przeciągnął się za spale ciągle nie wypuszczając mnie z objęć. Spojrzał na mnie.
-Dzień dobry - wyszeptał.
-Dzień dobry - parsknęłam.
Pocałował mnie w czoło. Zamarłam w bezruchu.
-Czyli to nie sen - wymamrotał.
-No nie.
-A szkoda.
-Czemu?
-Bo zaraz mi uciekniesz.
Westchnęłam tylko zaciągając się jego zapachem.
-Nie dziś - odparłam ku zdziwieniu jego jak i własnym. Wtuliłam się w niego bardziej a on ochoczo mnie objął mocniej.
Leżeliśmy tak długo nic nie mówiąc dopóki mama Ezry nie zapukała do drzwi:
-Wstawaj Ezra - zawołała. No tak... przecież nie wiedziała że ja tu jestem.

Siedziałam przy stole rozmawiając z mamą mojego współlokatora gdy cała rodzina zaczęła się zjeżdżać. Wiele osób witało się ze mną sympatycznie, chodź zdarzały się wyjątki.
Około południa było już z około czterdzieści osób. Latałam z tacą miedzy kuchnią a tarasem. Ezra chciał mi pomóc lecz jakaś gruba baba mu zabroniła. Gdy własnie po raz chyba dwudziesty robiłam herbatę poczułam czyjeś dłonie na biodrach i oddech we włosach.
-Wybacz, że cię tu zabrałem - wyszeptał Ezra.
-Nie ma sprawy - mruknęłam tylko.
-Przecież ciocia Margo zrobiła cię jako służba
-Nic na to nie poradzisz
-Na pewno? - zapytał z chytrym uśmiechem. Chwycił mnie za dłoń i pociągnął do salonu gdzie ta grube babsko... przepraszam ciocia Margo siedziała.
-Ciociu Margo, poznaj moją dziewczynę - powiedział dumnie Ezra.
Kobieta zakrztusiła się herbatą którą akurat piła.
-Związałeś się ze służbą?!!
-Nie, ona nie jest służką! - warknął Ezra i na dowód tego pocałował mnie mocno w usta.
Odwzajemniłam pocałunek.
Odsunęłam się od chłopaka i twardo spojrzałam na kobietę z triumfalnym uśmieszkiem. Miło było patrzeć na tą purpurową twarz pasującą do mocno różowej sukni która aż pękała w szwach.
-Nie jestem żadną służką, tylko pani sobie tak ubzdurała - powiedziałam i dumnie wyszłam na dwór zostawiając całe towarzystwo w wielkim zdziwieniu.

-Ali!- usłyszałam wołanie Ezry. Od ponad godziny chodzę po ogrodzie. W końcu weszłam do garażu gdzie stał motocykl Ezry, a obok chyba Caleba. Nie wiem... był przykryty prześcieradłem a na nim kartka: "Dla Alisoon"
-Tu jesteś Ali - powiedział Ezra wchodząc do garażu.
-Co to jest?-zapytałam nie ruszając niczego.
-Yy ... motocykl Caleba.. dla ciebie.
-Dlaczego dla mnie?
-Caleb chciał byś go zapamiętała a kompletnie nie wiedział co ci mógłby zostawić.
-Aha - powiedziałam i odkryłam prześcieradło. Pod nim stało błyszczące cudeńko jakby prosto z salonu.
-Ali... wiem że może to nie odpowiednia chwila ale ... boże
Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam na niego badawczo. Był strasznie zmieszany, język mu się plątał.
-Wiem że słyszałaś to co powiedziałem ci w nowy rok. I wiem co ty czujesz do mnie.
-Co ja czuje do ciebie?- powtórzyłam.
-Tak, widzę to w twoich oczach, gestach... pocałunkach. Wiem że masz chłopaka... ale kochasz i mnie. I wcale nie zaprzeczaj.
-Nie zaprzeczam, fakt.
-I może to trochę za szybko... ale nie wyobrażam sobie życia bez ciebie - powiedział podchodząc blisko. Stał na wyciągnięcie ręki... może nawet bliżej.
-Pokochałem cię już od pierwszego razu... gdy spotkaliśmy się przed tym metrem. Byłaś taka zagubiona. Wiem że teraz to może nie odpowiednia chwila... ale Ali... dla ciebie zrobię wszystko- powiedział i nagle chwycił mnie za pod brudek i spojrzał głęboko w oczy - Wyjdziesz za mnie?

Miłego dnia oraz tygodnia








Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Hej
Mam jakiś problem z pingerem. Z tego co wiem to coś się podobno psuje... ale już dwie osoby zgłosiły mi że nie mogą wejść na mojego bloga bo im się zacina, czasami tez jak wchodzę widzę że kilka moich danych, kto mnie obserwuje lub posty znikają a potem pojawiają się dwa dni później.

Po drugie teraz gdy zaczął się 2015 rok chciałabym zaplanować publikacje np. na jutro o 17.30 a tu nie mogę ponieważ w funkcji jest tylko 2013/2014.

Też tak macie?
I co mam z tym zrobić?

Przy okazji jeśli chcecie dedykacje ze zdjęciami to napiszcie w kom. na tym blogu:
---->>>>>http://wiolettatoja.pinger.pl/<;<<<<----

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Dziękuję osobom które na mnie zagłosowały w tym konkursie.
Ehh wolne po woli dobiega końca... niestety z racji tego że jestem w liceum mam wiele nauki wiec nawet nie wiem kiedy będę miała czas dodawać opowiadanie.
Prawdopodobnie kolejną część dodam jutro wieczorem lub aż w piątek po szkoleniach. Ale z racji tego że ferie mam w lutym odrobimy zaległości
Tę część tak jak obiecałam dedykuje @I ♥ Lagoona Blue

Następnego dnia od samego rana krzątałam się po kuchni. Ezra wyszedł. Może to i lepiej ... było mi trochę głupio bo usłyszałam to wyznanie...
No cóż. Chłopcy nadal nie wiedzą że wiem o wszystkim. Choć Ezra chyba coś podejrzewa...
Boże co sie ze mną dzieje!
Zmieniam się.

Dziś wieczorem zrobiłam z Ezrą seans Igrzysk Śmierci. Gdzieś w połowie trzeciej części niby przypadkowo pocałowałam mojego współlokatora w policzek. On tylko popatrzył na mnie uważnie.
-Ali, wiem że wszystko pamiętasz. Oraz wiem że słyszałaś wszystko wczoraj co ci powiedziałem.
-Kurde - mruknęłam i spuściłam głowę w dół.
On tylko się zaśmiał i próbował mnie przytulić lecz mu się wyszarpałam i wyszłam z pokoju.

Zamknęłam się w łazience i ryczałam przez resztę wieczoru, Ezra ciągle próbował się do mnie dobić lecz bez skutku.

KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Leżałam sobie z Mikołajem na kanapie i oglądaliśmy tv. Miło jest leżeć w objęciach twojej miłości. Układa się nam wspaniale, kochamy się i to jest najważniejsze.
Mikołaj poszedł do Akademii sportowej a ja na uniwersytet artystyczny. Radzę sobie nieźle, miałam już swpój pierwszy występ fotograficzny. Z Ezrą mało co rozmawiam, jedynie "hej, mleko się skończyło"
Spojrzałam na Mikiego.
Krótkie brązowo/miedziane włosy z cięte na jeża, zielone oczy błyszczały. Bawił się moimi przydługimi włosami, które sięgały już do pasa. W końcu muszę je ściąć.
-Chyba je zetnę - powiedziałam. Chłopak spojrzał na mnie krytycznie.
-Spróbuj a sam ci je doczepie - powiedział całując mnie w policzek. Zaśmiałam się wtulając się w jego twarz.
-Kocham Cię Ali- wyszeptał mi do ucha. Uśmiechnęłam się, ale nic nie odparłam. Nie mogłam, nie umiałam.

Gdy Mikołaj wychodził, Ezra odetchnął z ulgą. Spojrzałam na niego a mój współlokator poszedł do sypialni. Pocałowałam Mikiego w usta i wkurzona trzasnęłam drzwiami.
Wpadłam jak burza do pokoju Ezry. Chłopak leżał na łóżku i wpatrywał się w okno. Gdy weszłam podniósł sie.
-O co ci chodzi? - krzyknęłam na niego.
Chłopak skrzywił się.
-Co to miało być? O co ci chodzi?! Co on ci przeszkadza?!
-Spokojnie - powiedział tylko.
-Jak mam być spokojna?! Mój współlokator robi problem, gdy tylko przyjdzie mój chłop...
Nie dał mi dokończyć nakrywając moje usta swoimi wargami.
Zaszokowana stałam, nie wiedząc co robić. Ezra objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Natarczywie całował mnie aż wargi zaczęły mnie boleć.
Nie miałam ochoty się z nim całować ale nie wiedziałam jak to przerwać.
W końcu odsunęłam się i uderzyłam Ezre w policzek. On za szokowany patrzył na mnie.
Uciekłam z płaczem.

Wieczorem zadzwonił Mikołaj, pytał czy coś się stało, ale mu nic nie powiedziałam.
Bałam się.
Nie wiem co zrobić... lubię Ezrę owszem, podoba mi się ale co z tego? Mam przecież Mikołaja. Ja go kocham ponad życie.
Tylko dlaczego wciąż nie mogę tego powiedzieć?

Następnego dnia starałam się unikać Ezry oraz Mikołaja.
Bałam się, że może coś współlokator znowu zrobi coś głupiego, a mojego chłopaka bo coś odkryje.
Dlatego nie poszłam na zajęcia.
Siedziałam zamknięta w swoim pokoju.

Wieczorem przyszedł Mikołaj.
-Cześć kochanie - powiedział wchodząc - coś się stało?
-Nie, nic - uśmiechnęłam się blado.
-To czemu nie odbierasz telefonu?
-Oo dzwoniłeś - odparłam udając zdziwienie - nie zauważyłam.
-Czy jesteś chora? Albert mówił że nie byłaś na zajęciach. - Powiedział to i chciał mnie przytulić lecz się odsunęłam szybko. Musiało to źle wyglądać.
-Nic sie nie stało - odparłam spokojnie.
-Pójdziemy na plaże? - zapytał. Pokiwałam głową. Poszłam się przebrać a Mikołaj wziął torbę, olejek oraz ręcznik.
-Kochanie wszystko okey? - zapytał gdy długo nie wychodziłam.
-Tak tak - westchnęłam wychodząc z łazienki.
-Co, cisną na uniwerku?
-Tak trochę - przytaknęłam.

Ubrani poszliśmy na metro. Nie było miejsca wiec Mikołaj przytulił mnie gdy metro ruszyło abym nie upadła.
Gdy dojechaliśmy masę ludzi właśnie wracało z plaży. Skierowaliśmy się na tą część bardziej piaszczystą by się poopalać.
Ciesząc się piękną pogodą rozciągnęłam się na kocu, Mikołaj zdjął koszulkę i położył się obok mnie. Przyciągnął do siebie i mruczał mi do ucha
-Idziemy do wody?
-Nie - powiedziałam krótko, wyplątałam się z objęć Mikołaja i położyłam się na plecach.
Mikołaj próbował mnie połaskotać lecz odwróciłam się od niego.
Pewnym ruchem chwycił mnie i podniósł. Piszcząc i wierzgając zatopiłam się w wodzie.
-Przestań! - krzyczałam, ale już byliśmy w wodzie.
Spojrzałam na niego. Oczy przepełnione szczęściem i miłością, szeroki uśmiech tylko dla mnie. Pochyliłam się do niego i go pocałowałam. Wynurzyliśmy się z wody zadowoleni. Ochlapałam go wodą, a on mi oddał. Wybuchnęliśmy śmiechem.

Szczęśliwa wróciłam do domy, Mikołaj niósł za mną torbę obejmując mnie w talii.
Śmiejąc się z żartów Mikołaja otwierałam drzwi. Chłopak poszedł do mojego pokoju, a ja do kuchni.
Zauważyłam, że Ezra siedzi przy stoliku, obok leżało kilka puszek po piwie a telefon rozbity na ziemi.
Dotknęłam delikatnie jego ramię. Drgnął lekko, ale nadal wpatrywał się w okno.
Przytuliłam go. On odwrócił się w moją stronę i wtulił się we mnie jak małe dziecko.
-Co się stało?- wyszeptałam mu do ucha.
-Mama dzwoniła - powiedział cicho- Mój brat.. nie żyje. Muszę tam pojechać. Wstał i zatoczył sie gdybym go nie złapała.
Trzymałam go a on mnie.
-Jadę z Tobą, bo nie jesteś w stanie. - powiedziałam. Usiądź spokojnie.
Usiadł posłusznie a ja poszłam do mojego pokoju.
-Kochanie gdzie są kielisz.. - zapytał stawiając wino na stoliku. - Co się stało?
Podszedł i objął mnie w talii.
Przysunęłam sie do niego.
-Musimy jechać do Ezry, do jego rodziców bo on nie da rady - powiedziałam.
-Jedźcie - powiedział spokojnie i pocałował mnie w usta. Dałabym sobie rękę uciąć że usłyszałam nutę zazdrości. -Kocham cię, wiesz?
-Wiem - pocałowałam go w usta. Odprowadziłam go do drzwi.

Poszłam do pokoju Ezry i wyjęłam z szafy dwa kaski do motocyklu.
-Chodź - powiedziałam i wyszliśmy z domu. Chłopak usiadł na motocyklu a ja za nim. Ruszyliśmy z piskiem. Droga była długa. Musieliśmy wyjechać z miasta. Na obrzeżach stało wiele pięknych domów, ale dom rodziców Ezry przerósł moje oczekiwania.
Drewniany płot stał jakby w buszy. Wjechaliśmy na podwórko wyłożone kostką. W pięknym ogrodzie ukryty był duży dom.
Ezra przeprowadził mnie przez ten ogród na taras. Na nim siedziały trzy kobiety pochylone nad sobą
-To straszne - wykrzyknęła siwa pani.
-No...-zgodziła się młoda blondynka
Ezra odchrząknął cicho. Wszystkie trzy kobiety popatrzyły na nas.
-Och Ezra - podeszła do nas starsza pani o siwych włosach. Ucałowała go w policzki.
-Babciu to jest Ali - przedstawił mnie. Starsza kobieta przytuliła mnie i wybuchła płaczem.
-To ty jesteś Ali - podeszła do nas 3 kobieta o lekkim brązowym odcieniu włosów - Miło mi poznać.
Powiedziawszy to przytuliła mnie tak samo jak babcia Ezry i załkała.
Kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić.

http://b2.pinger.pl/fb8335b7dd633e90d0aeac0e76b22266/640px-Brittany-Robertson-040.jpg
~Ali

http://b4.pinger.pl/68302bda52918c04fbc848e1e5190933/przystojny-mezczyzna-likely-pl-80.jpg
~Ezra

http://b1.pinger.pl/4a2daadc962f729810f6eefee3223da5/Mikoaj.jpg
~Mikołaj



  • awatar ♥Twyla♥: Smutne trochę ale i tak extra ;)
  • awatar Pamiętnik nastolatki. ;D: Świetne! <33 Na bank w końcu sie okaże, ze Ali będzie z Ezrą. :) Kiedy kolejny rozdział? Czekam z niecierpliwością;P
  • awatar Panna15: @3 metros sobre el cielo: W jakim sensie "powinna już coś zrobić bo zaczyna mniej ciekawić" ?? Że zdecydować się na jednego? No szykuje coś specjalnego ale jakoś trudno mi to napisać i zbieram informacje :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

panna15
 
chudzinaxd
 
Hej, czy zagłosowałabyś na mnie w tym konkursie? Mam numerek 5
Byłabym ci/wam bardzo wdzięczna za pomoc. Oczywiście w zamian zaobserwuję albo coś w tym stylu

http://muzyka53.pinger.pl/m/22954242
  • awatar Ciasteczkowy Potwór ♥♥♥: WYGRAŁAŚ 3.MIEJSCE !!!
  • awatar Panna15: Dzięki wielkie, za oddanie na mnie głos :) Piszcie jak mogę się wam odwdzięczyć :)
  • awatar Gość: Juz zagłosowałam ;) Zapraszam na mojego bloga :^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

panna15
 
crazymonster
 
Hej, startuję w konkursie na najlepszego bloga, czy zagłosowałabyś na mnie? Mój numer to 5
Bardzo bym prosiła o pomoc

http://muzyka53.pinger.pl/m/22954242
 

panna15
 
oparzeni
 
Hej, zagłosujesz na mnie? Mam numerek 5, oczywiście coś za coś
http://muzyka53.pinger.pl/m/22954242
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Osoby czytające mojego bloga jak by mogły zagłosować tutaj na mnie (nr5) :

http://muzyka53.pinger.pl/m/22954242

Byłabym bardzo wdzięczna i oczywiście coś za coś, więc jeśli ktoś by zagłosował to proszę napisać do mnie co w zamian byście chcieli
 

 
Dziękuję za to że wg czytacie te wypociny ;3

Na początku powiem że... byłam dziś na hobbicie i szczerze mówiąc bardzo mi się spodobał pomimo że nie widziałam dwóch poprzednich części
Fakt faktem trochę przysnęłam w którymś momencie ale po za tym był fajny *,*
Polecam.

http://b4.pinger.pl/ae576c7f8c6222b55b25b304382767ec/film.org.jpg

Jak wam się udał sylwester? Mi świetnie, poproszę więcej <3
Pomijając kilka chwil że będzie przypał było zajebiście

A teraz zapraszam na 14 część
_____________________________________

Powietrze... brakuje mi powietrza.
Nagle czuję powietrze które od razu wciągam... krztuszę się. Wymiotuje wodą na poduszkę która leży obok mnie.
Zaraz poduszkę?
Otwieram oczy i widzę pomarańczowe ściany, biały sufit i brązowe meble.
-Co jest?- wkurzam się nie na żarty. Gdy się podnoszę ktoś wchodzi do pokoju. Patrzę w tam tą stronę.
Widzę przystojnego bruneta o niebieskich oczach. Oczach pełne łez i rozpaczy. Na mój widok natychmiast się zmieniają.
-Hej, jak się czujesz?- pyta chłopak podchodząc do mnie. Ma taki czuły głos.
-W porządku... gdzie jestem?-pytam. Chłopak sprawdza mi czoło- A ty to kto?
-Ja? Ezra... twój współlokator, nie pamiętasz?
-Nie.
-Ali, jesteśmy u Mikołaja. Zaraz po tym jak wpadłaś do wody wyłowili cię i przyjechaliśmy tutaj. Teraz siedzą w pokoju i się o Ciebie martwią.
-Ali? Mikołaj?
-Straciłaś pamięć? - zdziwił się wielce. -Pamiętasz który mamy rok?
-Ym 2014?
-Teraz 2015, jest nowy rok.
-Oh... ty jesteś Ezra?
-Tak, twój współlokator.
-Hmm czy ty nie jesteś moim chłopakiem?
-Nie- odparł po chwili powiedział cicho - A szkoda.
Ale tego Ali nie słyszała.
-Hm na serio? To dlaczego mi się tak cholernie podobasz?
-No wiesz... dzieli nas tak trochę wspomnień.
-Na przykład?
On zamiast odpowiedzieć pocałował mnie mocno i namiętnie w usta. Ponownie zachłysnęłam się powietrzem.
Odwzajemniłam pocałunek.
I nagle wszystko wróciło na swoje miejsce. Był Nowy Rok, jestem w Niemczech a teraz całuje się z moim współlokatorem który w dodatku nie jest moim chłopakiem. W dodatku przez utonięciem widziałam jak...
Odsunął się i spojrzał badawczo w moje oczy.
-Pamiętasz coś?
-Nie - skłamałam. Będę miała z tego niezłą frajdę.
Westchnął tylko.
Wstał i podszedł do drzwi, ruszyłam za nim by zobaczyć się z Mikołajem.
-Cześć kochanie - powiedział mój chłopak wychodząc nagle z łazienki-jak się czujesz?
-Dobrze. - odparłam.
-Nic nie pamięta - powiedział Ezra i wrócił do pozostałych. Stałam w niezręcznej sytuacji z Mikołajem.
-Ehm... Ali.. tak mi przykro - powiedział i próbował mnie objąć ale się odsunęłam. Zrobił zbolałą minę.
-Spoko - odparłam i poszłam w ślady Ezry. Mikołaj ruszył za mną.

Siedzieliśmy do szóstej rano.
W sumie to do czwartej tańczyliśmy a potem kłóciliśmy się jaki film mamy obejrzeć. Padło na Obecność. Przestraszona kuliłam się na łóżku siedząc obok Ezry. On ku wściekłości Mikołaja przytulał mnie i zapewniał że wszystko w porządku. Bardzo mi się śmiać chciało z tej sytuacji. Dlaczego to robię? Przecież taka nie byłam... a może i byłam?
W sumie nie bez powodu rodzice mnie tutaj przesłali... przecież bójki, zdrady, kłamstwa, ucieczki są mi znane jak własna kieszeń.. czy jakoś tak się mówi.
Później gdy kładłam się spać udawałam że się boję wiec Ezra położył się obok. Mikołaj został z gośćmi
-Oh Ali, Ali - mruczał delikatnie. Leżałam na torsie Ezry, jego głos wydawał miłe wibracje gdy mówił. Czułam bicie jego serca, każdy jego oddech.
Udałam że śpię
-Nawet nie wiesz jak bardzo mi się podobasz..- powiedział cicho myśląc że usnęłam.
zachichotałam cicho.
Kurdę on myśli że śpię... Jego puls od razu przyśpieszył.
Szybko udałam że to kichnięcie.
Oddech stał się spokojniejszy chodź nadal był niepewny. Głaskał mnie po plecach, aż sam usnął.





 

muzyka53
 
panna15
 
http://rysunki1472.pinger.pl/ Oddasz na mnie głos? Mam numerek 8. Odwdzięczę się poleceniem bloga i obserwacją.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Okazało się że mam gdzie spędzać sylwka
Jadę do koleżanki z klasy która jak się okazało mieszka bardzo blisko mnie ^^
A wy jak spędzacie ten ostatni dzień roku?
wg to życzę wam spełnienia waszych celów, marzeń w ten nadchodzący nowy rok, lepszych ocen i czego sobie tam życzycie
A teraz zapraszam na 13 część.
______________________________________________

Ostry dzwonek telefonu obudził mnie. Po wczorajszej imprezie pozostał tylko okropny ból głowy.
Wstała i na bosaka poszłam do holu by odebrać. Znalazłam kartkę przyczepioną do tablicy.
-Ezra już wyszedł - mruknęłam tylko a potem sięgnęłam po słuchawkę.
-Halo?- ziewnęłam.
-Dzień dobry, mówi mama Ezry czy syn jest w domu?- usłyszałam słodki głos w słuchawce.
-Nie, wyszedł.
-Rozumiem, a mogłabyś przekazać mu że dzwoniłam, Ali?
Zamrugałam gwałtownie. Zaszokowana nie wiedziałam co odpowiedzieć. Skąd ona do licha wiedziała jak mam na imię?
-Ali? Jesteś tam? - zapytała mama Ezry
-Tak, przekaże - odparłam - Że pani dzwoniła.
-To świetnie, trzymaj się - zaświergotała pani Strait.
-Do widzenia - powiedziałam i odłożyłam słuchawkę.
Wróciłam do łóżka i zaszokowana padłam na nie.

Kilka godzin później wciąż leżałam w łóżku gdy Ezra wrócił do domu.
Zamiast się przywitać rzuciłam tylko krótko: "Twoja mama dzwoniła".
Oparłam się o ścianę i przyjrzałam się mojemu współlokatorowi
Ezra który wypakowywał właśnie "zapasy" na sylwestra spojrzał na mnie.
Miał już trochę za długie włosy, piękne kocie oczy...
-Okej - powiedział i wrócił do rozpakowywania.
-skąd zna moje imię? zapytałam. On tylko wzruszył ramionami.
-Caleb o Tobie wspomniał na obiedzie - odparł.
-Aha - odparłam i wróciłam do swojego pokoju.

Ponownie zadzwonił telefon tym razem to była moja komórka.
-Halo?- zapytałam nie patrząc na numer.
-Cześć kotku - powiedział Mikołaj - O której mogę wpaść?
-Hmm teraz? - zapytałam z nadzieją. Chłopak tylko się roześmiał.
-Będę za godzinę.
-Czemu tak późno?
-Bo jeszcze nie wyszedłem z pracy...
-Masz prace?
-Pogadamy jak przyjadę pa! - powiedział i nie czekając na moją odpowiedź rozłączył się.

Zaciekawiona nie mogłam usiedzieć w miejscu. Posprzątałam cały dom, zrobiłam makijaż oraz ubrałam się w czerwoną sukienkę z kapturem przez co wyglądałam jak śnieżynka.
w końcu Miki przyjechał.
-Cześć kotku - powiedział na mój widok.
W zamian pocałowałam go mocno w usta a potem wzięłam kwiaty. Codziennie gdy się spotykaliśmy je dostawałam, to takie urocze.
-No to opowiadaj - powiedziałam wstawiając różowe tulipany obok czerwonych z wczoraj.
-To drobna praca papierkowa w jakimś biurze - odparł.
-Aha, tyle? - zdziwiłam się. On tylko się roześmiał.
-Tak skarbie tyle - powiedział i pocałował mnie w czoło - Lecz miałam inną sprawę do ciebie.
-Tak?
-Jutro sylwester, co robimy?
-Zdychamy przed kanapą?- zapytałam z nadzieją. wow jestem tu zaledwie 4 miesiące a tak się zmieniłam...
-Nie kochanie, idziemy wraz z moimi braćmi na imprezkę.
-Znowu do klubu?- prychnęłam.
-Nie, na domówkę. Zresztą zobaczysz.
-A kto tam będzie?
-Moi bracia, ich dziewczyny, chłopaki z placu, chłopaki ze straży, Ezra z dziewczyną...
-On ma dziewczynę?- zdziwiłam się
-Yhym, spotyka się z Joanną.
-Tą Joanną..?
-Taka blondyna
-Wiem- ucięłam krótko. -Ile masz czasu?
-Dla ciebie wieczność
-a co oglądamy?
-Pakt milczenia?
-spoko - odparłam i włączyłam komputer. W sumie to tak nam upłynął wieczór... siedzieliśmy przed komputerem. Nie chciałam powiedzieć Mikołajowi o tym co stało się wczoraj w samochodzie... Było mi tak głupi...

Następnego dnia były Sylwester. Ubrana w czarną mini czekałam na Mikołaja który miał mnie i Ezre zawieźć do kolegów.
Ezra wyglądał całkiem przystojnie w białej koszuli, marynarce i spodniach motocyklowych. Fakt faktem nie odezwałam się do niego od incydentu w samochodzie. Mijamy się tylko w korytarzu bądź w kuchni.
W końcu przyjeżdża Miki i jedziemy na plażę gdzie ma się odbyć Sylwester.
Wielkie ognisko już płonie, muzyka gra, kiełbaski się pieką a szampan schładza.
Idę potańczyć z Mikołajem na plaży, Ezra tańczy przytulanego z Joanną.
Kąpiemy się w morzu, pływamy na wysepkę na środku. Po prostu wymarzony dzień.
Nagle dochodzi północ.
Wszyscy zbieramy się z plastikowymi kubeczkami i zaczynamy odliczać. Myślę o Mikołaju, moim domu, rodzinie
Nagle czuję że ktoś się we mnie wpatruje, podnoszę wzrok i widzę Ezre, który zamiast patrzeć na Joanne, patrzy na mnie. Czuję się nieswojo.

Kilka godzin później nieźle wstawiona idę do domku nad brzegiem morza. Wiele osób poszło zagrzać się przed ogniskiem.
Idę kamienistą drogą chwiejąc się. Szukam Mikołaja.
Słysze przytłumiony śmiech Ezry, po chwili jakieś mlaskanie. Zaglądam przez okno a tam on. Ezra siedzi na wpół nagi, ma na sobie tylko spodnie a Joanna siedzi mu na biodrach... ma na sobie jego koszulę oraz majtki z napisem "Dla najdroższej" Całują się...
Ból jaki sprawił mi ten widok jest nie do opisania. Myślałam że mnie kocha... ale jestem durna... zwykła dziewczyna z Polski sądziła że on ja pokocha.
Wracam na plażę, już sie nie przejmuje że kamienie ranią mi nogi.
Wpadam na jakiegoś chłopaka. Całuje go namiętnie w usta... i tak tego nie będzie pamiętał.
On odwzajemnia pocałunek. Ale to nie to... nie to samo gdy całuje się z Ezrą.
Wracam na brzeg.
Mam głupi pomysł. Wchodzę do wody i brodzę po niej udając czaple.
Zimna woda łagodzi moje rany... ale nie te w sercu. Nagle poślizgam się i przewracam. Nie zdążyłam nabrać powietrza. Tonę.

Woda jest taka przyjemna, pociągająca. Chcę się w niej obracać, żyć w niej. Z dziwnego powodu nie mogę się ruszyć. Dzieje się coś złego ale ja się tym nie przejmuję.
Nagle chce mi się spać, tak bardzo chce mi się spać. Zamykam oczy. Jest tu tak przyjemnie. Czuję że leżę na skałach zagrzanych od słońca a przyjemy wietrzyk chłodzi moje ciało. Zasypiam.















Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Święta święta i po świętach
No pochwalcie się co podostawaliście. Ja trochę kasy, książkę "Gwiezdny wojownik" (Którą już gorąco polecam bo jest świetna) przybory do makijażu, suszarkę i słodycze. A wy?

Zapraszam na 12 rozdział. Kolejny dodam gdy będzie powiedzmy 10 komentarzy
______________________________________________

Z uśmiechem przeciągnęłam się we własnym łóżku. Mikołaj późno wyszedł, gdy Ezra już spał.
Za kilka dni sylwester i nowy rok... trzeba się jakoś będzie przygotować.
Miałam na sobie prezent od Ezry z napisem "seksowna współlokatorka" TO miłe... oraz czarną koszulkę mojego ulubionego zespołu.
Mojego współlokatora już nie było. Zdziwiona spostrzegłam że już po trzynastej.
Wczoraj siedząc z Mikołajem przepytałam go o Ezre. Dowiedziałam się, że mój współlokator jest w głównej straży pożarnej i to kapitanem. Ale kiedyś nie uratował małej dziewczynki i to go załamało.
-Siema - powiedział Ezra wchodząc do domu. Zatrzymał się i spostrzegł że nosze jego prezent. Uśmiechnął się dziwnie i poszedł dalej.
-Och hej - uśmiechnęłam się.

Półgodziny później Ezra zapukał do łazienki.
-Ile jeszcze tak będziesz siedzieć?- Uśmiechnęłam sie pod nosem słysząc jego zdenerwowany głos.
Położyłam głowę na oparcie wanny.
-Ali! -krzyknął - żyjesz?!
Założyłam słuchawki na uszy i puściłam ulubioną piosenkę.
Drzwi do łazienki się otworzyły a Ezra stał z ze scyzorykiem w dłoni. Wrzasnęłam zakrywając się pianą.
-Myję się!- wrzasnęłam udając wkurzoną, lecz po prostu byłam rozbawiona tą sytuacją.
-To odpowiadaj, jak cię wołam - patrzył jak zahipnotyzowany na moje nogi.
-Won! - krzyknęłam chlapiąc wodę na niego. Ezra uciekł śmiejąc się.
-Eh...- westchnęłam i zanurzyłam się cała w wodę.

Gdy wynurzyłam się zobaczyłam 3 wiadomości od Mikołaja.
"Idziemy do klubu, wpadnę o 17"

Spojrzałam na zegarek. Cholera jasna! Już 15!
Wyszłam z wanny i się wytarłam.
Wysuszyłam włosy i ubrałam się w białą sukienkę sięgającą mi ledwie kolan. Szybki makijaż i byłam gotowa.
Właśnie zakładałam kolczyki gdy zadzwonił dzwonek. Ezra poszedł otworzyć.
-Siema, jest Ali?- zapytał Miki.
-Jasne, wchodź - odparł współlokator i przyprowadził mojego chłopaka.
Mikołaj podszedł do mnie i pocałował czule w policzek.
-Cześć kotek - powiedział. Usiadł obok mnie i bawił się moją sukienką. -A Ezra ubieraj sie.
-Słucham? - powiedziałam jednocześnie z moim współlokatorem.
-No idziemy do klubu całą paczką, moi bracia kazali mi przywieźć was oboje - wyjaśnił.
-Okej- powiedział Ezra i wyszedł. Gdy Miki spojrzał się na mnie tylko wzruszyłam ramionami.

Kilka minut później jechaliśmy nową BMW Mikołaja. Ja siedziałam z tyłu a Ezra obok Mikołaja. W samochodzie panowała cisza.
-Ali, kochanie nie jest ci zimno? - zapytał Mikołaj.
-Nie - odparłam szybko. Fakt faktem miałam na sobie tylko krótką sukienkę no i skórzaną kurtkę.

Gdy wysiedliśmy z samochodu poczułam chłód. Był grudzień ... oszalałam.
Ezra widząc że drżę z zimna zdjął marynarkę i założył ją na ramiona.
-Dziękuję - powiedziałam. Weszliśmy do klubu.
Było już mnóstwo ludzi, ledwo widziałam Ezrę i Mikołaja.
-Chcecie coś pić?- zapytał Ezra.
-Wódkę z colą - odparł Mikołaj szukając znajomych twarzy.
-Ja też - powiedziałam gdy Ezra spojrzał na mnie pytająco.
Poszedł do baru, a Mikołaj za nim. Niechętnie podążyłam za nimi. Był taki tłok że ledwo mogłam się przecisnąć.
-Entschuldigung - powiedział wysoki facet wpadając na mnie. Uśmiechnęłam się do niego uroczo.
-Nichts geschah - odparłam. On również się uśmiechnął.
-Kann ich dir ein Getränk kaufen - zapytał szybko. Nie wiedziałam nawet co powiedział.
-Ich... verstehe nicht... I don't speak German- wyjąkałam. Facet spojrzał na mnie dziwnie.
Nagle tuż obok znalazł się Ezra. Uśmiechnął się do faceta i powiedział:
-Dieses Mädchen ist mit mir, also verzeihen alt- jego niemiecki był taki piękny...
-Oh.. in ordnung... spaß haben- powiedział i się oddalił.
Spojrzałam zdziwiona na Ezre.
-No i co się plączesz? Nie znasz języka, znikasz nam z oczu...- westchnął Ezra i wcisnął mi mojego drinka.
-Co mu powiedziałeś? - zapytałam.
-Nic.
-Yhy... to dlaczego tak uciekł?
-Nie uciekł, życzył nam miłej zabawy i sobie poszedł.
-Ezra, nie jestem głupia.
-Przecież wiem - powiedział i poprowadził mnie na piętro, gdzie stała większa grupa "naszych"
-Ezra wie schön, endlich gekommen, und wer?- zapytała słodka blondynka na wysokich obcasach. Miała bardzo skąpy strój... bardziej skąpy niż ja.
-Katrihn das heißt Ali - powiedział Ezra. Chyba nie będę miała tu wiele do powiedzenia - pomyślałam. -Ali to jest Katrihn.
-Miło mi - uśmiechnęłam sie.
-Ojej Polen? Ja? -
-Ja - odparłam.
-To prima - zapiszczała wesoło.
Zdziwiona popatrzyłam na nią. Boże ona wyglądała na co najmniej na 20 lat a zachowuje się nastolatka.
-Entschuldigung, lecz wenig język Polen - odparła smutno.
-Spoko - zmusiłam się do sztucznego uśmiechu.
-Kat,wir tanzen? - zapytał się Ezra.
Po cichu mu powiedziałam dziękuję a on tylko się uśmiechnął.
Poszukałam wzrokiem Mikołaja. Siedział ze swoimi braćmi a jakaś laska wieszała mu się na szyi.
-Już jestem - powiedziałam podchodząc, szyderczo uśmiechnęłam się do brunetki praktycznie leżącej na moim chłopaku.
-Ok, idziemy tańczyć? - zapytał Mikołaj wstając, a brunetka leżąca na nim zsunęła się na fotel z obrażoną miną.

Tańczyłam z Ezrą, Mikołajem i jego braćmi do północy, nawet nie zauważyłam kiedy się upiłam.
Właśnie szłam po kolejnego drinka gdy wpadłam na tego samego gościa co przedtem.
Uśmiechnęłam się urocz.
-Sie sind so schön - Wymruczał mi do ucha- wir tanzen?
-Ja - odparłam tylko upojona.
Akurat muzyka zmieniła się na wolny taniec... ale dla nas to nie był wolny. Był bardziej erotyczny.
Sama nie wiem jak to się stało gdy znalazłam się w łazience z nim. Boże nawet nie wiem jak ma on na imię. Zataczając się trzymałam go za szyję, a on prowadził mnie w stronę łazienek.
Od dwóch godzin nie widziałam nikogo z moich towarzyszy.
-Komm Liebling - szeptał mi do ucha Niemiec. Sam był również upity i chyba upalony. Czuć było od niego skręty... a może i mi się zdawało.
Nagle ktoś zagrodził nam drogę.
Facet zaklną siarczyście i próbował ominąć tego kogoś lecz on ponownie zagrodził nam drogę.
Lekko wkurzona chciałam popchnąć tego kogoś na ścianę i iść z moim Niemcem do łazienki. Po co? Ni pamiętam. Lecz ten upierdliwy facet złapał mnie za nadgarstki i odciągnął od mojego Niemca.
-Geben- krzyczał mój Niemiec. Facet który mnie trzymał coś powiedział. Niemiec ucichł i zrobił głupią minę.

Ten facet wyciągnął mnie z klubu, oczywiście nie obyło się bez szarpania...
-Zostaw- krzyczałam.
-Ali, uspokój się- usłyszałam znajomy głos. Spojrzałam uważnie. Świerze powietrze oczyściło mi umysł.
-Ezra - powiedziałam tylko.
-Co ty sobie myślałaś idąc z nim do łazienki.
-N.. nie wiem - odparłam znużona. Chciało mi się wymiotować.
-Och Ali, Ali, zabieram się do domu, chodź - powiedział tylko i podszedł do samochodu.
-A Mikołaj?
-Mikołaj? - powtórzył głucho mój współlokator. -Poradzi sobie.
Przekonana usiadłam obok Ezry w samochodzie.

Gdy dojechaliśmy do domu, Ezra już miał wysiadać gdy go zatrzymałam.
-Przepraszam... ja .. nie wiem co powiedzieć, bo nic nie pamiętam.
-Okej - powiedział i chciał wysiąść lecz ponownie go zatrzymałam.
Spojrzał na mnie uważnie.
Nachyliłam się nad skrzynią biegów i go pocałowałam. Miał miękkie usta o smaku papierosów i alkoholu.
Najpierw nie zareagował, lecz później przyciągnął mnie bliżej do siebie i wpił się w moje usta.
Nie przerywając pocałunki przeszedł na moje siedzenie i usiadł praktycznie na mnie.
Po chwili poszukał dłonią dźwigni i pociągnął, a ja wraz z nim polecieliśmy do tyłu.
Naparł na mnie aż jęknęłam z zachwytu.
Zaraz zaraz... co ja robię? Ja mam Mikołaja!
Chciałam go odepchnąć, złapałam go za szyję i przyciągnęłam bliżej.
-Ali - wyszeptał.
Pocałowałam go jeszcze mocniej aż zrobiło mi się gorąco. Jego żar ciała rozgrzewał mnie...
-Ali - wyszeptał ponownie.
Delikatnie zsunęłam się po brodzie na szyję i zaczęłam ją całować.
Ezra jęknął z zachwytu.
-Ali - powtórzył lecz tym razem stanowczo.
Odsunęłam się od niego trochę.
-No co?
-Ty...
Pocałowałam go w usta.
W pewnej chwili ktoś zapukał w okno i rozległ się rechot jak u starej żaby.
Spojrzałam w tam tą stronę.
Trzech facetów trzymających butelki piwa rechotali jak głupi.
-Dajesz maleńka, dajesz - wykrzyczał jeden.

Cała chwili romantyzmu zniknęła. Wyplątałam się z objęć Ezry i wyszłam przez tylne drzwi. Gdy zamykałam je usłyszałam ciche westchnięcie Ezry.
Weszłam do mieszkania a potem padłam na łóżko i zaczęłam cicho płakać.
-Co ja najlepszego zrobiłam - wyszeptałam tylko.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›