• Wpisów:153
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 00:00
  • Licznik odwiedzin:27 351 / 1652 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

~3~

Siemka ;3
Oto kolejny rozdział, nadal bez tytułu ;p
Tym razem dodam gdy licznik odwiedzin będzie wynosił 1 250.
U mnie świetnie, wakacje super <3 Pododaje kilka zdjęć jak wrócę do domu ;3
_______________________________________________

Robiłam sobie śniadanie gdy akurat wszedł Ezra.
-Dzień dobry - uśmiechnęłam się
-Czy ja wiem czy dobry... - Westchnął siadając przy stole.
Nalałam zimna wodę do szklanki i wrzuciłam aspirynę.
-Masz - powiedziałam stawiając przed nim szklankę.
-Dzięki- powiedział uśmiechając się- Jesteś kochana.
Mówiąc to złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Jego cieple wargi lekko musnęły mój policzek.
-Nie przesadzaj - zaśmiałam się ukrywając rumieńce.

Zmylam naczynia i wytarłam blat. On nadal siedział i mi się przyglądał.
-Czemu posprzątałaś ?- zapytał. Widać było ze czuje się lepiej.
-Bo był chlew.
-Dzięki - zaśmiał się. Ponownie objął mnie w tali i posadził sobie na kolanach.
-Co robisz? - zaśmiałam się.
-Nic - Powiedział głaszcząc mnie po ramieniu.

Przyjrzałam mu się z bliska. Lekko zakrzywiony nos, dwudniowy zarost, lekko ostry podbródek... wyglądał cudownie i sexownie.
-Ehkem... - usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się i ujrzałam wysokiego mężczyznę około 30/40 letniego opierającego się o futrynę drzwi. Miał na sobie spodnie i kurtkę motocyklisty, oraz biała koszule.
-Cześć braciszku - uśmiechnął się nieznajomy.
Dopiero teraz spostrzegłam jacy są podobni.
-Czego chcesz? - wycedził przez zęby Ezra.
Poczułam jak każdy mięsień napina się.
Zorientowałam się, ze to musi głupio wyglądać. Nieznajoma dziewczyna siedzi na kolanach Ezry, dodatkowo ma tylko szlafrok na sobie, jej współlokator tylko dżinsy.
-Hm... to ja idę - wyjąkałam
-Jasne- odparł Ezra.
-Miło było- Zaśmiał się brat Ezry.

Wyszłam z kuchni, lecz zatrzymałam się w przed pokoju, aby podsłuchać.
-Co chcesz - zapytał mój współlokator.
-Nieźle się urządziłeś- powiedział- a twoja dziewczyna jest dla ciebie za młoda.
-Nie twoja sprawa, Caleb - warknął wciekły Ezra.
-Rodzice zapraszają na jutro na obiad. Nie spóźnij się - powiedział wychodząc z kuchni. Szybko pobiegłam do łazienki nim mnie zobaczy.

Siedziałam w swoim pokoju popijając herbatę przeglądałam gazety.
Ezra przyszedł i usiadł po drugiej stronie kanapy.
Katem oka zauważyłam, ze chciał coś powiedzieć. Lech po chwili chwycił pilot i włączył tv.
Piec minut później, gdy ukradkowo mu się przyglądałam westchnął.
Rozdrażniona zapytałam:
-Co?!
-Nic, czy cos mowie? - zapytał uśmiechając się łagodnie.
-Nie, ale widzę ze chcesz
-Eh... przepraszam.
-Za?
-Za... no w kuchni.
-Spoko - odparłam wzruszając ramionami.
-Tylko tyle?
-A co? Przecież nic nie robiliśmy...
-No niezupełnie...
-Serio? A co? Możesz mi powiedzieć co rob...
Nie skończyłam mówić bo zamknął mi usta pocałunkiem.
Jego cieple wargi musnęły moje. Mimowolnie rozsunęłam je i przyjęłam go.
Całował mnie delikatnie oraz namiętnie. Leżałam na kanapie, a on nade mną opierając się na łokciach aby mnie nie przygnieść.
Wplatałam dłonie w jego włosy i delikatnie przyciągnęłam do siebie. Odchyliłam głowę, a Ezra zaczął całować mnie po szyi. Cichym jękiem zareagowałam na te pieszczoty.
Jego dłonie błądziły po moim brzuchu a koszulka odwinięta do wysokości stanika. Ezra całował każdy centymetr mojego ciała mrucząc przy tym sexownie.

Nagle zerwał się wiatr i otworzył okno. Wielka czarna wrona zakrakała głośno.
Szybko odepchnęłam Ezre siadając i poprawiłam bluzkę.
Chłopak zdziwiony spojrzał na mnie.
-O co ci do cholery chodzi?- zapytał wściekły.
Nie miałam szansy odpowiedzieć bo w głębi domu rozległ się telefon.
Ezra ruszył po niego a ja zamknęłam okno.
-DO ciebie - powiedział podając mi czarna słuchawkę.
Zdziwiona spojrzałam na niego. W oczach widziałam złość i gorycz.

*Rozmowa telefoniczna*
-Halo? - zapytałam.
-Hej córciu - powiedział znajomy glos.
-Cześć tato.- odparłam - Co tam?
-Eh.. jak by ci to powiedzieć...
-Prosto z mostu.
-Twoja mama zaginęła.

Zamarłam z otwartymi ustami.
Ezra podszedł do mnie, słuchawka upadla cicho na miękki dywan.
-Halo córciu?! - usłyszałam cichy głos w słuchawce.
-Ali, Alison - szeptał Ezra potrząsając mną delikatnie. -Alison, co się stało?
Podniosłam rękę do ust.
-Zaginęła - powiedziałam głucho. PO chwili zemdlałam.

-Dzień dobry, mówi Ezra - powiedział do słuchawki- Alison oddzwoni.
-Dobrze, zaopiekuj się nią- odparł ojciec i się rozłączył.

Zdrętwiała leżałam na łóżku Ezry. Było miękkie i przyjemne, pachniało nim.
Chłopak przykrył mnie swoja kołdra i poszedł zrobić herbaty, a ja wpatrywałam się w sufit myśląc jak to możliwe, ze wrona powróciła.


- Caleb; brat Ezry mający 36 lat. Jest arogancki i lubi pośmiać się z własnego brata.


http://b4.pinger.pl/563767dc92aa295d8c10d3107d0ba3e5/przystojniak-likely-pl-a7f33b0a.jpg
  • awatar Agatsi: Świetne! :) bardzo mi się podoba! :) zapraszam do obserwowania mojego bloga :)
  • awatar Panna15: @тнιѕ ιѕ мє ッ: Jeszcze nie wiem, bo wracam we wtorek do Polski i nie wiem czy dodawac teraz czy dopiero jak wroce ;)
  • awatar тнιѕ ιѕ мє ッ: Mega :D kiedy następny? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Leżąc w jedwabnej pościeli, nie mogłam zrozumieć dlaczego mam pół żółkły sufit na głowie.
Stukot garnków za ściana przypomniał mi.
No tak rodzice wysłali mnie do Niemiec z zemsty za złe zachowanie.
Eh...
Zeszłam ze zwykłego, brudnego łózka i założyłam swój ciepły jedwabny szlafrok.

W pokoju, którym mieszkam było o wiele czyściej niż wczoraj. Za to korytarz nadal taki sam.
-Dzień dobry - powiedział Ezra widząc mnie w drzwiach kuchni.
Pomieszczenie było male, pomalowane lawendowa farba. Obok drzwi stały szafki i kuchenka. Pod oknem stał stół.
Przy kuchence opierał się mój współlokator i miał na sobie tylko czarne dżinsy. Rzuciłam okiem na jego wysportowana, opalona sylwetkę... cudo!
-Dobry- burknęłam.
-Wyspałaś się? - zapytał z uśmiechem. - Zaraz idziemy na zajęcia.
-Jakie zajęcia? - zapytałam zdziwiona jedząc rogalika.
-No studia. - wyjaśnił podając mi kawę.
-Ja dopiero co skończyłam liceum.
-Och... cóż wyglądasz na co najmniej 21 lat - odparł - Myślałem że...
-że co? Wyglądam staro?
-Nie, nie! - krzyknął śmiejąc się - Hm wyglądasz dojrzale.
-Dzięki ... chyba. - Dopiłam kawę i poszłam się ubrać.
Było dość ciepło wiec wzięłam krotka czarna spódniczkę oraz biała koszule z dekoltem.
ładnie i wyzywająco.
Wyszłam na mały korytarz i nachyliłam się, aby założyć buty.
Z tyłu mnie była łazienka. Po chwili usłyszałam jak Ezra wychodzi. Udałam, ze nie mogę znaleźć butów i wypielam się jeszcze bardziej.
Chłopak głośno przełkną ślinę, wiec z satysfakcja wyprostowałam się trzymając czarne sandałki.
-Ojej, nie zauważyłam Cie - uśmiechnął się słodko.
Chłopak patrzył tym razem na mój biust.
-Ekhem, oczy mam wyżej- westchnęłam teatralnie. Wyszłam z domu. Ale gdy zamykałam drzwi i usłyszałam: ``O Boże!´´

Szłam chodnikiem w stronę uniwerku, usłyszałam że ktoś mnie woła.
Odwróciłam się i zobaczyłam Ezre gdy biegł za mną poprawiając plecak.
-Alie! Alison! - wołał.
Westchnęłam zdenerwowana.
-Co? - zapytałam, gdy chłopak staną obok mnie.
-Miałaś zaczekać.
-Nic takiego nie mówiłeś. - uśmiechnęłam się uroczo.
-Idziemy? - zapytał
Ruszyliśmy ramie w ramie, ocierając się dłońmi. Ezra tłumaczył mi, że mogą mieć problemy, bo nie znam języka.
-W takim razie jestem od Ciebie uzależniona - zaśmiałam się.
Chłopak zaśmiał się serdecznie.
Weszliśmy na dziedziniec szkoły. Wielu ludzi siedziało na murkach, ławkach ze znajomymi.
Ezra podszedł do czarnoskórego chłopaka o czarnych włosach.
-Ali, to jest Sean - powiedział Ezra.

Po południu siedziałam sama przed Tv. Ezra wyszedł po pizze i piwo na dzisiejsza mecz.
Przebrana w żółte spodenki oraz czarna bluzkę wiązałam akurat blond włosy, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Poszłam otworzyć.
Za drzwiami stal wysoki brunet w full capie i desce w ręce.
-Jest Ezra? - zapytał chłopak uśmiechając się uroczo. Słodkie dołeczki pojawiły się w jego policzkach. Miał na sobie dresy oraz koszulkę bez rękawków. Złotobrązowe atletyczne ciało...
-Nie, wyszedł- odparłam. Chłopak zlustrował mnie wzrokiem i uśmiechnął się szerzej.
-Jak mniemam Alison? - odparł. Kiwnęłam głową poprawiając bluzkę.
-Jestem Will - powiedział wyciągając rękę.
-Milo mi - odwzajemniłam uścisk.
Wpuściłam go do mieszkania, które wysprzątałam wcześniej.
Chłopak skierował się do mojego pokoju i usiadł na kanapie.
-Mówisz po polsku? - zapytał.
-Mieszkam tam od urodzenia, a tutaj tylko na wakacje. - wyjaśniłam. Nachyliłam się, by sprzątnąć gazety. Po chwili usłyszałam jak Will wciąga powietrze patrząc na mój biust.
-Jestem!- krzyknął Ezra wchodząc do domu. - O cześć Will.
Szybko wyprostowałam się i wyszłam z pokoju.
Zostawiłam rzeczy w kuchni i usiadłam na krześle, aby poczytać gazety, skoro siedzą w moim pokoju.
Gdy nalewałam sobie coli usłyszałam kawałek rozmowy:
-Niezła panna- powiedział Will.
-Wiem, ale zaklepana przez polowe budy. - Zaśmiał się.
Prychnęłam pod nosem przewracając kartki w gazecie.


- Sean 24 lata. Wraz z Ezra chodzi na studiach architektonicznych, bardo polubił Alison jako przyjaciółkę, jako jedyny nie kleił się do niej.

- Will 25 lat, najlepszy kolega Ezry. Obaj znają się ze szkoły, Will chodzi na budowlankę. Lubi jeździć na deskorolce oraz rowerem, tak samo jak jego przyjaciele.
  • awatar Gość: uwielbiam <3 czekam na następną część :*
  • awatar ♥Twyla♥: Super! Czekam na kolejną część :)
  • awatar Gość: Genialne <3 Czekam na next, dawaj szybko ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witam i pozdrawiam z Niemiec
Dziękuje za miłe komentarze, już przed wyjazdem, planowałam nowe opowiadanie a wiec proszę macie i powiedzcie co o tym myślicie ;3 A i pomóżcie wymyślić mi tytuł
_____________________________________________

Ten wyjazd to koszmar. Rodzice chcąc pozbyć się mnie z domu wysłali na wakacje do Niemiec. Nie znam języka, nie znam miasta, nie znam nikogo...
-Alison? - usłyszałam donośny głos. Podniosłam wzrok i napotkałam przystojnego mężczyznę około 20 lat.
-Ja - odparłam.
-Ich bin Ezra - przedstawił się. Jedynie tyle zrozumiała. Chłopak zaczął mi tłumaczyć coś po Niemiecku. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć. Ezra popatrzył na mnie i przestał mówić.
-Ich spreche kein Deutsch. - Powiedziałam. Chłopak zaśmiał się.
-Okey, było mi powiedzieć - odparł po Polsku.
-Uff-... - Westchnęłam.
-Rodzice twoi powiedzieli, ze mam mówić po Niemiecku...
-Wybacz nie umiem go.
Chłopak ponownie się roześmiał.
-Chodźmy - odparł cicho i ruszył przed siebie.

Znudzona poszłam za nim. Opowiadał mi o tej okolicy z wielkim zapałem. Widać było ze kocha to miejsce, ale moim zdaniem to porażka. Zwykle drzewa, popękane chodniki, a na nich ptasie kupy, serio kto się tym zachwyca.

Natomiast Ezra... ciasteczko!
Ciemne brązowe włosy przystrzyżone na jeża. Cudowne, wysokie atletyczne ciało opięte w czarna koszule. Szeroki uśmiech pasujący do kocich oczu.
-Słucham - zapytał patrząc na mnie. Przyłapana zaczerwieniłam się po uszy.
-Nic, nic, opowiadasz tak ciekawie -westchnęłam. Chłopak parsknął śmiechem.
-Skończyłem mówić z dziesięć minut temu - odparł pokładając się ze śmiechu.
Udałam obrażona i ruszyłam przodem nie mając pojęcia gdzie idę.
-Przepraszam! - krzyknął krztusząc się ze śmiechu.
-Wypchaj się! - krzyknęłam.
-Spoko, ale tutaj skręcamy- odparł.
Weszliśmy po schodach do bloku. Na czwartym pietrze miałam dość schodów.
-Jeszcze trochę - zachęcił.

Stanęliśmy na piątym pietrze przy białych drzwiach z szara klamka. Chłopak otworzył drzwi i zawołał : Witaj w domu!.
Tego domu nie dało się nazwać. To był burdel!
-Sorki za bałagan - westchnął rzucając klucze do szuflady.
-Kiedy przejdzie sprzątaczka? - zapytałam.
-Sprzątaczka? - odparł zdziwiony.
-No żeby posprzątać ten... śmietnik - powiedziałam wskazując na stos puszek po piwie.
-Alć... bolesna prawda- odparł śmiejąc się. Westchnęłam poirytowana.
-Pokaz mi mój pokój- odparłam zła.
Chłopak wskazał mi drzwi naprzeciw łazienki.
-Dzięki! - warknęłam i weszłam do pokoju. Ezra ruszył za mną, lecz zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Chwile później usłyszałam jak chłopak się śmieje.


- Ezra; 24 letni chłopak uczęszczający na studia z architektury. Wcześnie wyprowadził się z domu. Jego tata znal kiedyś ojca Alison.



- Alison; 19 latka, niedawno skonczla liceum. Rodzice wysłali Ja za granice za złe zachowanie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Hej ;3
To już #ostatni rozdział opowiadania Widzę, że mniej osób jest aktywnych wiec będę robić co raz dłuższe przerwy
Obecnie znajduję się już za granicą
W razie pytań ciągle jestem dostępna na asku
_____________________________________________

-Tak – powiedziałam. Chłopak podniósł się i mnie przytulił. Szczęśliwy, aż mnie uniósł i obrócił. Odgłos braw był coraz głośniejszy.
-Przepraszam, ale nie tego się pewnie spodziewaliście. Chciałabym żeby to przyjecie było… zaręczynowe?- powiedziała moja mama. Cała aż promieniała, tak samo jak tata, który ją przytulał.
Mama uśmiechnęła się do mnie.
-Oraz my – wtrącił się tata- odnowimy przyrzeczenie, czy możemy?
Zapytał spoglądając na księdza, który mało co nie zemdlał.
-Ależ oczywiście – powiedział.
Około północy wyrzepiło tysiące sztucznych ogni. Całe ciemne niebo zostało rozjaśnione najróżniejszymi kolorami. Przytulona do Daniela oglądaliśmy wspólnie fajerwerki.
-Kochanie – szepną mi do ucha – co ty na to aby się nie postrzeżenie wymknąć?
-Mhm – mruknęłam tylko.
Miesiąc później ponownie odbył się mój ślub. Może się trochę pośpieszyliśmy, ale bardzo chciałam już mieć to za sobą. Po drugie wiedziałam jak bardzo kocham Daniela.
Ślub oraz wesele zrobiliśmy podwójne, Ja i Daniel oraz Lilka i Bartek. Oczywiście wybaczyłam mu zdradę, nie jestem aż taka.
Wszyscy się świetnie bawiliśmy. Niedługo później ku naszemu zaskoczeniu Patryk oświadczył się Łucji, oczywiście ta się zgodziła. Odbyło się kolejne wesele, tym razem aż potrójne. Albert ożenił się z Suzan, Bartek z Katriną.
- I wszyscy żyliśmy w zgodzie i szczęściu, aż do dziś- powiedziałam głaszcząc główkę mojej 5 letniej córki.
-Mamuś to świetna opowieść- powiedział mój 3letni synek.
-Jaka opowieść? –zapytał Daniel wchodząc do salonu. Uśmiechnęłam się na jego widok.
-O was- powiedziała Daria
-Znowu to opowiadałaś?- westchną mój mąż podając mi kubek ciepłej herbaty.
-Owszem – powiedziałam całując go w usta.
-Bllee- jękną Łukasz.
Nagle poczułam silny ucisk w brzuchu.
-Co się stało kochanie?- zapytał przytulając mnie.
-Arek daje o sobie znać – odparłam oddychając głęboko.
-Będzie wspaniałym piłkarzem – powiedział Daniel.
-Oo super! Będę miał z kim grać !- wykrzyknął Łukasz.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Ledwo dysząc doktor podał mi małe zawiniątko. Leżałam cała mokra na porodówce, nie mogąc się uspokoić. Daniel stał tuż obok, a Łukasz z Darią i Łucją stali w korytarzu.
-Witaj mała – powiedział doktor.
-Mała?- zapytałam zdziwiona.
-To dziewczynka – odparł- No i chłopiec?
-No i … co?!- krzyknął Daniel.
-Bliźniaki, gratulacje – powiedziała pielęgniarka i wraz z doktorem wyszli, zapraszając resztę do środka.
-B..bliźniaki?- powtórzył głucho Daniel.
-Bliźniaki?!- ucieszyła się Łucja.
-To będzie Arek i Aurelia – powiedziałam tuląc do siebie dwa ślicznie dzieciątka.
-Słodki – powiedział Albert.
-Tu będziesz chrzestnym – uśmiechnęłam się złośliwie.
-Znowu?!- jękną, a wszyscy zaśmialiśmy się.
Szczęśliwi wraz z czwórką dzieci przeprowadziliśmy się do większego domu na przedmieściach. Mieliśmy dużo przyrody, dzieciaki blisko szkołę. Było wspaniale, cieszę się, że to już koniec. Teraz pora na nowy rozdział. Nowe życie.
-Rozpakowałaś się kochanie?- zapytał Daniel całując mnie w policzek. Stałam obok okna owinięta kocem z kubkiem herbaty.
-Nie – odparłam.
-No to chodź- powiedział ciągnąc mnie w stronę naszej sypialni. Odstawiłam kubek na stolik obok i ruszyłam za nim.

KONIEC

Ps. zdjęcie jeszcze z Zakopanego, jak staliśmy na skoczni ;3


  • awatar Gość: uwielbiam <3
  • awatar Panna15: @Sylwia : Sylwio w Monachium jest świetnie tylko ze nudno troszkę bo siedzę sama w domu i sama chodzę po mieście, ALE spotykam zabawnych i fajnych ludzi ;) @Omomomom *.*: Dziękuję, nie martw się już niedługo dodam NOWE opowiadanie ;) @тнιѕ ιѕ мє.: Oczywiście ze będzie NOWE, już nawet mam kilka pierwszych rozdziałów ;3
  • awatar Gość: Fajne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witam was!
Wakacje zapowiadają się coraz lepiej, no pomimo kilku drobnostek jak wyjazd ;3 W piątek wyjeżdżam wiec postanowiłam #zakończyć opowiadanie. Spokojnie są jeszcze dwa rozdziały ;3
A jak u was? Jakie plany?
Możecie również czytać tutaj moje krótkie opowiadania: ask.fm/ZelekxP oraz zadawać pytania w razie wątpliwości
PS. Mile widziane komentarze ;3
_____________________________________________

Siedziałam samotnie w moim pokoju i rozmyślałam nad dawnymi przyjaciółmi. Minęły 4 długie lata, i nikogo z nich nie spotkałam. Chyba serio postanowili zerwać ze mną kontakty. Pomimo moich przyjaciół ze studiów byłam bardzo samotna. Dobra miałam Bartka, ale ciągle brakowało mi Daniela. Czy to normalne, że rozmyślam nad chłopakiem, którego nie widziałam 4 lata?
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Odwróciłam się w tam tą stronę.
Wysoki brunet podszedł do mnie uśmiechnięty. Był ubrany w zwykłą koszulę kratkę oraz motocyklowe spodnie.
-Hej – powiedział całując mnie w czoło.
-Hej Bartuś- powiedziałam przytulając się do mojego narzeczonego. Pod koniec trzeciego roku oświadczył mi się. Było bardzo romantycznie zwłaszcza, że zrobił to na schodach przed akademikiem na oczach wszystkich uczniów.
-Zostało 4 miesiące – mruknął cicho siadając obok mnie. Przytuliłam się do niego, chowając głowę w jego ramię, jak by miało mnie to ochronić przed całym światem. Delikatnie pokiwałam głową.
-Martwisz się czymś?- zapytał.- Chcesz tego ślubu?
-Oczywiście, że chce- odparłam- a ty?
-Też- powiedział całując mnie tym razem w usta. Jego wargi były ciepłe i miękkie, przyzwyczaiłam się do nich, aż za bardzo. Całowanie się z Bartkiem było tak jak by leżenie w hamaku ze szklanką lemoniady. Wygodne oraz nigdy się nie nudzi.
Westchnęłam ponownie.
-Do zobaczenie na kobiercu – powiedział całując mnie w policzek.
-Pa – powiedziałam cichutko. Bartek wyjeżdżał służbowo i pomimo, że szkolenie w pracy powinno trwać pół roku, on jakoś to skrócił. Szkoda, że to wypada akurat przed naszym ślubem.
Cztery miesiące bardzo szybko zleciały. Ubrana w suknię ślubną stałam niepewna w bibliotece. Obok mnie stała moja przyjaciółka z roku Lilia. Ubrana w morską suknię poprawiała mi fryzurę.
-Weź się nie ruszaj!- krzyknęła po raz setny. Zaśmiałam się cicho.
Raz po raz wbijała jakieś szpilki we włosy, aby fryzura utrzymała się chociaż godzinę.
-Gotowa?- zapytała mama wchodząc do pokoju. Gdy zobaczyła mnie, aż przystanęła- Córciu!
-Och mamo proszę – powiedziałam starając się nie płakać.
-Mój makijaż!- krzyknęła Lilia.
Obie z mamą zaśmiałyśmy się.
-Ewuś, posłuchaj – powiedziała chwytając mnie za ręce. Usiadłyśmy w wygodnych fotelach uważając aby nie pognieść sukienek. –To twój ważny dzień, ty musisz zadecydować. I mam dla ciebie pewną niespodziankę.
-Dobrze mamo. Jaką?- zapytałam.
-Przyjechało kilka więcej gości. Ucieszysz się.- powiedziawszy to wpadło do pokoi kilka osób. Początkowo w ogóle ich nie rozpoznałam lecz gdy się przyjrzałam.
-Suzan, Łucja Katrin!- krzyknęłam podbiegając do przyjaciółek. Wszystkie we trzy ubrane w podobne beżowe sukienki do kolan. – Patryk! Albert! Bartek!
Zachwycona spojrzałam na moich przyjaciół z dawnej szkoły. Wszyscy w komplecie oprócz… Daniela.
-Och jakaś ty śliczna – zawołały dziewczyny.
-Pięknie wyglądasz kochana – powiedział Albert. Zawsze uważałam go za brata, pomimo że już jednego mam.
-Lila, może zostawmy ich samych?- zapytała mama zwracając się do mojej przyjaciółki .
-Jasne, och Ewuś może ktoś mnie zastąpić jako druhnę? Bo się troszkę źle czuje.
-Jasne – powiedziałam przytulając ją. Wiedziałam jako jedna z niewielu że jest w ciąży, wiec zgodziłam się od razu. Zwróciwszy się do moich przyjaciółek –Może wy chcecie?
-Jasne!- odpowiedziały.
Wolnym krokiem podążałam w stronę ołtarza. Przede mną szły moje 3 druhny, Suzan, Łucja i Katrin wraz ze swoimi chłopakami. Mój Bartuś stał przy ołtarzu. Uśmiechnięty, nienagannie ubrany.
-Hej – szepnął do mnie całując mnie w policzek.
-Hej – odparłam uśmiechając się.
-Zebraliśmy się tutaj by związać tę oto Ewę i tego oto Bartosza węzłem małżeńskim. – zaczął ksiądz.-Jeśli ktoś ma…
-Ja mam- powiedział znany mi głos z tyłu, za bardzo znany. Odwróciłam się zdziwiona i spojrzałam na Daniela. Stał na przeciw nas oddalony o jakieś 10 metrów. Miał na sobie zwykłą czarna koszulkę oraz spodnie. Bardzo się zmienił… wydoroślał.
-Daniel? – zapytałam zdziwiona. Zerknęłam na dziewczyny, ale one też miały zaszokowane miny. – Przepraszam na chwilkę.
Powiedziałam oddając bukiecik róż Łucji. Chwyciłam brzeg sukni i zbiegłam ze schodków wprost w ramiona Daniela. On przytulił mnie i obrócił do o koła. Wiem to musiało dziwnie wyglądać.
-Daniel, co ty tutaj robisz?- zapytałam.
-Muszę z Tobą porozmawiać- odparł. – na osobności.
-Bardzo was przepraszam – powiedziałam do gości i ruszyłam na Danielem. Gdy wchodziłam po schodach usłyszałam szepty gości.
-Biedny Bartuś, ona go zostawi – prychnął jakiś starzec.
Usiadłam w bibliotece obok Daniela. Spojrzałam na niego badawczo, próbując odkryć o co chodzi.
-Co ty tutaj robisz?- zapytałam ponownie.
-Cóż, kocham cię.
-I uświadomiłeś sobie to po 4 prawie 5 latach?- krzyknęłam.
-Ewuś przepraszam Cię, ale w dniu zakończenia roku nie mogliśmy cię znaleźć, potem szukałem. Ale Albert mówił, że to nie ma sensu.
-Och… - westchnęłam. –Daniel, ja też cię kocham, ale to nie ma sensu. Nie po tych 4 latach.
-Proszę, daj mi szanse.
I w tej chwili zaczęłam się zastanawiać. Co tak naprawdę zrobić. Wyjść za mąż za Bartka, czy za Daniela. Odpowiedz przyszła sama.
Gdy wychodziliśmy usłyszałam szepty dwóch dziewczyn, kuzynek Lilki.
-Och Ona pewnie tam siedzi, bo się dowiedziała, że On ją zdradził.- powiedziała pierwsza.
-Z kim?- zapytała druga.
-A ty sądzisz, że kto jest dzieckiem Lilki- prychnęła pierwsza. – Oczywiście, że on. Mówiła mi, że nie chce ranić Ewy.
Wściekła aż rzuciłam pierścionek zaręczynowy na podłogę.
Ruszyłam ponownie w stronę ołtarza. Tym razem o wiele szybciej, a u boku miałam Daniela.
-To prawda?- zapytałam wprost patrząc na mojego narzeczonego.
-Ale… ale co?- Bartek zaczął się jąkać.
-Lilka, to znaczy dziecko Lilki to i twoje?- zapytałam ze wściekłością. Usłyszałam pomruk zdziwienia i uświadomiłam sobie, że krzyczę , a goście wszystko słyszą.
-Ewuś uspokój się- powiedział stanowczo Bartek. – Oszalałaś?
-Prawda?! – krzyknęłam.
-T..ak- wyjąkała Lilka wstając. –Przepraszam, ja… my nie chcieliśmy.
-Zejdź mi z oczu- rzuciłam wściekle do Bartka. Chłopak ze spuszczoną głową podszedł do Lilki.
Goście rozglądali się nerwowo, nie wiedząc co robić.
-Przepraszam- powiedziałam do mikrofonu, próbując zwrócić ich uwagę- Skoro nie wyszło tak jak chcieliśmy to…
Daniel poszedł do mnie, zabrał mi mikrofon.
-Ja też chciałbym coś powiedzieć.- odparł. Uklękną na jedno kolano i wyjął pierścionek od Bartka- Ewo, wiem że to szmat czasu, lecz ja cię nadal kocham. Nie było dnia, abym o tobie nie myślał, nie było nocy abym o tobie nie śnił. Nie mógł bym znieść tego, gdybyś była żoną kogoś innego. Nie wybaczył bym sobie tego, tak samo jak nie mogłem wybaczyć sobie, że cię utraciłem. Jak to Albert powiedział usychałem z tęsknoty za Toba. Czy wybaczysz mi i zostaniesz moją żoną?
Zaszokowana nie wiedziałam co powiedzieć. Zgodzić się czy nie?
Wśród gości rozległ się odgłos przypominający „Ooo..” a moja mama wyciągnęła chusteczkę. Dziewczyny uśmiechały się do mnie promiennie, a chłopaki szczerzyli zęby.
-Ja…
- Ewa w sukni ślubnej
- Druhny i drużby wraz z Parą Młodą
- Daniel
  • awatar AleksandraSamulska: Zapraszam do mnie nowy wspis może ci się spodoba, tym bardziej że po długiej przerwie wrocilam na pingera i chce wiedzieć czy mam dla kogo go prowadzić.
  • awatar Gość: Genialne ;*
  • awatar Die Bitch!: Ooo *_* Świetny <3 W sumie jak każdy inny :* Wpadnij do nas ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Hej!
Co tam u was? U mnie świetnie! Dostałam się do liceum, którego chciałam, badania wykonane teraz tylko czekać na orzeczenie
#Wakacje miło lecą, dziś praca ;/ Mam nadzieje że jutro będzie mniej
Jeśli ktoś ma pytania proszę tutaj: http://ask.fm/ZelekxP
A jeśli ktoś chce ciekawe lektury na wakacje macie taką moją "internetową biblioteczkę" (fakt faktem są tam też książki dla młodszych ale to tylko dlatego, że kiedyś dawno dawno temu je czytałam: http://lubimyczytac.pl/profil/373959/blogerka/biblioteczka/lista
Oto kolejna część
___________________________________________

Koniec szkoły już bliski. Został nam ostatni dzień lekcji.
Siedziałam na dziedzińcu czytając książkę i gładząc włosy Daniela. Chłopak ułożywszy się wygodnie na schodach, położył głowę na moich kolanach i usnął.
Nagle zauważyłam zbliżającą się grupę. Szła prosto na nas nie rozmawiając. Czułam, że coś się świeci.
Nagle rozpoznałam Konrada na przedzie grupy, ledwo dosięgał do ramion jego towarzyszom. Zbudziłam delikatnie Daniela. Ten spojrzał na mnie, później na nich i zerwał się szybko na nogi.
-Czego chcesz?- zapytał.
-Ją – odparł Konrad wskazując na mnie.
-Dostaniesz ją po mojej śmierci – warknał.
-Da się załatwić- kiwnął głową a dwóch rosłych mężczyzn podeszło do Daniela. Mój chłopak szybko zamienił się w wilka i rzucił się na przeciwników. Z wrażenia aż upadłam na schody. Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie w stronę drzwi. Chciałam się wyszarpać ale bez skutku. Zerknęłam na osobę, która mnie odciągała. Suzan!
-Hej – uśmiechnęła się. Zerknęłam na Daniela i spostrzegłam, że nie był sam. Patryk Albert i reszta chłopaków z naszej paczki przybiegła mu pomóc. Na ziemi leżało już kilku nieżywych mężczyzn.
Czarny duży wilk zbliżał się do Konrada warcząc cicho. Chłopak próbował uciekać cofając się do tyłu. Nagle srebrny wilk zachodzący od tyłu Konrada rzucił się na niego i przebił tętnice. Krew lała się strumieniami a chłopcy przemienili się.
-Trzeba posprzątać – powiedział Albert.
-Co tu się stało?!- usłyszeliśmy krzyk naszej wychowawczyni, była to niska kobieta o pięknych brązowych lokach – Cała wasza piątka do dyrektora, ale już!
Poszliśmy za nią do pokoju nauczycielskiego. Dyrektor siedział i popijał herbatę czytając gazetę niczym nie wzruszony. Zobaczywszy nas całych we krwi aż jęknął.
-Panie Danielu, czy nie prosiłem o dyskrecję ?- zapytał uśmiechając się. Wychowawczyni aż zaniemówiła.
-To pan wie?- zapytała łapiąc się „za serce”
-Oczywiście, że wiem. –uśmiechnął się do niej- ja wszystko wiem. Pomagałem zgłębić techniki przemiany temu tutaj obecnemu Danielowi i jemu przyjaciołom.

Do wieczora nie mogłam przyswoić tej informacji. Dziś ostatni wieczór. Siedziałam samotnie na szczycie jakiejś wierzy rozpamiętując wspaniałe chwile. Spojrzałam tęsknie na drzewo, pod którym zawsze odrabiałyśmy z Suzan Łucją i Katrin lekcje w maju, spojrzałam na jezioro, w którym Daniel i chłopaki próbowali nas utopić.
-Będę tęsknić za tym miejscem- wyszeptał głos. Zdziwiona spojrzałam na Daniela. Kiedy przyszedł?
-Ja też - odparłam smutno. Chłopak podszedł do mnie i przytulił mnie mocno. Łzy pociekły po moich policzkach.
-Spakowana?- zapytał. Kiwnęłam głową.
-Może... może spędzimy ten ostatni wieczór razem?- zaproponowałam. Daniel spuścił tylko głowę w dół.
-Przepraszam ale umówiłem się z chłopakami... no wiesz to ostatni dzień... las, jezioro i w ogóle.
-Jasne idźcie. - powiedziałam smętnie. Chłopak poszedł do czekających na niego kolegów. Okazało się, że dziewczyny również poszły... tak więc zostałam sama.

Następnego dnia siedziałam sama przy stole. Reszta grupy jeszcze odsypiała nocna wyprawę. Nagle koło mnie upadła gazeta.
-Witaj Ewo, czy mogę się do Ciebie przyłączyć?- zapytał dyrektor. Zdziwiona tylko kiwnęłam głową.
-Będziesz tęsknić - stwierdził.
-Skąd pan wie?
-Po oczach- powiedział, jednym ruchem ręki sprawdziłam, czy łzy same mi nie popłynęły- Nie, nie. Nie płaczesz, po prostu Oczy są zwierciadłem duszy, wszystko w nich ujrzysz jeśli się dobrze przypatrzysz. No życzę miłego dnia, oraz wspaniałej podróży. Do zobaczenia niebawem.
-Do widzenia i dziękuję!- krzyknęłam gdy odchodził.

Stałam na stacji sama, czekając aż Daniel i reszta przyjdzie. O dziwo nie zjawili się, wiec sama poszukałam przedziału w pociągu.
Mijałam akurat jeden z zapchanych przedziałów, gdy spostrzegłam, że tam siedzą moi przyjaciele. Bawiąc się w najlepsze i nie myśląc o mnie. Zła i smutna ruszyłam szukając cichego przedziału.

Półgodziny później gdy pociąg już ruszył w stronę domów, uczniowie rozbiegli się po korytarzach. Ja siedziałam sama i smutna.
Świetnie się bawili, beze mnie. Siedzą teraz tam, beze mnie.
Było mi naprawdę smutno na myśl, że moi przyjaciele, którym tak bardzo ufałam zapomnieli o mnie.

Dojechawszy na stacje, bez pożegnania ruszyłam w stronę wyjścia. Tam gdzie czekała na mnie moja szczęśliwa rodzinka.
-Ewa!- ktoś za mną krzyczał, ale nie obejrzałam się.
Wyszłam z szarego tunelu, na piękne czerwcowe słońce. Spostrzegłam rodziców oraz... Adama!
-Hej - przywitałam się tuląc się do każdego z nich.
-Witaj córciu - powiedział tata całując mnie w głowę. -Mamy dla Ciebie niespodziankę.
-Jaką?! - zapytałam.
-Cóż... - zaczęła mama.
-Będziesz miała braciszka -dokończył tata. Zdziwiona popatrzyłam na Adama.
-Przecież o tym wiem- prychnęłam.
Chłopak zaśmiał się.
-Nie mnie- zaprzeczył- lecz jego.
Powiedziawszy to wskazał na mamę, a dokładnie na jej lekko zaokrąglony brzuszek.
-Ooo- pisnęłam szczęśliwa, uściskałam mamę, która wybuchła śmiechem wraz z tatą.

Wakacje rozpoczęły się wspaniale. Postanowiłam, że pójdę na studia czteroletnie letnie a potem do pracy. Zobaczymy co przyniesie nam czas. Jak się okazało Daniel i pozostali nawet nie zadzwonili. Zdziwiona i smutna poznawałam nowych ludzi, zaprzyjaźniałam się z nimi.
Około 2 roku studiów poznałam przystojnego Bartka, w którym się zakochałam z wzajemnością.
Lecz pewnego dnia...

- Bartek. Ewa poznała go na studiach. Zakochana bez opamiętania, bardzo pragnie z nim być do końca życia.

- Koleżanki Konrada, które zaprosiły Ewe, aby ta pomieszkała z nimi gdy pokłóciła się z własnymi przyjaciółmi.
  • awatar Gość: fajne ;3
  • awatar Gość: Fajne :P
  • awatar ναηηιℓℓα●̪●: blog opisujący nastolatkę, która zakochała się w chłopaku najlepszej przyjaciółki, zapraszam :) zostaw po sobie ślad ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Hej, wiem że minęło trochę czasu od poprzedniej części ale mam nadzieje, że się nie gniewacie ;*
To prawdopodobnie będzie przed ostatnia część, zobaczy się czy będę miała wenę na kolejne
Mam nadzieje że się podoba, a wszelkie pytania proszę tutaj : http://ask.fm/ZelekxP

________________________________________________

-To nie możliwe, on mnie kocha! – krzyknęłam na Daniela. Znajdowaliśmy się w starej klasie. Była od dawna nie używana, ale regularnie sprzątana.
-Jasne- prychnął. – Jemu o to chodziło. Abyś go pokochała. A mnie odrzuciła.
-Konrad taki nie jest!
-Och gdybyś wiedziała jakie myśli mu chodzą po głowę. „Zabije ją!” „Muszę to zrobić, pan tego oczekuje”
-Kłamiesz- warknęłam.
-Ewo, kochałaś mnie, nie rozumiem jak on mógł cię otumanić.
-Nikt. Mnie. Nie. Otumaniał .! – krzyknęłam.
-Kotku – powiedział Daniel głaskając mnie po policzku. – Nadal nie wiesz dlaczego się nie odzywamy?
-Nnnie…
-On cię napuścił, abyś dowiedziała kim jestem.
-To nie możliwe.
-Jesteś tego pewna?
-Ta… nie- jęknęłam.
-Ewuś wróć do mnie, jeśli mi wierzysz przyjdź jutro o 12 na wierze. – odparł.
Gdy się rano obudziłam leżałam we własnym łóżku. Teraz nie wiedziałam, czy to był sen czy na serio gadałam z Danielem.
Około 12 postanowiłam pójść na wierze, sprawdzić czy to prawda.
Stał tam. Z białą różą. Tak jak lubiłam.
-Daniel? Czyli to było serio – powiedziałam zdziwiona.
-Hej – uśmiechnął się do mnie. Podał mi kwiat. Odruchowo powąchałam go.
-O co w tym wszystkim chodzi?
-Próbowaliśmy Cie chronić. Widocznie on coś ci dosypał i się w nim zakochałaś. Przedtem z nim nie rozmawiałaś, odrzucała cię jego wiedza, obecność.
Proszę uwierz mi.
-Rozumiem i wierzę, przemyślałam to wszystko. Faktycznie jak dla mnie to trochę dziwne.
-Dziękuję – powiedział przytulając mnie. Zeszliśmy oboje na obiad. Moi przyjaciele bardzo ucieszyli się na mój widok. Suzan tęskniła najbardziej, więc przytulała mnie aż za 20 minut.
-Musicie mi pomóc- powiedziałam do nich.
-W czym?- zapytała Łucja
-Pozbyciu się Konrada- mruknął cicho Daniel
W porze kolacji przypadkowo wpadłam na Konrada. Jak zwykle nienagannie ubrany, włosy uczesane, książki w torbie.
-Hej – powiedziałam uśmiechając się do niego najsłodziej jak umiałam.
-O cześć – odpowiedział całując mnie w policzek.
-Mm nienaganny uczeń, mundur czysty – mruknęłam złośliwie- szkoda gdyby się ubrudził.
-To znaczy?- zapytał. Chciał coś jeszcze dodać, ale byłam szybsza. Lewym sierpowym przywaliłam mu prosto w nos, chłopak z wrażenia aż się zatoczył. Krew sączyła się z nosa i brudziła biały kołnierzyk.
-Ups- wzruszyłam ramionami odchodząc. Łucja stojąca nieopodal przybiła mi piątkę i odeszłyśmy.
-Jeszcze tego pożałujesz..- mruknął Konrad.

- Patryk brat Agaty, nie liczy się z uczuciami i chodzi z Mirandą. Jest najbliższym przyjacielem Daniela. Rzadko występuje w opowiadaniu.

- Łucja i Zuzanna - oddane przyjaciółki Ewy, są bardzo inteligentne ale jak to bliźniaczki... tak jak reszta grupy są animagami.

- Katrina, kolejna oddana przyjaciółka Ewy, jakiś czas spotykała się z Patrykiem, lecz on ją rzucił.
 

 
Witam was w pierwsze kilka godzin wakacji W końcu koniec szkoły, ale ja za dwa miesiące idę do nowej Oczywiście zakończenie nie obyło się bez łez ^^ . Macie tutaj na pożegnanie szkoły

„Życie to tylko krótka chwila, którą staramy się wykorzystać jak najlepiej.”
~ by ja
________________________________________________
Promienie słońca wpadające przez okno obudziły mnie.
Zerknęłam na zegarek. Kilka minut przed 7.
Chwyciłam ręcznik i poszłam się umyć.
Pół godziny później czesałam mokre włosy. Nałożyłam balsam na nogi, chwyciłam granatową spódnicę oraz białą bluzkę.
Ubrana w mundurek szkolny zeszłam na dół.
-Wychodzę ! – krzyknęłam pośpiesznie chwytając torbę.
-Diana, śniadanie!- woła za mną mama.
Biegnę szybko na przystanek, aby zdążyć na autobus.
Za pięć 8 weszłam do szkoły. Gwar uczniów rani moje uszy.
-Diana!- usłyszałam cichy radosny pisk. Odwracam się i widzę moją przyjaciółkę.
Wysoka blondynka stała obok mnie. Krótkie przystrzyżone włosy sięgają zaledwie ucha, natomiast grzywka wpada do niebieskich oczu.
-Hej Lilka – powiedziałam przytulając koleżankę. Idziemy razem do szafek, aby schować kilka książek.
-Co mamy pierwsze? – zapytałam zmierzając w stronę łazienki.
-Polski! – próbuje przekrzyczeć innych ludzi. Kiwam głową, że zrozumiałam i wchodzę do łazienki. Dość małe pomieszczenie może pomieścić co najwyżej 10 osób, a i tak jest ścisk.
Dziś jest prawie pusta. Stoi tam tylko średnia brunetka, która poprawia makijaż przed lusterkiem.
-Wiesz, że tego nie mogę robić w domu – mówi na mój widok. Patrzę wymownie na jej tusz do rzęs. Moi rodzice nie mają nic przeciwko temu, że się maluje.
-Oj wiem wiem, dlatego nic nie mówię Madziu – odpowiadam odkręcając butelkę soku.
-Jadłaś coś?
-Niestety, znowu nie zdążyłam.
-Jasne robisz to specjalnie!- wymachuje mi przed oczami swoją kredką do oczu. – Chcesz wyglądać jak te dziunie w telewizji. No wiesz smukłe ciało, duże cy…
-Przestań! – krzyczę śmiejąc się – To nie prawda. Nie chce tak wyglądać. One wyglądają tak… sztucznie.
Śmiejąc się wychodzimy obie pod rękę i kierujemy się w stronę sali od polskiego. Na szczęście to ostatnia godzina polskiego w tym roku.
-Hej Nowak, umówisz się ze mną?- pyta jeden z kolegów siedzących za mną.
-Nie – śmieję się. Jak zwykle te same pytania. Magda wymownie przewraca oczami.
-No i życzę wam udanych wakacji – oświadcza polonistka w chwili gdy dzwoni dzwonek. Wszyscy wychodzimy na korytarz, a później na boisko. Jest strasznie gorąco, więc rozpinam kilka guzików koszuli.
-Widzisz ?- Magda wymownie patrzy na grupkę chłopaków spoglądających na mnie. – Na mnie nikt tak nie patrzy.
-Oj przestań, jesteście obie równie piękne – przerywa nam Lilla. Wyciągam ze swojej torby okulary przeciwsłoneczne i rozciągam się na trawniku. Kilku przechodzących chłopców patrzy na mnie, jakby chcieli mnie zjeść. Uśmiecham się na tą myśl.
Ostatnia godzina jest najgorsza…
Siedzimy w sali, ponieważ nasz katecheta nie chce wyjść na dwór. Dla niego może tu jest chłodno, szczególnie gdy skierował wiatrak w siebie!
Oglądamy nudny film, który już i tak obejrzeliśmy. Niektórzy bawią się na telefonach, inni gadają.
Dzwonek obwieszcza koniec męczarni.
Wszyscy wybiegamy na dwór. Rozmawiając i śpiewając ruszamy w stronę autobusów. Jeszcze jutro i koniec tej szkoły.
-Ej Dia? Idziemy nad zalew?- pyta Lilka.
-Jasne! – powiedziałam. Podchodzę do jednego ze stolików. Próbuję stanąć na blacie, lecz potykam się. Poczułam czyjeś dłonie chwytające mnie za biodra i pchające ponownie na blat. Odwracam się i widzę uśmiechniętą twarz Dominika.
-Ej ludzie!- krzyczę na całe podwórko. W jednej chwili gasną wszystkie rozmowy i śpiewy. Wszyscy wpatrują się we mnie z wyczekiwaniem- Widzimy się dziś na zalewie?
Zamiast zwykłego „tak” każdy krzyczy i śpiewa. Znowu…
-Impreza nad wodą! Impreza nad wodą – wykrzykują ciągle.
Dominik pomaga mi zejść. Znowu się potknęłam tym razem łapie mnie w ramiona.
-Idziesz?- zapytał.
-Jasne, w końcu to pożegnalna, a ty?
-Ja bym to przegapił? – pyta rozbawiony. Stawia mnie na ziemi i oboje ruszamy w stronę autobusów.
Opalałam się na piasku, w tle gra muzyka. Obok mnie leży Samanta oraz Lilka, Magda i Dominik.
-Ej Magda, gdzie masz zamiar iść dalej?- pyta Samanta.
-Hmm… – przyjaciółka udaje, że się zastanawia. –teraz?
Samanta kiwa głową.
-Po kolejne piwo – śmieje się. Wszyscy wybuchamy śmiechem.
Impreza na plaży trwała aż do północy. Choć niektórzy siedzieli nawet do pierwszej przy ognisku, w tym ja i Dominik. Magda z Lilką zmyły się wcześniej.
-Diano? – pyta kolega- chodź, odwiozę cię. Słabo wyglądasz.
Wstajemy oboje, zataczam się i upadam. Dominik wybucha śmiechem, wyciągając telefon. Dzwoni po brata, który po chwili przyjeżdża po nich.
-Dobranoc – mówię wychodząc z samochodu – I dzięki za podwózkę.
-Pa – odpowiada Dominik uśmiechając się.
Następnego dnia ledwo trzeźwa wstaję. Strasznie mi się kręci w głowie. Słyszę pukanie do drzwi.
-Diana wstawaj, do szkoły się spóźnisz! – krzyczy mama.
Zerkam na zegarek.
-8.30?!- krzyczę. Szybko chwytam ręcznik oraz ubranie i biegnę do łazienki.
Gdy schodzę na dół mama pyta:
-Zawieźć cię może? Bo za pięć…
-Tak! – mówię chwytając marynarkę.
-Witamy was, w tym pięknym dniu- mówi dyrektor w chwili gdy wpadam na salę- W tym ostatnim dniu szkoły dla wielu z was.
Siedzę na krześle prawie usypiając. Akademia trwa ponad godzinę. Nagle uświadamiam sobie, że to mój ostatni rok w tej szkole. Strasznie szybko minął. Przywiązałam się bardzo do tej szkoły i klasy. Za dwa miesiące poznam nowych ludzi, nowe miejsca.
-Diana Nowak- wyczytuje dyrektor. Wychodzę na środek sali. Dyrektor wręcza mi nagrodę za wysokie wyniki w nauce oraz świadectwo.
Kiedy rozchodzimy się do klas, słyszę ciche płacze i pożegnania. Najwyraźniej do innych też dotarło , iż to ostatnie kilka minut.
-Dziękuję wam, za doskonałe oceny oraz dobre zachowanie.- Mówi wychowawca – Będę tęsknił za taką wspaniała klasa, jaką byliście. Życzę wam, abyście byli sobą i mieli możliwości rozwijania się w nowej szkole, którą sobie sami wybraliście.
-Dziękujemy!- krzyczymy. – Życzymy udanych wakacji.
-Dziękuje, ja wam również. Wypocznijcie, abyście mieli zapał do dalszej nauki. Do widzenia.
W tle zaczęła lecieć piosenka „To już jest koniec…”. Wychodząc ze szkoły, pożegnaliśmy się. Każdy poszedł w swoją stronę, aby zacząć wszystko od początku. Otrzymaliśmy pustą kartę do zapisania. Tylko my mamy wpływ na to, jak ona będzie wyglądać…

  • awatar Gość: Och świetne *,*
  • awatar Gość: Dawno nie byłam :D opowiadanie świetne, no i gratulacje zdania :)ja zaliczyłam maturę prawie na 90% i na studia się dostalam :) powodzenia w lo
  • awatar Gość: Świetne opowiadanie :) tak jak zwykle jak zakończenie roku? Łez nie brakowało? :D będzie dobrze, niedługo nowa szkoła, nowi znajomi ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej!
Wakacje coraz bliżej, bardzo się cieszę a wy?
Za dwa tygodnie prawdopodobnie wyjadę wiec nie będę mogła wchodzić na bloga (nie będę miała swojego kompa)
W razie pytań proszę: http://ask.fm/ZelekxP
A teraz zapraszam na opowiadanie. Pod spodem zobaczycie kilka zdjęć głównych bohaterów.
________________________________________________

Siedziałam na dziedzińcu czytając książkę, którą poleciła mi Anita. Była bardzo cicha, ale sympatyczna.
Nagle poczułam czyjeś ramiona na biodrach. Odwróciłam się.
Obok mnie stał Konrad uśmiechnięty. Pocałował mnie w policzek.
-Zaliczyłem, dzięki Tobie- powiedział uśmiechnięty.
-No widzisz- przytuliłam go.
Chłopak odszukał moje usta i pocałował mnie. Było miło, przyjemnie i spokojnie. Małe iskierki wybuchały obok nas, a ja poczułam motylki w brzuchu.
Konrad przycisnął mnie delikatnie do ściany, objęłam go za szyję i wplątałam dłonie w jego włosy. Jęknął cicho.
-Konrad- powiedziałam gdy przerwał pocałunek.
-Przepraszam…
-Nie.. nie przepraszaj – powiedziałam. Stanęłam na palcach i musnęłam jego wargi. Lekki dreszczyk przeszedł mnie gdy się dotknęliśmy. Objął mnie w pasie i przytulił. Zerkając poza jego ramię zobaczyłam Daniela, który patrzył na mnie smutnymi oczami.
Następnego dnia Adam ponownie jechał do naszych rodziców. Fakt faktem od pewnego czasu mieszkał sam, nieopodal nas. Ale jakoś nigdy go nie spotkałam.
Z Danielem nie gadałam od pewnego czasu, po prostu zaczęłam go ignorować. No trudno go nie ignorować, gdy ma się nowe świetne towarzystwo.
Tajemniczą dziewczyną, w której podkochiwał się Konrad okazałam się ja. Po prostu nie chciał się przyznać.
Pod koniec roku, oraz szkoły starałam się powyciągać oceny, aby dostać się na lepsze studia.
Wieczorem siedziałam na fotelu powtarzając fizykę usłyszałam cichy mruczący głos tuż obok ucha.
-„Ciężka praca przynosi wymierne efekty. A ciężka praca według sprawdzonej metody, czy systemu potrafi dokonać cudów. Nikomu ta prawda nie przyniesie więcej korzyści niż ludziom żyjącym na handlu” – Zacytował głos.
-Och Konrad, nie wiem- jęknęłam.
Chłopak usiadł obok mnie i złapał moją dłoń.
-Holman.
-Ja tu się fizyki próbuje nauczyć- mruknęłam. Nagle poczułam czyjś wzrok na Sobie. I to wcale nie był mój chłopak.
Podniosłam głowę, na moim starym miejscu siedzieli moi dawni przyjaciele. Każde z nich wpatrywało się we mnie z oczekiwaniem. Już dawno powinno przestać ich interesować co robię.
Wstałam z fotela, chwyciłam książkę oraz Konrada i pociągnęłam w stronę drzwi.
Chłopak zatrzymał się na chwile. Odgarnął mi włosy z policzka i pocałował. Przy wszystkich.
Po chwili czułam jak Daniel się spina do skoku. Szybko pociągnęłam Konrada na dwór.
Chłopaki grali w siatkówkę. Obje do nich dołączyliśmy.
Moje czarne myśli zostały odegnane.
Późnym popołudniem siedziałam w bibliotece. Adam przysiadł się obok mnie z dwoma kubkami herbaty. Podał mi jedną.
-Obserwowałem Cię- powiedział.
-Miło – odparłam z nad książki.
-Chodziło mi bardziej o twoje zachowanie. Twoje i twojego byłego.
-Och przestań, nie chce o tym gadać.
-Siostrzyczko, dlaczego?
-Booo nie, mam teraz nowe życie, którego wcale nie żałuje.
-Przyjemność ma się do szczęścia mniej więcej tak, jak drzewo do ogrodu; nie ma ogrodu bez drzew, ale drzewa, nawet w wielkiej ilości, nie stanowią jeszcze ogrodu”
-Och przestańcie mi cytować jakiś sławnych poetów- jęknęłam zamykając książkę.
-Kto to? Jak sądzisz?- nalegał Adam
- Władysław Tatarkiewicz
-Brawo- zaśmiał się.
Leżałam w nocy, nie mogąc spać. Był to ostatni tydzień szkoły. Za tydzień wyjadę stąd na zawsze.
Szkoda, bo w końcu spędziłam tu większość swojego życia.
Napisałam szybkiego sms’a do Konrada.
Półgodziny później nadal nie odpisał.
Zeszłam na dół go kuchni, aby czegoś się napić. Nagle zobaczyłam jakąś ciemną postać zmierzającą w moją stronę. Szybko skryłam się w jakiejś klasie.
-Co ty tutaj robisz?- zapytał Daniel.
-Yy… mogłabym zapytać cię o to samo- rzuciłam wyniośle.
Chłopak prychnął i zajął się kartką. Pochyliłam się nad nią, ale odsunął ją z dala ode mnie.
-Czego chcesz?- warknął.
-N… nic – wyjąkałam.
-Nie zmieniłaś się Miler – powiedział wstając. Stanął naprzeciw mnie i spojrzał głęboko w oczy.
Zobaczyłam w nich dawną miłość oraz żal. Żal do mnie, że go zostawiłam.
-O… odsuń się. – warknęłam na niego.
-Boisz się bliskości?
Nagle przypomniały mi się wspomnienia z przed semestru. Ktoś próbował mnie zgwałcić… w bibliotece.
Chłopak jak by mi czytał w myślach. Zaśmiał się krótko i zapytał.
-Przypomniałaś Sobie? Wiesz już kto się do Ciebie dobierał?
-Dobi… skąd wiesz?
-Proszę cię jestem animagiem i dodatkowo wiem, że cały poprzedni semestr tak naprawdę byłaś nadal w szkole. Wiem też co myślisz, czujesz. Ja raczej bym czuł obrzydzenie do tego chłopaka… ale ty go kochasz.
-To znaczy?
-Ewuś myślałem że jesteś mądrzejsza. – zaśmiał się – to przed nim chciałem cię chronić. Ale ty zamiast uciekać, wpadasz w jego ramiona.
-O kim ty do jasnej cholery mówisz?!
-Ewuś pomyśl- postukał mnie w głowę- Jak sądzisz kto chciał cię zgwałcić wtedy w bibliotece?
-Konrad?- zapytałam bezmyślnie.
-Konrad- potwierdził.

- Ewa : Główna bohaterka opowiadania, jest bardzo odważna oraz skryta. Na początku nie chce przyznać się że chodzi z Danielem, pomimo że i tak wszyscy wiedzą. Chce chronić swoich przyjaciół.

- Daniel : Początkowo chodził z Agatą siostrą Patryka, jest animagiem i za wszelką cene chce chronić swoją dziewczynę Ewe.
- Konrad: Skryty chłopak, któremu bardzo podoba się Ewa, lecz pod wpływem swojego "władcy" uwodzi ją i sprzeciwia przeciw przyjaciołom. Bardzo dobrze się uczy.

- Adam: Praktykujący bibliotekarz, bardzo pogodny, miły, zna wiele książek. Dopiero w szkole dowiaduje się, że ma siostrę którą jest Ewa. Chce jej bardzo pomóc jako brat i nadrobić stracony czas.
  • awatar Die Bitch!: Ooo *_* Megaaa <3 Wpadnij do nas ;3
  • awatar Gość: Fajne :)
  • awatar Gość: super <3 czekam na następny <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
W końcu! Wszystko po zaliczałam, oceny nawet spoko, wyniki z egzaminu również. Tylko czekać na wakacje
Wiem, że już późno ale akurat skończyłam pisać
______________________________________________
-Ewo, Ewuś obudź się- jakaś dłoń poklepała mnie po dłoni. Otworzyłam oczy. Nade mną pochylał się Daniel, ubrany tak jak przedtem.
Widok chłopaka o cudził mnie. Przerażona wstałam chcąc uciec. Zdrętwiałe nogi odmówiły mi współpracy. Upadłam na kolana krzycząc ciągle.
-Ewoo – jęknął Daniel.
-Zostaw mnie… ty … ty zwierzęciu! – krzyknęłam.
-Ewo, daj mi wytłumaczyć.
-Nie… nie! Słyszysz?! Nie możesz, nie odzywał się do mnie więcej! – krzyknęłam. Ruszyłam biegiem do akademiku.
Tej nocy nie usnęłam. Dziewczyny spały cicho i spokojnie. Ciekawe… ciekawe czy one wiedzą.
Następnego dnia Daniel nadal próbował ze mną pogadać. Skutecznie omijałam go.
Powstały plotki, że Konrad odbił Danielowi dziewczynę. Jakoś mnie to nie obeszło.
Siedziałam z Konradem w sali od polskiego. Pani Grappa tłumaczyła nam zawiłe regułki, których nie chciało mi się słuchać.
-Posłuchajcie, organizujemy wycieczkę- powiedziała kilka minut przed końcem lekcji. – W góry.
Klasa osłupiała.
-Jeśli ktoś, nie jest zainteresowany proszę wyjść. –Powiedziała. Kilka dziewczyn wstało i wyszło żegnając się z polonistką.
-No dobrze, mam rozumieć, że inni są zaciekawieni. Jedziemy w góry, to będzie ciężka wycieczka, wiec jeśli ktoś nie ma dość siły, proszę wyjść- Połowa klasy opuściła sale.
-Jedziesz?- zapytałam Konrada na obiedzie.
-Nie wiem, może…- odparł z uśmiechem. –A ty?
-Chętnie – uśmiechnęłam się.
-Ewa… - powiedziała cicho Suzan, gdy odrabiałam lekcje w sypialni. Byłyśmy same. Koleżanka odezwała się do mnie po raz pierwszy od miesiąca. – Przepraszam.
-Za co?
-Za tą tajemnice… chcieliśmy ci powiedzieć.
-Jasne- prychnęłam. – Czy ty… ty też jesteś?
Kiwnęła głową.
-Bartek Patryk Albert Katrina Łucja i Agata też?
-Bez Agaty – odparła Suzan – jeszcze Monia i Mirian
-Aha – odparłam wracając do lekcji.
-Nie rozumiesz- powiedziała cicho. Miła łzy w oczach, głos jej się łamał.
-Nie nie rozumiem, jak mogliście być tacy samolubni i mi nie powiedzieć! Kochałam was!
-A..
-K.O.C.H.A.Ł.A.M! – krzyknęłam wychodząc z pokoju.
Konrad.
Grałem akurat w siatkówkę z kumplami, gdy Ewa wybiegła ze szkoły cała zapłakana. Przeprosiłem kolegów i ruszyłem za nią.
Siedziała w altance sama. Miała na sobie letnią sukienkę, włosy upięła w koka. Płakała.
-Ewa? Co się stało? – zapytał.
-Nic – odparła usiłując wytrzeć makijaż. Usiadłem obok mnie i ją przytuliłem. Wtuliła się w moją koszulkę. Pogładziłem ją po głowie a ta płakała cicho.
-Nie płacz już, nie warto.
Uśmiechnęła się.
-Chodź ze mną, gramy w siatkówkę. Później coś wymyślimy. – Pocałowałem ją w czubek głowy. Wstała poprawiając sukienkę oraz makijaż.
Chwyciłem jej dłoń i pociągnąłem w stronę boiska.
Przyszły też dziewczyny. Świetnie.
-Hej- przywitałem się. –Mam sprawę.
-Coś ty jej zrobił! – krzyknęła na mnie Karolina.
-To nie ja, możecie ją przenocować?- zapytałem.
-Jasne – odparła Alicja. Przytuliła Ewe, która stała smutna.
Ewa
Jakieś trzy dziewczyny zaprowadziły mnie do swojej sypialni. Była nieopodal mojej.
-Jestem Karolina – powiedziała brunetka. Podała mi ręcznik. Zdziwiona spojrzałam na niego.
-A ja Alicja – uśmiechnęła się do mnie ruda dziewczyna.
-Anita – powiedziała cicho blondynka.
-Potrzebowaliśmy czwartej dziewczyny, pomieszkasz trochę z nami dobrze?- zapytała Karolina. Kiwnęłam głowa.
Miesiąc przed zakończeniem roku siedziałam w bibliotece. Adam wrócił od naszych rodziców, bardzo odmieniony. Był szczęśliwy i chyba wierzył. Mam nadzieje.
- "Miłość nie jest całkowicie gotowa. Ona się staje. Nie jest solidnym zakotwiczeniem w porcie szczęścia, ale podniesieniem kotwicy i kursem na pełne morze w czasie łagodnej bryzy czy burzy. Nie jest triumfalnym TAK, wielkim punktem finalnym w muzyce pośród śmiechów i braw, ale jest mnóstwem TAK, które wypełniają życie, pośród mnóstwa NIE, które się skreśla po drodze."- zacytował Adam
-Michel Quoist- odparła dumnie.
-Brawo – uśmiechnął się. –Jak między Tobą a Danielem?
-Hmm od kilku miesięcy nie rozmawiamy.
-Dlaczego?
-Właściwie to nie wiem, nie chce już go znać. Czuje się oszukana przez moich przyjaciół.
-Bo ci nie powiedzieli kim są
-Właśnie.
-Ewo, animag ma trudne życie, serio. Musi karmić siebie i swoje zwierzęce ciało.
-Straszne – prychnęłam. – Nie chce o tym gadać.
-Jasne, jak wycieczka?
-Świetna – uśmiechnęłam się.

Pod koniec opowiadania wstawię wam zdjęcia, jak wyobrażałam sobie postacie.



  • awatar Gość: uwielbiam ;*
  • awatar Gość: świetne :* czekam na następną część *.*
  • awatar Gość: Super , czekam na następne :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Hej
Jutro poprawiam angielski grr... -.-
Weekend nawet może być xd
Dzięki za postaranie się, no i dziękuję jednej osobie, którą dodała 4 kom. naraz Mała rada, rób większe odstępy czasowe ;*

J wish I had Holidays!
_________________________________________________

Suzan siedziała na fotelu, gdy weszłam do naszej sypialni. Ignorując ją usiadłam na swoim łóżku i zaczęłam czytać książkę. Jak oni się nie odzywają to ja też. –Pomyślałam.
Przyjaciółka spojrzała na mnie kilka razy, aż w końcu westchnęła i wyszła. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do lektury.
Około 19 zeszłam do wielkiej sali, na kolacje. Usiadłam obok Konrada, chłopaka z którym kompletnie nie rozmawiałam. Przyjaciele spojrzeli po sobie zdziwieni.
-Hej Konrad, co u Ciebie?- zapytałam. Chłopak był wysokim blondynem, o nieziemskich oczach. Blond włosy ciut za długie wpadały mu do oczu.
-Witaj Ewo, dawno nie rozmawialiśmy, coś się stało?
-Nie, oczywiście że nie, po prostu dawno nie gadaliśmy i stwierdziłam że szkoda.
-Aha, wybacz ale zawsze trzymasz się swojej paczki- odparł.
-Rozumiem, że nie chcesz gadać – odparłam smutno.
-Niee… oczywiście że chce. Kto by nie chciał z taką ładną dziewczyną.
-Dzięki – uśmiechnęłam się. – Co u Ciebie?
-Wszystko okey, dobre wyniki, dobre relacje i takie tam, a u Ciebie?
-Może być, moja „paczka” chyba mnie już nie chce.
-Przecież jesteś liderem…
-Liderem?- zapytałam zdziwiona. Czemu Adam i Konrad tak o mnie uważają?
-No, pokazujesz im dobre możliwości, zresztą jak każdemu.
-Ale…
-Cała szkoła, chciałaby się z Tobą przyjaźnić. Każdy chce od Ciebie radę. Każdy prosi o pomoc.
-Jakoś nie zauważyłam
-Bo się boją Daniela. Boją się, że on może być zazdrosny. Zresztą i tak już pobił pierwszaka, bo gadał o Tobie różne… hm ciekawe rzeczy.
-Jakie? Byłeś przy tym?
-Oczywiście, to było w tam tym semestrze, gadał o Tobie jakie masz… hm dobre walory.
-Walory?- zaśmiałam się. Spojrzałam na swoje „Walory” w sumie nie są takie złe.
-Każdy chłopak chce z Tobą chodzić, zmieniłaś się przez te wakacje i to widać. – uśmiechnął się. –A szczególnie gdy zaczęłaś chodzić z Danielem na początku roku.
-Skąd wiesz, że to na początku roku?
-Każdy wie. Dlatego podsycasz wszystkich. Wiesz, zakazany owoc wielkiej gwiazdy szkoły. Dla tego o Tobie mówią. A teraz przepraszam. Ale muszę wcześniej się położyć.
-Poczekaj - powiedziałam rzucając serwetkę. Chwyciłam go pod ramie i poszliśmy razem do pokoju.
Konrad był bardzo przystojnym chłopakiem, każda dziewczyna oglądała się na niego, gdy przechodziliśmy.
Gdy staliśmy już na naszym piętrze Konrad powiedział.
-Lubię cię Ewa, ale nie jestem jak… inni. Nie pociągasz mnie.
-Ale … nie jesteś gejem?- zapytałam. Konrad wybuchnął śmiechem.
-Nie, po prostu podoba mi się … jedna dziewczyna. – powiedział. Pocałował mnie w policzek i wszedł do pokoju rzucając ciche- pa.
-Pa – odparłam zaszokowana. Weszłam do mojej sypialni. Rzuciłam się na łóżko.
Następnego dnia usiadłam obok Konrada, nadal ignorując moich przyjaciół.
Chłopak uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
-Nadal burza w paczce?- zapytał.
Zaśmiałam się serdecznie.
Zorientowałam się, że większość lekcji mam z Konradem.
Gdy weszłam do klasy z Konradem, Daniel uśmiechnął się do mnie. Odsunął dla mnie krzesło, ale przeszłam obok niego obojętnie i usiadłam z moim nowym przyjacielem.
Po południu siedzieliśmy z Konradem w bibliotece. Adam wyjechał do naszych rodziców, wiec wróciła stara bibliotekarka, której wszystko przeszkadza.
-Hmm masz zadanie 8?- zapytałam przyjaciela.
-Ewo, musisz sama je zrobić.
-No prooooszę – jęknęłam.
Zaśmiał się podając mi zeszyt.
Podeszła do nas wysoka blondynka o niebieskich oczach. Miała na sobie wszystko różowe…
-Ewa Miler? To kartka dla Ciebie- powiedziała podając mi małą czerwoną karteczkę. Uśmiechnęła się słodko do Konrada i uciekła.
Odwróciłam ją i przeczytałam.
„Przyjdź, tam gdzie cię znalazłem” –D.
Westchnęłam chowając kartkę do książki.
-Co jest?- zapytał Konrad troskliwie.
-Nie nic, nic – powiedziałam. – Muszę iść, przepraszam.
-Jasne- uśmiechnął się. – Pa
-Pa – powiedziała chwytając torbę i wychodząc.
Około 23 wymknęłam się na polanę. Ubrana w bluzę oraz czarne krótki spodenki ruszyłam w dół.
Na środku łąki stał Daniel. Miał na sobie tylko czarne spodnie. Tak samo jak poprzednim razem.
-Hej – powiedział podchodząc do mnie.
-Co chciałeś – zapytałam odsuwając się.
-Kochanie…
-Nie nazywaj mnie tak! – krzyknęłam.
-Ewo, przepraszam – odparł cicho. Jego ciało wygięło się w drugą stronę. Daniel wydał cichy warczący dźwięk przestraszona oparłam się o drzewo. Chłopak upadł na ziemię. Po chwili na jego miejscu leżał duży wilczur. Ten sam którego widziałam kilka dni temu.
Przerażona zemdlałam.

  • awatar Gość: Świetny blog, tak samo jak świetne opowiadania. Szkoda, że nie wiedziałem o nim wcześniej :) No chyba że chciałaś to ukryć :P
  • awatar Gość: fajne ;) uwielbiam twoje opowiadania ;*
  • awatar Die Bitch!: Chce kolejny rozdział! ;D Proszę dodaj szybko, bo umrzemy z ciekawości <3 Wpadnij i poczytaj nasze opowiadanie ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Witam

Dużo nauki, więc nie ma kiedy dawać
Dzięki za odwiedziny i komentarze, oby tak dalej.
Oby się ta szkołą już skończyła... :c
Następny wpis za 15 komów I dodam go bliżej weekendu
________________________________________________

Obudziło mnie cykanie świerszczy. Było już późno, a księżyc wisiał wysoko. Obolała i przemarznięta wstałam .
Gdy zerknęłam na zegarek, przeraziłam się. Było kilka minut po pierwszej w nocy!
Po cichu ruszyłam w stronę zamku.
Nagle poczułam, że ktoś mi się przygląda. Podniosłam głowę i spojrzałam na drzewa.
-Wyjdź stamtąd! – krzyknęłam, gdy zobaczyłam lekki zarys postaci.
-Spokojnie nie denerwuj się – usłyszałam znajomy głos.
-D..Daniel? – zapytałam. – Co ty tutaj robisz.
Chłopak wyszedł z cienia. Był ubrany tylko w ciemne spodnie do kolan. Księżyc oświecał jego czarne włosy, w których lśniły kropelki wody.
-Kąpałeś się?
-Szukałem cię- westchnął. Objął mnie w pasie i przyciągnął ku sobie. –Wszyscy Cię szukaliśmy.
-Jacy wszyscy?
-Albert, Karol, Franek, Dominik, Bartek z Patrykiem no i Katrina Łucja i Suzan.
Westchnęłam cicho.
-Czemu jesteś mokry?- zapytałam. Poczułam wielką łzę, która spływała mi po policzku.
-Szukaliśmy Cię – powtórzył.
Siedziałam w fotelu przy kominku. Ciszę przerywał mój urywany oddech. Daniel siedział obok mnie, jak by się mnie bał.

-Widziałam Wilka – powiedziałam mu gdy mnie odprowadzał do pokoju.
-Jaki był?- zapytał wtedy.
-Duży, z czarną sierścią – odparłam, poczułam jak Daniel się spina.
-Idę spać – oznajmiłam wstając. Chwyciłam koc, którym się owinęłam i ruszyłam na górę. Daniel siedział nieruchomo. Po chwili wyszedł bez słowa.
Gdy położyłam się do łóżka, wszystkie dziewczyny spały.
Sama nie mogłam usnąć, przez większość nocy. A gdy około czwartej nad ranem usnęła, śnił mi się czarny wilk oraz Daniel.
Przestraszona obudziłam się z krzykiem.
Na śniadaniu, mało kto się odzywał. Większość była spięta oraz przestraszona. Gdy tylko weszłam do pokoju lub sali każdy milknął i wpatrywał się we mnie.
Po południu uciekając od wszystkich spojrzeń poszłam do biblioteki. Adam siedział przy biurku.
-Cześć- rzuciłam wesoło zapominając o wczorajszym incydencie.
-Hej – odparł zimno. –W czym mogę pomóc?
-Adam, przepraszam za wczoraj, ale powinieneś coś wiedzieć.
-Wiem, nie podobam ci się, koniec tematu.
-Niee to nie to, chodzi o to, że… że kilka dni temu dowiedziałam się. – powiedziałam cicho. – że prawdopodobnie jesteś moim… bratem.
-Bratem?
-Tak.
-To nie możliwe, mamy innych rodziców.
-Nie zauważyłeś, że mamy podobne oczy, podobne charaktery no i… wygląd?
-No może trochę…
Padłam na fotel wzdychając.
-Wszystko się sypie.
-Jak herbata?- zaśmiał się.
-Chodzi o to, że wczoraj spotkałam pewne zwierze, które przypominało mi trochę człowieka…
-Animag? W naszym lesie?- zdziwił się zdejmując okulary.
-Animag? Co to?- zapytałam
-Niektórzy z osób, które mają możliwości tu się uczyć. Zostają animagami. To zdolność przemiany w zwierzę. W jakie? Zależy od charakteru. Zazwyczaj wygląd mają taki sam, w sensie włosy to sierść oczy pozostają te same. Ja na przykład miałem kumpla animaga na hm 5 roku. Później zdechł, ktoś go zastrzelił. – dokończył smutno.
-Możesz nikomu o tym nie mówić? Będę miała kłopoty.
-Jasne siostrzyczko – uśmiechnął się do mnie.
-Jeszcze moi przyjaciele, zachowują się, jakby mieli przede mną tajemnice.
-Każdy je ma.
-Seerio? Jesteśmy zgraną grupą, znamy się od 15 lat.
-A może mają ci zrobić urodziny-niespodziankę?
-Urodziny mam w wakacje – prychnęłam.
-Mniejsza- zaśmiał się, na pewno to minie. A teraz posłuchaj, chciałby się spotkać z… rodzicami.
-Jasne – powiedziałam cicho- pogadaj z dyrektorem. On ci pomoże.
-Dzięki – odparł wstając.
Zostałam sama…

  • awatar Gość: Szkoda, że takie krótkie :)
  • awatar Gość: następną proszę część :)
  • awatar Gość: dawaj szybciej ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Siemka!
Wycieczka rewelacja! Bardzo się cieszę i wcale nie żałuje No pomijając dwie rzeczy xd
Widzę, aktywność trochę wzrosła, ale komy nadal mało ;/
Następny wpis za 10 komów
________________________________________________
Wieczorem siedziałam z dziewczynami na kanapie.
-Co ty taka przybita? –zapytała Suzan
-Nie nic nic…
-Ej a widzieliście to ciacho z biblioteki?- spytała Łucja
-Nie jest ciachem…- jęknęłam.
-Sama kilka dni temu mówiłaś, że ci się podoba…
-Kto? – zapytał Daniel przysiadając się.
-Nikt- odparłam szybko.
-Ten nowy bibliotekarz, z którym twoja dziewczyna baaardzo się zaprzyjaźniła- zaśmiała się Łucja.
-Nie prawda!- warknęłam na nie.
-Nie lubię tego gościa- odparł Daniel, Albert mu przytaknął.
-Cóż, mi też nie przypadł do gusty- odparłam
-Ale…
-Szczególnie gdy się dowiedziała, że to mój brat.
-Co?- krzyknęli jednocześnie patrząc na mnie jak na wariatkę. Wzruszyłam ramionami.
Daniel odetchnął z ulgą, na tą wiadomość. Miał pewność, że go nie zdradzę.
-Ooo masz brata? – zachwyciła się Łucja.
-Tsaa… - Mruknęłam.
-On… on o tym wie?- zapytał Daniel.
-Nie i zamierzam mu to powiedzieć. – odparłam wstając. Daniel szybko stanął obok mnie. – Sama.
Późnym popołudniem poszłam do biblioteki. Adam siedział pochylony nad jakaś książką. Okulary zsuwały mu się na nos. Ciemne brązowe włosy przystrzyżone na „jeża”. Miał na sobie zwykłą białą koszulkę, która opinała jego muskularne ciało, oraz spodnie w moro.
Podniósł głowę, a gdy mnie zobaczył uśmiechnął się.
-Witaj Ewo – odparł zamykając książkę. Zerknęłam na okładkę.
-Cześć – odparłam krótko. Usiadłam przy jednym ze stolików. –Chciałam z… Tobą porozmawiać.
-Naturalnie – powiedział siadając obok mnie. – Wiesz kogo mi przypominasz?
-Kogo?- zapytałam bez namysłu.
-Lidera, lidera pewnej grupy, tej szkoły, lub świata. Mojego lidera – odpowiedział patrząc na mnie.
-Lidera?- powtórzyłam głucho.
-„Lider to ktoś kto, zna drogę, idzie drogą i pokazuje drogę.”
-Holman?- zapytałam.
Adam zaśmiał się szczerze.
-John Maxwell – odparł. – Ale nie o to chodzi. Chodzi mi o Ciebie. Pokazujesz innym drogę, prowadzisz ich. Dzięki Tobie… dzięki Tobie mamy ochotę żyć….
-Przesadzasz. – machnęłam ręką.
-Nie… Ewo czy… czy ty byś wyjechała ze mną do Hiszpanii?
-Hi… Hiszpanii? – wyjąkałam.
-Oczywiście! Jesteś młoda, piękna – zachwycał się łapiąc moją dłoń. – Proszę…
-Yy… czy ty …
-Oczywiście gdy skończysz szkołę- odparł uśmiechając się. –Ale wyjdź za mnie Ewo!
Przybliżył się do mnie i lekko musnął moje usta. Poczułam dreszcz, który przebiegł po mnie w z dłuż kręgosłupa. Przestraszona odepchnęłam go i uciekłam z biblioteki . Nie taki był plan!
Biegłam po całej szkole, aż wypadłam na dwór. Zdziwieni uczniowie spojrzeli na mnie. Ale ja biegłam dalej.
W cieniu drzew na dużej polanie nieopodal kościoła padłam wykończona.
Była to polana moja i Daniela. Spotykaliśmy się tu co jakiś czas, nim wszyscy się o nas dowiedzieli.
Wielki budynek za którym mieściła się łąka, był majestatycznie ozdobiony. Dach był z drewna, a na górze siedziało kilku aniołów wyrzeźbionych z marmuru.
Upadłam na trawę. To nie tak miało być… to nie o to chodziło!
Nagle usłyszałam szelest. Poderwawszy głowę zobaczyłam wielkiego wilczura. Zwierze patrzyło na mnie jak by… z litością, smutkiem oraz miłością. Nie chciałam wykonywać gwałtownych ruchów, ale te oczy… były bardzo podobne to oczu Daniela. Nagle wilk zawył i uciekł w las.
Położyłam głowę na mchu i usnęłam.
  • awatar Gość: Fajne :)
  • awatar Gość: super czekam nn ;*
  • awatar magzzita: świetne opowiadanie , przeczytaj moje :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Hej przepraszam, ale ostatnio mam dużo na głowie w następnym tygodniu mam wycieczkę szkolną na 3 dni więc wpis będzie aż w następny weekend... no chyba że pod tym będzie 10 komów ;*
Było kilka ciekawych pomysłów ale... zresztą dowiecie się
________________________________________________

Przerwa świąteczna minęła bardzo szybko.
Od tamtej chwili nie rozmawiałam z mamą. To znaczy były takie krótkie rozmowy jak przygotowana do lekcji albo co tam słychać u przyjaciół ale tylko tyle…
Siedziałam na swoim łóżku czekając. Właściwie nie wiem na co czekam. Chwyciłam moją torbę i plecak. Ruszyłam na dół.
Mama jak zwykle przed pracą krząta się w kuchni. Dziś tata odwozi mnie na peron.
-Gotowa?- zapytał tata.
Kiwnęłam głową.
Poszłam do kuchni pożegnać się z mamą i wyszłam z domu.
Podróż była… dziwna. Zazwyczaj rozmawiam z tatą, zabawiamy się, a dziś? Cisza kompletna.
Niedaleko peronu zapytałam.
-Tato coś się stało?- brałam swój bagaż.
-Nie- odparł szybko, za szybko…
-Tato? – spojrzałam na niego wymownie. On westchnął.
Przysiadł na bagażniku i zamyślił się. Jego lekko posiwiałe włosy wyłaniały się coraz bardziej.
-Bardzo… - zaczął niepewnie.- Możliwe że możesz mieć brata…
-Brata? – zapytałam zdziwiona.
-To znaczy…
-Mama jest w ciąży?
-Nie- odparł. – Mama kiedyś była w ciąży ale urodziła się i związała ze mną. Więc… jest od ciebie rok starszy.
Kurde! –Chciało mi się wrzeszczeć, ale się opanowałam. Przytuliłam się do ramienia taty poklepując go czule.
-Tatuś to i tak nic nie zmienia, mama cię nie zdradziła – cmoknęłam do w policzek i ruszyłam na peron.
-Jasne – odparł doganiając mnie.
-Hej Ewa!- krzyknęła Łucja na mój widok. – Tak dawno cię nie widziałam.
Przyjaciółka przytuliła mnie.
-Gdzie dziewczyny?- zapytałam.
-W pociągu – wskazała za siebie kciukiem. Wielka maszyna stała na peronie czekając na odjazd.
-To ja lecę – odparłam do taty. – Trzymaj się i dzwoń co i jak.
-Jasne- powiedział przytulając mnie. –Moja mała dziewczynka.
Zaśmiałam się. Zawsze taka będę pomimo , że jesteśmy prawie równi.
Usiadłam w przedziale w przyjaciółmi. Daniel siedział blisko mnie przyglądając mi się co chwilę.
-Jak wam minęły ferie? – zapytała Suzan wesoło.
-Świetnie!- krzyknął Albert… i tak mijała podróż.
Po powitalnej kolacji i przemówieniu dyrektora ruszyłam do swojego pokoju.
Szłam jak reszta korytarzami, lecz w pewnej chwili poczułam szarpnięcie. Odwróciłam się aby nakrzyczeć na kogoś.
Daniel uśmiechał się chytrze ciągnąc mnie w przeciwną stronę.
Z dala od uczniów, z dala od nauczycieli…
Stałam oparta o zimną ścianę, po obu stronach leżały dłonie Daniela, chłopak podpierał się o ścianę stykając się z moim czołem.
-Tęskniłem – wyszeptał całując mnie w policzek.
-Ja też- odparłam łapiąc go za szyje.
Chłopak przybliżył się jeszcze bardziej. Pocałował mnie w nosek a potem w usta. Zaśmiałam się cicho.
-Hej – odparła Suzan siedząc na swoim łóżku – co tak długo?
Cała w skowronkach poszłam do łazienki. Po chwili z niej wyszłam zapominając o piżamie.
-No co?- zapytałam gdy spojrzałam na zaskoczone przyjaciółki.
-Nic nic- odparły we trzy.
Zaśmiałam się.
-Po prostu cieszę się z powrotu- odparłam wzruszając ramionami.
Następnego dnia zaczęły się lekcje.
Nowy plan nie wiele się różnił od poprzedniego, jedynie tym że każdą lekcje mam z Danielem i jego spółką.
Może być ciekawie.
-Dzień dobry – powiedziała Suzan. Usiadła przy stole obok mnie.
-Hej – uśmiechnęłam się.
-Zdradzisz mi o kim myślisz?- zapytała. Szybko pokręciłam głową prawie krztusząc się słodką bułeczka.
Wydęła zabawnie usta.
-No prooooszę- błagała mnie.
-Nie i koniec- odparłam.
Wstałam z ławki i ruszyłam do wyjścia.
Przy łuku spotkałam Daniela z jego paczką. Uśmiechnęłam się do niego. Chłopak złapał mnie za ramiona i przyciągnął ku sobie.
Cała sala wstrzymała oddech. Gdzieniegdzie usłyszałam cichy gwizd.
Daniel pochylił się nade mną i mnie pocałował… przy wszystkich.
Odwzajemniłam gest, nie martwiąc się o konsekwencje. Gdy Daniel odsunął się ode mnie, lekko się zachwiałam.
-Dzień dobry – odparł mi do ucha uśmiechając się.
-Dzziień dobry – wyjąkałam. Spojrzałam na Suzan, która patrzyła na mnie zaszokowana. Zresztą jak cała społeczność szkolna.
Agata patrzyła na mnie z nienawiścią. Gdyby wzrok mógł zabijać, pewnie już bym nie żyła.
-Idziemy jeść? – zapytał Daniel.
-Ja już zjadłam, ale Tobie życzę smacznego- odparłam ruszając w stronę drzwi.
Gdy po lekcjach weszłam do biblioteki jak zwykle uderzył mnie zapach herbaty oraz starych książek. Było coś jeszcze…
Przyjemy zapach męskich perfum.
-Dzień dobry – powiedział młody przystojny chłopak stojący obok mnie. Miał około dwadzieścia lat, był wyższy ode mnie i miał rudobrązowe włosy, oraz zniewalający uśmiech. Zatkało mnie kompletnie.
-Hej – odparłam zalotnie.
-Coś pomóc? Panno…
-Mów mi Ewa – uśmiechnęłam się.
-Adam – odwzajemnił uśmiech.
Późnym wieczorem wróciłam do pokoju. Marzyłam tylko o cudowniej kąpieli i ciepłym łóżku. Adam okazał się fajnym gościem, ale nie nakręcał mnie jak Daniel. Zresztą i tak teraz cała szkoła o nas wiedziała, a mi? Szczerze to odpowiada. Uśmiechnęłam się na myśl dzisiejszych lekcji. Było wspaniale.
Niestety nie mogłam tak szybko odpocząć. Pokój wspólny był prawie pusty. Na fotelu siedziała Agata i coś mi mówiło, że czekała na mnie.
-Jak mogłaś mi to zrobić?- zapytała wstając.
-Ale ja ci nic nie zrobiłam!- krzyknęłam na nią.
-A Daniel?
-Z tego co wiem, to masz innego, a Daniela rzuciłaś.
-Nie przyszło ci do głowy że go nadal kocham?
-Nie, bo jeśli z kimś zrywasz to go chyba nie kochasz nie? – odparłam wchodząc na korytarz prowadzący do pokoi.
-A idź ty- krzyknęła Agata rzucając poduszę w drzwi.
Zrobiło mi się trochę przykro…
Następnego dnia na długiej przerwie poszłam do biblioteki. Zajrzałam do Adama, który musiał odbębnić praktyki.
-Hej – odparłam rzucając torbę na ziemię. Usiadłam w wygodnym fotelu naprzeciw Adama.
-Hej – uśmiechnął się. – Coś cię martwi?
-Moja przyjaciółka – odparłam zdziwiona swoją pewnością – Chodzi o to, że oddalamy się od Siebie… a jeszcze uważa że ukradłam jej chłopaka.
Adam otworzył jedną z książek leżącą przed nim.
-Miłość stworzy wiele cudów, nienawiść – ani jednego dobrego czynu – przeczytał .
-Aleksander Świętochowski – odparłam bez namysłu.
-Dobrze skąd wiedziałaś?- zapytał Adam zaciekawiony.
-Przerabialiśmy do w zeszłym roku.
Adam westchnął cicho.
-A jak rozumiesz te słowa?
-No miłość może wiele zdziałać, pozytywny wpływ na ciebie, daje pozytywny wpływ na otoczenie, a dzięki nienawiści zawsze coś psujemy.
-Więc?- zapytał patrząc na mnie.
-Więc mam przebaczyć Agacie?
Zaśmiał się.
-Więc masz jej nienawidzić bo zepsujecie wiele- odparł w chwili gdy zadzwonił dzwonek.
Pocałowałam Adama szybko w policzek i wyszłam z biblioteki.
Biegnąc na lekcje wpadłam na Daniela. Chłopak był bardzo zdenerwowany.
-Co się stało?- zapytałam zatrzymując się.
-Odwal się – syknął odpychając mnie i uciekł.
Reszta dnia minęła spokojnie, nadal nie wiedziałam o co chodziło Danielowi. Chłopak nie pokazał się na żadnej lekcji. Nawet nie chciało mi się go szukać. Dziewczyny mówiły, że to pewnie nic takiego.
Po południu dostałam zaproszenie do dyrektora.
Usiadłam na krześle i wpatrywałam się w zdjęcie młodego pana dyrektora wraz z obecną żoną. Byli bardzo młodzi i uśmiechnięci.
-Och Ewo już jesteś- odparł starzec. –Chciałbym porozmawiać o tym co stało się w poprzednim semestrze.
Wyjaśniłam wszystko dokładnie oraz opisałam osoby, które w tym dniu się kręciły po bibliotece. Dyrektor długo myślał drapiąc się po czole. Żadne z jego uczniów nie mógł tego zrobić… Nagle zmienił temat.
-A jak ci się podoba nasz nowy asystent?
-Bardzo miły – odparłam uśmiechając się.
-Wiedziałaś, że na nazwisko ma Miler? To jest bardzo rzadkie nazwisko i mało osób je nosi.
-No i?- zapytałam zdziwiona.
-Czy twoi rodzice rozmawiali z Tobą o twoim starszym bracie?
-Nie… to nie może być prawda- jęknęłam. –Adam… to mój brat?
-W rzeczy samej. – westchnął – uczył się tutaj, skończył naukę nim ty tutaj przyszłaś.
-Ale jak to? Jest starszy o dwa lata
-Był na tyle wybitny, że nauczyciele przerzucili go z piątego na siódmy rok, dlatego skończył wcześniej. Herbatki? – zapytał jak gdyby nic.
  • awatar Gość: Cudowne, czekam na dalszy ciąg twoich opowiadań :)
  • awatar Impossible♥♥♥: super *.-
  • awatar Gość: cudo, czekam na więcej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Witam
Dziś trochę krótszy, bo zaraz lecę się poopalać
Mam dla was małe pytanko, które znajdziecie na końcu wpisu
Odpowiedzi w komentarzach

Pół godziny później zeszłam na dół.
Gdy „przywitałam” się z moim pokojem, czas pomóc mamie. Ruszyłam do kuchni za smakowitym zapachem.
-Siadaj masz tu obiad- powiedziała mama stawiając przede mną talerz.
-Dziękuję – odparłam
-Tata niedługo wróci, trzeba ubrać drzewko oraz pomóc mi przy ciastach – uśmiechnęła się oblizując łyżkę. – Jutro mamy wigilię i przyjeżdżają goście.
-Dobrze mamuś – odparłam.

Było późno po 22 gdy tata wrócił do domu. Akurat przygotowałam sobie wszystkie ozdoby aby z samego rana przystroić choinkę.
-Tata - rzuciłam się do przedpokoju gdy tylko usłyszałam jak zdejmuję kurtkę.
-Witaj córciu – odparł całując mnie w głowę.

Północ wybiła. Akurat skończyłam przepisując historię oraz biologię. Zeszłam na dół po ciepłe kakao gdy usłyszałam jak rodzice rozmawiają. Wiem że nie powinnam podsłuchiwać…
-Haroldzie- szepnęła mama- ale to telefon ze szkoły, nie wolno go ignorować.
-Aneto, nasza córka miała do czynienia z mordercą, nie może więcej tam wrócić.
-Wróci, przecież wiesz…
-Dlatego postanowiłem poszukać innej szkoły. Publicznej.
-Ale ona ma tam przyjaciół. A może i chłopaka?
-Nie obchodzi mnie to.
-A mnie tak! Nie idzie do żadnej publicznej szkoły! – krzyknęła mama.
Szybko pobiegłam na górę i położyłam się do łóżka.

Następnego dnia wstałam około 7. Panowała cisza.
Zeszłam na dół.
Mama pogwizdywała przy kuchence, taty nie było.
-Dzień dobry – odparłam przecierając twarz dłońmi.
-Witaj córeczko idź się umyj zaraz będzie śniadanie.
Poszłam do łazienki, przemyłam twarz wodą oraz wzięłam szybki prysznic. Przebrana i odświeżona wróciłam na dół. Na blacie kuchennym leżał już talerz oraz kubek słodkiego kakao.
-Jak się spało? – zapytała mama.
-Dobrze… wczoraj słyszałam jakieś krzyki.
-Ach to nic – odparła niewzruszona. – Drzewko stoi już w salonie.
Zerknęłam niepewnie na drzewko. Stało obok telewizora, w rogu salonu. Zakrywały te najbrzydsze ściany oraz obraz od ciotki Gryzeli.
Salon był połączony z kuchnią oraz jadalnią.
Koło szafek, lodówki kuchenki stał też blat który uważałam za jadalnie, stół stał w salonie. Całość była pomalowana na złoty odcień, aby kontrastował z brązowymi szafkami.
Chwyciłam pierwsze pudełko, które przygotowałam.

Akurat gdy wieszałam ostatnią bombkę wpadł tata.
-Kochanie, Gryzella przyjeżdża ze swoim mężem i dzieck…- urwał gdy mnie zobaczył.
Z wrażenia upuściłam ozdobę, która roztrzaskała się na kawałeczki.
Gryzella była moją najgorszą ciotą, przyrodnią siostrą mojego taty. Była strasznie chuda, każde ubranie na niej wisiało. Zawsze dogryzała mi i mamie, że grube jesteśmy i powinniśmy być ładniejsze.
Sama nosiła wielkie kapelusze oraz dłuższe suknie do ziemi zazwyczaj w okropnych kolorach.
Natomiast jej mąż był już o wiele lepszy. Fakt faktem spasiony jak świnia, ale dało się z nim normalnie porozmawiać. Był prezesem firmy produkcji miśków i innych zabawek, co oczywiście krytykowała jego wspaniała żona. Wraz z synem żyli w strachu przed gniewem matki.
Ich syn był jeszcze gorszy. Miął wygląd po ojcu i charakter po matce. Lubił się rządzić, on był najwspanialszy najmądrzejszy i tak dalej. Pomimo że był o 2 lata ode mnie młodszy musiałam się go słuchać.

Gdy pomagałam mamie zadzwonił dzwonek do drzwi. Było jeszcze za wcześnie na gości.
Wysmarowana w mące poszłam otworzyć.
Za drzwiami stał nie kto inny jak…
-Ciocia Gryzella- mruknęłam niechętnie – Witaj.
-Och pomóż mi smarkulo. – powiedziała wpychając się do domu z walizkami.
-Ale co ciocia… - zaczęłam ale mi przerwała.
-Ewa idź pomóż mojemu ptysiowi Adamkowi.
-Jasne… - syknęłam przez zęby.
-Witaj wujku- odparłam uśmiechając się. – Cześć Adam…
-Och moja kochana Ewa- przywitał się.- Aleś ty wyrosła.
-Dziękuję – odparłam. – W końcu niedługo będę pełnoletnia.
-Zupełne przeciwieństwo naszego Adamka- westchnął wujek klepiąc mojego kuzyna.
Obaj nic się nie zmienili od ostatniej wizyty. No może Adam przytył.
Gdy wnieśliśmy bagaże usłyszałam ciocię oraz mamę rozmawiających w salonie. Postawiliśmy walizki w holu i przeszliśmy do kuchni.
Zapowiadają się fajne święta…

Siedzieliśmy przy stole. Tato rozmawiał z wujkiem oraz mamą. Ciocia do każdego zdania wtrącała swoje trzy grosze. Adam wpatrywał się swymi świńskimi oczkami w nasz telewizor.
-A to szkoła to dobra dla Ciebie?- zapytała ciotka patrząc złośliwie na mnie.
-Oczywiście, że tak. Tam idą ludzie, którzy wiedzą co chcą dalej robić- odparłam dumnie.
-Taka smarkula nie wie co chce w życiu robić- oburzyła ciotka. Mama przyglądała się jej krytycznie.
-A u cioci co słychać? – zapytała mama odwracając uwagę cioci, udawała zainteresowaną- nadal ma ciocia takie piękne magnolie?
-Nie- odparła sucho ciocia Gryzella i zaczęła jeść ciasto.
Tato uprzedził wcześniej rodzinę mamy, żeby nie przyjeżdżali z powodu cioci Gryzelli. Nikt w rodzinie nie chciał z nią przebywać w jednym pokoju.
-A siostra zostaje na noc?- zapytał tato.
-Na całe święta!- wykrzyknęła ciotka.
Jęknęłam.
Leżałam w łóżku słuchając głośnego chrapania mojego wujka za ścianą. To będą najgorsze święta ….

Rano zbiegłam na dół, aby rozpakować prezenty. Mama jak zwykle w ten świąteczny dzień, siedziała przy kuchennym blacie z tatą popijając kawę.
Podeszłam do choinki. Wielkie pudełko podpisane moim imieniem było zapakowane w papier świąteczny. Aby się do niego dopchać musiałam przerzucić wszystkie prezent.
-Mama to dla Ciebie – podałam jej 3 opakowania. Chwyciłam następne 3 i podałam je tacie.
-Och dziękuję za sweter – mama pocałowała męża w usta.

Zapadał zmrok a ja nadal siedziałam w swoim pokoju. Ciocia Gryzella postanowiła jutro wyjechać, co mnie bardzo ucieszyło…. ale za bardzo to pokazałam.
Od wujka dostałam parę ubrań oraz słodycze. Od rodziców moją ukochaną serię książek, którą już dawno chciałam sobie kupić. Bynajmniej miałam co robić…

Następnego dnia od rana słychać było krzyki cioci oraz mamy. Zaciekawiona zeszłam po cichu po schodach.
-Ależ Gryzello nie wyjeżdżaj – jęknęła mama.
Ciotka prychnęła.
-Nie będę mieszkać w tej dziurze, gdzie żyją takie… takie robactwo jak twoja niewychowana córka!
Weszłam do kuchni.
Obie kobiety spojrzały na mnie.
-Przepraszam ciociu jeśli cię uraziłam- wyszeptałam patrząc w jej oczy. – Ja cię obraziłam raz a ty?!
-I jeszcze jaka bezczelna! – Krzyknęła ciotka.
Wujek wraz z Adamem wpadli do kuchni. Ubrani i przygotowaniu do wyjazdu.
-Żegnam was- odparła ciocia i próbowała wstać z gracją. Niestety za długa suknia zaplątała się w jej obcas. Kobieta wylądowała na podłodze. Cała nasza gromadka wybuchnęła śmiechem.
Ciotka wstała oburzona i cała czerwona. Wybiegła z domu mrucząc coś o zwariowanej rodzinie.
Wujek wraz z kuzynem powędrowali za nią.

-Wspaniałe święta- odparłam mamie gdy obie siedziałyśmy w salonie pijąc kakao.
-Nom – westchnęła mama.
-Coś się stało?
-Hmm.. mam dla ciebie jeszcze jeden prezent – odparła odkładając kubek. Chwyciła mnie za dłonie.
-Jaki? – zapytałam przejęta.
Otworzyła usta aby odpowiedzieć, ale w tym momencie tata wszedł do domu.
-Witam drogie… - urwał widząc powagę sytuacji.

Kurczę musi to być coś ważnego – pomyślałam-ale co?
  • awatar Panna15: Przepraszam was bardzo, ale teraz mam szkołę, naukę i tak dalej :/
  • awatar Gość: kiedy następne :c Zaniedbujesz nas :c
  • awatar Zaksa: Świetne :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
No siema!
Bosz męczącą ta szkoła, ale 5 jest ;D
A u was jak tam ocenki?

I tak minęło kilka pierwszych dni.
W sobotę miałam zajęcia dodatkowe z angielskiego, a potem w-f z Danielem. Chłopcy grali zacięcie ale my im się nie dałyśmy.

Wieczorem siedziałam w pokoju wspólnym na drugim piętrze wraz z Katriną Łucja i Suzan. Niedługo później dosiadł się do nas Daniel wraz z Patrykiem oraz Monika z Albertem.
Staraliśmy się odrobić lekcje, każdy rozłożył swoje książki i pisaliśmy w zeszytach. Nagle poczułam czyjeś spojrzenie na sobie, podniosłam głowę. Daniel wpatrywał się we mnie.
-Hm idę do biblioteki – stwierdziłam wstając – Chce coś ktoś?
-Nie – mruknęli i wrócili do zajęć. Spakowałam swoje książki do torby.
Suzan spojrzała na mnie zdziwiona, wzruszyłam ramionami i wyszłam.

Długi korytarz był oświetlony pozłacanymi żyrandolami. Niestety sufit i długie okna znikały w ciemnościach. Boję się trochę.
Usłyszałam jakieś kroki wiec przyspieszyłam.
Dysząc wpadłam do biblioteki i zamknęłam starannie drzwi. Bibliotekarka spojrzała na mnie krytycznie.
-Dobry wieczór, chciałabym się tutaj pouczyć- odparłam uśmiechając się.
-Dobrze – odparła niewzruszona. Podała mi ciepłą herbatę .
Ruszyłam w głąb biblioteki aby poszukać wolnego stolika.

Gdy skończyłam odrabiać historię poczułam czyjeś dłonie na ramionach. Przestraszona odwróciłam się.
-Hej – szepnął Daniel muskając moją szyję.
-Hej – odparłam słodko.

Chłopak pociągnął mnie w głąb regałów, tam gdzie nikt nie chodzi. Czyli do działu historycznego.
Oparłam się o regał i wpatrywałam się w mojego chłopaka. Mieliśmy bardzo mało dla siebie czasu… ale teraz.
Jęknęłam gdy całował moją szyję.
-Daniel – szepnęłam cicho.
-tak? – zapytał nie przerywając mnie całować.
-Zaraz cisza.
-No i co?- zapytał. Już miałam coś odpowiedzieć ale zamknął mi usta pocałunkiem.

-Pannno Miler!- wykrzyknęła bibliotekarka na mój widok. Siedziałam na podłodze cała rozczochrana . Piękny makijaż spływał wraz z łzami po policzkach.
-Co się stało?- zapytała obejmując mnie.
-Nnn nie wiem – wyjąkałam z trudem.

Starsza kobieta zaprowadziła mnie do skrzydła szpitalnego. Tam zawołała pana dyrektora oraz moją wychowawczynię.
-Co się stało Ewo?- zapytała spokojnie pani Sper. Moja wychowawczyni. Miała siwe włosy, które spinała w koka. Nosiła długą ciemną suknię do ziemi.
-No bo.. poszłam się uczyć, przyszedł mój kolega , poszliśmy porozmawiać – skłamałam.- Gdy szukałam książki. On poszedł a ja wróciłam do stolika. Uczyłam się, gdy ktoś zaciągnął mnie w dział historyczny i… i…
-Zgwałcił? – zapytał dyrektor.
Zaprzeczyłam .
-Wyciągnął nóż… i kazał mi…
-No dobrze już dość , poleż tutaj, zabierzemy twoje rzeczy i zaniesiemy do pokoju. Powiadomię twoich przyjaciół.-odparł dyrektor.
-Nie!- krzyknęłam.
Wszyscy odwrócili się w moją stronę.
-Nie chce nikogo widzieć – odparłam kładąc się.
Dni mijały a ja spędzałam je w łóżku szpitalnym. Nie chciałam nikogo widzieć, pomimo że niektórzy się dobijali.

Minął cały listopad.
Na początku grudnia pani pielęgniarka postanowiła mnie wypuścić. Prosiła tylko abym nigdy już nie byłą sama. Bałam się, że zaczną się plotki.
Gdy wszyscy byli na zajęciach ja odpoczywałam w naszym salonie u dziewczyn popijając herbatę. Owinięta fioletowym kocem siedziałam w fotelu czytając książek .
Nagle zrobiło się jakoś ciemniej. Zerknęłam w stronę okna i mimowolnie się uśmiechnęłam.
Śnieg prószył jak szalony!
Wyjrzałam przez okno. Pomimo że dopiero zaczął padać było już wiele zasp sięgających mi co najmniej do pasa.
Lekcje skończyły się chwile temu a uczniowie już rzucali się na zaspy.
A ja siedziałam samotnie w zamku.
-Ewa?- zapytała Suzan wchodząc do pomieszczenia. Odwróciłam się od okna, spojrzałam na przyjaciółkę.
Dziewczyna podbiegłą do mnie i przytuliła się.
-Tęskniłam – wyszeptała.
-Mam do Ciebie prośbę Suzan- odparłam.
Przyjaciółka odsunęła się ode mnie niepewnie.
-Niech nikt nie wie, że wróciłam. Proszę – powiedziałam patrząc w jej oczy.
-Zgoda, ale dlaczego? Po drugie jak chcesz to ukryć i do kiedy?
-Do świat, wtedy wrócę do domu. Chodzi o to co zdarzyło się w bibliotece.
-Nikt nie chce powiedzieć nam co się naprawdę zdarzyło.
-Bo nikt nie wie- odparłam tajemniczo. – Proszę cię muszę ukrywać się do świąt.
-Jasne, został tylko tydzień- odparła. Przytuliłam ją.

Usiadłyśmy w moim nowym pokoju. Była to mała izolatka, nie wiadomo po co zbudowana w naszym skrzydle.
-Opowiedz mi co się działo podczas gdy mnie nie było – zapytałam przyjaciółkę.
-Wiec tak gdy ty wyszłaś, Daniel wraz z Albertem poszli do stołówki. Wrócił tylko Albert, Daniel poszedł spać. Ty nie wróciłaś do pokoju i zaczęłyśmy się martwić! Następnego dnia twoje rzeczy leżały na twoim łóżku, ale Ciebie nie było. Poszłam do pani Sper, ona powiedziała mi, że musiałaś wyjechać, ale prosiła abym była ostrożna. Dlaczego? Co się stało? I dlaczego skłamała, że wyjechałaś pomimo , że ciągle tutaj byłaś?
-Bo… bo ją o to poprosiłam, nie chciałam żadnych plotek, dlatego chce już wyjechać ale Pani Sper nie chce mnie puścić. Uważa, że powinnam wrócić normalnie na lekcje.
-A co się stało? Dlaczego się ukrywałaś?
-Przyszedł do mnie jakiś chłopak i zaciągnął mnie w dział historyczny. Bałam się, ale nie mogłam krzyczeć. On wyciągnął nóż i kazał mi klękać. Zaczął mnie bić i kopać. Powiedział, że to za jego kumpla, a to że jego drużyna przegrała.
-Och to straszne.
-Nie tylko to, on… on się do mnie dobierał.
-Powiedziałaś to komuś?
-Skłamałam, nie chciałam aby ktokolwiek wiedział o tym.
-Och dzięki że mi tak ufasz- przytuliłam ją.
Wieczorem leżałam w łóżku czytając książkę. Była dość nudna więc ją odłożyłam. Wpatrywałam się w złoty sufit oraz purpurowe ściany. Ten pokój różni się od wszystkich jakie widziałam przez ostatnie 7 lat, gdy chodzę do tej szkoły.
Łóżko było niewielkie, ze złotym baldachimem, purpurowe ściany, krwistoczerwone zasłony pasowały to złotego sufitu oraz mebli.
Stało tu biurko wykonane z delikatnego ciemnego drewna, oraz sofa i krzesło. Był też regał lecz pusty. Wyglądało to na jakąś pracownie.
Wraz z Suzan postanowiłyśmy, że przyjaciółka będzie przynosić mi tu lekcje, abym nadrobiła cały materiał i zdała.
Byłą kochana i jako jedynej powierzyłam tą tajemnicę. Nie że nie ufałam innym dziewczynom, ale… Suzan najbardziej znałam. Chodziła na te same lekcje co ja. No zdarzały się wyjątki.
Piątek skończył się dość szybko.
W sobotę po południu mieliśmy pociąg powrotni. Na szczęście.

Przed obiadem Suzan dała mi wszystkie swoje zeszyty, abym poduczyła się przez święta i ferię.
Gdy wszyscy uczniowie byli na posiłku, spakowałam swoje rzeczy i pobiegłam do dyrektora.
-O witam panno Ewo, w czym mogę służyć? – zapytał.
-Chciałabym już wyjść… rozumie pan?
-Ah tak, jeden przedział będzie zamknięty, ten na końcu. Zaraz obok drzwi. Trzymaj – powiedział podając mi coś ciężkiego i metalowego- to jest klucz do tego przedziału.
-Dziękuję bardzo.
-Trzymaj się i wróć
-Wrócę, obiecuję. – Odparłam zamykając drzwi. Szybko wybiegłam z zamku niczym ktoś mnie znajdzie. Zostawiłam małą kartkę Suzan gdzie ma mnie szukać.
Pobiegłam w dół zbocza tam gdzie czekał już pociąg. Szybko wbiegłam do niego nim konduktor lub ktokolwiek inny mnie zauważył.
Otworzyłam drzwi przedziału.
Wyglądał tak samo jak pozostałe. Drewniane siedzenia obite purpurowymi poduszkami. Brązowe zasłony oraz żaluzje. Wepchnęłam torbę oraz kufer na górę i usiadłam. Drzwi do przedziału zamknęłam, a gdy Suzan będzie chciała wejść ma napisać mi sms’a
Półgodziny później uczniowie już wsiadali do pociągu.
Ruszyliśmy.
Zrobiło się już ciemno gdy Suzan napisała mi sms’a żeby jej otworzyła.
Usiadłyśmy obie w zamkniętym przedziale i obmyślałyśmy plan jak wyprowadzić mnie z pociągu. Na szczęście tyle było uczniów, że spokojnie mogłam uciec, gorzej z Suzan. Nasi przyjaciele będą się długo żegnać, a ja muszę wracać z rodzicami Suzan. Moi rodzice pracują i nie mieli czasu mnie odebrać.

Gdy pociąg zaczął zwalniać zabrałam swoje rzeczy. Wychodząc jak reszta uczniów nikogo znajomego nie zauważyłam na szczęście.
Ku mojemu zdziwieniu mama stała wypatrując mnie w tłumie. Podbiegłam do niej szybko.
-Mamuś chodźmy już – pchałam ją w stronę wyjścia.
-A przyjaciele?
-Już się pożegnałam – skłamałam i ruszyłam do wyjścia. Mama pobiegła za mną.
Gdy wjechaliśmy starym Volvo na podjazd właśnie kończyłam jak wspaniały był ten semestr. Mama bardzo się ucieszyła z tej wiadomości.
Wbiegłam na schody i jak burza wpadłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżku oddychając głęboko. W końcu święta!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Dodam wam trzecią cześć "On i Ona nieznana historia" ale bliżej weekendy, ponieważ mam trochę nauki ;/
A teraz tak na szybko kilka opisów
Mile widziane komentarze

Miłość?
Tego nie da się wytłumaczyć rozumem, wiedzą...
To uczucie łączące ludzi na zawsze.

Codziennie staje przeciw całemu świat…
Odbywam walkę na śmierć i życie.
Bóg dał mi czas
Określoną ilość minut.
Po to abym je wykorzystała
Jak najlepiej potrafię.

UŚMIECHNIJ SIĘ!- Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś się w Tobie zakocha…

Życie jest jak teatr.
Trochę inny niż ten do którego możemy pójść
Życie.
Nasze życie, jest jak rola grana na czysto…
Bez prób, makijażu czy oświetlenia
Tylko krok przed Siebie
Pusta przestrzeń.
Sami dobieramy przyjaciół
Towarzystwo w którym się obracamy.
Co robić?
Grać..
Po prostu grać.

Co mam zrobić?
Rzucić ci się w ramiona?
Po tym co mi zrobiłeś?

Znam wielu chłopaków.
Koleguje się z sporą grupą kolegów
Podoba mi się kilku..
Ale tylko jednemu mogę powiedzieć szczerze „Kocham Cię”

Otwierasz oczy na piękno tego świat, a widzisz tylko ponure niebo i szare ulice. Musisz spojrzeć głębiej. Pod tym smutkiem, złem jest piękno. Piękno tego świata i piękno ludzi, których otaczamy. Jest też szczęście, pod tymi smutnymi, czarno-szarymi ulicami. Piękno w tych brązowo-złotych liściach.
Trzeba tylko otworzyć szerzej oczy. A niektórzy otwierają tylko do połowy, a szara mgła nie pozwala im przeniknąć, aby ujrzeć piękno tego świata.

Przełknąć łzy.
Przełknąć smutek i żal.
Unieść głowę wysoko
I powiedzieć nie poddam się!

I ta chwila…
Gdy spojrzysz mu prosto w oczy.
Tak jak byś spojrzała na nie po raz pierwszy.
Chwila.
Sekunda.
Zakochania się bez opamiętania.
Pomimo, że widziałaś go wiele razy.
Albo ani razu.
Serca zaczyna bić mocniej.
On staje się tym jedynym.
Dla niego chcesz żyć.
Dla niego chcesz robić wszystko co robiłeś przedtem
Tylko teraz bardziej się starasz
I od ciebie zależy
Czy będziecie razem….
  • awatar Gość: Fajny blog
  • awatar Gość: rewelacja serio :)
  • awatar Gość: Czekam na ciąg dalszy ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Witam
Nie planowałam dopisywać kolejnej części a jednak...
Miłego czytania

Następnego dnia siedziałam w przedziale, czekając na odjazd pociągu. Danielem wraz z Patrykiem i jego nową dziewczyną zniknęli zaraz po naszym przyjeździe. Mój były nawet nie zaszczycił mnie swym spojrzeniem.
Agata wraz z dobrze zbudowanym chłopakiem siedzieli naprzeciw mnie. Bartek miał bursztynowe oczy, był wysoki a ciemne brunatne włosy podniesione do góry. .
-Bartuś, przyniesiesz mi ciastka?- zapytała przyjaciółka. Chłopak szybko wstał i wyszedł.
Rudowłosa spojrzała na mnie.
-Co u Daniela? Słyszałam, że u Ciebie mieszkał.
-Wszystko w porządku – odparłam chłodno.
-Ewuś, co jest?
-Nic, a co ma być? Zdradziłaś mojego przyjaciela z tym całym Bartkiem!
-Wcale że nie!
-Taa? A jak?
-No bo poszliśmy na ognisko, Daniel zaczął robić sceny więc z nim zerwałam.
-A on mi opowiadał co innego. – prychnęłam.
-Tak?- zapytała zdziwiona.
-Tak, opowiadał mi że ty robiłaś mu sceny, bo porozmawiał z jakąś dziewczyną!- fuknęłam i wyszłam wyciągając swój bagaż.
Agata została sama w przedziale. Usadowiłam się w innym przedziale. Było cicho i spokojnie, nagle na korytarzu rozległ się wybuch, później śmiech.”Cichocki” uśmiechnęłam się na myśl nazwiska. Wysunęłam głowę z przedziału.
-Daniel, chodź tu – szepnęłam do chłopaka stojącego najbliżej drzwi.
Kolega wszedł do przedziału. Usiadł naprzeciw przyglądając mi się.
-Daniel, nie możemy nikomu o nas powiedzieć- powiedziałam jednym tchem.
-No dobrze- odparł uśmiechając się. Jednym machnięciem ręką zasłonił żaluzje, oraz zamknął drzwi. Pochylił się nade mną.
Stykaliśmy się nosami, starałam oddychać się przez nos, on też. Po chwili pochylił się jeszcze bardziej. Nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Popchnęłam go delikatnie aby usiadł ponownie, on pociągnął mnie za sobą nie przerywając pocałunku. Usiadłam mu okrakiem na kolanach i całowałam Go z pasją. Złapałam go za brodę, odchyliłam bardziej do tyłu zatapiając się w jego ustach. On wplątał swoje piękne dłonie w moje rude włosy. Odsunął się na chwilę. Popatrzył mi bystro w oczy.
-Mamy nikomu nie mówić?- zapytał rozbawiony.
Lekko zaczerwieniłam się. Chłopak roześmiał się i przytulił mnie do Siebie.
-Kocham Cię- wyszeptał cicho. Czekał na moją reakcję. Odchyliłam głowę, dotykając wargami jego usta. – Kocham Cię.
-Ja Ciebie też- odparłam wtulając mu się w obojczyk.
Siedzieliśmy tak bardzo długo. Nikt nie wiedział gdzie byliśmy.
Za oknem zaczęło się ściemniać, już niedaleko.
Przebrałam się w mundurek szkolne, który składał się z niebieskiej plisowanej spódniczki w kratkę kończącą się nad kolanem oraz białą koszulę. Na to zarzuciłam granatową marynarkę. Pocałowałam Daniela na pożegnanie, a potem wyszłam z przedziału, aby zaprowadzić pierwszaków do sali.
Gdy pomagałam pierwszakom wsiadać do busa, widziałam jak Daniel przygląda mi się, uśmiechnęłam się. Czekał na mnie.
-Leć mała, ja im pomogę- odezwał się mój przyjaciel Wiktor.
-Dzięki – odparłam i pobiegałam do Daniela i Patryka. Ruszyliśmy razem do autobusem, które miały zawiedź do zamku.
Ja, Daniel, Patryk oraz jego nowa dziewczyna, Agata i Bartek jechaliśmy razem. Nikt się nie odezwał.

Gdy dojechaliśmy uciekłam do mojego dormitorium. Szybko rozpakowałam się, przywitałam z przyjaciółkami i razem pobiegłyśmy do głównej sali.

Dziś miało rozpocząć się pasowanie na uczniów.
Byliśmy w wielkim starym zamku, który położony był nieopodal gór. Nie wiem jakim cudem, ale budynek przetrwał drugą wojnę światową i nie był wcale odbudowany.
Usiadłam przy długim stole wraz z Katriną, Łucją i Suzan.
Katrina siedziała obok mnie, miała na sobie taki sam mundurek jak ja, ciemne włosy związała w dwa kucyki. Łucja i Suzan bardzo były podobne do siebie. Obie przyjechały aż z Francji, miały ciemną karnację ale jasne włosy. Przy nich ja i Katrina wypadałyśmy bardzo blado.

Gdy pierwszaki zostały pasowane, odbyła się kolacja.
Później ruszyłam na górę do swojego pokoju, aby przygotować się do jutrzejszych zajęć.
Dormitorium dziewcząt z mieściły się na górnym piętrze po prawej, chłopaków po lewej.
Hol był ogromny, w kształcie kwadratu. Były tu tylko cztery drzwi. Łazienki i tak zwane pokoje wspólne.
Na środku holu były schody prowadzące na dół.
W pokoju wspólnym u dziewcząt ściany było pomalowane na ciepłe kolory, nieopodal drzwi był kominek a przed nim fotele i kanapy obite w czerwono krwistą skórę.
Nieopodal znajdowała się mała biblioteczka oraz kilka stolików.
Tym razem było 7 drzwi, każdy prowadził do innego korytarza.
Moje były ostatnie.
Dormitorium, które zajmowałam wraz z Katriną, Łucją oraz Suzan było pomalowane na łagodny zieleń.
Cztery ogromne łóżka z baldachimem były poustawiane obok okien. W pomieszczeniu była tylko jedna łazienka, oraz dwie szafy i komoda.
Pierwszy dzień bywa najtrudniejszy.
Trzeba wstać o 6, przygotować się oraz zejść na śniadanie. Tam dostaliśmy plan zajęć na semestr jesienny.
-Ugh – jęknęła Łucja patrząc na swój plan.
-Co masz?- zapytałam.
-Pierwszą mam chemię z Feritem – jęknęła – później Francuski, Niemiecki, Polski Matematykę i przerwę na obiad. – Po południu biologię oraz geografię, okienko i w-f a ty?
-Hm – mruknęłam zerkając na plan – Francuski, okienko Niemiecki Polski Historię przerwa na obiad biologia chemia i geografia.
-Podobnie jak ja – odparła Katrina – Będziemy miały razem kilka lekcji.
-Fajnie, tak jak w semestrze wiosennym- uśmiechnęłam się.
Francuski nie jest taki zły, gorzej z Niemieckim. To twardy język i trzeba nauczyć się wielu reguł. Humanistyczne przedmioty rozumiem a przyrodnicze po prostu… umiem.
Żałuje, że nie mam dziś wychowania fizycznego.
Miałabym chodź jedną lekcje z Danielem.

Wchodząc na lekcję biologii stanęłam jak wryta. Przyszłam ostatnia więc wszystkie ławki były zajęte oprócz miejsce obok… Daniela.
Usiadłam koło niego i rozpakowałam się.
-Hej – odparł z uśmiechem.
-Hej – mruknęłam.
-Coś się stało?- zapytał zdziwiony.
-Nie, nic po prostu mieliśmy się ukrywać- szepnęłam.
-Ale jesteśmy przyjaciółmi wiec to nic dziwnego że siedzimy razem. – Odparł.
-Pan Cichocki oraz panna Milar proszę o ciszę- odparła wysoka brunetka – Rozpoczynamy ostatni was rok nauki w szkole. Proszę więc …
Wykład był nudny jak każdy inny. Daniel co chwile na mnie zerkał. Wkurzało mnie i to bardzo.
Na szczęście ta lekcja minęła szybko jak pozostałe.
Wieczorem usiadłam wygodnie w fotelu wraz z Danielem, Katriną Łucja Suzan Moniką i Albertem i grałyśmy w karty.
Pomimo, że wydaje się iż to nudna gra było bardzo ciekawie.
O 22. rozpoczynała się cisza nocna, wiec szybko pobiegłyśmy do swoich pokoi.

  • awatar Gość: Świetnie umiesz opisywać jakąś sytuacje :) Wena na szczęście ci wróciła, bo gdy ostatnio pisaliśmy jakoś jej nie było ;/
  • awatar Sonia XD: Super zapraszam do mnie!!!
  • awatar ♥Twyla♥: Cudna historia ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Hejka
Widzę, że się postaraliście i bardzo mi miło. Kolejny wpis postaram się dodać jutro ale nie obiecuję
Ponownie dodam wpis gdy pod tym będzie co najmniej hm 8 komentarzy?
A teraz miłego czytania

Było ciepłe sierpniowe popołudnie.
Jutro są urodziny Daniela! Właśnie pakowałam prezent a grube ciemne loki spływały mi na ramiona zakrywając twarz.
Westchnęłam ciężko i odgarnęłam włosy z policzka.
Pakunek był mały, owinięty w zwykły papier prezentowy. W środku znajdował się album nas z przeciągu tych 7 lat razem.
W tym roku rozpoczynamy ostatni rok szkoły.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Podskoczyłam w popłochu.
-Ela!- krzyknęła mama.
-Już już – zawołałam i schowałam prezent do szafy. Zbiegłam lekkim krokiem po schodach. Krótka zielona spódniczka zakołysała się.
W salonie stał Daniel z bagażem. Ojciec nie mógł się nadziwić, że gwiazda szkolna stoi w jego salonie.
-Hej Daniel – powiedziałam posyłając mu najlepszy uśmiech.
-Hej – odparł przytulając mnie.
-Mhm może chodźmy na górę?- zaproponowałam.
-Elciu może być pomogła mi, upiekłam ciasteczka – zawołała mama z kuchni. Uśmiechnęłam się przepraszająco do kolegi i ruszyłam do kuchni. Nałożyłam górę słodkości na tacę i ruszyliśmy z Danielem na górę.
Wysprzątany pokój lśnił w promieniach zachodzącego słońca.
Postawiłam tace na biurku, sama zaś usiadłam na łóżku.
-Proszę, rozgość się- odparłam do kolegi. – Gdzie Patryk? Myślałam że przybędzie razem z Tobą.
-Niestety, jego nowa dziewczyna go zatrzymała- zaśmiał się kolega siadając na krześle obok biurka. Chwycił migdałowe ciasteczko i ugryzł. Po chwili uśmiechnął się.
-Jak minęły wakacje?- zapytał po chwili.
-Nudno, jak zawsze w śród rodziny – westchnęłam. – A u Ciebie?
-Nawet świetnie, mieszkam w nowym domu. Z dala od ciotki i wuja. Mogłaś wpaść, było by milej. A tak to przewijała się Monika, Albert, Patryk z dziewczyną i Agata.
Na ostatnie imię chłopak nieznacznie się skrzywił.
-Coś się miedzy wami popsuło? – zapytałam ostrożnie.
-Niestety tak – westchnął chłopak. – Mogę u Ciebie przenocować? Tak jak by uciekłem od natłoku.
-Jasne powiem mamie aby ci pościeliła w gościnnym. – uśmiechnęłam się.
Do późna w nocy rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Daniela opowiedział mi o nowym chłopaku jego byłej, zazdrość biła od niego na kilometr.
Następnego dnia z samego rana wkradłam się po cichu do pokoju Daniela i usiadam ostrożnie na łóżku. Czarne włosy chłopaka roztrzepane jak zwykle we wszystkie strony lśniły w świetle poranka.
Ubrana w czarną bluzeczkę z dekoltem oraz brązowe spodenki usiadłam na chłodniej pościeli i czekałam na przebudzenie kolegi w pasiastej piżamie.
Nagle oczy Daniela poruszyły się delikatnie.
Po chwili bacznie rozglądały się po pokoju, próbując odszukać znajomych kształtów. Zatrzymały się na rudobrązowe dziewczynie uśmiechającej się do niego.
-Wszystkiego najlepszego Daniel!- krzyknęła dziewczyna. Chłopak przeciągnął się.
-Dziękuję- odparł przytulając przyjaciółkę. Chwycił okulary z nocnej szafki i nałożył na nos. Ewa siedziała grzecznie w nogach jego łóżka uśmiechając się.
-To dla mnie?- zapytał odwzajemniając uśmiech.
-Tak głuptasie- odparła, cmoknęła chłopaka w policzek i wyszła z pokoju.
Siedziałam w kuchni z mamą piekąc kurczaka na obiad gdy w końcu zszedł na dół. Było około południe.
Mama uśmiechnęła się do niego na powitanie. Ja nawet nie spojrzałam. Za bardzo się wstydziłam tego pocałunku, pomimo, że tylko w policzek.
-Dzień dobry ponownie- tuż przy uchu zaśmiał się chłopak.
-Dobry – odburknęłam zła.
-Co ci podać kochanie?- zapytała słodko mama.
-A co pani proponuje. – zaśmiał się Daniel.
-Proponuje hmm omlet z 4 jajek ze szczypiorkiem.
-Brzmi smakowicie – odparł
Zaśmiałam się. Oboje spojrzeli na mnie znacząco.
-I smakuje tak samo – uśmiechnęłam się.
Późnym popołudniem poszliśmy do kawiarni aby zjeść lody oraz pogadać ze znajomymi.
Daniel musiał jeszcze zrobić zakupy w księgarni więc za długo nie przebywaliśmy w jednym miejscu. Jako ostatnia klasa mieliśmy strasznie dużo książek do kupienia. Tak więc około 19 targaliśmy ze sobą około 10 przeróżnych toreb przez ulicę rynku.

Po kolacji gdy przygotowywałam się do snu ktoś delikatnie zapukał do moich drzwi.
-Proszę – odparłam czesząc włosy.
Drzwi otworzyły się, usłyszałam ciche szuranie bosych stóp po podłodze, a po chwili rozległ się jęk sprężyn od mojego łóżka.
-Dzięki za prezent Ewa – odparł Daniel rozciągając się wygodnie.
-Nie ma za co- odparłam splatając gumką gruby warkocz. Odwróciłam się w stronę chłopaka.
-Ten album jest super, uchwyciłaś prawie każdą możliwa chwilę z mojego życia… naszego życia- poprawił się.
-Cieszę się , że ci się tak podoba- odparłam.
-Jutro szkoła- westchnął ciężko. Wiedziałam jakie to będzie ciężkie dla niego. Spotykać się z Agatą prawie codziennie, zwłaszcza że to moja najlepsza przyjaciółka oraz siostra Patryka.
-Chodź do mnie- szepnął pociągająco.
Ruszyłam jak zahipnotyzowana do łóżka gdzie leżał mój przyjaciel.
Położyłam się delikatnie na boku obok niego, wodziłam wzrokiem po jego posturze. Chłopak robił podobnie, zatrzymując się na moich kształtnych piersiach oraz wydętych ustach. Nachylił się delikatnie. Myślałam tylko o tej chwili, kiedy nasze usta złączą się w pocałunku. Niestety Daniel zatrzymał się o centymetr ode mnie. Stykaliśmy się nosami.
Czekał.
Czekał na moją decyzję. Spojrzał głęboko w oczy. Nie zauważył tam sprzeciwu więc pochylił się jeszcze bardziej.
Nasze wargi rozpoczęły namiętny taniec, mały płomyczek w jednej chwili przemienił się w wielki ogień, który palił mnie w sercu. Ogień miłości.
Nagle Daniel znalazł się nade mną, wodził swoją dłonią po moim gołym brzuchu. Podciągnął delikatnie bluzkę wyżej na poziomie piersi. Ani milimetr dalej. Całował mnie namiętnie po szyi, policzkach, czole… omijając usta.
Chwyciłam go za koszulkę przybliżając do Siebie nasze wargi.
Słodki zapach owinął mnie niczym kokon, nie zwracałam na nic uwagi, tylko na Nim… na Danielu, którzy właśnie namiętnie mnie całuje w mojej własnej sypialni.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
Dysząc ciężko chłopak zszedł ze mnie i opadł na łóżku.
-Ewa idź spać – odezwał się głos mamy po drugiej stronie.
Odetchnęłam z ulgą.
  • awatar Gość: Słodkie :) Widzę wena powróciła ;)
  • awatar Gość: fajne czekam na więcej :)
  • awatar Gość: Fajowe
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Hej
Dodam kolejne opowiadanie jeśli pod tym postem znajdzie się co najmniej 5 komów.

-Radek przepraszam- wyszeptała moja dziewczyna stając w drzwiach. – Nie wiedziałam jak ci powiedzieć.
Oszukała mnie. Nie mogłem tu wytrzymać, wiec wstałem żegnając się i wybiegłem na dwór.
Wyjechała bez pożegnania, nie mogłem tego znieść. Zdałem sobie sprawę, że to nie było to.
Kochałem kogoś innego. Kogoś kogo znałem od wakacji, ale ciągle błądziłem w złych związkach.
Okazało się, że zakochałem się z Kasi, przyjaciółce Wiktorii. Ta wkurzyła się na mnie bardzo, stwierdziła, że bawię się tylko dziewczynami. Nie odzywaliśmy się do siebie przez tydzień.
-Radek usiądź- powiedziała mama pewnego dnia. Siedziała wraz z ojczymem w kuchni.
-Słucham?- zapytałem.
-Bierzemy niedługo ślub, i chcieliśmy wyjechać na Litwę. – powiedział ojczym.
-Na ile?
-Rok, albo coś w tym stylu, chyba się na nas nie pogniewasz?- zapytała mama- będziesz musiał opuścić przyjaciół.
-Nie, cieszę się. Może odpocznę od tego życia- odpowiedziałem. Poszedłem się pakować.
Kasia wytłumaczyła mi, że nie możemy być razem i tak by się to nie udało. Postanowiłem przeprosić ich wszystkich i pożegnać się. Za dużo sprawiłem im problemów, zmartwień.
Z Wiktorią ostatniego dnia wspominaliśmy jak to było. Nasz związek, a potem wypadek i sylwester. Dowiedziałem się, że spotyka się z kimś od pewnego czasu. Nie przeszkadzało mi to.
Teraz stoję nad ostatnim pudłem, w pustym pokoju. Żyłem w nim 16 lat i stwierdziłem, że czas na zmiany.
-Radek, musimy jechać- zawoła mama z holu. Chwyciłem ostatnie pudło i zaniosłem do samochodu. Dom został sprzedany. A ja rozpoczynam nowe życie w innym kraju z dala od ludzi których znam. Postanowiłem z nielicznymi mieć kontakt. Ale i tak pewnie się urwie. Jechałem na Litwę aby być świadkiem mojej mamy na ślubie. Była szczęśliwa, ja też.
Oboje rozpoczynaliśmy życie. Życie, które jest drogą, z pełną ilością zagadek, problemów i zakrętów, ale wstanę i przeciwstawię się każdemu kto lub co stanie mi na tej drodze.
  • awatar Gość: Oh... muszę wiele nadrobić :*
  • awatar Gość: fajne
  • awatar Gość: Super
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Wieczorem wypuścili mnie do domu.
Następnego dnia pojechałem autobusem. Motor był cały obdrapany, a światło i lusterko zbite.
Rano gdy robiłem sobie śniadanie ojciec jak zwykle siedział w kuchni.
-Radek, posłuchaj albo go sam zreperujesz albo płacisz za naprawę, ja nie będę wydawać kasę na twoją głupotę.
-Jasne – odparłem, zawiesiłem głowę. Tata dobrze wiedział ile mam kasy. Tak wiec pozostało naprawić go samego.
Wieczorem zajrzałem do garażu. Pomimo złamanej ręki spróbowałem go odpalić, nie da rady.
Tak więc co wieczór naprawiałem go sam, lub z Arturem.
Z Wiktorią nie odzywałem się, wiedziała o wypadku. Nie skomentowała tego.
Wkrótce po tym napisała. Wszystko było tak jak kiedyś. Nie próbowałem jej podrywać, wiem że by się wściekła. Tak więc wypytywałem jej przyjaciółki o to z kim rozmawia, z kim się spotyka.
Pewnego wieczoru uczyłem się na sprawdzian.
Usłyszałem jak tata krzyczy, co się rzadko zdawało, kłócili się.
Wyszedłem z pokoju aby podsłuchać.
Zobaczyłem ojca z pudłami i walizką. Stał przed mamą i machał jakimiś papierami drżąc się coś o przeszłości. Zorientowałem się, że to moje dawne rysunki, które mu zawsze dawałem na urodziny.
Mama mnie zobaczyła, zaschnięte łzy na policzkach błyszczały w świetle ognia. Ojciec podążył za jej wzrokiem i również spojrzał na mnie. Po czym rzucił wszystkie papiery w ogień, tak po prostu.
Staną przede mną.
-Synku, odchodzę- wyszeptał i wyszedł. Spojrzałem na matkę. W oczach zalśniły jej łzy. Wkurzony poszedłem do pokoju. Zacząłem bić worek treningowy.
-Radek, Radek!- krzyczała matka obejmując mnie swoimi słabymi ramionami- uspokój się.
Nie mogłem uwierzyć. Zostawił mnie, nas.
-Wychodzę- odtrąciłem ramiona matki, złapałem kurtkę i kluczyki do motocyklu. Umówiłem się z Arturem do centrum.
Pół godziny później grupą jechaliśmy do domu nowej dziewczyny ojca. Z tego co się dowiedziałem miała syna. Akurat był z kumplami na dworze. Brązowe włosy przylizane, beżowy sweter i sprane jeansy.
-Pedał- mruknąłem zsiadając z motocyklu. Podszedłem bez słowa i zacząłem okładać go pięściami. Krew trysnęła z nosa. Kumple złapali innych aby ci nie wtrącali się. Biłem go głównie po twarzy i brzuchu. Aż poczułem, że się nie broni, że się nie rusza. Po chwili poczułem ramiona ojca odciągające od przeciwnika.
Szybko wsiadłem z kumplami na motocykle i uciekliśmy. Pęd wiatru ruszał moimi ubraniami, ale nie mógł ruszyć moich myśli.
Zabiłem go- myślałem ciągle.
Około północy zadzwonił ojciec z wiadomością, że chłopak żyje i ma się dobrze. Po prostu stracił przytomność. Odetchnąłem z ulgą.
Nowa dziewczyna ojca postanowiła, że nie zgłosi tego. Ojciec postanowił zapłacić za wszystko. Niestety mama nie byłą taka przychylna. Zrobiła mi zakaz na komputer, a telefon mogłem tylko używać do dzwonienia.
Pewnego dnia poszedłem do Artura, posiedziałem u niego popisałem z Wiktorią i jej przyjaciółkami. Oczywiście wszystkie wiedziały co się stało. Przyjaciel wpadł na pomysł że ściągnę komunikator na telefon i tak będę mógł codziennie popisać z nimi.
Około dwudziestej trzeciej wchodziłem codziennie z nadzieją, że będzie którąś z panienek. Najczęściej była Magda i Wiktoria.
Nadchodził sylwester.
Dostałem kilka zaproszeń, a mama odwołała szlaban. W końcu mogłem normalnie żyć. Przez te dwa miesiące zaczęła spotykać się z pewnym facetem. Pochodził z Litwy. Zakochali się w sobie. Mama z ojcem fakt rozwiedli się, ale mieli dobre stosunki. Lepsze niż ja z nim. Ciągle nie mogłem mu wybaczyć, że mnie tak zostawił. Przez większość czasu sądziłem że to moja wina, że to ja coś zrobiłem. Pomogła mi Kasia.
Poszedłem na sylwestra do Patryka, kumpla z 3 klasy. Zaprosił wszystkie dwanaście klas. Śmialiśmy się, że to drugi projekt x.
Prawie tak było, nie pamiętam nic z tego. Jedynie nalewanie alkoholu, całowanie się z laskami. No i taniec na stole bez koszulek.
Efekt był taki że wróciłem nie w swojej.
Ciągle miałem kontakt z Wiktorią, często wkurzałem się, że umawiała się z innymi. Ale cóż. Nie moglibyśmy być razem. Nie wierzyłem już w związki na odległość. Nie po tym, jak Wiktoria zostawiła mnie po ledwo dwóch tygodniach.
Zbliżały się zawody. Ćwiczyłem ciężko, a przyjaciele ciągle mnie wspierali.
Dzień przed zawodami do drzwi zapukała policja.
-Czy tu mieszka pan Wilczek?
-Już nie- odpowiedziała moja matka. – Był moim mężem.
-Może pani do niego zadzwonić?- zapytał wysoki facet.
Tata przyjechał po 10 minutach.
Z tego co podsłuchałem wychodziło że ktoś dostał wezwanie do sądu.
Niestety gdy chciałem uciec do pokoju zahaczyłem nogą o drzwi. Wpadłem do kuchni.
Wszyscy spojrzeli na mnie.
-Prze.. praszam- wydyszałem.
-Radek, państwo ma do ciebie sprawę.
-Zastał pan wezwany do sądu dla nieletnich.
-Za co?- zapytałem. Nie dostałem odpowiedzi. Po wyjściu policjantów rodzice długo naradzali się. Jutro miałem zwody.
Następnego dnia nie miałem na nic ochoty. Poszedłem do klubu, z powodu brzydkiej pogody zawody odbyły się w sali. Zająłem drugie miejsce. Jakoś mnie to nie obeszło. W głowie miałem tylko ten nakaz sądowy.
W poniedziałek nie poszedłem do szkoły. Dziś szedłem na rozprawę. Kumple zrobili wczoraj imprezę z okazji wygranej tak więc nie przytomny ruszyłem z rodzicami do sądu.
Po rozprawie zrozumiałem tylko tyle że mam czekać na list. Jako, że nie mogli mnie ukarać, musieli wymyśleć dobrą pracę. Nie wiem co zrobiłem ale było w to zamieszane więcej osób, moi przyjaciele.
Po tygodniu przyszedł list. Musiałem odbębnić 2 tygodnie prac społecznych. Było nawet fajnie, rzucaliśmy się śniegiem. Odśnieżyliśmy prawie całe miasto, wiec skrócili mi wyrok o tydzień.
Pewnego poranka wracałem z biegania, jak co rano. Spotkałem Ewelinę, moją sąsiadkę. Nie należała do mojej paczki, ale i tak się z nią kolegowałem. Była ubrana w długie spodnie i białą bluzkę.
-Przeziębisz się- krzyknąłem przebiegając przez zaspę.
-I kto to mówi- zaśmiała się, przerzucając długi brązowy warkocz na plecy.
-Wiesz, może spotkamy się, na herbatę lub kawę?- zapytałem przystając koło jej płotu.
-Chętnie ale na czekoladę- odpowiedziała i ruszyła do domu przesadnie poruszając biodrami. Była sexowna. Mega sexowna.
Spotykałem się z nią przez trzy dni. W każdy dzień kłóciliśmy się po chwili godząc się.
Wracałem z nią do domu.
-Radek?- zapytała trzymając mnie za rękę.
-Słucham?
-A … kocham cię- wyszeptała.
-Ja Ciebie też- powiedziałem całując ja. Po chwili popchnąłem i wpadła w zaspę. Była cała mokra. Zginałem się w pół ze śmiechu.
Dotarliśmy do jej domu.
Usiadłem w kuchni a Ewelina poszła się przebrać. Mama dziewczyny piła spokojnie kawę.
-Radek? – zapytała- Ewelinka mówiła ci o wyjeździe?
-Jakim wyjeździe psze pani?- zapytałem zdezorientowany.
-Przeprowadzamy się z Wrocławia, do Warszawy.- z wrażenia upuściłem szklankę. Poparzyła mi skórę, a szkło rozbiło się w mak.
  • awatar Gość: Świetnie opisałaś to wszystko ;*
  • awatar Gość: Fajne :)
  • awatar Gość: ale super <3 uwielbiam twojego bloga <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej
Stwierdziłam, że na razie dam wam dłuższe opowiadanie



Życie… Czym ono jest? Zagadką.
Czasami mam ochotę uciec. Z dala od problemów, z dala od rodziny, z dala od przyjaciół.
Dlaczego?
Nie wiem…
Nic ostatnio się nie układa.

Zaczęło się od pewnego lekarza, który powiedział że moja noga umiera.
Wkurzony pokłóciłem się z rodzicami i poszedłem na spacer.
I tak codziennie chodziłem. Wszędzie.
Często sam.
Później zacząłem biegać. Nie miałem co robić.
Gdy nastał dzień wizyty kontrolnej u lekarza, bardzo się bałem.
Dziś miał zdecydować co robimy dalej.
-No, Radek…- zamyślił się lekarz.
-Słucham?- zapytałem siedząc na krześle.
-Kości się trochę zrosła i jak by odżyła- powiedział ciężko- możesz mi powiedzieć co robiłeś od naszej ostatniej wizyty?
-Na początku chodziłem na spacery, potem biegałem.
-Rozumiem- zamyślił się ponownie lekarz.
-Panie doktorze, to źle?- zapytałem z obawą.
-Nie, to doskonale, jak widać przypadkowo znalazłeś sposób odżywienia.
-Przypadkowo?
-A specjalnie poszedłeś biegać?- zaśmiał się- powiedz mi ile biegasz.
-Codziennie, godzinkę lub dwie.
-Rozumiem, dobry jesteś?
-Czy ja wiem…
-Może zapisz się do jakiegoś klubu?
-Mogę spróbować.
Po wyjściu mama bardzo się ucieszyła. Szybko z ojcem odnaleźli najlepsze oferty.
Zbliżał się dzień moich jedenastych urodzin.
Gdy obudziłem się, nie byłem niczego świadomy.
Poszedłem jak zawsze do kuchni.
Jak zawsze tata pił kawę.
-wszystkiego najlepszego synu – powiedział odkładając gazetę.
-Dzięki – powiedziałem nasypując herbaty do kubka.
-Pomyśleliśmy z mamą, że ci się spodoba- powiedział rzucając na stół jakąś kolorową broszurę.
Zerknąłem zalewając herbatę wrzątkiem. Sięgnąłem po nią.
-Klub sportowy?- zapytałem zdezorientowany.
-Tak, dla twojego zdrowia.
-Rozumiem- usiadłem i zacząłem czytać.
-Co powiesz na biegi i piłka nożna?
-Hm czemu by nie? Gdzie mama?
-Musiała wyjść- odparł drapiąc się po brodzie- Ja też będę leciał. Zaproś przyjaciół, nie siedź sam. Albo pójdź do tego klubu.
-Najpierw śniadanie – odparłem.
-Jasne, na razie.- powiedział chwytając swoją torbę i ruszył do drzwi.
-Cześć – odparłem czytając broszurę.
Po zjedzeniu śniadania ruszyłem na miasto. Mieszkałem w dużym domu, mniej więcej na obrzeżach miasta. Do centrum miałem z 15 minut autobusem.
Klub sportowy mieścił się blisko mojej szkoły.
Budynek był mały, z tyłu duża sala gimnastyczna oraz boiska.
-Dzień dobry – powiedziałem do drobnej sekretarki siedzącą za brązowym stołem.
-Witam – odparła stukając w klawiaturę wiekowego komputera.
-Chciał bym porozmawiać o zapisach do klubu.
-A po co innego miał byś tu przychodzić, chłopcze- odparła sarkastycznie kobieta.
Westchnąłem.
-Pierwsze drzwi po lewo- warknęła machając ręką.
Ruszyłem wąskim korytarzem. Wisiały zdjęcia grupowe i pojedyncze.
-Kiedyś też tu będzie moje zdjęcie- odparłem cicho.
Wszedłem do zielonego pokoju. Za wysokim biurkiem siedział mały facet o siwej brodzie sięgającej do blatu stołu.
-Dzień dobry- wyjąkałem. –Chciałem się zapisać.
-Pierwszy raz?
-Tak…
-No dobrze, proszę wypełnić ten formularz – powiedział podając mi plik kartek.
Westchnąłem.
Poszło łatwo. Jutro miałem pierwszy trening.
I tak codziennie chodziłem do klubu, aby ćwiczyć. Poznałem kilku przyjaciół w tym Artura, kolegę z równoległej klasy. Był wysokim brunetem o brązowych oczach.
W szkole bardzo się zaprzyjaźniliśmy, poszliśmy na ten sam profil w gimnazjum.

Siedziałem na oknie odrabiając matmę.
Podeszła Sandra z koleżankami.
Sandra była wysoką blondynką z liceum, miała coś koło 17 latu. Blond grzywa wpadała do niebieskich oczu.
-Hej chłopaki – powiedziała kładąc dłonie na biodrach. –Idziecie na bibę?
-Jasne, u kogo?- odparłem szybko. Artur spojrzał na mnie zdziwiony.
-Do mnie- powiedziała kładąc swoją dłoń na moim policzku. Przeszył mnie dreszcz.- Kochaniutki.
Westchnąłem.
Odeszły ruszając przesadnie biodrami.
-Radek, coś ty zrobił?- zapytał przyjaciel odkładając zeszyt ćwiczeń.
-Nic, chce po prostu się wkręcić- odparłem.
-Stary, niedługo mamy egzaminy a ty się wkręcasz do licealistek?
-Czemu by nie?
-Hm no nie wiem, może dla tego że MAMY EGZAMINY
-Proszę się- odparłem- egzaminy są za pół roku, wyluzuj.
-Dobra- powiedział.
Na imprezie było większość licealistów.
Większość czasu spędzałem z Sandrą, dużo wypiliśmy, nie pamiętam kiedy TO się stało.
Później już się nie odezwała.
Byłem zdziwiony, myślałem, że to było coś.
Egzamin był stresujący, ale zaliczyłem więcej niż połowę.
Na treningi uczęszczałem ciągle, kilka razy brałem udział, zazwyczaj byłem na podium.
Pewnego dnia poszedłem pobiegać.
Nie byłem świadomy, że moje życie odmieni się na zawsze.
Biegłem już trzy kilometry gdy zobaczyłem ją.
Szczupła dziewczyna, w krótkich spodenkach i sportowym staniku przebiegła koło mnie.
Blond kucyk podskakiwał z każdym ruchem.
Zacząłem biegnąć koło niej.
-Hej, śledzisz mnie?- zaśmiała się dziewczyna.
-Nie, chodź może powinienem? Taka ładna- odparłem.
Przebiegliśmy około dziesięć kilometrów.
-Eh musze lecieć- odparła rozciągając się. – Do domu.
-Rozumiem, może numer telefonu?
-Jasne… - podała mi swój telefon a potem pocałowała w policzek i pobiegła w przeciwną stronę.
To był najlepszy dzień w moim życiu.
Spotykałem się kilka miesięcy z Emilą, później ona poznała innego i zerwaliśmy.
W wakacje poznałem jeszcze pewną dziewczynę, Wiktorię.
Tym czasem poszedłem do liceum.

Byłem w tej samej klasie co Artur i moja drużyna z klubu. Zawsze się dogadywaliśmy. Z Wiktorią pisałem codziennie, z czasem zaczęliśmy chodzić. Była średnią blondynką o niebieskich oczach i ładnym uśmiechu. Pisałem też z kilkoma jej przyjaciółkami, Łucją, Kasią, Magdą i Olą.

Późnym wieczorem siedziałem przy komputerze. Pisałem z Wiktorią, po raz pierwszy kłóciliśmy się. W końcu posunąłem się za daleko. Zerwała ze mną i wylogowała się z gadu.
Wściekły pojechałem z kumplami na miasto.
Następnego dnia obudziły mnie pierwsze promyki słońca. Ruszyłem się z łóżka i poszedłem pobiegać.
Miasto powoli budziło się do życia.
Gdy zorientowałem się byłem koło obrzeża miasta. Zawróciłem szybko i poszedłem do domu. Po drodze spotkałem Emilię, była zajęta swoim nowym chłopakiem.
Szybki prysznic i ruszyłem do garażu po mój motocykl. Odpaliłem silnik i pojechałem do szkoły.
Zajęcia takie same, nudne. W ogóle nie docierało do mnie co wszyscy mówili. Myślałem tylko o mojej Wiktorii.

Dlaczego?
Po szkole pojechaliśmy z kumplami się czegoś napić. Był to słoneczny październikowy dzień. Słońce grzało jak nigdy.
Zajechaliśmy do baru, kilka piw i ruszyliśmy w stronę domu. Nagle na ulicę wyskoczył pies a za nim starsza kobieta. Nie jechałem zbyt szybko, niestety nie zdążyłem zahamować. Więc szybko skręciłem kierownicą wjeżdżając na krawężnik. Motocykl dziwnie zjechał, spadłem na ziemię rozbijając sobie nos i łamiąc kości.
Szybko wezwali karetkę i zawieźli mnie na pogotowie.
  • awatar Art et la Vie: Świetne :)
  • awatar Gość: Hmm skąd ja to znam? ;> Cudownie to opisałaś :*
  • awatar Gość: Jest tam emilia! A ja tez nazywam sie emilia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Takie małe "coś" na dobranoc.
Mile widziane komentarze

-Jesteś najbardziej bez duszną karykaturą na świecie!- wykrzyczała mu w twarz. Po jego pięknej twarzy przebiegł grymas. Dziewczyna odwróciła się. Chłopak złapał ją za nadgarstki, przyciągnął do Siebie i mocno pocałował. TEN OSTATNI RAZ.
Kilka dni później czytał gazetę z kubkiem kawy. Siedział przy zielonym stoliku w zielonej kuchni.
Nagle kubek roztrzaskał się o podłogę
Gazeta upadła cicho, ukazując pierwszą stronę tytuł brzmiał " nowa śmierć : młoda dziewczyna kilka dni temu została potrącona biegnąc zapłakana przez ulicę [...] śmierć na miejscu"
Pobiegł do garażu, wsiadł w BMW i pojechał do rodziców dziewczyny.
Okazało się że przed śmiercią była w ciąży i próbowała mu to powiedzieć. niestety.
Pogrzeb został zaplanowany w sobotę.
Zostało kilka dni.
Niestety gdy On wracał w czwartek z pracy stracił kontrolę nad samochodem. Wpadł w poślizg i runął w głęboką przepaść zahaczając o drzewo.
Nagle usłyszał jej głos
-Przepraszam- wyłkała. Poczuł delikatny dotyk na ramieniu
A potem zapadł w głęboki sen.
Pochowani zostali razem. Na zawsze.
  • awatar Lisa Angels: Smutne :C
  • awatar Gość: Świetne, naprawdę :)
  • awatar Gość: Kocham to opowiadanie;** /Mała♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Hej
Jestem tu nowa. Lubię pisać opowiadania i chciałam się nimi podzielić z wami. Mam nadzieje ,że ochoczo będziecie tutaj zaglądać
Mam 16 lat, po wakacjach idę do liceum.
Moje inne blogi:
http://zycie-to-nie-bajka.blogujaca.pl/- ukończony
http://ciemnosc-nocy.blogujaca.pl/ - Zawieszony
http://przypadekczyprzeznczenie.blog.pl/- zawieszony