• Wpisów: 145
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 00:00
  • Licznik odwiedzin: 27 345 / 1652 dni
 
panna15
 
5 lata później.
Obudziłam sie rano. Pogoda była dziwnie pochmruna. Zbliżała sie jesien.
Ubrana w szlafroku zeszłam na dół. James poszedł do pracy a ciocia wciaż leżała u siebie.
Sterta kopert leżała na stole. Codziennie tak jest. Ludzie z akademii przysyłali mi listy a Adi przysyłała mi kase oraz pytała co i jak.
Cornelia podrosła i trzeba było wybrać przedszkole. Jak na razie to ciocia zajmowała sie Cornelia.
Ja wydałam jedna ksiażke o akademii, co bardzo szybko sie sprzedała. Wiele ludzi obdarzonych siła i chcacych walczyć zapisuje sie do akademii.

Przygotowałam kawe i poszłam na taras. Cornelia bawiła sie na huśtawce która zrobił jej James ze starej opony.
-Cześć mamuś - pomachała mi huśtajac sie.
-Cześć córciu - odparłam siadajac na krześle. Liście na drzewach zżółkły i opadały.

Nagle drzwi sie otworzyły.
Zdziwiłam sie i wstałam zamknać je. Pewnie wiatr. Choć w sumie żadnego wiatru nie ma nigdzie...
Dopiłam kawe i odniosłam kubek do kuchni.
Zajrzałam do pokoju cioci mówiac dzień dobry.
-Oliwko... - wychrypiała ciocia.
Szybko pobiegłam do pokoju cioci.
Ostatnio bardz upadła na zdrowiu. Lata swoje ma no ale...
-Cornelia przynieś cioci wode - krzycze i szukam tabletek.
Dziewczynka po chwili biegnie z szklanka wody.
Ciocia bardzo pokochała Cornelie i z wzajemnościa. Przynajmniej miała kogoś kto ją bardzo rozpieszcza.
-Zroić ciociu śniadanie? - spytałam. Kobieta z trudem kiwnęła głowa.
-Kochanie weż posiedz z ciocia - mówie do córki i wychodze.

Wieczorem gdy siedzie z Jamesem na tarasie wbiega zapłakana Cornelia.
-Mamusiu! Ciocia poszła spać. Przykryłam ją kocami ale nadal zimna. Powiedziała mi, że mam sie trzymać - mówi przez łzy.
Ja wraz z Jamesem biegniemy do cioci. Niestyety jest za późno. James łapie za telefon i dzwoni po lekarza a ja ide z Cornelia na taras. Dziewczynka pomogła mi sprzątnąć po kolacji.
-Gdzie jest ciocia? -pyta mnie gdy siedzimy w kuchni.
-Poszła w dobre miejsce. - mówie całujac w głowek córke.
-Do Nieba? Ciocia mi mówiła czasem, że tak sie dzieje - odparła sepleniac lekko. Jeszcze nie wyrosły jej wszystkie ząbki.

Pogrzeb odbył sie skromny. Bynajmniej tak planowaliśmy lecz przychali prawie wszyscy. Sąsiedzi, znajomi a nawet jeden bezdomny.
Po ceremonii gdy staliśmy przed kościołem Cornelia gdzieś mi uciekła. Nagle widze ją z tym bezdomny. Podchodze do nich.
Wysoki niechlujnie ubrany mężczyzna z długa biała broda.
-Dzień dobry - mówi gdy podchodze do nich. - Pani córka?
-Tak. A pan?
-Ahh ja jestem nikim. Ciocia twoja była miłościa moojego życia w liceum. Ale... nie chciała mnie. No cóż.
-A to zapraszam do nas. Na herbate - mówie.
-Dziekuje bardzo ale... nie zasługuje.  
-Niech pan głupot nie mówi! - krzyknęła Cornelia rozłoszczona. Oboje z panem roześmialiśmy sie.
-Jestem Oliwia.
-Stanisław - mówi podajac mi dłoń.

Kilka dni później grabiłam liście w ogrodzie a Cornelia bawiła sie lalkami przy stole. James był akurat w pracy.
Gdy nagle drzwi do balkonu w moim pokoju nagle sie otwrzyły. Zdziwiona spojrzałam w tam ta strone.
-Duchy? - szepnęłam do siebie.
Nagle wiatr owiał mi kostki. Stara spódnica mojej matki lekko sie uniosła.

Spojrzałam na dom.
Odnowiliśmy go z Jamese. Szkoda tylko, że ciocia tego nie bedzie widzieć..
James wszedł na taras.
-Cześć kochanie - mówi do Corneli i glaszcze ja po głowie. Później idzie w moja strone.
-Cześć- mówie rzucajac grabie i przytulam sie do Jamesa.
Całuje mnie na powitanie delikatnie. Jego wargi muskaja moje, które mimowolnie sie rozchylaja. Całumy sie namietnie. Czuje ciepło w brzuchu i tysiace jak by motylów.
Nagle czuje na włosach i ramionach coś mokrego. Lunął deszcz.
Odsunęłam sie od Jamesa i sporzałam w góre.
James roześmiał sie i pocałował mnie namietnie a nastepnie pociągnął do domu by nie moknąc. Cornelia przez okno schowana w domu patrzyla na nas uśmiechnieta od ucha do ucha.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków