• Wpisów: 145
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 00:00
  • Licznik odwiedzin: 27 580 / 1682 dni
 
panna15
 
Dziękuje za wiadomości i komentarze. Zwłaszcza wiadomości których było więcej :*
Pozdrawiam wszystkich którzy czytają moje opowiadanie :*


Kilka dni temu obyła sie wojna w której oczywiście nie uczestniczyłam. Ale ze mnie dyrektorka.
Natomiast zaczeły sie wycieczki do mnie. Właściwie to do Corneli. Narodziny małej bardzo szybko rozniosły sie po szkole.
Każdy chciał choć przez chwile popatrzeć na najmłodsze dziecko w akademii.

Zbliżły sie wakacje.
Oznaczało to, że część obób wraca do rodzin natomiast część szykuje sie do dwu miesiecznego wyjazdu w góry. Peter wraz z Robinem Aqua i Adrianna obiecali sie wszystkim zająć.
Ja zamierzałam odwiedzieć rodziców.
Nie widziałam ich całe szęść lat.

Spakowane walizki stały przy drzwiach. Ja czekałam na Jamesa który obiecał stawić sie na czas. Oczywiście sie spóźniał.
Mała Cornelia z zaciekawieniem obserwowała świat, zachwycona patrzyła na motyle i wyciagała do nich rączki.
W końcu nadszedł James.
Ruszyliśmy w podróż.

Kilka godzin później w wielki upale dotarliśmy na miejsce. Ze zdziwieniem spostrzegłam zaniedbany ogóród oraz rozpadajacy sie mój dom z dzieciństwa. Przez stara zardzewiała furtke weszłam na posesje. Stary buldog rzucił sie z zębami na mnie.
-Atos - uklęknęłam pogłaskac psa. Zwierze jakby zdziwiło sie na mój widok lecz w końcu położył sie na grzbiecie i z radościa tarzał sie po ziemi gdy drapałam go po brzuchu. Nagle drzwi sie otworzyły. I stanęła w nich moja ciotka Claudia.
-Oliwia? - pyta ze zdziwieniem podchodzac. - co ty tu robisz? Jak śmiesz wracac po 6 latach?
-Witaj ciociu - mruknełam pogardliwie.
-witaj? Najpier nie zjawiasz sie na pogrzebie. Potem znikasz na 6 lat. A teraz witaj? Tak po prostu?
-Jakim pogrzebie?
-Jakim pogrzebie? Jakim?! Mówi jak by nie wiedziała. Twoich rodziców!
-R..rodziców? -  pytam ze zdziwieniem. Łzy cieknął mi policzkch gdy prawda dociera do mnie. Upadam na kolanach i ryczę jak mała dziewczynka. James podchodzi do mnie i przytula mnie. Biore Cornelie na ręce.
-A pan kim jest?- pyta rozgniewana ciotka.
-Tak sie składa że jej mężem. I zaraz powiem pani co o pani myśle - mówiac to wstał i groźnie spojrzał na    16:26
ciotke. Ta struchlała na widok jego napreżajacych mieśni.
-Zapraszam na herbate- powiedziała i odwróciła sie w strone domu mruczac coś w stylu " Mąż, też mi coś. Ona ma ledwie 23 lat."

Poł godziny później gdy siedziałam przy starym stole rodziców wraz z Cornelia na kolanach ciocia podawała herbate.
James zerwał sie jej pomoc i kroił ciasto.
-A wiec ty nic nie wiesz?- spytała ciocia.
Pokreciłam smutna glowa.
-Dokładnie 6 lat temu rodzice wyjechali gdzieś z Toba. Nastepnego dnia gdy mieli wrócić ich nie było. Kilka dni poźniej dostałam od policji wiadomość, że moja siostra nie żyje. Oczywiście przeżyłam wielki szok. No bo jak to? Podobno jakiś srebny koń wybiegł na ulice. Twój ojciec nie zdarzył zachamować. Jeszcze tego samego dnia zaczelam organizować pogrzeb. Myślałam że ty z nimi jesteś... no wiesz. Zreszta nie tylko ja. Gdy pojechałam zobaczyć ... moja siostre. Ciebie nie było. Z jednej strony poczułam ulgę bo żyjesz ale z drugiej złość ponieważ to moja sistra nie żyła...
Na pogrzebie i stypie oczywiście każdy wściekał sie na Ciebie że zniknęłaś. Nikt nie wiedział gdzie jesteś. Po prostu zniknęłaś. Twoja babcia umrła pare miesiecy po twoim zniknieciu. Każdy już praktycznie stwierdził, że cie nie ma.  A jak widze, świetnie sie urzadziłaś - mówi ciocia patrzac krzywo na Jamesa.
Poźniej spojrzała na Cornelie i od razu sie uśmiechnęła.
-Widać, że twoja córcia - mówi bawiac sie z mała.
-A co z reszta rodziny? - pytam.
-No cóż... wiekszość sie rozjechała. Twój kuzyn Hubert wyjechał do Francji i wziął sobie za żonę jakąś arystokratke, straszne babsko... notomiast Luzia poszła do zakonu.
-A wujek Jurek?- pytam.
-Zmarł na zawał. Podobno zobaczył Ciocie Janine.
Gdy Jaes spojrzał na nia zdziwiony dodała.
-W domu jeszcze mówił. Zmarł w drodze.
-A wiec praktycznie nikogo nie ma?  - pytam.
-Iwona wyjechała z rodzina nad morze. Wiec prawie tu nikogo nie znajdziesz.

Wieczorem wyszliśmy na taras.
Ciocia siedziała i saczyła herbate. Na kolanach trzymała Cornelie.
Ja wraz    
Jamesem spacerowaliśmy nad łąke.
Zarośnieta ścieszka, doły...
-Trzeba by to poprawić. Skosić, umyć... wiesz o co chodzi. - mówie do mojego męża. Pokiwał głowa zgadzajac sie ze mną.
-Zajmę sie tym jutro - mówi.
Wróciliśmy do cioci, która nadal bawiła sie z nasza mała. Dziewczynka była radosna.
-Świetna ta wasza Cornelia. Ale nie za wcześnie?
-Ciociu... to co ja przeżyłam ... - mówiłam biorac córkę na ręce.
James westchnął i potarł lekki zarost na brodzie.
FB_IMG_1430644832802.jpg


FB_IMG_1430644898431.jpg


FB_IMG_1430644904516.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków