• Wpisów:153
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:349 dni temu
  • Licznik odwiedzin:25 168 / 1288 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
lololo
 

 
Przygaszone światła pulsowały w rytm muzyki. Tysiące osób ocierało sie o siebie z porządaniem i chciwością jakby chcieli zedrzeć z siebie ciuchy. Teraz. W tej chwili.
Siedziałem na tak zwanym balkonie dla vip-ów. Sączyłem drinka siedząc na granatowej sofie. Za mną znajdywał sie korytarz w którym było 6 pokoi dla gości, którzy chcieli być sam na sam z partnerem.
- przyjacielu widzę że "Rozpusta" sie rozwija - powiedziałem na widok mojego przyjaciela. Wysoki mężczyzna w czarnej koszuli i czarnych jeansach. Dla lepszego wrażenia miał rozpiete 4 pierwsze guziki od góry.
-A ty nadal topisz smutki? - spytał mierzwiac swoje blond włosy.
-Wcale nie topie smutków - prychnęłem.
-Jak chcesz poszukaj coś - wskazał na parkiet poniżej. Właśnie jakaś starsza kobieta po 50-tce zdarła koszulke a 20paro letni chłopak bardzo sie tym zainteresował. Obleśne.
-Nie dzięki, nie szukam czegoś takiego.
-Od kiedy? - zaśmiał sie. -Jesteś diabłem. Kochasz rozpuste.
Nie odpowiedziałem.
Nagle zainteresowała mnie pewna dziewczyna. Miała cos koło 18-nastki. Ubrana była w króciutką biała sukienke, włosy falami opadały do ramion. Nie wiem czemu ale coś w niej przykuło moją uwagę. Przyszła z grupą znajomych.
-Ocho wilki złapał zdobycz - zaśmiał sie przyjaciel. Wtałem z sofy i podszedłem do metalowej barierki. Grupa znajomych podeszła do baru i zamówili drinki.
Słodka 18-nastka oparła sie o barek i rozglądała sie po klubie. Nagle spojrzała w moja strone. Patrzyliśmy sie na siebie dość długo. koleżanka dotknęła jej ramienia. Blondynka spojrzała na nią a później na cos na parkiecie.
Dziewczyny poszły tańczyć a chłopaki zajęli stolik.
Zszedłem na dół na parkiet.
Nie mogłem jej znaleźć.
Rozglądałem sie rozpłaczliwie za jej postacia. Za aniołem w ludzkiej skórze.
Nagle ją spostrzegłem. Tańczyła sama.
Podszedłem do niej i ją objąłem. Zaskoczona lekko drgnęła ale nic nie powiedziała. Zaczęła tańczyć w okół mnie. Pulsowała od niej energia. Pożądanie.
Spojrzałem na nią uważnie. Była piekna. I lekko podpita.
-cześć - powiedziała
-cześć - odparłem i ją przytuliłem. Wiła sie przylegajac do mojego ciała. Nasz erotyczny taniec zrobił swoje. Ona pożądała czegoś, a ja pożądałem jej. Przyssałem sie jej do szyi robiąc jej malinkę. Nie miała nic przeciwko. Nawet trzymała mocniej głowe przy sobie i jęczała w roskoszy. Nagle poczułem mocne szarpniecie. Puściłem dziewczynę i spojrzałem za siebie. Kto śmie przerywać mi w tak ważnej chwili?
Niewysoki chłopak wymachiwał do mnie z pieściami.
-zostaw ją koleś. - krzyknął chlopak próbujac mnie uderzyć. Ja chwyciłem jego pieść i zgniotłem jednym lekkim ruchem. Było słychać trzask łamanych kości.
W jednej chwili zoriętowałem sie, że przyglada nam sie zbyt wielu ludzi. Szybko dzięki mocom zmieniłem obrazy. Zamazałem ludziom wspomnienia. Nikt niczego nie pamietał.
-chodz ze mną - szepnąłem do dziewczyny romantycznym zachrypniętym głosem. Poddała sie i poszla za mną.

Wróciłem na swoją kanapę tym razem ze zdobyczał. Ona uwiesiła mi sie na ramieniu i całowała, lizała moja szyję.
W pewnej chwili odsunęła sie. Spojrzała na mnie tymi błękitnymi oczami i wyszeptała chce tego.

Mi dwa razy nie trzeba powtarzać. Zabrałem sie od razu do roboty.
Była dziewica. Takie sa najlepsze.

Gdy była po wszystkim ona usnęła upojona alkoholem i emocjami. Kochajac sie a nią wszedłem do jej umysłu. Był całkiem świerzy. W głowie miała tylko naukę i inne bzdety. Nic ryzykownego. To był jej pierwszy raz gdy poszła do klubu. I pierwszy raz gdy miała styczność z chłopakiem.

Wyszedłem na balkon. Impreza wciąż trwała.
-Rozpusta przyjacielu - powiedziałem widząc właściciela klubu.
-Widzę że i ty skorzystałeś... aż lśnisz... - zaśmiał sie kumpel klepiac mmie w ramie. Spojrzałem w dół.
Klub aż pękał w szwach.
-Skorzystaj jeszcze... byłeś taki zmeczony - powiedział i zszedł na dól do stolików. Grupka blond dziewczyn w wieku conajmniej gimnazjalnym była zachwycona.

Potarłem brode z lekkim zarostem. Słodka 18stka chyba sie budziła.
Usłyszałem delikatne kroki za mna. Po chwili dwie malutkie zgrabne dłonie obieły mnie od tyłu.
-Czemu poszedłeś?- usłyszałem delikatny głos.
To nie była słodka 18stka.
Odwróciłem sie.
-Ojej! Przepraszam. Pomyliłam cie z moim chłopakiem - powiedziała zawstydzona dziewczyna.
Krótkie spodenki i bluzka na ramiączkach była bardzo obciśnieta. Miała conajwyżej 20 pare lat.
-Spoko - uśmiechnąłem sie. Dziewczyna cała rozpromieniała.- a wiec jesteś tu z chłopakiem?
-Ehm.. ta... to znaczy byłam ale nie wiem gdzie jest.- zarumieniła sie.
-Spoko - powiedziałem opierajac sie o barierke. Wyjełem z paczki papierosa i zapaliłem.
-A ty?
-Sam. Od dawna nie miałem nikogo na stałe.- odparłem zaciagajac sie.
-Na stałe... wiec przebierasz - mruknęła.
-To nie tak. Szukam właściwej - zlustrowałem cała osobe mojej rozmówczyni - chcesz?
Nie wygladała jak by palila ale i tak chwyciła papierosa i sie zaciągnęła.
Po chwili zaczęła kaszlec. Roześmiałem sie.
-ide na dwór. Idziesz? - spytałem.
-Spoko - odparła chwytajac torebke.
Wyszliśmy na mroźne lutowa noc.
Zapaliłem kolejnego papierosa.
-Chcesz kurtke? Zimno jest. - powiedziałem podaja jej kurtke.
Staliśmy tak bez słowa popalajac papierosa. Czasem dawałem jej zaciągnąć sie.
Spojrzałem na nią. Drobna brunetka w mojej zadużej kurtce wyglądała słodko. Pochyliłem sie nad nia.
Dziewczyna głośno wciągnęła powietrze.
Pachniała słodkimi pefrumami oraz dymem papierosowym.
Dziewczyna uniosła lekko głowe i pocałowała mnie.
Mimowolnie rozchyliłem wargi, całowała delikatnie jak by sie bała.
Przyciągnąłem ja do siebie blisko.
-Jesteś inny. - odparła pomiedzy pocałunkami.
-To Źle? - spytałem odsuwajac sie nagle.
Dziewczyna objęła mnie za szyje i pocałowała ponownie.
Nie wiem jakim cudem ale leżeliśmy po chwili w śniegu. Całujac sie namiętnie zdjąłem jej moja kurtke. Zamruczała cicho gdy robiłem jej malinke.
Przypadkowo rozciąłem jej skóre. Miała taka słodka krew.

Pół godziny później biegłem ulicami miasta gniotac papierosa w dłoni. Zakrwawiona moja kurtka łopotała na wietrze.
Widok tej dziewczyny przeraził mnie strasznie. Jej krew rozlewała sie po śniegu.
Spanikowałem po raz pierszy raz w życiu.

Położyłem sie w mojej kawalerce na materacu. Sasiad akurat postanowił włączyć muzyke i robić trening. Co z tego że jest 4 w nocy.
Zadzwonił telefon. Jęknąłem pocierajac twarz. Musze sie ogolic.
Sięgnąłem po telefon. "Dziego"
-Co ty chcesz? - warknąłem odbierajac.
-uuu co tak miło - zaśmiał sie przyjaciel. W tle brzmiała muzyka z Rozpusty.
-Sorry... co chcesz?- usiadłem na łóżku opierajac ramiona na kolanach.
-Zamordowano jedną dziewczyne. Wiesz może coś o tym? - spytał.
-Hmm.. nie. A czemu?
-Bo rana szarpana na szyi. - powiedział zmęczonym głosem. - Policja chciała listę gości wiec bedziesz wezwany.
-Ale to nie ja.
-wbij pod klub zaraz. - powiedział rozłaczajac sie.
Wstałem i poszedłem pod prysznic. Zimna woda spływała mi po plecach. Oparłem głowe o ściane.

Pół godziny później zsiadłem z Hondy CBR 600. Pod klubm stało z osiem radiowozów w środku panowała kompletna cisza. Wszyscy ci co jeszcze kilka godzin temu tańczyli pijac nielegalnie teraz czekali na przesłuchanie.
-Siema. - powiedział Diego. - choć musimy pogadać.

Zaprowadził mnie do jednego z pokoi które ukrył przed policja. Bardzo szybko zamkneli by klub gdyby dowiedzieli sie prawy.
-Czwórka przyjaciół szuka drobnej brunetki a pół godziny później ktoś znajduje ją nie żywa z tyłu klubu. Widziałem, że z nią gadałeś.
-To był przypadek.
-Trzeba coś wymyślić.
-kamery? - spytałem.
-Przejrzeli na poczatku. Nic knkretnego nie widać. - gdy to powiedział odetchnęłem z ulga.
-Wiesz co... ona mnie wyczuła. W sensie powiedziała, że jestem inny.
-Łowczyni. Dlatego im tak zależy. To była jedna z nich.

Wstajac niemal przewróciłem krzesło. Wyszedłem na korytarz i skierowałe sie w strone łowców. Diego wybiegł za mna wołajac po imieniu.
  • awatar ♥Clawdeen♥Wolf♥: Świetne. Czekam na następne. Przeczytałam swoje zaległości i mnie interesuje naj. Kinga i Sebastian i diabeł. Kini i Sebastiana chce kolejne części i diabła w sumie tez. Super opowiadanka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Na początku chciałam was przeprosić ponieważ wszystkie pliki z "Jak przeżyć liceum" się usunęły. Nie potrzebnie czyściłam pamięć na tablecie

Mam nadzieje, że zapamiętałam tyle żeby jak najszybciej wstawić nową część.
Mam duży plik kartek z takimi krótkimi opowiadaniami które chce wstawić przynajmniej połowę w te wakacje. Może się uda.

Przy okazji zapraszam na moje inne blogi gdzie wciąż wstawiam opowiadanie.

http://nakrawendzizycia.blogspot.com/?m=1

http://solidnealibii.blogspot.com/

 

 
Cicha okolica. Zmieniło się tu więcej niż myślałam od mojego wyjazdu. Jechałam autobusem oglądając moją starą wieś. Większość rzeczy zmieściłam w małą torbę która teraz stałą obok mnie.
Wstałam i ruszyłam do przodu aby wysiąść na właściwym przystanku. Jakiś pies ruszył za mną.
-Kinga? - usłyszałam cichy głos za mną.
Odwróciłam się i zobaczyłam bardzo przystojnego blondyna, rosłego w ramionach że ledwo koszula się mieściła.
-O cześć Robert - powiedziałam - co słychać?
-A no dobrze, wróciłaś? Na stałe? - zapytał.
-Zobaczymy, na razie chce zobaczyć okolicę i dom. Zmieniło się tu trochę.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. - Westchnął. Robert wysiadł na tym samym przystanku co ja przy okazji pomagając mi z moją torbą.
-Rudy stare psisko - pogłaskałam w końcu psa który kręcił się od kiedy stałam w autobusie. Owczarek niemiecki o rudobrązowej polizał moją dłoń.
-Wpadniesz do mnie?- zapytał. Wiesz pierwsza noc zawsze straszna a dziś zapowiadali burze- powiedział Robert spoglądając na niebo.
-Wiesz gdzie mnie szukać w razie czego gdybyś się bał - powiedziałam i poszłam do mojego domu.
Wyglądał na ruinę, nikt tu nie mieszkał od 10 lat.

Wieczorem faktycznie rozpętała się burza ale ja się nie bałam. Niestety a może i stety przyszedł do mnie Robert z dwoma kieliszkami i winem.

Rozmawialiśmy w salonie gdy on pochylił się i chciał mnie pocałować.
Odepchnęłam go.
-Robert co ty robisz? - spytałam.
-No... hmmm... ja. Kocham Cie. Gdy wyjechałaś poczułem że coś straciłem. Coś ważnego. Jak by ktoś mi serce wydarł.
-Urocze ale to ty mnie zostawiłeś 10 lat temu dla Natalii.
-Przepraszam - odsunął się i zawiesił głowę. Dotkęłam jego dłoni.
-Wybaczyłam Ci już dawno a teraz w sumie przyjechałam z nadzieją że spotkam cie tutaj.
-Naprawdę? - spytał patrząc mi w oczy.
-Oczywiście. Najwyraźniej stara miłość nie rdzewieje.

Robert ponownie pochyla się i całuje mnie.
Coś koło północy zasypiamy przytuleni do siebie na zakurzonej podłodze w salonie.

Pierwsze promienie słońca rozświetlają moją twarz. Czy ja nadal jestem w Warszawie? Dlaczego boli mnie głowa?
W jednej chwili przypominam sobie wszystko.

Wino.
Pocałunki.
Burza.
Robert.

Wstałam i poszłam do łazienki przemyć twarz. Ochlapałam się zimną wodą i spojrzałam w lustro.
Czy ja naprawdę mu to powiedziałam wczoraj?

Wróciłam do salonu gdzie go zostawiłam śpiącego.
-Cześć - powiedział - już myślałem że to sen. Ale na szczęście nie. Jesteś tu. Ze mną.
-Tak...
-Kochanie coś się stało?
-Nie, w porządku.
-No okey. Idę zrobić śniadanie. - powiedział wstając. Pocałował mnie w policzek i poszedł do kuchni. Ruszyłam za nim.

Właśnie wbijał do patelni dwa jajka. Przytuliłam się do jego gołych pleców. Miałam na sobie tylko jego koszulkę oraz jakieś spodenki pamiętające czasy liceum.
-Kochanie - powiedział odwracając się.
-Słucham - mówię zadziornie odsuwając się gdy chciał mnie pocałował.
-Nie mówi się słucham... - zaśmiał się. Złapał mnie w pasie i pocałował namiętnie a jajecznica za jego plecami zaczęła się przypalać.


 

 
Cześć. Postanowiłam że nim przygotuje nowe opowiadanie jednak trochę czasu minie a wiec jak na razie aby blog nie stał tak pusty będę dodawać tu krótkie opowiadania, opisy różnych sytuacji. Znalazłam ostatnio zeszyt w którym wszystko mam spisane wiec trochę tego jest

A więc zaczynamy!

Leżałam na łóżku obok Janka. Było strasznie gorąco wiec zdjęłam bluzkę a, że miałam strój kąpielowy to mi nie przeszkadzało. Janek spał. W końcu lekko zła poszłam do łazienki a on akurat się przebudził. Gdy wróciłam i się położyłam on mnie przytulił i pocałował w usta. Następnie odchylił się kawałek, pocałował w policzek szyję i dekolt. Zadrżałam pod jego wpływem. Janek uśmiechnął się szeroko i przysunął bliżej. Pochylił się nade mną i czekał. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Podniosłam delikatnie głowę i go pocałowałam.
On zawisł nade mną. Jedną ręką głaskał moją nogę a drugą się podpierał. Przesunął nogę na swoje biodro tak aby być bliżej nie przestając mnie całować. Głaskałam jego gładką skórę, drapałam delikatnie plecy. Następnie przesunęłam dłonie i obiełam go za szyję. On delikatnie wodził palcami po moim kręgosłupie aż zjechał ręką na tyłek i chwycił mój pośladek ściskając go lekko. Ja przysunęłam się bliżej. Ciepło biło od jego gołego torsu. Wsunęłam palce w jego gęste włosy i czesałam je mierzwiąc na wszystkie strony. On odchylił się kawałek przerywając pocałunek. Położyłam obie dłonie na jego policzkach.
-Kocham Cie - wyszeptał zachrypniętym głosem.
Uśmiechnęłam się i go pocałowałam. On przysunął się bliżej mnie i tym razem gładził wolną ręką po brzuchu od stanika . Delikatne łaskotanie i mimo woli się zaśmiałam.
Nadal się całując poczułam że Janek się uśmiecha, przesunął rękę na mój stanik i delikatnie położył dłoń na materiale. Zamarł w oczekiwaniu co zrobi. A ja nie przestając go całować miałam coraz większe motylki w brzuchu. W końcu jednak przesunęłam jego dłoń z powrotem na brzuch. On zjechał na moją nogę i przysunął ją jeszcze bliżej. Całował mnie delikatnie jak by bał się, że to sen i jeden gwałtowny ruch a ja się rozsypie.
Nagle ostry dźwięk dzwonka przywrócił nas do rzeczywistości. Janek westchnął ciężko i zawiesił głowę delikatnie muskając nosem mój obojczyk. Następnie pocałował mnie w szyję i usta. Chciałam więcej ale się podniósł i wyłączył telefon.
Następnie pochylił się nade mną i pocałował namiętnie w usta. Objął mnie jedną ręką a drugą głaskał po policzku.. Nie przestając mnie całować zjechał prawą dłonią na plecy i chwycił pasek od bikini.
-Chyba mówiłam, że masz to zostawić co nie? - zaśmiałam się.
Pocałował mnie w usta i odchylił się. Jego wargi ułożyły się w uśmiech odsłaniając proste białe zęby.
-Co? - zapytałam.
-Nic
-To co się uśmiechasz?
-Bo mam przed sobą piękną dziewczynę.
-Głupek - zaśmiałam się przyciągając go do siebie i całując namiętnie w usta.
-Głupi głupek. - odparł nim ponownie pocałował mnie.






 

 
Cześć to znowu ja
Idą wakacje wiec będę mieć dość dużo czasu teraz ponieważ z powodu choroby nie będę mogła się ruszać z domu.
Co się u mnie zmieniło? Mam kontuzję już od lutego i tak trochę zwalone wakacje na początku - dwa tyg leżenia w łóżku.. jeej Ale na szczęście moje kochanie będzie wpadać <3

Ja od czwartku (16.06) praktycznie mam wakacje ale dziś postanowiłam odwiedzić dawnego bloga a tu taka pustka od 64 dni :OOO

Będę wstawiać nowe opowiadanie czasem pt "Jak przeżyć liceum" to nie jest poradnik ale o takiej dziewczynie która z szarej myszki stała się gwiazdą, jej zmiana itp. Będzie romantyczne sceny ^^ Wymyśliłam to wczoraj rano ale najpierw chyba będę musiała trochę to opracować wiec nie wiem kiedy pierwszy wpis może jeszcze w tym tygodniu, nie wiem jakie mam plany na ten tydzień lenistwa dopóki nie odbiorę świadectwa ^^

A u was co tam słychać? Cieszycie się z nowego opowiadania? Jeszcze w tym tygodniu dam kilka szczegółów co do opowiadania. W sumie zainspirowała mnie dziewczyna która no jest samotna w szkole praktycznie nikt z nią nie gada, chodzi tylko ze słuchawkami w uszach na przerwach ^^

 

 
Ognisko.

Siedziałam w domu gdy Seba zadzwonił.
-Hej kochana,masz ochote wpaść? Mogę po ciebie przyjechać.
-Jasne, spoko. Daj mi z pół godziny.- odparłam.
-Za pół godziny to ja dopiero do Ciebie dojadę.

Ubrałam się w moje ulubione spodenki oraz koszulkę na ramiączkach.
-mamo, Seba po mnie przyjedzie.
-ok, tylko wróć przed północą. Ewentualnie zadzwonisz po Bartka bo ja z tata idziemy.
-okey....-mruknęłam zakladając trampki do kostek
-ale ubierz sie cieplej- powiedziała rzucając we mnie bluzą.

Seba zajechał swoja Hondą pod mój dom.
Akurat wyszłam z domu gdy zdejmował kask. Podeszłam do niego.
-Hej -powiedział całując mnie czule w usta.

Wsiedliśmy na motocykl i ruszyliśmy z piskiem opon. Lubiłam przytulać sie do niego podczas jazdy. Było mi tak ciepło...

Zajechaliśmy na podwórko dziadków Sebastiana. Jego babcia wyjrzała przez okno.

-Gril jest u Grześka- powiedział odstsawiając motocykl do garażu. Wiele słyszałam o jego kumplu ale nigdy go nie poznałam .
Weszliśmy do domu.
Jego babcia jak zwykle na mój widok szeroko się uśmiechnęła.
-Dobry wieczór- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
-idź do mnie, zaraz przyjdę - mówi mój chłopak.
-Nie mieliśmy iść do Grześka? - pytam zaskoczona.
-o 20- odpiera Seba. - Babciu kochana zrobisz sałatkę?

Idę na górę po drewnianych schodach. Jego pokój jest na piętrze obok łazienki. Sypialnia dziadków jest na dole. W jego pokoju jak zwykle bałagan. Koszulki lężą na łóżku, paczka fajek na biórku.
Siadam na łóżku. Po chwili wchodzi do pokoju Seba.
-sorki za bałagan- mówi drapiąc się po karku. Zawsze tak robi... słodkie.
-Spoko- mówię patrząc jak zbiera koszulki. Rzuca je na fotel obok. Ja nadal siedzę po tutecku na łóżku.
Sebastian podchodzi do mnie. Pochyla się i całuje mnie delikatnie w usta. Przyciągam go za koszulkę w swoją stronę. Zaśmiał się, co pocałunkowi nadało nieoczekiwaną wibrację.
Oparł dłonie na moich biodrach. Próbujac mu uciec wsunęłam się dalej na łóżko aż poczułam ucisk ściany na plecach. Seba przysunął się do mnie i ponownie mnie pocałował. Ja zarzuciłam mu ręce na szyję i przestałam się wszystkim przejmować.
Ktoś chrząknął za plecami Sebastiana i oboje aż podskoczyliśmy.
-Zrobiłam sałatkę a Grzesiek dzwonił że możecie już jechać. - powiedziała babcia Sebastiana i wyszła uśmiechając się pod nosem.
Westchnęłam opierając głowę o ścianę. Sebastian zaśmiał się pochylając głowę obok mojej.
-jedziemy? - pytam
-jeszcze chwila - mówi całując mnie w usta.

Muszę przyznać, że Grzesiek to fajny kolega. Gdy przyszliśmy przywitał się ze mną przytulając sie do mnie aż Seba pół żartem pół serio odklejał go ode mnie.
Okazał się świetnym kompanem do rozmów oraz dobrym kucharzem.
Siedziałam sobie skulona na krześle a Grzesiek obok mnie popijał piwo.
-Jak ktoś taki jak on mógł ci się spodobać - pyta z nienacka.
-Fakt jest inny niż chłopaki z którymi do tej pory chodziłam- mówię biorąc od niego piwo i upijam łyk. Nadal jest zimno więc idę się ogrzać do Sebastiana.
-co jest? - pyta gdy podchodzę do niego.
-Zimno -mówię siadajac mu na kolana i przytulam się do niego. Kulę nogi a on obejmuje całe moje drobne ciało. Całuje czule w głowę.
-Jak chcesz idź do domu sie ogrzej - mówi Grzesiek przychodząc do nas, podaje piwo Sebastianowi.

Idę z Sebą do pokoju Grześka pomimo bluzy Sebastiana wciąż mi zimno. Kładę sie na łożku i zwijam się w kulkę.
-Położysz się? -pytam.
-Ostatnio jak leżeliśmy razem skończyło sie na czymś innym - mówi kladąc sie obok, zakłada ręce za głowę.
-I co? Źle ci? - pytam przysuwając sie do niego.
-Chce byś była gotowa, a nie pod wpływem alkoholu...
Przerzucam jedną nogę przez jego biodro i siadam na nim. Pochylam sie delikatnie i ledwo dotykam jego ust. On podnosi sie i całuje mnie namietnie. Jego dłonie przesuwają się po moich gołych nogach aż lądują na pośladkach.
I w tym momęcie do pokoju wparowuje Grzesiek.
Cudownie.
-Chłopaki przyszli - mrucz tylko i ucieka z pokoju. Spoglądam na Sebastiana a ten zanosi się śmiechem. Zsuwam się na łóżko, okrywam się kocem odwrócona plecami do mojego chłopaka. On tylko całuje mnie w głowe i wychodzi z pokoju.

Obudziłam się godzinę poźniej, było mi ciepło i przyjemnie. Z dworu słyszałam gwar rozmów i śmiechu. Spojrzałam na zegarek. 22:30. Uff...

Zeszłam na dół , bluza Sebastiana była odrobinę za duża.
-O obudziła się śpiąca królewna - mówi Grzesiek widząc mnie w drzwiach balkonowych. Przede mną siedzi pokaźna grupa osób, widzę tylko dwie dziewczyny. Bliźniaczki. Odnajduje wzrokiem Sebastiana. Siedzi po drugiej stronie stołu. Wiec musze przejść przez cały taras.
Gdy siadam mu na kolanach (wszystkie miejsca zajęte) on całuje mnie w policzek.
-To moja Kinia - mówi. Po kolei wsyscy mi się przedstawiają, ale i tak po chwili zapominam ich imiona. Jedynie bliźniaczki nazywają sie Lili i Bella. Obie mają długie blond włosy, niebieskie oczy. Lili ma na sobie krótka sukienkę w kolorze fieletowym natomiast Bella białe spodenki i niebieską bluzeczkę. Bella siedzi na kolanach chłopaka o czarnych postawionych na żelu włosach... chyba nazywał sie Marcin...
-Chcesz coś? - mruczy mi do ucha Sebastian całujac kawałek po kawałku każdy skrawek mojej szyi.
-Nie, dzięki - mówię tylko i odsuwam się odrobinę.
Lili cały czas spogląda na nas, a gdy ja patrzę na nią ona odwraca wzrok.
-Seba przypilnuj grila - mówi Grzesiek. Ja wygodnie rozsiadam się na fotelu i nakładam sobie karczek.
-Od ilu jesteś z Sebą? - pyta nagle Lili.
-Miesiąc - mówię zdziwiona tym pytaniem.
-Kocha Cię, tak jak kiedyś i mnie.
-Będziesz robić mi z tego powodu wyrzuty? - pytam trochę ostrzej niż planowałam, ale w końcu i tak nikt nie zwraca na nas uwagi.
-Nie, tylko cię ostrzegam. Byłam kiedyś u niego. Jak był jeszcze ze mną. Postanowiłam mu zrobić niespodziankę i pojechałam do jego szkoły i co tam zobaczyłam? Siedział na murku z kumplami i obściskiwał się z jakąś dziewczyną. Oczywiście mnie nie zauważył. Udałam się do mojej przyjaciółki która chodzi do tej samej szkoły. Później ona codziennie mnie informowała o tym co mój chłopak wyczynia w szkole. Miesiac później zerwaliśmy. Gdy powiedziałam mu że wiem, że mnie zdradza zrobił zszokowaną minę i wyrzucił mnie z domu.
-fascynująca opowieść - prycham z pogardą.
-Nie chcesz, nie wierz.
-W takim razie co tu robisz?
-Rodzice nie chcieli puścić samej Belli z chłopakiem więc musiałam iść z nią - wzrusza ramionami. -Szczerze nie lubię tego towarzystwa.
Faktyczn, nikt z nią nie gadał.
Oczywiście jak to dziewczyna uwierzyłam innej lasce i wkurzyłam sie na Sebastiana.
Wróciłam do domu Grześka po swoją torebkę. Gospodarz chyba zauważył, że jestem zdenerwowana bo po chwil przyszedł do swojego pokoju gdzie szukałam torebki.
-Co się stało? - pyta
-Nic. - mówię wściekła. W końcu odnajduje torebkę. Chce wyjść ale Grzesiek zagradza mi drzwi.
-Co się stało - pyta ponownie.
-Nic, muszę wracać do domu, źle sie czuje - kłamie udając że szukam czegoś w torebce. Kilka łez zcieka mi po policzkach. Grzesiek chyba to widzi bo odsuwa sie od drzwi. Żucam mu krótkie cześć i wychodzę z domu frontowymi drzwiami.
-Halo? Bartek? Przyjedziesz po mnie? - mówię do brata.
-Ok będę za chwilę - odpiera nie pytając o co chodzi. Ide do Sebastiana domu bo tam ma przyjechać po mnie mój brat. Nagle słyszę swoje imię. Odwracam się. Seba biegnie za mną wołajac mnie.
-Kinia, co sie stało? - pyta
-Nic co powinno cię interesować. - odpieram.
-Ale Kinga...
-Z nami koniec. Nie będe taka naiwna jak pozostałe - mówię i rzucam w niego bluzę. Pomimo, że mi chłodno staram się tego nie okazywać. Odwracam się od Sebastiana i idę w kierunku jego domu. Nie idzie za mną bo wie że może tym mnie jeszcze bardziej zirytować.

Wraca do Grześka. Odszukuje wzrokiem Lili, podchodzi do niej wściekły.
-Co ty jej nagadałaś? - krzyczy na dziewczynę.
-Nie wiem o czy mówisz - wzrusza ramionami Lili. Każdy spojrzał na nich.
-Dobrze wiesz o czym. Co nagadałaś Kini? Wiem że mnie nienawidzisz choć nie wiem dlaczego. Gówno mnie to obchodzi.
-Nic. Jej. Nie. Powiedziałam - mówi twardym tonem.
-Jasne, o co ci chodzi, co ty tutaj robisz? Przecież to nie twój klimat... - urywa w pół zdania. Nagle słychać pisk opon i uderzenie. Później krzyk. Po chwili zamiera wszystko.
Każdy patrzy na siebie. Sebastian wraz z Grześkiem zrywa sie do biegu. Wybiegają na ulicę. Nieopodal stoi rozbity samochód a na ziemi leży ciało. Nad nią pochyla sie się ktoś. Obaj biegną w tamtą stronę. Brudne włosy przykrywaja twarz dziewczyny, ale obaj wiedzą kto to jest. Sebastian upada na kolana. Starszy pan odsuwa sie. Grzesiek dzwoni po karetkę. Uczestnicy grila wyszli na drogę sprawdzić co sie stało.


Szłam ulicą. Wściekłam się na Sebe.
Nie zauważyłam nadjeżdżającego samochodu...
Poczułam ból, zobaczyłam światło a potem zapadła ciemność.
 

 
Poszliśmy przejść się po galerii. Oboje szliśmy ramie w ramie śmiejąc się co chwilę z byle czego.
-Zajdźmy tu! – krzyknęłam łapiąc go za rękę i zaciągnęłam do dziecięcego sklepu. Zaczęłam błądzić między regałami przyglądając się zabawkami.
-Co szukasz? – spytał idąc za mną z nietęgą miną.
-Prezentu dla Ciebie – odparłam błądząc nadal między regałami.
Weszliśmy na dział z pluszakami. Patrzyłam się na nie z zachwytem.
-Kupić ci? – zaśmiał się. Ja chwyciłam pierwszą z brzegu rzecz i podałam mu.
-To dla Ciebie – odparłam śmiejąc się z jego miny. Po chwili on również się roześmiał i mnie przytulił.
Pochylił się i mnie pocałował. Smakował solą. Całowaliśmy się delikatnie i romantycznie. Odwróciłam się przodem do niego. Przyparł mnie do szafki i pocałował namiętnie. Nasze ciała stopiły się prawie w jedno. Nie wiedziałam gdzie jest granica.
Napierał na mnie delikatnie przypierając do regału. Kilka nawet przypadkiem spadło..
-Ekhem – usłyszałam głos niedaleko siebie. – To jest jednak miejsce publiczne.
Stałą przed nami siwa sprzedawczyni. Widząc jej minę prawie powstrzymywała śmiech.
Uciekliśmy jak najszybciej.
Siedząc u niego w samochodzie schowałam twarz we włosach. Wciąż miałam rumieńce. Odgarnął moje włosy za ucho i pocałował w policzek. Odwróciłam się w jego stronę a on pochylił się bliżej mnie i pocałował mnie w usta.
Nie wiem jakim cudem znalazłam się po jego stronie. Siedziałam mu na kolana i rumieniłam się coraz bardziej. On nie zważając na nic pocałował mnie namiętnie obejmując i przyciągając mnie do siebie.
Deszcz cicho bębnił w szybę i dach. Nie przejmowaliśmy się. Mieliśmy tylko siebie. Siebie na zawsze.
 

 
Cześć

Sorki że dopiero teraz pisze wam cokolwiek no ale nie miałam czasu. Randki sprawdziany i no trochę mam spraw.

Spotkałam nową miłość <3

Niedługo zaczynam opowiadanie pt "Syndrom niepowodzeń"
no chyba że nie chcecie xd
 

 
Dziękuje wszystkim tym co czytali każdy wpis oraz oczekiwali cały dzień na kolejną część.
Dziś jest wielki piątek wiec nie wiem czy ktokolwiek tu jest no ale życzę wam wesołych i pogodnych świąt oraz baaardzo mokrego poniedziałku

Bardzo związałam się z tymi bohaterami i szczerze mówiąc gdy pisałam już te kilka ostatnich części łamało mi się serce... szkoda mi kończyć pisać to opowiadanie no ale wiem, że tu już nic więcej nie mogę dodać bo to możliwe że popsuje. Po drugie czytałam całość ostatnio i miało wyjść całkowicie inaczej. Zakończenie owszem miało być takie same ale np. James miał dłużej zdobywać Oliwie. Po drugie zobaczyłam jak ja pisze i stwierdziłam że muszę coś poprawić
Co do kolejnego opowiadania jeszcze nie wiem. Pomyślę przez święta.


Siedze przy stole pijac kawe. James bawi sie z nasza mała córka. Cornelia oddziedziczyła po mnie włosy i figure natomiast po Jamesie oczy, nos, uszy.
W każdym razie była piękna.
Zielona sukieneczka była lekko ubrudzona a dwa długie kucyki Corneli rozczochrane. Pomimo tego była uśmiechnieta i szczęśliwa. James rownież.

Przedemna na stole leżała sterta kartek. Część to listy które dostałam od przyjaciół z akademii. Jedna kartka była inna.
Była wykonana z grubej kartki a złote litery na niej wytłoczone. Zaproszenie na ślub.
Peter i Adrianna w końcu sie pobieraja. Ten dureń po wielu propozycjach Jamesa oświadczył sie Adrianne. Ta była wniebowzięta. Ślub planowali w akademii.
Aż mi sie przypomniało te piękne zielone trawniki, zamek z czerwonej cegły.
Wiec dlaczego sie waham?
Przecież mam piękny dom z ogrodem gdzie Cornelia ma dużo miejsca na zabawę. Tam też by miała dużo. Wiele osób mieszka blisko akademika. Już to nie jest zamkniety ośrodek gdzie trudno cokolwiek znaleźć.
Adrianna z Peterem tam mieszkaja.
Auqa z mężem i synem Aragorem. Draco z nowym chłopakiem. Jagoda z bliźniakami.
I wszyscy chca bym wróciła.


Wystrojona w oliwkową suknie dla druhny stałam przed lustrem i poprawiałam włosy Cornelii. Jej zielona sukienka mieniła sie. Wyglądała pięknie. Włosy upiełam w koczka który i tak sie rozpadał.
-Kochanie pomóż- woła James z kuchni.
Zaglądam.
Nie może poradzić sobie z zawiązaniem krawatu. Parsknęłam śmiechem.

Gotowi do wyjazdu. Siedzimy w nowym czarnym BMW Jamesa. Gdy poszedł do pracy pratycznie byliśmy bez grosza. Ale pewnego dnia odkryłam stare konta rodziców gdzie zostawili mi sporą sumę. Akademik przysyłał mi regularnie opłaty za to że byłam kiedys dyrekcja.
Podróż jest dość długa i męczaca. Jest spory upał ale czym bliżej akademika to przechodza mnie dreszcze.
James położył mi dłoń na mojej dłoni i pewnie kieruje druga reka.
W końcu dojeżdzamy.
Akademik wyglada pieknie jak to zwykle.
Ide do dawnego gabinetu gdzie Adrianna próbuje założyć suknie. Na
moj widok rzuca wszystko i w samej bieliźnie biegnie sie przywitać. Jej obie druhne sa niezadowolone.
-Przyjechałaś- mówi całujac mnie w oba policzki.
-Jakbym nie mogła - śmieje sie.

Na zielonych trawach akademika poustawiano krzesła. Jest bardzo dużo ludzi. Widze wiele znajomych twarzy. Ludzie z naszego rocznika oraz nauczyciele którzy nie byli srebrni.

Do ołtarza prowadzi długi czerwony dywam. Cornelia wraz z Aragorem i bliźniaki idą przodem i sypią kwiaty. Następnie ida dwie niezadowolone druhne. Okronie wygladaja w oliwkowych sukienkach ale Adrianna zmusiła je na moja cześć. Ja ide za nimi. A za mna kroczy Adrianna. Długa suknia ciagnie sie za nia. Suknia ma zakończenie w kształcie serca, jest bez ramiączek. Adrianna idzie pewnym krokiem ukazujac swoje tatuaze. Czerwone włsy spieła w koka a w nieg wepchnęła welkon dwuczęściowy. Jedna część ma na twarzy a druga ciagnie sie wraz z suknia.

Ksiądz, James, Peter i Draco i jakiś mężczyzna stoja przy ołtarzu. Uśmiechnięci od ucha do ucha czekaja na panna młode.

Gdy w końcu docieramy do ołtarza Adrianna podaje m bukiet czerwonych róż.
-Ja Peter biorę Ciebie Adrianno Felixo za żonę i ślubuje ci miłość, wierność i uczciwość małżeńska oraz że cie nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy świeci-mowi Peter.
-Ja Adrianna Felixa biorę Ciebie Peterze za męża i ślubuje miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz że cie nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy świeci- mowi Adrianna. Łza mimowolnie potoczyła mi sie po policzku.
Cornelia wraz z Aragornem podchodza do pary młodej i podaja tace.
Peter bierze jedną obraczke.
-Adrianno przyjmij tę obrączke na znak mojej miłości i wieroności w imię Ojca i Syna i Ducha Świetego.- mówiac to nakłada jej obraczke.
-Peterze przyjmij tę obrączke na znak mojej miłości i wieroności w imię Ojca i Syna i Ducha Świetego.
-Możesz pocałowac panne młodą- mówi ksiadz. Adrianna zbliżyła sie Petera i delikatnie położyła mu dłoń na klatce piersiowej. Peter ujał Adrianny twarz i podniósł delikatnie do góry. A potem pocałował. Na początku delikatnie, później odważnie a na końcu namętnie. Były słodkie a każde z nich czuło sie jak w transie. Już po chwili języki ich splotły sie w namiętnym tańcu. Para mloda przyległa do siebie całkowicie zatraceni w swoich uczuciach.
Rozegł sie odgłos braw. Goście aż powstawali i bili brawa.

Wieczorem gdy było już chłodniej siedzielismy na tarasie przy samej pani młodej.James trzymał mnie za kolano a ja uśmiechałam sie tajemniczo. Cornelia i Aragorn bawili sie w ogrodzie.
-Oliwi, Jamesie mam do was wielka prośbę - powiedziała Adrianna. Peter obejmował ja w pasie. - przeprowadzamy sie tutaj do Akademii a nasz dom jest nowy i duży. Chemybyście w nim zamieszkali.
Zaszokowana patrzyłam na Adrianne.
-Oczywście, z miła chęcia. I tak zamierzałem coś tutaj poszukać- powiedział James.
Adrianna aż klasnęła z zachwytu.

Kilka miesiecy później gdy już zamieszkaliśmy z Jamesem i Cornelia w domu Petera siedziałam sobie na ławce czytajac gazete. Cornelia goniła za motylami a James z uśmiechem przygladał sie jej.
-Cześć- zawołała Adrianna wchodzac przez furtke do ogrodu. Miała na sobie długa zwiewna sukienke do ziemi a duży brzuch odznaczał sie już jako 5 miesiacu ciąży.
-Och ciocia! - wykrzyknęła Cornelia podbiegajac do mojej przyjaciółki.
-Witaj kochanie, patrz co dla ciebie mam - mówi wyciagajac zza siebie pudełko.
-Nie trzeba było - mówi Cornelia.
Adrianna prawie siła wcisnęła jej prezent.
James wybuchnął śmiechem widzac minę Corneli.
Mała rozpakowała pudełko. Był w nim nowy mundurek szkolny.
-Och dziekuje ciociu- mówi Cornelia uściskajac Adrianne.
-Idz przymierz. - mówi James.
Cornelia biegnie do domu z nowymi ubraniami. Po chwili wraca.
Pasuje jak ulał. Od września idzie do akademika sie uczyć. Peter jako nowy dyrektor świetnie sie sprawdzał.
-Będzie pasować
za kilka dni - mówi James przytulajac Cornelie.
Adrianna śmieje sie.
-Chcesz herbaty może? - pytam próbujac wstać. Duży brzuch przeszkadza mi.
Jestem znowu w ciąży. Tylko tym razem chłopiec. Ja wiem, ale ukrywam to przed Jamesem i Cornelia.
Adrianna również wie. Co śmieszne mamy na ten sam dzień wyznaczony poród.

Szczęśliwie lato sie kończyło. Mam szczęśliwa rodzinę oraz przyjaciół którzy mnie kochają.
Peter jako dyrektor świetnie sprawdzał. Ja osobiście nawet dostałam posade w akademiku ale wolałam nie wracać tam. James wrócił do straży oraz szkolenia młodych na treningu. Nawet nasza Cornelia świetnie sie sprawdzała jako wojowniczka.
Dom Euredyty pozostawiono jako pamiątkę i pomnik, że kiedyś istniał jeszcze taki dom.
Domy zlikwidowano, tatuaży również zlikwidowano.
Wojownicy byli czyści i bez znaków. Dostali specjalne stroje, jeździli na konkursy oraz zawody.
Akademia sie rozwijała w dobym kierunku a my ze wszystkimi wrogami, którymi była dyrektorka narobiła my po prostu sie zaprzyjaźniliśmy.
 

 

#35

5 lata później.
Obudziłam sie rano. Pogoda była dziwnie pochmruna. Zbliżała sie jesien.
Ubrana w szlafroku zeszłam na dół. James poszedł do pracy a ciocia wciaż leżała u siebie.
Sterta kopert leżała na stole. Codziennie tak jest. Ludzie z akademii przysyłali mi listy a Adi przysyłała mi kase oraz pytała co i jak.
Cornelia podrosła i trzeba było wybrać przedszkole. Jak na razie to ciocia zajmowała sie Cornelia.
Ja wydałam jedna ksiażke o akademii, co bardzo szybko sie sprzedała. Wiele ludzi obdarzonych siła i chcacych walczyć zapisuje sie do akademii.

Przygotowałam kawe i poszłam na taras. Cornelia bawiła sie na huśtawce która zrobił jej James ze starej opony.
-Cześć mamuś - pomachała mi huśtajac sie.
-Cześć córciu - odparłam siadajac na krześle. Liście na drzewach zżółkły i opadały.

Nagle drzwi sie otworzyły.
Zdziwiłam sie i wstałam zamknać je. Pewnie wiatr. Choć w sumie żadnego wiatru nie ma nigdzie...
Dopiłam kawe i odniosłam kubek do kuchni.
Zajrzałam do pokoju cioci mówiac dzień dobry.
-Oliwko... - wychrypiała ciocia.
Szybko pobiegłam do pokoju cioci.
Ostatnio bardz upadła na zdrowiu. Lata swoje ma no ale...
-Cornelia przynieś cioci wode - krzycze i szukam tabletek.
Dziewczynka po chwili biegnie z szklanka wody.
Ciocia bardzo pokochała Cornelie i z wzajemnościa. Przynajmniej miała kogoś kto ją bardzo rozpieszcza.
-Zroić ciociu śniadanie? - spytałam. Kobieta z trudem kiwnęła głowa.
-Kochanie weż posiedz z ciocia - mówie do córki i wychodze.

Wieczorem gdy siedzie z Jamesem na tarasie wbiega zapłakana Cornelia.
-Mamusiu! Ciocia poszła spać. Przykryłam ją kocami ale nadal zimna. Powiedziała mi, że mam sie trzymać - mówi przez łzy.
Ja wraz z Jamesem biegniemy do cioci. Niestyety jest za późno. James łapie za telefon i dzwoni po lekarza a ja ide z Cornelia na taras. Dziewczynka pomogła mi sprzątnąć po kolacji.
-Gdzie jest ciocia? -pyta mnie gdy siedzimy w kuchni.
-Poszła w dobre miejsce. - mówie całujac w głowek córke.
-Do Nieba? Ciocia mi mówiła czasem, że tak sie dzieje - odparła sepleniac lekko. Jeszcze nie wyrosły jej wszystkie ząbki.

Pogrzeb odbył sie skromny. Bynajmniej tak planowaliśmy lecz przychali prawie wszyscy. Sąsiedzi, znajomi a nawet jeden bezdomny.
Po ceremonii gdy staliśmy przed kościołem Cornelia gdzieś mi uciekła. Nagle widze ją z tym bezdomny. Podchodze do nich.
Wysoki niechlujnie ubrany mężczyzna z długa biała broda.
-Dzień dobry - mówi gdy podchodze do nich. - Pani córka?
-Tak. A pan?
-Ahh ja jestem nikim. Ciocia twoja była miłościa moojego życia w liceum. Ale... nie chciała mnie. No cóż.
-A to zapraszam do nas. Na herbate - mówie.
-Dziekuje bardzo ale... nie zasługuje.
-Niech pan głupot nie mówi! - krzyknęła Cornelia rozłoszczona. Oboje z panem roześmialiśmy sie.
-Jestem Oliwia.
-Stanisław - mówi podajac mi dłoń.

Kilka dni później grabiłam liście w ogrodzie a Cornelia bawiła sie lalkami przy stole. James był akurat w pracy.
Gdy nagle drzwi do balkonu w moim pokoju nagle sie otwrzyły. Zdziwiona spojrzałam w tam ta strone.
-Duchy? - szepnęłam do siebie.
Nagle wiatr owiał mi kostki. Stara spódnica mojej matki lekko sie uniosła.

Spojrzałam na dom.
Odnowiliśmy go z Jamese. Szkoda tylko, że ciocia tego nie bedzie widzieć..
James wszedł na taras.
-Cześć kochanie - mówi do Corneli i glaszcze ja po głowie. Później idzie w moja strone.
-Cześć- mówie rzucajac grabie i przytulam sie do Jamesa.
Całuje mnie na powitanie delikatnie. Jego wargi muskaja moje, które mimowolnie sie rozchylaja. Całumy sie namietnie. Czuje ciepło w brzuchu i tysiace jak by motylów.
Nagle czuje na włosach i ramionach coś mokrego. Lunął deszcz.
Odsunęłam sie od Jamesa i sporzałam w góre.
James roześmiał sie i pocałował mnie namietnie a nastepnie pociągnął do domu by nie moknąc. Cornelia przez okno schowana w domu patrzyla na nas uśmiechnieta od ucha do ucha.
 

 

#34

Pewnego dnia obudziłam sie wcześnie rano. James jeszcze spał.
Ubrałam sie w leginsy oraz ciepła kurtke. Zbliżała sie jesień. Liście zaczęły żółknąć, dzień stawał sie krótszy.
Pora wracać do akademii.
Ale czy chce?
Zaczełam biegnąć wzdłuż ścieszki do jeziorka oddalonego pięć kilometrów od domku.
Biegłam miarowo myślac co robić.
W akademii rozpoczęły sie już lekcje miesiac temu. Adrianna czasem pisała do mnie listy pytajac kiedy wróce.
Sama nie wiem czy chce wrócić. Akademii poświeciłam 6 lat. A tak naprawde tutaj jestem szczęśliwa. Dziwne... choć to mój dom z dzieciństwa to jest mi obcy, choć spędziłam tu wiele dni, lat to tu chce zostać.
Pomimo ze nie zawsze byłam tu szcześliwa.
Biegnąc spowrotem do domu w oddali widziałam, że domownicy już wstali.
James siedział na werandzie z tyłu domu i wygladał mnie. Na jego widok mimowolnie sie uśmiechnęłam.
-Cześć- powiedział całujac mnie w policzek- długo cie nie było.
-Musiałam pomyśleć.
-O czym?- spytał robiac zatroskana minę.
-Chce opuścić akademie. Ty możesz wrócić. Rozumiem masz służbę i tak dalej...widywalibyśmy sie... co miesiac.
-Mowy nie ma! - krzyknął- zostanę tutaj. Z Toba i nasza córka. Kochanie nigdy cie nie zostawie.
-Ale tak bedzie lepiej... pomyśl o sobie.
-Nie jestem egoista by myślec o sobie. Kochanie. Kocham Cie i nigdy w życiu cie nie zostawie. Od pierwszego dnia w szkole zakochałem sie w Tobie. Ale ty mnie ignorowałaś. A ja? Jak pies łaziłem, biegłem za Toba. Kumple mówili odpuść a ja nie. I wtedy nagle zdarzył sie cud. Po tym co przeżyłem, te katorgi by cie zdobyć teraz mówisz że mam odejść? W życiu!
-Tak. Chce żebyś odszedł.
-Wiesz co? Nigdy mi nie mówiłaś dlaczego tam sie znalazłaś.
-Ty też.
-Miałem bogatych rodziców. Czułem, że wszystkie prawa mnie nie dotycza. Byłem kilkukrotnie aresztowany... rodzice wysłali mnie za kare. Ale przy tobie czuje sie inaczej. Czy jak ty sie pojawiłaś byłem wzywany do psyhologa lub dyrekcji? Nie. A przed Twoim przyjazdem miałem 14 grubych teczek z opisami co
co zrobiłem przez 12 lat bycia w akademii.
Jesteś moim lekastwem. Przy tobie czuje sie najlepiej. Prosze. Nie każ mi odchodzic.
-James... ty tutaj bedziesz sie nudził. Powoli braknie nam pieniedzy...-skłamałam. Tak naprawde Adi przysyłała mi comiesiac wypłaty.
-Znajde prace. Kochanie. Chce być z Toba, a jesli tutaj czujesz sie najlepiej to tutaj zostaniemy- powiedział i pocałował mnie w dłon.

-Dziś sa urodziny cioci. - szepcze cicho do Jamesa. Ciocia siedzi na trawniku z Cornelia. Mała uczy sie chodzić.
-Pojade przed południem cos kupić. Ona ma jakieś znajome?
-Kilka osób z osiedla. - mówie - najlepiej to by trzeba wysłac ja gdzies i wszystko zorganizowac.
-Jamem. Mam dziś wizyte u ortopedy. Zawiózł byś mnie?- pyta ciocia nagle. Oboje robimy zaszokowane miny.
-Ehm... jasne. Przy okazji zrobie zakupy i poczekam na Ciocie. - mówi.
Cornelia właśne przebiegła trzy metry i wywróciła sie na kolanka brudzac rajstopki.
-To świetnie. O 14 mam wizyte.
-No to sie ide umyc. - mówi James wstajac. Pocałował mnie w policzek i wszedł do domu.
-Kocha Cie. I to mocno - mówi ciocia niosąc Cornelie.
-Tak... bardzo - rumienie sie - ciociu masz jakies koleżanki czy coś?
-Och dziecko mam 85 lat. Moje koleżanki dawno umarły... mam kilku znajomych. W czwartki chodziłam z nimi na karty. Jak jeszcze mogłam chodzic... a czemu pytasz?
-Bo siedzisz tak w domu ciagle.
-Och kochanie uwelbiam zajmować sie Cornelia. Wiec czemu by nie siedzieć.
-Rozumiem - mówie trzymaac Cornelie. Mała bardzo szybko rośnie.
-Ide sie myć. - mowi ciocia i znika w głebi domu.

Ide do ciotki do pokoju. Stary drewniane łóżko ugryzione przez czas. Przez otwarte okno wpada leciutki wiatr poruszajac srebnymi zasłonmi.
Na szafce obok łóżka leży notes,
Otwieram go na pierwszej stronie.
Kilka numerów znam lecz o dziwno znajduje nawet numer do akademii.
Wertuje notes od deski do deski.
W końcu jest.
Wielki nagłowek "karty" a pod nim 12 numerów.
Dzwonie do wszystkich zapraszajac na urodziny cioci.
Wiekszość osób jest
zdziwiona, niektórzy wrecz zaszokowani.
Nie pamietali kiedy sa urodziny i mysleli, że nikt z rodziny nie żyje.
Dzwonie równiez do Iwony Huberta i Luzi. Wszyscy sa zdziwieni że żyje...
Hubert na szczeście jest w polsce wiec może przyjechć do cioci na urodziny.

Wieczorem gdy wszyscy przyjechali czekaliśmy na ciocie i Jamesa. Każdy zachwycał sie Cornelia.
-Aż dziwne... każdy myślał, że ty nie żyjesz... a tu nagle dzwonisz ty. - mówi Hubert.
Iwonka trzymała Cornelie zachwycały sie wraz z Luzia.


W końcu ciocia przyjechała. James pomagał jej wejść po schodach a my schowaliśmy sie za mable.
W chwili gdy ciocia zapaliła światło wszyscy wyskoczyliśmy krzyczac "wszystkiego najlepszego!"

Ciocia aż łzy w oczach miała gdy nas wszystkich zobaczyła.
Przyjecie trwało do północy. Wszyscy byli bardzo zadowoleni.
Wiekszość osób i tak nocowało.
Cornelie położyłam wcześnie ku wielkim zawiedzeniu wszystkich.
 

 

#33

Pewnego dnia gdy siedziałam z ciocia na werandzie a James z Oliwia bawił sie przy huśtawce.
Był późne popołudnie. Ciocia popijała kawę.
-Opowiedz mi o waszym weselu. Bo mam nadzieje, że macie. - mówi ciocia.
-oczywiście - zaśmiałam sie. - pamietam doskonale ten dzień.

Dzień przed ślubem James siedział u mnie w pokoju.
-Boisz sie jutra?- spytał bawiac sie moimi palcami. Całował każdy po kolei. -Nie.. a ty? - spytała.
Parsknęłam śmiecem.
James pocałował delikatnie mnie w usta a później w szyje. Opadliśmy na łóżko. Oddychałam głeboko gdy James całował mnie po szyi drapiac mnie przy tym.
-Ej ej ej młodzi zakochani koniec tego - mówi Adrianna wpadajac znienacka do pokoju. Za nia wszedł Peter i kilka innych chłopaków.
-Nie wiesz, że widok panny młodej przynosi pecha?- zasmiał sie Peter- zabieramy cie na wieczór kawalerski.
-Ejj tylko bez żadnych takich - odparłam - ma być cały jutro!
Chłopaki zaśmiali sie i wyskoczyli przez okno.
Znałam zwyczaje kawalerskie choc tu bardzo rzadko organizowano śluby. Chłopaki bili sie całą noca lub rywalizowali. Czasem robili tatuaże. Dziwny zwyczaj.

Obudziłam sie z samgo rana. Słońce wpadało przez niezasłoniete okno i ogrzewało moja twarz.
Byłam już w 4 miesiacu ciąży.
Długa suknia wisiała na wieszaku na szafie. Dekold w kształcie serca idealnie pasował do mojego biustu. Dół sukni był poszerzany tak by nikt nie zauważył ciąży.
Adrianna wpadła do mnie koło 10 z kilkoma innymi koleżankami.
Suzan i Padme kłóciły sie o mój makijaż podczas gdy Adi czesała mi włosy w koka kilka kosmyków puścila swobodnie tak by opadały na czoło i skronie.
Wciśniecie sie w suknie było nie lada wyczynem. Okazało sie, że musze ja nawet poszerzyc.

Ślub miał sie odbyc na dworze. Idac ścieszką widziałam Jamesa przy niby ołtarzu.
Miał na sobie świetnie skrojony garnitur. Dłoń owinieta bandarzem.
Chwyciłam go za dłoń.
-Coś ty zrobił?- zapytałam.
-Pokaże ci wieczorem - szepnął.

Ceremonia była świetna.
Sama uroniłam kilka łez.
-Możesz pocałowac panne młoda
odparł klecha. James uśmiechnał sie do mnie. Zbliżył sie po wolil. Przełknęłam ślnie.
James pochylił sie i pocalował mnie. Chwyciłam go za szyje i przyciagnęłam bliżej. On przesunał dłonie na moje biodra.
Wpiłam sie w jego usta z zachłannościa.
Całowałam go delikatnie i zarazem z namiętmościa.
Grom braw rozległ sie a orkiestra zaczęła grać.

Mniej wiecej o 16 wyszłam na parkiet z Jamesem zatańczyć mój pierwszy taniec z mężem.
Po chwili kilka par dołączyło sie do nas w tym Adrianna i Peter.

Wieczorem od natłoku myśli i uczucia gorąca wyszłam na dwór i usiadłam na podwójnej huśtawce.
Po chwili znalazł mnie James.
-Co robisz?- spytał całujac w usta.
-Myśle... - odparłam. Chwyciłam go za dłoń. - pokaż co tam masz.
-Tatuaż - odparł i odwinął bandarz.
Na nadgarstku widniał znak nieskończoności i literki O i J.
-Cudowne... - zachwyciłam sie.
-Choć. Zrobisz sobie taki sam.
No i poszłam.

Wspominajac o tym dniu dotknęłam tatuażu. Ciocia rozmażyła sie wspominajac chyba swój własny ślub.

Wieczorem leżałam z Jamesem w łóżku. Było po pólnocy a ciocia dawno poszła spać.
James pocałował mnie delikatnie w ucho a potem znacznie bardziej zdecydowanie w szyje. Leżałam z zamknietymi oczami, majac wrażenie że ziemia pode mna wiruje. Kąsał mnie, lekko podgryzał i wpijał sie we mnie, jednoczenie rozchylajac moje kolana. Ciepło na dworze niczym nie przypominało ciepła miedzy nami.
James gładził mnie z wygodniała pożądliwościa z jaka wbijalam w niego paznokcie. Zamkneliśmy sie w miłosnym uścisku.
Zaczelismy sie namietnie całować, aż moje usta stały sie opuchniete. Usiadłam okrakiem na nim . James jedną dłoń położył mi na plecach a druga gładził policzek. Zmysłowo wodził wzdłuż linii mojego kregosłupa.
Pocałowałam go namietnie w usta a nastepnie James zszedł ponizej i obsypał cała moja szyje i dekold pocałunkami.
Nagle Cornelia postanowiła sie obudzić i cała romantyczna atmosfera prysnęła szybciej niż bańka mydlana. Zeszłam z łożka.
Podeszłam do Corneli i wyszłam z nia do kuchni.
James zły opadł na łóżko pocierajac dłońmi twarz. Po chwili sie roześmiał.
 

 

#32

Coś koło północy gdy Cornelia usnęła już mi w rękach a ciocia zapaliła kilka świec.
Ufałam jej. Moja ulubiona ciocia. Opowiedziałam jej wszystko to co wydarzyło sie podczas tych 6 lat.
Ciocia zareagowała zdziwiajaco swobodnie. Nic nie powiedziała.
-Ciociu, możemy u ciebie przenocować?
-Ależ oczywiście przecież to twój dom! Twój pokój jest gotowy już od dawna. Córci twojej również posłałam. Znalazłam twoja dawna kołyske.
-Świetnie. Dziekujemy. - odparłam wstajac - idę położyć mała.
-Ja również idę wiec spokojnie bawcie sie... młodzi - odparła i wstała z mała pomoca Jamesa. Stanęła na własnych nogach i potpierajac sie o laske poszła do swojego pokoju.

Gdy położyłam Cornelie James wyszedł na balkon przy moim pokoju. Usiadł na starych meblach i otworzył wino.
-Napijesz sie?
-Ehmm... marze o kąpieli... - mruczę przebierajac sie w szlafrok.
Zamknął butelke wina i odstawił do szafki. Później padł na łóżko i momentalnie usnął.
Westchnęłam.
Zdjęłam mu buty i bluzę. Rozpięłam mu koszulę.
Próbowałam mu zdjac jeansy lecz nie dało sie.
Poszłam sie umyć i usnęłam obok Jamesa.

Następnego dnia obudził mnie smakowity zapach kawy oraz radio.
Wstałam zdziwiona zakładajac szlafrok.
Cornelia jeszcze spała.
Zeszłam po schodach. W kuchni James w samych jeansach gotował śniadanie. Usiadłam przy stoliku.
James postawił przede mna kawe.
-Dzień dobry - powiedział całujac mnie w usta. Lekki zarost drapał mnie w policzki.
Muskajac delikatnie moje usta mimowolnie rozchyliłam wargi i przyciągnęłam Jamesa do siebie.
Wysportowane ciało Jamesa było ciepło i gładkie.
-Mmmmm... -zamruczałam. James odsunął sie ode mnie i zaśmiał.
Wrócił do robienia śniadania.
Po chwili postawił przede mna omleta z śmietana i owocami. Obok ciepła czekolade do polania.
W głebi starego domu otworzyły sie drzwi. W progu kuchni pojawiła sie ciocia ubrana w suknie z lnu. Włosy spięła w wysokiego koka.
-Ohoho... to sie nie dziwie, że tak młodo męża sobie wziełaś- zaśmiała sie ciocia. Usiadła na przeciwko mnie.
James postawił przed nią omelt. Obok śmietnae i owoce.
-Dzień dobry - uśmiechnął sie James do cioci.
Wrócił do kuchni i założył koszulke zakrywajac duży tatuaż na który ciocia wybłaszczyła oczy.

Po sniadaniu ciocia usiadła na werandzie z Cornelia a ja z Jamesem zajelismy sie sprzataniem domu i ogrodu.
Umyłam schody oraz wypolerowałam parkiet. James przez ten czas skosił cały trawnik.
W miedzy czasie zrobiłam równiez obiad.
-Och źle sie czuje gdy tak wszystko za mnie robicie. - odparła ciocia majac na kolanach Cornelie.
-Ciociu. Jesteśmy młodzi. Ty baw sie z Cornelia - mówie całujac ja w policzek. - odpoczywaj.

Wieczorem siedzieliśmy w salonie. Ciocia ogladała telewizje. James bawił sie z córka. W kominku wesolo płoną ogien.
Stałam w drzwiach ogladajac ten niezwykły i spokojny obrazek. Nie widziałam czegos takiego od 6 lat. Łzy mimowolnie popłynęły po policzkach.

Dni mijały w tygodnie a tygodnie w miesiace. Ten krótki wyjazd zmienił sie w pomoc cioci i ogólnie.
Widziałam jak Cornelia dorastała, uczyła sie chodzić.
Widocznie bardzo jej sie tu podobało.
 

 

#31

Dziękuje za wiadomości i komentarze. Zwłaszcza wiadomości których było więcej
Pozdrawiam wszystkich którzy czytają moje opowiadanie


Kilka dni temu obyła sie wojna w której oczywiście nie uczestniczyłam. Ale ze mnie dyrektorka.
Natomiast zaczeły sie wycieczki do mnie. Właściwie to do Corneli. Narodziny małej bardzo szybko rozniosły sie po szkole.
Każdy chciał choć przez chwile popatrzeć na najmłodsze dziecko w akademii.

Zbliżły sie wakacje.
Oznaczało to, że część obób wraca do rodzin natomiast część szykuje sie do dwu miesiecznego wyjazdu w góry. Peter wraz z Robinem Aqua i Adrianna obiecali sie wszystkim zająć.
Ja zamierzałam odwiedzieć rodziców.
Nie widziałam ich całe szęść lat.

Spakowane walizki stały przy drzwiach. Ja czekałam na Jamesa który obiecał stawić sie na czas. Oczywiście sie spóźniał.
Mała Cornelia z zaciekawieniem obserwowała świat, zachwycona patrzyła na motyle i wyciagała do nich rączki.
W końcu nadszedł James.
Ruszyliśmy w podróż.

Kilka godzin później w wielki upale dotarliśmy na miejsce. Ze zdziwieniem spostrzegłam zaniedbany ogóród oraz rozpadajacy sie mój dom z dzieciństwa. Przez stara zardzewiała furtke weszłam na posesje. Stary buldog rzucił sie z zębami na mnie.
-Atos - uklęknęłam pogłaskac psa. Zwierze jakby zdziwiło sie na mój widok lecz w końcu położył sie na grzbiecie i z radościa tarzał sie po ziemi gdy drapałam go po brzuchu. Nagle drzwi sie otworzyły. I stanęła w nich moja ciotka Claudia.
-Oliwia? - pyta ze zdziwieniem podchodzac. - co ty tu robisz? Jak śmiesz wracac po 6 latach?
-Witaj ciociu - mruknełam pogardliwie.
-witaj? Najpier nie zjawiasz sie na pogrzebie. Potem znikasz na 6 lat. A teraz witaj? Tak po prostu?
-Jakim pogrzebie?
-Jakim pogrzebie? Jakim?! Mówi jak by nie wiedziała. Twoich rodziców!
-R..rodziców? - pytam ze zdziwieniem. Łzy cieknął mi policzkch gdy prawda dociera do mnie. Upadam na kolanach i ryczę jak mała dziewczynka. James podchodzi do mnie i przytula mnie. Biore Cornelie na ręce.
-A pan kim jest?- pyta rozgniewana ciotka.
-Tak sie składa że jej mężem. I zaraz powiem pani co o pani myśle - mówiac to wstał i groźnie spojrzał na 16:26
ciotke. Ta struchlała na widok jego napreżajacych mieśni.
-Zapraszam na herbate- powiedziała i odwróciła sie w strone domu mruczac coś w stylu " Mąż, też mi coś. Ona ma ledwie 23 lat."

Poł godziny później gdy siedziałam przy starym stole rodziców wraz z Cornelia na kolanach ciocia podawała herbate.
James zerwał sie jej pomoc i kroił ciasto.
-A wiec ty nic nie wiesz?- spytała ciocia.
Pokreciłam smutna glowa.
-Dokładnie 6 lat temu rodzice wyjechali gdzieś z Toba. Nastepnego dnia gdy mieli wrócić ich nie było. Kilka dni poźniej dostałam od policji wiadomość, że moja siostra nie żyje. Oczywiście przeżyłam wielki szok. No bo jak to? Podobno jakiś srebny koń wybiegł na ulice. Twój ojciec nie zdarzył zachamować. Jeszcze tego samego dnia zaczelam organizować pogrzeb. Myślałam że ty z nimi jesteś... no wiesz. Zreszta nie tylko ja. Gdy pojechałam zobaczyć ... moja siostre. Ciebie nie było. Z jednej strony poczułam ulgę bo żyjesz ale z drugiej złość ponieważ to moja sistra nie żyła...
Na pogrzebie i stypie oczywiście każdy wściekał sie na Ciebie że zniknęłaś. Nikt nie wiedział gdzie jesteś. Po prostu zniknęłaś. Twoja babcia umrła pare miesiecy po twoim zniknieciu. Każdy już praktycznie stwierdził, że cie nie ma. A jak widze, świetnie sie urzadziłaś - mówi ciocia patrzac krzywo na Jamesa.
Poźniej spojrzała na Cornelie i od razu sie uśmiechnęła.
-Widać, że twoja córcia - mówi bawiac sie z mała.
-A co z reszta rodziny? - pytam.
-No cóż... wiekszość sie rozjechała. Twój kuzyn Hubert wyjechał do Francji i wziął sobie za żonę jakąś arystokratke, straszne babsko... notomiast Luzia poszła do zakonu.
-A wujek Jurek?- pytam.
-Zmarł na zawał. Podobno zobaczył Ciocie Janine.
Gdy Jaes spojrzał na nia zdziwiony dodała.
-W domu jeszcze mówił. Zmarł w drodze.
-A wiec praktycznie nikogo nie ma? - pytam.
-Iwona wyjechała z rodzina nad morze. Wiec prawie tu nikogo nie znajdziesz.

Wieczorem wyszliśmy na taras.
Ciocia siedziała i saczyła herbate. Na kolanach trzymała Cornelie.
Ja wraz
Jamesem spacerowaliśmy nad łąke.
Zarośnieta ścieszka, doły...
-Trzeba by to poprawić. Skosić, umyć... wiesz o co chodzi. - mówie do mojego męża. Pokiwał głowa zgadzajac sie ze mną.
-Zajmę sie tym jutro - mówi.
Wróciliśmy do cioci, która nadal bawiła sie z nasza mała. Dziewczynka była radosna.
-Świetna ta wasza Cornelia. Ale nie za wcześnie?
-Ciociu... to co ja przeżyłam ... - mówiłam biorac córkę na ręce.
James westchnął i potarł lekki zarost na brodzie.





 

 

#30

Odzyskałam wszystkie pliki więc hura
Całe opowiadanie wychodzi na 36 części wiec zbliżamy się pomału do końca

Leżac w majowy poranek rozmyślałam co by ugować na obiad. Od 6 miesiecy jestem dyrektorka akademii a już lenie sie w domu. Tak naprawdę to lekarz kazał mi leżeć ponieważ nadchodzi termin porodu.
Przez otwarte okno wpadało wiele słońca. Lekki wiatr poruszał firankami.
Było słychac odgłosy treningu jednej klasy.
James jako instruktor był dobrym nauczycielem. Wiele dziewczyn zachęcił do ćwiczenia.
9-cio miesieczy brzuch był ogromny wiec bałam sie, że sie w nic nie zmieszcze już. Na szczeście miałam jeszcze lnianą biała sukienke do kolan. Na plecach miała wyciete paski.
Włosy które ściełam do łopatek zwiazałam w koka i zeszłam na dół.
Moje odkryte ramiona pięknie reprezentowały nowe tatuaże oraz symbol naszej akademii.
Miecz i młotek oznaczał prace oraz siłe jaka wykonujemy, natomiast E to po Euredycie która była nasza patronka. Bardzo sie ciesze, że każda klasa wyznaczyła terminy gdy cztery osoby codziennie sprzątaja lub wymieniaja owe kwiaty na grobie Euredyty.
Zaparzyłam sobie herbate i wyszłam na odnowiony ganek.
Bardzo nie chciałam burzyć tego domu wiec wymienione sa tylko deski oraz dach. A wszystko zostało pomalowane na ten sam kolor co przed tem był.

-Dzień dobry Oliwio - krzykneli uczniowie na mój widok. Kazałam im zwracać sie do mnie po imieniu gdy nie ma w szkole żadnych ważnych ludzi. Nie wszyscy pochwalali ten pomysł.
James odwrócił sie nagle i posłał mi uśmiech. Jego smukłe ramiona i nagi tors świetnie prezentowały sie w słońcu.
-Ćwiczcie to co przed chwila pokazywałem - powiedział i ruszył w moja strone.
-Cześć kochanie, wyspałaś się?- powiedział całujac mnie delikatnie w usta.
-Tak. Ubierz sie - powiedziałam patrzac znaczaco na grupe dziewczyn zaledwie o dwa lata młodsze ode mnie, które z porządaniem patrzył na Jamesa. On w ogóle sobie nic z tego nie robił. James był starszy ode mnie o trzy lata.
Nagle zrobiło mi sie słabo. Usiadłam na wiklinowym krześle. James od razu ukłęknął obok dotykajac mojego brzucha.
-Oliwio? W porzadku?
Z...zaczęło... się?! - wuykrzyknęłam sapiac. Surcze były nie do zniesienia.
-Co sie zaczęło?... aaaaa o matko! - powiedział podnoszac sie.
-Lidia i Oleg biegnijcie po lekarza. - rozkazał James.
-James... - jęknęłam łapiac go za dłoń.

Lekarze przybiegli jak najszybciej. James stał obok mnie natomiast Adrianna pomagał lekarzom. peter musiał wyjść. Zemdlał jak tylko mnie zobaczył.
Nagle do salonu wbiega Petere.
-Srebnii atakują- powiedział patrzac na Jamesa.
Obaj wraz z jednym lekarzem wybiegli na dwór. Adrianna również chciała iść lecz nie chciała zostawiać mnie samej.

James.
Biegnąc z Pterem miałem złe przeczucie. Strażnicy próbowali oderzeć atak przy murach ale owoli tracili siły. Znoszno do lochów coraz wiecej poszkodowanych. Wszyscy ucznowie zebrali sie w sali. Musiałem poprowazić ich do walki.
-To szaleństwo . - powiedziała Aqua. Podzieliliśmy 12 klas na 3 grupy. Ja wziałem najmlodszych by ich pilnować.

Peter wraz z swoja grupa pobirgli pomóc przy murze. Aqua miała czekac na dworze a my w środku akademii.
Bałem sie o Oliwie.

Pare minuut trwało gdy wróg wdarł sie do akademii. Próbowali podpalić szkołe. Młodzi chłopcy ze świecacymi oczami stanęli do boju. Część dziewczyn również. Lecz wiekszość dzirwczyn uciekło.
Byłem zły za to wec starałem sie zapamietac kto walczył.
Nagle spostrzegłem jego.
Wysoki mężczyzna w srebej zbroi z blizną na pół twarzy. To on pół roku temu próbował zabić Oliwie.
-Piękna buźka - powiedziałem na tyle głośno by w tym hałasie mnie usłyszał. Wściekły odwrócił sie w moja strone.
Gdy byłem młodszy to on uczył mnie sztuk walki. Bylem zdziwiony gdy okazał sie srebynm.
-Oo Jamese... miło cie widzieć. Jak tam... rycarzyku? Gdzie twoja piękna kobita hm? - powiedział podchodzac do mnie z wysoko uniesionym mieczem.
-Nie twój interes- bylem zły bo fakt faktem jego z nauczycieli lubiłem najbardziej. Najgorze jest to że on zawsze lubiał pomagać mi. Wiedział o mnie wszystko. Nawet to co Oiwia nie.
-Ohoho jaki sie srogi zrobiłeś.
Trzeba nauczyć cie szacunku - mówiac to pierwszy zaatakował.
On znał moja taktyke walki a ja jego. Lecz on szkolił sie z innymi.
Walka trwała dość długo. W końcu wymeczony leżałem nad ziemia gdzie Jackel mnie przewrócił i kopnął mu miecz daleko. Nie wiem nawet kiedy to sie stało.
Teraz stał nade mna z mieczem uniesionym dokładnie nad moja szyja.
-Pora sie pożegnać James. - mówiac to zamachnął sie. Zamknąłem oczy przywołujac w myślach obraz Oliwii i szepczac przeprosiny. Nagle miecz upadł obok mnie a wielkie ciało Jackela powaliło sie na mnie. Zaskoczony otworzyłem oczy. Nad nami stał Peter a jego miecz wbity prsto w serce Jackela.
-Stary dałeś sie wykiwać - jęknął mój przyjaciel i pomógł mi sie wydostać spod srebnego.
-Dzieki - powiedziałem i przybiłem piątke z moim przyjacielem. Był dla mnie jak brat.

Walka po mału mijała. Pierwszy atak na nas. Wygraliśmy go. Gdzieniegdzie jeszcze walczyli ale wiekszość uciekła gdy ja z Peterem wynieśliśmy ciało Jackela na dziedziniec nabite na dwa miecze.

Gdy walka sie skończyła wszystko ucichło. Stałem na dziedzińcu umazany krwia a pierwsze co pomyślałem to o Oliwii i naszym dziecku.
Niwstety musiałem iść ocenić straty.
Dwoje czwarto klasistów straciło życie. Uklęknąłem przy nich i złożyłem modlitwe.
Ponad 30 uczniów była ranna a reszta szczęśliwa i zadowolona ze swojej pierwszej walki. Odnalazłem wraz z Aqua grupe dziewczyn które uciekły. Kazałem spisać nazwiska i poszedłem pomóc przy rannych.
Przenoszenie około 35 osób z lochów na pietro szpitalne czyli 3 było dość cieżkie.
Zeszło nam sie do późnego wieczora.
W miedzy czasie wiekszość krwi została zmyta a ogniska pogaszone i zlikwidowane.
Wszystko po mału wracało do normy.

W końcu mogłem pójść do mojej żony i dziecka.
Wchodzac do pokoju byłem brudny w krwi i ziemi.
Oliwia leżała na łóżku w piżamie a w ramionach trzymała mała istote.
Pukiel blond włosów delikatniw spadał na małe czółko a niebieskie oczka patrzyły na mnie z miłościa.
Adrianna siedziała obok na łóżku a na moj widok mało co nie dostała zawału. Od razu wybiegła szukajac Petera.
Ja przysiadłem na brzegu łóżka i delikatnie dotknąłem dziecka.
Oliwia pocałowała mnie w usta niezważajac na brudne ubranie.
Byłem szczęśliwy że mam takie piękne dziecko.
-Powitaj Cornelie - powiedziała Oliwia patrzac na ... córke.








 

 
Co do kolejnego opowiadania również mam mały problem.
Bohaterowie mi jakoś umykają. Nie wiem co mam robić. Nie wiem jak ich połączyć.
A co lepsze siedząc na dość nudnych lekcjach mam nagle super myśl i co?
Oczywiście nie mam jak jej zapisać -.-

Wiecie telefon trochę przypał wyjmować no bo zaraz ktoś się przyczepi że nie słucham tych bardzo ciekawych wykładów które na pewno mi się kiedyś przydadzą.

Jeśli ktoś z czytających jeszcze (jeśli tu ktokolwiek jest xd) ma jakiś pomysł na nowe opowiadanie w sensie o czym marzycie przeczytać... dajcie mi jakąś podpowiedź bo jak na razie mam opisane z 15 nowych rozdziałów a głowni bohaterowie nie mogą się... połączyć. Ciągle mi umykają. Owszem są miłosne chwile ale jakoś tak ciągle mi nie pasuje. Mam nadzieje że nie zrobi się to nudne...

Więc jak macie jakieś pomysły to dawajcie pod tym postem lub wg w liście.
Jestem otwarta na propozycję

W święta albo kilka dni po (gdy zakończę opowiadanie o Oliwii) dodam prolog i zacznę dodawać ogólnie nowe opowiadanie o Biance.

Ogólnie jest to historia o dwójce przyjaciół która obiera inne drogi w okresie szkoły średniej.
Oczywiście ja jestem za tym że nie może być przyjaźni pomiędzy chłopakiem a dziewczyną...

Ale nie będę wam zdradzać fabuły. W każdym bądź razie moja przyjaciółka powiedziała że świetnie się zaczyna wiec mam nadzieje, że wam również się spodoba.

Kolejna część o Oliwii postaram się wstawić w poniedziałek ale nie obiecuje. Kolejne będę dodawać do 3/4 dni tak aby do świąt wyrobić się co do nowego opowiadania.

Mój znajomy niedawno właśnie napisał że udało się otworzyć jeden plik wiec chyba dwie części mam odzyskane.

Miłej niedzieli
  • awatar Shalgi: @Panna15: Zrobiłam o tym film wystarczy xDDD
  • awatar Panna15: @Shalgi: Może ty takie napisz co? Chętnie poczytam... xd
  • awatar Shalgi: Z życia wiem że przyjaźń chłopaka z dziewczyną kończy się tak, że jedno z nich się zakochuje. I wszystko się kończy. A może tak napiszesz *fanfikszyn*? Na przykład o śwince Pepie i Szerloku xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

#29

Tak jak obiecywałam dodaję kolejną część
Mam również dobrą wiadomość ponieważ odzyskałam kolejne pliki wiec może faktycznie wyrobię się tak jak planowałam do świąt

Ubrana w fioletowej sukience do kolan stałam przed lustrem. Długie do pupy już włosy związałam w koka.
-Dzień dobry pani dyrektor - powiedział James całujac mnie w kark.
Był ubrany w nowy mundur straży. Czarny podkoszulek i czarne spodnie. Nikt nie bedzie wiedział, że to straż.

Chwyciłam ręke Jamesa i poszliśmy do mojego gabinetu.
Nie mogłam sie przyzwyczaić że ja zostałam dyrektorka. Ja?
Gabinet zostawiłam taki jak urządziła go Euredyta. Przypadło mi do gustu. Za biurkiem wisiał jej obraz i zdjecie w ramce.
-Witaj Oliwio, Jamesie - kiwnął nam na przywitanie Robin. Młody praktykant.
-Robin, miło cie widzieć- powiedziałam posyłajac mu uśmiech- gdzie reszta?
-W sali konferencyjnej. Wysłali mnie tutaj po was.

Sala konferencyjna była w piwnicy. Kamienne schody były zimne i mroczne. Żaden uczeń nie miał prawa tu być.
W sali prawie wszystkie miejscs były zajete. 20 zaufanych ludzi siedziało przy wielkim kwadratowym stołem.
Gdy weszliśmy wszyscy wstali.
-Bądź pozdrowiona dyrekcjo- wszyscy skłonili sie w pół.
-Witajcie - powiedziałam przechodzac na szczyt stołu. James zajął miejsce obok mnie natomiast Robin obok niego. Po mojej lewej siedziała Adrianna z Peterem a obok nich Aqua.
Aqua i Peter mieli na sobie taki sam strój jak James.
Adrianna była ubrana w czarną sukienkę.
-Musimy porozmawiać o nowych warunkach szkoły. - powiedział gruby pan o siwych włosach. Był zastępca dyrektora.
-Euredyta podała nowe warunki- zwrócił mu uwagę ksiegowy. - i mi sie podobaja.
-Po pierwsze. Te warunki trudno wprowadzić w życie. A po drugie nikogo nie obchodzi co tobie sie podoba!
-Mnie obchodzi- odparłam wstajac. Nie znosiłam tego jak oni sie kłóca czyli praktycznie na każdej konferencji.
-Ale...
-Zawsze ja mogę zmienić zastępce i księgowego prawda panie Master?
Pan Master czyli mój zastępca oblał sie rumieńcem i usiadł na krześle spuszczajac głowe.
-Proponuje głosowanie. Adrianna przeczyta każdy przepis który świetej pamięci Euredyta spisała a każdy zagłosuje. Prosze dobrze
sie zastanowić. - mówiac to spojrzałam na pana Mastera.
Adrianna wstała.
- W razie obrony szkoły każdy ma obowiazek stanąć do walki. Ewentualnie kobiety w ciąży lub cieżko ranni i chorzy są zwolnieni.
Spojrzałam na zgromadzonych ludzi.
Każdy zagłosował za wprowadzeniem.
-Rozpocząć sztuki walki już w pierwszej klasie.
Pan Master wstał.
-Nie zgadzam sie. Czy wy widzieliście pierwsze klasy? To są drobne osoby. Ich życie może być zagrożone podczas tych ćwiczeń.
-Panie Master przed chwila pan głosował za obowiazkiem stawienia sie do walki. Jak maja walczyć nie znajac podstaw.
Pan Master zaczerwienił sie jeszcze bardziej i usiadł.

Godzinę później gdy wprowadziliśmy wszystkie przepisy wymyślone przez Euredyte każdy złożył podpis. Brakuje podpisu przewodniczacego szkoły.

Siedzac w swoim gabinecie wraz z Jamese, Peterem i Adrianna rozmyślałam co dalej.
Robin poszedł gdzieś z księgowym.
-Adrianno?- powiedziałam siedzac za biurkiem. Dziewczyna siedziała z Peterem na podwójnej sofie. James natomiast stał przy oknie.
-Tak? - spytała Adi podchodzac do biurka.
-Przejdz sie po każdej klasie i zwołaj za godzinę w auli. Trzeba przedstawić nowe przepisy.
-Jasne. Peter choć ze mną. - powiedziała dziewczyna wychodzac z gabinetu.
James podszedł do mnie.
-W porzadku? - spytał stajac za mną.
-Zmeczona jestem tym wszystkim. - powiedziałam gładzac wystajacy już brzuch.
James kucnął obok mnie i przyłożył swoja dłoń do mojej. Przycisnął ją do brzucha.
-Kochanie, jestem z Tobą. - powiedział i pochylił sie całujac mnie w dłoń a potem w brzuch.
Przyciagnęłam go do siebie i pocałowałam w usta. On oparł sie na łokciach i całował mnie delikatnie uważajac na dziecko.
Nagle ktoś z chukiem otworzył drzwi.
-Oj... przepraszam- powiedział Robin wycofujac sie.
-Nie chodź Robin - powiedziałam. James wstał.
-Ide na obchód- odparł i wyszedł.
-No co tam? - spytałam posyłajac
uśmiech Robinowi. Chłopak był wyraźnie zmieszany.

Godzinę później stałam w auli która pomału wypełniała sie uczniami.
Strasznie sie denerwowałam.
Obok mnie stał James z Peterem. Adrianna siedziała obok Robina w pierwszym rzędzie.

-Witam was wszystkich, na początku chciałabym pomodlić sie za świetej pamięci Euredyte. Wstańcie.

Gdy odmówiliśmy modlitwe każdy usiadł.
-Zmieniły sie rzady wiec i przepisy też. Od następnego tygodnia zostanie zmieniony plan lekcji. Nie za bardzo. Zwieksza sie treningi oraz powstanie taka grupa która bedzie chciała pomagać strażnikom szkolac sie. Zapisy zbiera James.
Treningi będzie mieć każda klasa po dwa razy dziennie. Zwolniony może być tylko ten który jest poważnie chory. Od nastpępnego tygodni również bedą badania wykonywane. Każdy ma być przebadany.
Każdy kto ma tatuaże czyli klasy od 5 w zwyż musza zgłosić sie do tatuażysty. Nie, spokojnie nie każde wam ich sie pozbyć lecz dorobić jeden. Każda akademia teraz ma włsny znak rozpoznawczy. Na nadgarstu od strony wewnetrznej każdy bedzie mieć miecz i młotek oraz litere E.

Pół godziny skończyłam odczytywać nowe przepisy. Następnie przedowniczaca klasy -Zuzanna Efers podeszła podpisała nowe przepisy.
Miała na sobie obowiazkowy mundurek szkolny troche za wysoko podciągniety i wysokie buty na obsacie. Blond włosy zwiazała w kucyka.

Robin wraz z Adrianna oprawili orginalne przypisy i powiesili przy głownym korytarzy.
Kilka kopii miałam w biurku oraz u siebie w domku.

Wieczorem gdy wszyscy poszli na kolacje ja wraz z Jamesem szczęśliwa szłam do naszego dom. Kilka dachówek odpadło a farba sie łuszczyła. Trzeba bedzie naprawić nasz dom. Położyłam dłoń na brzuchu. Poczyłam lekkie kopniecie.
James pocałował mnie w policzek i poszliy domu.







 

 
Okeyyy... znowu mnie długo nie ma

Przepraszam was bardzo ale jakoś tak nie mam czasu do niczego. Wiecie nauka i te sprawy.

Obiecuje poprawę.

Po za tym mam problem co do opowiadania z Oliwią ponieważ pliki na których miałam pozostałe części dziwnym trafem uległy zniszczeniu i nie mogę ich otworzyć. Ale z małą pomocą informatyka pracuje nad tym

Po za tym chyba będę miała więcej teraz czasu ponieważ mam zwolnienie ma miesiąc ze szkoły.

Brawo ja złamałam nogę ^.^

To był przypadek serio... po prostu szłam na moich ukochanych butach i nagle znalazłam się na ziemi xD

Ortopeda mówi że może to potrwać od 2 tygodni do 2 miesięcy...
Wiec ten... xddd

Jeszcze przed świętami teraz serio obiecuje że wstawie pozostałe części.
Nawet nie wiem czy ktoś to jeszcze czyta. Ale moim zdaniem po prostu muszę wstawić końcówkę tego opowiadania.

A co u was?

Ktoś czytał nową książkę Katarzyny Bereniki Miszczuk? Ja właśnie skończyłam i jest świetna *,*
Polecam ją wam. Szybko się czyta.
Tylko jedna rzecz mnie irytuje. Autorka nadal pisze kolejną część a każdy wie ile trwa cała procedura co do wydania książki- tyle czekać na kolejny tom jak ja chce wiedzieć już!!!
Też tak macie??

Pozdrawiam wam gorąco

Aaaa...

bym zapomniała

Zapraszam również na moje 3 inne blogi :

http://chudzinaxd.blogspot.com/

http://nakrawendzizycia.blogspot.com/

http://solidnealibii.blogspot.com/
 

 

#28

Egzaminy zbliżaja sie nieubłagalnie szybko. Ale co robić? Ciąża niestety również daje sie w znaki. To będzie chyba chłopiec bo strasznie kopie.

Leże sobie wieczorem z Jamesem w łóżku. Euredyta pozwoliła mu ze mna zamieszkać bo i tak zrobiliśmy już co mieliśmy zrobić.
James leżac w niewygodnym mundurze głaskał mnie po brzuchu.
-To chłopiec?- pyta.
-Chyba tak. Strasznie kopie. Czasem nie mogę sie skupić- wzdycham.
-Jak będzie chłopiec damy mu na imię Roxer.
-A jak dziewczynką?- pytam całujac go delikatnie w usta.
-Cornelia jest ładne - mruczy i przyciąga mnie do siebie. Całujemy sie tak chwilę.
-Ide sie myć. Śpij kochanie. Jutro twój wielki dzień - mówi James całujac mnie w czoło.

Nim wróci z łazienki ja już śpię.
Następnego dnia lężę w łóżku patrzę jak James ubiera sie w mundur. Duże wojskowe buty, ciepłe spodnie, bluza, pistolet...
Tyle rzeczy. Przecież to musi ważyć tone.
-Nie wstajesz? Za dwie godziny masz egzamin. - mówi.
-Już, już... - mruczę odkrywajac sie kołdrą.

Ubrałam sie w luźną sukienkę kończącą sie za kolanem i płaskie buty. Włosy spiełam w koka ale i tak kilka kosmyków mi ucieka. Euredyta leży nadal w swoim łożku. Zaglądam do niej. Nie wyglada dobrze. Z dnia na dzień jej sie pogarsza. Przynosze jej leki oraz ciepłą herbatę.
-Powodzenia- odpowiada szeptem i całuje mnie w policzek.

Ide pustym dziedzińcem do zamku. Ponury deszczowy dzień nie wyglada optymistycznie. Mijam kilka znajomych twarzy które mnie pozdrawiaja.
-Jak tam sie czujeesz?- pyta Adrianna gdy jemy śniadnie.
-W porządku. - odparłam dziobiąc sałatke.
-Zazdroszczę ci, nie musisz siedzieć na tych lekcjach. Zostało nam pięć miesiecy powtarzania a ty możesz już zdać.
-Tylko i wyłacznie przez to że Euredyta jest chora.
-właśnie jak ona sie trzyma?- pytam Add.
-Nie za dobrze ale stabilnie.
Siedzimy we dwie w wielkiej sali. Pozostali poszli na lekcje ale Adrianna ma pozwolenie pilnować mnie w razie czego.
-ide. Chce mieć to za sobą. - mówie nagle. Wstaje i ruszam korytarzem do
vicedyrektora. Jest to stary zgred bez żony i dzieci. Może dlatego jest zgredem...
Pukam cicho w dębowe drzwi.
-Prosze.
Wchodze do zielonego gabinetu. Za zielonym stołem siedzi wysoki facet w ciemnozielonym garnituże.
-Oliwia. Prosze siadaj. To jest pan Storeyh. Bedzie cie egzaminował ze wszystich przedmiotów.
-Dzień dobry - mowie podchodzac do pana Storeyha. Jest to średni gruby facet w kamizelce i lasce. Mogłby uchodzic za mojego dziadka.
-Dzień dobry. Jak sie pani miewa? Z dzieckiem w porząku? - pyta klepiac mnie delikatnie po dłoni.
-Tak, dziękuje. - odpowiadam odruchowo i również sie uśmiecham.

Wraz z panem Storey przechodzimy do pustej małej sali. Mężczyzna zadaje mi o po pięć pytań z każdego przedmiotu. Na szczęście odpowiadam na nie z łatwościa.
Nie mogę sie skupić na zielarstwie. Boli mnie brzuch, mały znowu strasznie kopie.
-Dobrze sie czujesz?- pyta nagle pan Storey.
Krzywie sie z bólu.
-Mały...kopie...​strasznie...- wydyszałam i złapałam sie za brzuch. Był ogromny pomimo rozkloszowanej sukienki. Nie dało sie go ukryc.
-No dobrze, choć zaprowadze cie do lekarza. Egzamin zdałaś na 6. Moje gratulacje- mówi pospiesznie i pomaga mi wstać. Chce mu podziekować i cieszyć sie z tego zaliczenia ale potrafie tylko krzyczeć z bólu.

Lekarka widzac mnie robi zaniepokojoną minę. Wygania pana Storeyha a mi każe położyć sie na fotelu.
Robi szybkie USG.
Potem podaje ziołowa herbatke i ciasteczka. Jestem strasznie głodna wiec zjadam, że nie zostaje okruszek.
-Wydaje sie wszystko w porządku. Dziecko po prostu przekręciło sie na drugą stronę, a że jest duże to musiało wywołać taki ból. Pępowina jest delikatnie okręcona wokół rączki ale to nie zagraża zbytnio zagrożenia ponieważ wystarczy jeden ruch i uwolni sie. A na pewno jest mądre jak mama i tata. A i gratulacje zdania egzaminu.-mówi kobieta.
Posyłam jej słaby uśmiech.
Nagle do gabinetu wpada zdyszany James. Ma przerażenie w oczach.
-James! Trwa badanie.
-Co jest?
-Nic. Wszystko dobrz.- odpowiadam.
James
podchodzi do mnie i całuje mnie w czoło.
-Moge ją odporawdzić? - pyta.
-Ależ prosze . - mruczy lekarka składajac swój sprzęt.

Idziemy do domu gdzie stoi kilku strażników i lekarz.
Zdenerwowana biegne do domu. Wpadam zdyszana do pokoju Euredyty.
Tam tylko jest lekarz.
-Euredyty?- wydyszałam tylko.
-Przykro mi Oliwio... - mówi cicho lekarz.
-Nie! Nie!- rzucam sie z pięściami na mężczyzne. James łapia mnie za ramię i przyciąga do siebie. Bije go w brzuch ale ochroniacze chronia go.

Leżymy wieczorem w naszym łóżku. James przytula mnie ciagle, całuje i wyciera łzy. Nie moge powstrzymać łez.
-Oliwio- mruczy cicho głaszcząc mnie po włosach.
Usypiam w ramionach Jamesa.


Następnego dnia muszę posprzątać pokój Euredyty. Jestem sam w domu, James poszedł na dyżur.
Wchodzę do pokoju. Wciąż pachnie jej perfumy. Lewenda i cynamon praiwie mnie duszą. Nie moge tu wytrzymać ale sie przełamuje.
Sprzątam jej szafe oraz komode.
Na dnie szafy znajduje duże pudło z podpisem dla Oliwi.
Otwieram pudło.
Jest tam album moich zdjęć z balu, pierwszego dnia i kilka zdjęć z lata na werandzie oraz podczas treningu.
Na dnie leży biała suknia ślubna.
"Pewnie nie bede na twoim ślubie osobiście ale duchem na pewno. Mam do ciebie prośbę. Załóż tą suknie na wesele. Będzie to coś pożyczonego i starego. Ma też niebeskie wstawki. Mam nadzieje że uzupełnisz też album tymi zdjęciami. Wiec, że cie kocham i zawsze będe przy Tobie. Dziękuje ci za te kilka lat które spędziłaś ze mną. Były najlepsze"

Łzy ciekną mi same.
Wieczorem James znajduje mnie nadal w pokoju Euredyty.
Załatwił wszystko na pogrzeb, który ma odbyć sie jutro. Jest to dzień wolny od lekcji specjalnie na cześć Euredyty.


Następnego dnia ubrana w czarne baletki oraz czarna suknie do kolan. Blond włosy rozpuściłam i pokręciłam loki.
James stał obok mnie i wspierał mnie. Adrianna ubrana w czarna getry oraz koszulę stała obok i trzymała mnie za ręke. Po drugiej stronie przytulał ja Peter.
Trumna była z oliwkowego drzewa. Mszę
odprowadził jej brat, o którym ni miałam pojecia. Była piękna, że aż łzy same mi pociekły. Adrianna ku mojemu zdziewieniu równiez płakała.
Uchodziła za twarda dziewczyne, ktora nie płacze. Jednak niektorze rzeczy umieja poruszyć nawet jej serce.

Podczas stypy leciały tylko ulubione piosenki Euredyty. Patricka grała na skrzypcach a Draco na gitarze.
Wszyscy byli mili, składali kondolencje oraz gratulowali dziecka.

Kilka dni późnej leżałam w łożku, James był na dyżurze. Było cicho i pusto. Tęskniłam za Euredyta.
Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?
-Panna Oliwia? Musimy pilnie porozmawiac. Nie chciałem przeszkadzac podczas żałoby ale nie możemy czekać. - powiedział mężczyzna.





 

 
Witam.
Byłam wczoraj w kinie na deadpool. Moim zdaniem to świetny film, zabawny ale i nie dla dzieci
Polecam go wszystkim i dorosłym i młodzieży.

Dziś chciałam wam podać top listę filmów które polecam, które na prawdę warto obejrzeć

1. Gwiezdne wojny.
Jestem fanką wszystkich części ale najbardziej lubię Mroczne widmo, atak klonów oraz Zemsta Sithów

2. Chemia
Jest to nowy film, ale bardzo mi się spodobał. Może to trochę ze współczucia.
W każdym bądz razie wzruszyłam się na nim.

3. Ostatnia piosenka

4. Epicentrum

5. Piraci z Karaibów wszystkie części

6. Zbuntowana księżniczka

7. October baby

8. Znowu mam 17 lat

9. Porwanie

10. Love Rosie

11. Dary Anioła Miasto kości

12. Niezgodna

13. Igrzyska śmierci

14. Hobbit

15. Władca Pierścienia

16. Awatar

17. Zielona mila

18. Deadpool

19. Dawca Pamięci

20. Szybcy i wściekli

Są to filmy, które osobiście bardzo lubię, pomimo że część może wydawać się taka bardziej dla dzieci.
Polecam również mój ulubiony serial Słodkie kłamstewka.
 

 

#27

James.
Gdy Oliwia powiedziała, że jest w ciąży nie wytrzymałem.
Miałem zły dzień. Jeden z moich podopiecznych został ranny przez zwierze, którego w ogóle nie powinno tu być.
Trafił do szpitala a ja musiałem rozpoczać polowanie.
Nie znaleźliśmy go.
Chciałem odpoczać i sie zrelaksować przy Oliwii.
A ona mówi mi że jest w ciąży.
To nie możliwe. Zrobiliśmy to tylko raz i zabezpieczaliśmy​ sie.
Wkurzyłem sie i wybiegłem z domu.
Poszedłem pobiegać.
To mnie odpręża, jest to jak oczyszczalnia myśli.
Skupiam sie na prawidłowych krokach oraz tepie oddechu. Całkowicie zapominam o innych rzeczach.

W nocy nie mogłem spać. Przewracałem sie z boku na bok nie mogąc zapomnieć słow Oliwii.

Następnego dnia z samego rana poszedłem biegać. W nocy obmyślałem kilka rzeczy.
Wracajac do słóżbówki gdzie część strażników już wstała spotkałem Petera.
-Cześć stary, lepiej ci już? - zapytał klepiac mnie po plecach.
-Cześć. Nie, a ty o wszystkim wiedziałeś?
-Adrianna mi powiedziała a one no wiesz... sa przyjaciółkami.
-Spoko. Ide pod prysznic- mruknałem i poszedłem do łazienki.
Zimna woda lała sie strumieniami spadajac na plecy.
Z zimna zaczalem sie trześć.
Musze to zrobić.

Ubrany w mundur ochronny poszedłem do Euredyty.
Kilkoro uczniów witało mnie z uśmiechem. Pierwszaki patrzyli raczej z przerażeniem.
Zapukałem w oliwne drzwi.
-Prosze - usłyszałem cichy głos zza drzwi. Nacisnąłem klamke i wszedłem do pomieszczenia.
Zawsze gdy tu szedłem po kare pokój wygladał innie. Ale teraz Euredyta przemieniła ten pokój w bardziej... przyjemny.
-Witaj James- odparła Euredyta siedzaca za biurkiem. Ubrana była w luźna fioletowa do ziemi spódnice oraz żółta bluzke i marynarke. Srebrne włosy zwiazała w koka a kilka kosmykow opadało jej gładko na policzki.
-Dzień dobry Euredyto.
-Siadaj, chcesz herbaty? Albo kawy? Poranek taki wczesny. - powiedziała podchodzac do kredensu gdzie stał dzbanek oraz kilka kubków. - wyspałeś sie?
-Nie dziękuje, byłem pobiegać. Myśle że trzeba odnowić słóżbówke.
-Słóżbówkę Ochrona coś mówiła?
-Nie. Ja mówie. Spałem tam dzis i nie było za wygodnie. Wiem, że ochrona przede wszystkim ma być odporna ale te chłopaki nawet młodsi ode mnie tam sypiaja. To nie jest dla wszystkich dobre.
-Spałeś tam? Dlaczego? Pokłóciłeś sie z Oliwia?
-Przyszedłem również prosić cie o przeniesienie do innego sektora. - kontynuuje nie zważajac na jej słowa. - według mnie ktoś inny powinien ptrolować za Twoim domem ten las.
-Rozumiem. - mruknęła - gdzie wec chciałbyś być?
-Myśle, że dobre miejsce to przy bramie.
-Ale to bardzo daleko od... no dobrze. Rozumiem. - odpaa otwierajac szuflade. - prosze to zaświadczenie. Zanieś to strażnikowi.

Chwyciłem świstek i wyszedłem mówiac dziekuje. Kobieta patrzyła na mnie smutnymi oczami.

Sektor obok bramy był najdalszym zakątkiem akademii. Z dala od Oliwii.
Przyniosłem świstek do strażnika mówiac, że to polecenie od Euredyty. Niski facet zmarszczył tylko brwi i objaśnił mi co tu mam robić.
Dostałem inna broń oraz słuchawke w razie czego i klucze do bramy.

-Cześć wszystkim - mówie wchodzac na plac przed brama.
-Och to nasz świetny James... witamy - mówi Jack. Chłopak klepie mnie bo plecach. - jak ci sie żyje? Bedziesz niedługo tata. Gratuluje. Moja Rachel nie może zajść choć próbujemy od 2 lat. W końcu zdecydowaliśmy sie na adopcje. Mały Piter uczy sie tutaj w pierwszaczkach.
-Przykro mi z powodu eee problemu - odpowiadam silac sie na uśmiech.
-Ahh rozumiem. Nie chcesz tego dziecka?
-To nie moje dziecko. A właściwie skad o tym wiesz?- pytam zły.
-Wszyscy wiedza - odparł wzruszajac ramionami. Ktoś z nauczycieli powiedział na zebraniu gdzie byli również głwn strażnicy a oni przekazali swpim kumplom i tak dalej...
-Super. Czyli dowiedziałe sie ostatni?
- To ty nie wiedziałeś? - zdziwił sie Jack.
-Ooo kogo my tu mamy. James ale zrobiłeś afere wczoraj. Cała szkoła słyszała - powiedziała Rachel. Była to afroamerykanka z bujnymi czarnymi włosami. Ubrana w żółtka koszulke oraz jensy i jeansowa kurtke. Była ze mna w roczniku w domu wody.
Pocałowała na przywitanie Jack'a
- Afere? - zdziwił sie Jack.
-Wczoraj dowiedziałem sie że Oliwia jest w ciazy i no wkurzyłem sie.
-Oszalałeś? - powiedział Jakc- ona cie kocha nad życie, ugania sie za tobą od kat tu jest! A ty jak zwykle pewny siebie. Byłeś popularny wśród starszych roczników.
-To nie moje dziecko - żęchnąłem.
-A ciekawe czyje - prychnęła Rachel - James, lubie cie ale czasem jesteś takim idiota. Oliwia kocha cie i tylko ciebie. A środki antykoncepcyjne nie zawsze sa skuteczne. Po drugie ona nie mogła przespać sie z kimś innym.
-Skad wiesz.- pytam zły.
-James.... widzać jak ona na ciebie patrzy. A inni owszem patrza na nia ale wiedza, że zdobyć jej nie moga bo im coś zrobisz. Rozumiesz? Wszyscy sie boja wchodzic w wasza miłość.
-Hmm- mrucze pocierajac kilkudniowy zarost. Niby racja. Zabiłbym wszystkich ktokolwiek wejdzie nam w droge.
-Zastąpisz mnie? Oddam ci za moja warte. - pytam Jacka.
-Nie trzeba. Pieniadze beda ci potrzebne - mówi przytulajac Rachel
-leć do niej - mówi Rachel.

Puszczam sie biegiem i choć nowa broń mi
przeszkadza biegne szybciej niż inni strażnicy. Głowny strażnik widzac mnue krzyczy bym sie zatrzymał ale nie zwracam na niego uwagi. Liczy sie tylko Oliwia.

Dobiegam pod ich dom. Oliwia siedzi w kuchni i gotuje obiad.
Wchodze bez pukania. Stoi tam w zielonej sukience. Dobierany warkocz siega jej do żeber.
-Oliwia? - próbuje zwrócić jej uwage.
Dziewczyna odwraca sie i jest zaskoczona. Padam przed nia na kolana.
-Przepraszam- mowie. Na jej twarzy pokazuje sie uśmiech i łzy - Przepraszam, za wczoraj. Za słowa. Tak mi wstyd.
Dziewczyna upada obok mnie na kolana i przytula sie do mnie. Łzy ciekna jej po policzkch.
-juz dobrze James.. już dobrze - mowi szeptem.
Pochylam sie i ja całuje. Najpierw deliktnie. Później mała iskierka przeskakuje miedzy nami. Przyciaga mnie do siebie a sama kładzie sie na podłodze. Całujemy sie tak chwile. Powoli ale i namietnie. Wylewam cała miłość do niej i do naszego dziecka.
-James... - mruczy cicho Oliwia.
Zaczynam całować jej szyje oraz policzki. Jedno kolano wsadzam miedz jej nogi. Całuje jej obojczyki i ramiona.

Euredyta wieczorem wchodzac do kuchni. Jest już po 21 wiec przewżnie każdy śpi. Widzi przypalone kartofle na kuchence oraz mój mundur. Na schodach znajduje sukienke Oliwii.
A potem z uśmiechem wychodzi z domu i kieruje sie ku akademii by ponownie spać w gabinecie.





 

 

#26

Siedziałam rano i jadłam śniadanie.
Przeżuwajac kanapke jednym uchem słuchałam Euredyty.
Siedziała na przeciwko mnie ale nic nie jadła. Ubrana w niebieska długa suknie spieła siwe włosy w koka, a przed nia leżały papiery dotyczac szkoły.
Zmieniała cały kodeks szkolny oraz statut.
-Co ty na to by wprowadzić w każdej klasie przewodniczacego​?- spytała notujac cos w zeszie.
-Yhm... fajny pomysł- przytaknęłam nieświadomie.
Do późnej nocy uczyłam sie do egzaminów.
Euredyta wymusiła na mnie bym zdawała egzaminy w trybie przyspieszony a wszystko dlatego, że to ja jestem dziedzice a ona zgodziła sie by mi pomóc.
-A Oliwio masz spotkanie jutro popołudniu z wice dyrektorem oraz innymi derektorami innych placówek.
-Jasne - mruknęłam.
Euredyta popatrzyła na mnie. Widzac mnie mało świadomą bez krawatu szkolnego i marynarka założona nie na ta strone zaśmiała sie.
-Oliwio! - krzyknęła rzucajac we mnie bagietka.
-co?! - wrzesnęłam.
-Nie słuchasz mnie w ogóle.
-Och przepraszam ale .. uczyłam sie do późna.
-Rozumiem. Ale zanotuj to. Spotkanie. Jutro o 15:30 w gabinecie.
-Jasne zanotowałam.
Euredyta i tak wziela samo przylepna karteczke i nakleiła mi ja na ręce.
Zaśmiałam sie.
Wstałam i chwyciłam torbę.
-Oliwo?- spytała.
-Co znowu?- spytałam wysilajac sie na uśmiech.
-Krawat oraz marynarka - kiwnęła głowa w moja stronę.
Westchnęłam a torba upadła na podłoge. O tak byłam już spóźniona na lekcje.

Adrianna siedziała w stałym miejscu w biolocznej sali. Profesora jeszcze nie było wiec odetchnęłam z ulgą.
-Ciężki poranek? - zaśmiała sie Adi poprawiajac płomienne włosy.
-Taak... w dodatku mam emm problem.
-Jaki? - zaciekawiła sie Adrianna.
Nagle drzwi sie otwarzyły i profesor Jules wszedł do sali.
Był ubrany w marynerke i biała koszulę. Z tego co wiem, żona codziennie mu ja prasuje.
-Adrianno i Oliwio! - upomniał nas.

W przerwie na lunch siedziałyśmy same przy naszym stoliku. Draco z Oliwerem zaszyli sie w sali poetyckiej.
Oliwer to nowy chłopak Draco.
Każdy był zdziwony gdy Oliwer
to nowy chłopak Draco.
Każdy był zdziwony gdy Oliwer okazał sie homoseksualistą.​ Umięśniony, męski i przystojny. Połowa dziewczyn ze szkoly uganiało sie za nim. Brązowe włosy opadały mu lekko na czoło ale nie była typowa grzywka tylko lekkie kosmyki.
- to słodkie, że Draco w końcu kogoś znalazł. - odparła Adrianna.
Była ubrana w czarne jeansy oraz fioletowa luźne bluzke. Na to narzuciła kilka wisiorków.
Od kiedy spotyka sie z Peterem ubiera sie bardziej kobieco.

Kiedy skończyłyśmy jeść poszłyśmy do sali.
Byłyśmy tylko samej.
-No mów co to za problem- mówi Adi przygladajac sie swoimi na czarno pomalowanymi paznokciami.
-Ahh... - zarumieniłam sie. - bo wiesz... raz było tak, że ja i James... James... no my ... zrobiliśmy to. I Euredyta chce ślubu.
-Ohh gratuluje - zapiszczała - kiedy?
-za jakiś czas . Nieważne. Chodzi o to, że James jest...
-Rozumiem- zaśmiała głośno Adrianna- chce być druchną!
-Hm.. oczywiście - odparłam całujac ją w policzek.
Zaśmiałyśmy sie. Profesorka skarciła nas tylko wzrokiem.
Nauczyciele i tak wiedza o ciąży wiec sorka uśmiechnęła sie tylko pod nosem.

Następneg dnia wstałam wcześniej by nie spóźnić sie do szkoły.
Euredyta również juz siedziała przy stole.
Ubrana w mundurek usiadłam do stołu.
-Dzień dobry- mówi Euredyta urana w czarna długa spódnice biała bluzke i żakiet.
-Dzień dobry - mówie smarujac miód.
-Gotowa na poznanie dyrektorów? - spytał malujac sie.
-Słucham?- otworzyłam szeroko oczy.
-To dziś - zaśmiała sie.
Szybko pobiegłam na góre i zmieniłam mundurek na jeansy oraz biała koszulke i czarna skóre.
Włosy rozpuściłam i pokręciłam.

-Witam Euredyto. A to pewnie Oliwia. Witam - mówi wice derektor.
-Dzień dobry -mówie widzac kilku mężczyzn w garniturze.
-Gratuluje dziecka- uśmiecha sie starszy pan.
Zarumieniłam sie.

Rozmowy przebiegły gładko. Wszyscy byli mili, nikt nie naciskał.
Euredyta przedstawila swoje plany, które oczywiście ustaliła ze mna. Ja tylko przytakiwalam. I choć wiem, że Euredyta mi je przedstawiła to jak bym je pierwszy raz słyszałam.

Później idziemy z Euredyta do domu. Odprowadza nas ten pan który jako jedyny gratulował. On jako jedyny wyraził swoje zdanie na ten temat ale inni nie patrzyli na to przychylnie.
-To będzie dziewczynka czy chłopiec? A może bliźniaki?- zaśmiał sie starszy pan.
-Ochh mam nadzieje, że tylko jedno - zaśmiała sie Euredyta.
Zawtórowałam jej.
I mimowolnie dotknęłam swojego brzucha, który lekko sie zaokraglił już. Ja również mam nadzieje, że to tylko jedno dziecko.






 

 

#25

Wybaczcie że dopiero teraz ale niestety nie miałam internetu

Siedzę w pokoju na łóżku.
Sama nie wiem co robić. Jestem w ciąży od dwóch miesięcy a nawet nie myślałam o tym.
James przyszedł do mnie po swojej pracy.

-Cześć kochanie - mówi całujac mnie w ramię. Drapie mnie delikatnie swoim kilku dniowym zarostem.
-Cześć- odparłam cicho poprawiajac bluzke. James westchnął cicho i położył sie na łóżku.
-Wiesz, śmieszna rzecz. Ludzie pytaja mnie jakie podobaja mi sie imiona dla dzieci. - mówi pocierajac zarost.
Oblewa mnie gorąca fala. Kurde. Skąd oni wiedza...? Ale...chyba nic nie skojarzył?
Wstaje z łóżka. Ręka Jamesa opada na łóżko.
-Ej?- zdziwił sie James.
-Ide sie myć. Wiesz. Źle sie czuje, ide pod prycznic. - powiedziałam i wyszłam z pokoju.

Następnego dnia siedzac przy stoliku głowiłam jak powiedzieć o dziecku Jamesowi. Adrianna stukała widelcem jedzac sałatke. Peter siedział obok niej i moge sie założyć, że trzymał ja za kolano.
-Powiedz mu prosto z mostu. Znam go od 20 lat. Nie lubi niespodzianek -proponuje Peter.
-Ale oczywiście na jakiejś kolacji czy coś. Ugotuj coś i tak dalej. Bedzie zachwycony - popiera Adrianna.

A wiec następnego dnia prosze kucharzy by zrobili coś przepysznego na kolacje dla dwojga. Oczywiście z ochota mi pomagaja.
Euredyta wyjechała w jakiejś tam sprawie ze szkola wiec mamy caly dom dla siebie. Ładnie posprzatałam, Peter napalił w kominku a Adrianna przyniosła kwiaty i świece.
Teraz siedziałam z szklanka wody i czekałam ubrana w fioletowa sukienke siegajaca do kolan. James sam mi ją kupił na nasze pierwsze walentynki.
Słysze ciche pukanie.
Ide otworzyc dzrzwi.
Za nimi stoi James ubrany w swój mundur.
-Cześć kochanie - mówi całujac mnie delikatnie w policzek.
-Cześć - zarzucam mu dłonie na szyje i całuje go mocno w usta. On obejmuje mnie w pasie. Całuje moje policzki i brode. Później zsuwa sie na szyje i robi malinke.
-Chodz, zjedzmy coś ciepłego - mówie i prowadze go za ręke do kuchni.
Świece pala sie na białym obrusie. Jest nakryte dla dwóch osób. Na przeciwsko siebie stoja ulubione
dania Jamesa - kaczka w piwie.

Rozmawiamy tak sobie trzy godziny, czas jakby dla nas przestał istnieć. Później siadamy na sofie na przeciwko kominka. On popija wino a ja wode.
-Kocham Cie - szepcze mi cicho całujac mój obojczyk.
-James... - mówie prawie jęczac - musimy pogadać.
Niezważajac na moje słowa całuje moje ramię oraz dekold.
Nagle odsuwam sie od niego.
-James!- prawie krzycze.
-Co?- jęknął jakby ktoś zabrał mu zabawke.
-Musimy pogadać.
-Słucham - mówi chwytajac kieliszek i popija wino.
Biore głeboki oddech.
Patrze mu w oczy i po prostu mów.
-Jestem w ciąży.
Zaszokowany James nie wie co robić. Najpierw odstawia wino a po jego piękj twarzy przebiega tysiac emocji. Złość, szczęście, radość, agresja.
W końcu nie wytrzymał. Oparł łokcie na kolana i ukrył twarz w dłoniach.
-James... - dotknęłam delikatnie jego ramienia. On odsunął sie odemnie z sykiem.
-Nie dotykaj mnie!- krzykną i wyszedł. Robie zaskoczoną minę.
Po chwili słyszę trzaśniecie drzwiami.
Zostałam sama.
Kieliszek Jamesa przewrócił sie a wino wylało sie na stół.
Chwytam telefon i pierwsze co robie to pisze sms'a do Adrianny. Odpisuje sekundę później. Obiecała zaraz przyjść.
W między czasie dwonie do Euredyty i opowiadam co sie stało.
-Oh maleńka... nie wiem co powiedzieć. Przejdzie mu. To tylko stres, tyle sie dzieje. - próbuje mnie pocieszyć choć mam wrażenie że to nie przez stres tylko on po prostu nie chce tego dziecka. Jest młody, całe życie przed nim a dziecko tylko go spowolni.
Adrianna przychodzi do mnie kilka minut po tym jak skończyłam rozmawiać z Euredyta.
Znajduje mnie gdy siedzę przed kominkiem z rozmazanym makijażem.
Obie sprzątamy po nieudanej kolacji a potem Adrianna próbuje mnie pocieszyć i kładzie do łóżka.

Ze zmęczenia i płaczu usypiam szybko.
Następnego dnia budze sie gdy słońce jest juz wysoko na niebie. Promienie słonca padaja wprost na mnie przy okazji irytujac mnie.
-Miałam dziwny sen - mrucze do siebie. Lecz gdy widze rozmazany makijaż na mojej twarzy przypominam sobie że to nie był sen.
On naprawde sie zdenerował.
Znowu płacze cicho.
W dom jest pusto. James jest na straży ale i tak wiem, że nie był tutaj od wczoraj. Euredyta miała spać w zamku. Jestem sama.
Czuje jak ogarnia mnie ta myśl. Dreszcze przebiegaja mi po kregosłupie.

Samotność w tłumie. Najgorsze uczucie.
Pozwalam by łzy płynęły strumieniami. Nie mam nic przeciwko. Mam nadzieje, że wypłynie razem z nimi ból, cierpienie i wstyd.





 

 
Wiem, że kolejny wpis jest straaaaasznie krótki ale ja naprawdę staram się rozszerzać to jak się tylko da

--------

Budze sie we własnym łóżku. Obok leży James pogrążony w śnie. Ma na sobie podarty smoking. A na twarzy wciaż dym i krew. Na krześle wisi moja kompletnie zniszczona sukienka, a na sofie siedzi Euredyta.
-witaj skowronku - mowi do mnnie ciepło podaje kubek z herbata. Biore go i pije małymi łyczkami.
-Długo spałam? - pytam. Słońce chyli sie ku ziemi.
-Jest po 18 ale nie martw sie i odpoczywaj. - mowi i wstaje- aa musimy porozmawiać. Ale najpierw odpocznij.

Kłade głowe na poduszke i momentalnie zasypiam.

Gdy budze sie jest wieczór... a może i noc? Kiezyc wysoko na niebie lśni wraz z gwiazdami. Obok mnie jest puste i zimne miejsce. James musiał wstać dawno.
Ubieram sie w szlafrok i schodze po schodach do jadalni. Skrzypienie desek zwraca uwage Euredyty.
-Jak sie czujesz? - pyta.
-Okey- odpowiadam.
-Zjedz coś i posłuchaj - mowi to i posuwa mi krzesło. Rzuciłam sie na jedzenie jak bym tydzień nie jadła. - dyrektorka nie żyje. Przejełaś po niej władze. Jesteś dziedziczka tego miejsca. Ale najpierw czeka ci rok nauki. Jesteś w ostatniej klasie. Wiec nie myśl że dam ci rządzić. Nie teraz.
-Rozumiem. Ale co w takim razie mam zrobić?
-wiesz... są zastęcy dyrektorów. Pewnie powinnaś kogoś z nich wybrać.
-Ale ja ich nie znam! Jak mam komus powierzyc władze skoro go nie znam, nie wiem czy moge mu ufać.
-Rozumiem cie ale to bedzie zgodne z zasadami.
-Walić zasady! - mruknęłam
-rozumiem że jesteś zła.
-Bo jak komuś powierze władze, a ten ktos bedzie taki sam jak srebrna? - wymówiłam to ostatnie słowo z pogardą.
-No cóż...
-A może ty?- zaproponowałam. - ty sie nadasz. Tobie ufam i wiem, że jestes dobra.
-Ja??
-Tak. I potraktuj to jako wynagrodzenie za te wszystkie dni kiedy musiałaś tu mieszkać oraz że pozwoliłas mi tu zamieszkać.
-Nie mogę, to nie zgodnę...
-Ależ oczywiśce że zgodne. Czytalam dawne kroniki. Tam sa inne zasady niż srebrni mieli.

W następnym tygodniu gdy poczułam sie lepiej postanowilam sprawdzic co i jak z zamkiem. Część ludzi a nawet wiekszość wyjechała
na tą wycieczke w góry. Ale nie moi przyjaciele. Oni pomagali odbudować sale balową oraz inne pomieszczenia.
Gdy weszlam do sali balowej ubrana w wiosenna biała sukienke w kwiaty zobaczyłam koszmar. Wszystko było spalone a w sali kreciło sie pełno ludzi.
-cześć Oliwio - pomachał mi Peter niosąc ciężka belke na współ z Jamesem.James od razu podniósł głowe i zobaczywszy mnie puścił belke i podbiegł do mnie. Peter zły zaczał klnąć pod nosem o miłości i upuscił cieżka belke. Kazał dwóm pierwszakom zabrać ją.
A sam poszedł ppo kolejna.
James podszedłdo mnie. Ubrany w koszulke oraz dresy mial przyczepiony pasek z narzędziami przy biodrach.
-Cześć- powiedzał to i pocałował mnie. Musnął mnie ustami a całe moje ciało zamieniło sie w gorący, gwałtowny i niemożliwy do zatrzymania strumień. Pocałował mnie jeszcze mocniej, wsunął ramie pod moj bok i przyciągnął do siebie. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i wyczulam puls. Szybki i nierównomierny. James przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Położył mi dłonie na biodrach.
Nagle wszystko zawirowało.
James podniósł mnie i okrecił kilka razy.
Pisnęłam szczęśliwa.
-Kocham Cie - wyszeptał.
Przycisnęłam usta do jego warg. Smakował słoną morską woda i nagle dotarło do mnie jakie mam szczęście. Żyje i mam kogoś na kim mi strasznie zależy. Mogłabym tak godzinami całować słone usta Jamesa nie zwracajac uwagi na otoczenie.
Jego usta byly miękkie ale i popękane. Miał kiludniowy zarost który drapał mnie w policzek i dłoń. Całowaliśmy sie pomału, z czułością.
Mogłabym tak wiecznie.
-Eee gołąbeczki! - krzyknął ktoś za plecami Jamesa.
Odwróciliśmy sie oboje. Za Jamesem stała Adrianna. Jej rude włosy po raz pierwszy chyba zwiazane w koka były brudne od kurzu i trocin. Zobaczywszy mnie pisnęła i podbiegła do mnie prawie mnie przewalajac.
-Ty żyjesz! - przytuliła mnie przyjaciółka.
-No tak-roześmiałam sie.
James parsknął śmiechem.

Przechodzac sie po korytarzach szkoły myślałam co tu musze zmienić. Oczywśce zdjąc portrety srebrny i zawiesić prawowite obrazy które sa na strychu. Myślałam też o wyłożeniu kronik przy wejściu lub przy moim gabinecie.
Moj gabinet.
Kazałam jak najszybciej zmienic drzwi na oliwkowe a złota tabliczke na zwykła.
Wystrój również sie zmienił. Ściany kazałam pomalować na wesoły fioletowy kolor i wypełnić ściany obrazami poprzednich prawowitych dziedziców tej szkoły.
Portret mojej babci, mamy mojej mamy wisiał zaraz nad krzesłem dyrektorki.
A właśnie. Moja babcia.
Była pięknął kobieta. Była podobna bardzo do mnie. Miała te same blond włosy oraz oliwkowe oczy. Była o wiele piękniejsza ode mnie.
Biórko i krzesła kazałam wymienic na z oliwkowego drzewa. Regał na książki bardzo mi sie spodobał wiec zostawiłam.
Pod oknem stała sofa obita w jasny materiał. Zasłony wymieniłam na białe i zwiewne tak by łatwo było je odciagac.
Nagle do pokoju ktos zapukał i wszedł. Strażnik z rudą brodą. Miał około 22 lat.
-Olisio. Już czas - powiedziawszy to skłonił sie i szerzej otworzył drzwi. Minowszy go wyszłam z gabinetu i poszłam na dziedziniec gdzie zebrało sie sporo ważnych ludzi.
-Witam wszystkich. Na początku chciałabym opowiedzieć prawdziwą wersje wydażeń. Była dyrektorka była z plemienia srebrnych. Naszych wrogów. Odkryłam to gdy kazała mi sprzątać piwnice. Znalazłam wiele obrazów mojej babci oraz kroniki które były prowadzone. Ostatnia kończy sie na najezdzie srebrnych.
Z racji tego że jestem dziedziczka tego miejsca bede rządzić tym. Lecz. Został mi rok nauki. I za zgodą was wszystkich chciałabym przekazać władze Euredycie do czasu ukończenia mojej nauki tutaj. Później obiecuje przejme wszystkie obowiazki. Przez ten rok obiecuje równiez należycie przygotowac sie do roli dyrekcji tego miejsca.
-Popieram! - wykrzyknąl młody mężczyzna w garniturze. Później podniosło sie kilka osób i poparoło go. Moi przyjaciele również wstali i poparli młodego. W końcu wszyscy zgodzili sie.

Siedzac wieczorem na tarasie jadłam kolacje z Euredyta. Kobieta była dziwnie milczaca.
-Coś się stało? 28 sty, 17:55
- pytam pijac kompot.
-Oliwio- wzdycha - minęło tak wiele czasu od dnia gdy sprawdzałyśmy czy jesteś w ciązy.
-tak? - zaczełam sie niepokoić
-fakt faktem wynik był następnego dnia ale egzaminy, bal, pożar, remont i twoje omdlemia...
-Wyduś to z siebie
-No cóż... jesteś w ciąży.

Poniżej przedstawiam wam zdj. tatuaży z domu ognia









 

 
Oto obiecane regularnie dodawanie postów
Wiem i przepraszam, że to takie krótkie. Staram się to wydłużać ale słabo idzie

Zapraszam na dwa inne moje blogi, które choć fakt faktem prowadzę częściej niż ten. Ale jak na razie nie mam zamiaru tego zawieszać. Nawet pomimo tak małej aktywności...

http://chudzinaxd.blogspot.com/?m=1

Jest to blog o zdrowym trybie życia oraz o ćwiczeniach które ja dziennie wykorzystuje

http://nakrawendzizycia.blogspot.com/?m=1

To natomiast jest blog o młodych ludziach który mają nadzieje, że ponownie się spotkają podczas wojny.
Czy ich miłość przetrwa wszystko?
---------------------------------------

Przygotowania do balu szły pełną para.
Wystrojona w troche przyciasnąl biała sukienke stalam przy drzwiach i witalam gości. Przybyli nawet jacyś ważni ludzie. Obok mnie stał James w smokingu oraz Adrianna w czerwono czarnej sukni i Peter.
Adrianna w końcu przyznała sie co jest mniedzy nią a Peterem. Kiedy uciekliśmy przez mur nawiazała sie miedzy nimi więź. On pocieszał ją po poraszcze ucieczki. Ona pomagał mu w lekcjach.

Stałam przytulona do Jamesa. Był mroźny styczniowy wieczór. Choc atmosfera na sali balowej byla inna. Wszyscy świetnie sie bawili, oczywiście dziewczyny plotkowały o sukienkch butach i fryzurach innych a chłopaki o srebrnych.

Około północy po wzniesionym toaście za zakończenie roku i zajeć szkolnych puścili kilka wolnych kawałków.
Tańczyłam chwilę z Jamesem.
-Słabo mi, ide usiaść. Idziesz? - spytałam. Chłopak tylko kiwnął głowa.
Podeszliśmy do stolików.
Z braku miejsc usiadłam na kolanch Jamesa.
-James? Co sie dzieje? - spytałam nagle gdy poczułam jak pod smokingiem James napina miesnie. Po chwili również poczułam. Gęsty dym wydobywał sie z drzwi i wypełnial sale. James i Peter wraz z Aque próbowali wyprowadzić uczniów lecz oni nie chcieli. Ktoś krzyknął że już czas i nagle nie wiadomo skad wszyscy wiciągneli stare miecze należace do prawowitych dziedziców tej szkoły i zaczeli walczyć. Próbowali zwiazac zaskoczonch strażników którzy w sumie nie wiedzieli co maja robić.
Aqua śmiesznie wygladała w długiej bialo fioletowej sukni trzymajac długi miecz.
Ktoś nawet wywołał pożar by zdezorietować strażników.
"Niech zamek oczyści sie z brudu" - ktoś krzyczał. Po chwili tekst podłapało kilka osób i rowiez zaczeło krzyczec.
Biegnac do gabinetu dyrektorki natknęłam sie na Aque. Jej blond włosy rozsypały sie z koczka a biała suknia była cała osmolona.
-Oliwio. To wszystko dzieki Tobie. Otworzyłaś nam oczy. - powiedziała z podziwem- trzymaj. I dopełnij swoje przeznaczenie.
Wreczyła jeden z starożytnych mieczów i pobiegla do sali.

Biegne pustym korytarzem. Widze debowe drzwi ze złota klamka. Bez pukania wbiegam do gabinetu.
Dyrektorka siedzi przy biurku i popija wino.
-Co sie tam dzieje Oliwio? - pyta patrzac znacząco na mój miecz.
-Chcialabym wiedziec to samo. Jestes srebrną. Jesteś zła. Zabiłaś prawowitych dziedziców tej szkoły. Lecz ja zamierzam przywrócic władze.
-A kim jest dziedzic o którym mówisz?
-Ja. - szepcze i przystawiam miecz do gardla dyrektorki. Widze w jej oczach strach. Nie wie co robić.
Nagle słychać poteżny wybuch. Ziemia lekko sie zatrzęsła. Przypadkowo wbiłam nóż w brzuch dyrektorki. Krew polala jej sie po ubraniach i po dywanie.
-Żegnaj- szepcze i dociskam nóż.
Gdy ciało przechodzą dreszcze, mam pewność że nie żyje. Opadam z mieczem obok zwłok. W tej samej chwili drzwi otwieraja sie i wpada James z Peterem.
Ja leże na podłodze, łzy cieknął mi strumieniami.
James podchodzi do mnie mnie przytula. Później wraz z Peterem wyprowadza z pokoju.
Peter pobiegł szybciej by ogłosic szczęśliwa nowinę, natomiast ja ledwo utykam do sali. Po drodze mija mnie pare osób ktore mi gratuluja lub pomagaja iść.
Wchodzimy do kompletnie zniszczonej sali.
-Niech żyje Oliwia! Niech żyje Oliwia - krzyczy wiele osób unoszac w góre miecze i szable.
Z wrażenia cieknął mi łzy po policzkach. Szczęśliwa macham do moich znajomych i kolegów. Oni wierza we mnie. Wierza że odbuduje tą szkołe.
Nagle czuje sie słabo.
Upadam.
Słysze ktoś krzyczy, kilka osób patrzy na mnie z przerażeniem w oczach.
Ja nic nie widze.
Nie słyszę.
A potem mdleje.










Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przepraszam, że taki krótki no ale nie miałam czasu pisać za bardzo. Obiecuje następne będą dłuższe
________________________________


Przez następne kilka dni wciaż sie uczyłam. Starałam sie nie myślec o teście, który Euredyta wciaż trzymała. Co dziwne nie było nadal wyniku... albo Euredyta specjalnie go przede mna ukrywa. Może to i lepiej. Musze skupić sie na nauce.
Z Jamesem też praktycznie przestałam sie widywać. On kończył szkołe. Widywalam go tak jak reszte moich przyjaciół czyli przy obiedzie lub na przerwie.

Jednocześnie obmyślałam plan. Jak przekazać prawde o "srebnych ludziach" czyli o złej stronie która nas naucza. Pomimo że w magiczny sposób kroniki które znalazlam jakiś czas temu zniknęly miałam wszystko w pamietniku.
A co jeśli ludzie mi nie uwierza?


Dzień sadu... przepraszam egzaminów. Historie, fizyke i biologie zdałam śpiewajaco. Niestety teraz nadszedł czas na zielarstwo oraz języki.
Najtrudniejsza była łacina. Ale o dziwo dostałam z niego 5. Chyba sa zalety tego że egzaminator nie moze byc to nauczyciel który nas uczy.
James również wszystko zdał. Prawie wszystko na 6... no oprócz zielaratwa. Sztuki walki również zdał na 6. Ja niestety dostałam marne 4+
Peter natomiast w ogóle nie przejał sie egzaminami i wszystko zdał na 5.
Co dziwne baaardzo zainteresował sie Adrianna, która robiła sie czerwona na twarzy jak jej płomienne włosy aby widziała Petera. Słodkie.

Siedzielismy w auli. Zebrali sie tutaj wszyscy uczniowie oraz nauczyciele i kilku strażników. Nie mogłam siedzieć z Peterem ani Jamesem ponieważ oni jako klasa absolwentów musieli siedziec na samym dole. Ja z Adrianna zajełyśmy miejsca obok prawego wyjścia z Auli. Nie. Nie dlatego że chciałyśmy uciec lecz tutaj strażnicy nas nie widzieli. Wprowadzałam swoj plan w zycie czyli rozgłaszałam prawde tak by nauczyciele sie nie zorietowali.
Cala sala wilkiem patrzy na dyrektorka która na sto procent jest srebna przez włosy.

Srebni mieli czarnobiałe tatuaże oraz długie srebne włosy. Kika strażników również byli srebnymi lecz co tydzień farbowali włosy.

W końcu rozpoczeła sie akademia.
Najpierw wyczytano ososby za
Najpierw wyczytano ososby za najlepsze wyniki, za frekwencje, za pomoc szkolna. Oczywiście ja równiż dostałam nagrode za organizacje imprez.
Później po kolei wyczytywano absolwentów.

Gdy wszyscy dostali nagrody i dyplony głos zabrala dyrektorka.
-Słuchajcie moi mili. Dziś rozdanie dyplomów. Jutro bal. Wiem że cześć osób planuje wrócic do domu, do rodzin na te świeta. Jednakże kto nie wyjeżdza jedzie z nami na wycieczke w góry. Prosze przygotujcie sie na bal, tak aby ta noc była nie zapomniana. Komitet organizacyjny sprzedaje bilety. Są dostępne u Oliwii. - powiedziawszy to wskazała na mnie a ja wstałam- lub Adrianny.
Adi równiez wstala ukłonila sie.
-za dobre wyniki w sztukach walki chciałabym przygarnąc czesc osób do straży oczywiście jeśli sie zgodzicie. Prosze tu James, Peter, Jackob, Paull, Draco, Richer, Dewelon, Martel, Figos, Xawery, Quell, Asson, Zack i Lodiel. A no i nie można zapomniec o naszej gwieździe wśród dziewyczyn Aqua. Mimniejszym wręczam wam chlopcy i Aquo odznaki bohaterstwa i serdecznie zapraszam do moj straży. Jeśli jesteście zainteresowani przyjdzicie po apelu do mnie do gabinetu. - skończywszy przemowę wyszla boczynimi drzwiami. Tłum ludzi ze skwaszonymi minami ruszyla ku drzwiom.

-Cześć Absolwencie - pocalowałam Jamesa w policzek gdy usiadl przy mnie do stolika. Adrianna zaśmiala sie i wypatrywała Petera.
-Zgłosiłem sie do straży. Chce być blisko was do ukończenia szkoły.-Powiedział James.- a Peter jeszcze rozmawia.

Adrianna zrobiła skwaszona minę i wrócila do grzebania widelcem w sałatce.
-A jak twój plan? - spytał nakładajac sobie kartofli.
-Spoko, chyba. Wszyscy o tym gadaja ale jak na razie tylko bal i bal.
-A właśnie. Mogę kupic dwa bilety? Musze zaprosić swoja dziewczynę.-spytał James
-Jako komitet organizacyjny mam dwa wolne bilety.
-Ale ja nie mówiłem o Tobie. - powiedziawszy to nie mogłam uwierzyc własny uszom. Zrobiłam przerażone oczy a James parskał śmiechem.
-Łatwo cie nabrać - pocałowa mnie w policzek. Adrianna wybuchn
Adrianna wybuchnęla śmieche,. - szkoda że nie widziałaś swojej miny.
-Bardzo śmieszne. - mruknęłam cicho i upiłam łyk herbaty.



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po pierwsze tak jak wspomniałam dziś bardzo przepraszam za nieregularne posty. Po prostu mam masę rzeczy na głowie. Po drugie jak już wiecie zaczęłąm pisać dwa inne blogi. Wiem. Na jednym byłam bardziej aktywna niż tu ale to dlatego że na telefonie mam blogspot a pingera nie. Łatwiej mi dodawać tam.
Ps. Przepraszam za błędy ale jak tylko będę miała czas to je popoprawiam bo tak to na tablecie starym pisze co nie da się nawet ustawić internetu tam xDDDD
------------------------

Oliwia.
Obudziłam sie gdy słońce było wysoko.
Strasznie bolała mnie glowa. W sumie to i wszystko mnie bolało.

Spojrzałam na zegarek.
Jasna cholera! 3 godziny temu zaczęly sie lekcje.
Na bosaka pobiegłam do kuchni szukajac czegos do picia.
-O witaj.. nie mialam serca cie budzjć. Wczoraj pracowałaś do późna nad tym projektem- powiedziała słodko Euredyta. Projektem?
Wydawało mi sie coś innego.
-Miałam przedziwny sen... ze wyszłam poza mur i w ogóle...- jęknęłam pocierajac głowe.
-Och kochana nie gadaj głupot. Niedługo egzaminy... skonczyłaś prace semestralna? - spytala dopikajac kawe i nie czekajac na odpowiedz wyszla z kuchni.

Było w jej spojrzeniu coś co mi mówiło ze ona kłamie. I czeka na coś. Paranoja...
Dziś odpuściłam sobie dzień w szkole. I tak nie było sensu bym wstawała. Późnym popołudniem poszłam do dyrektorki to usprawiedliwić.
Zapukałam w dębowe drzwi. Po usłyszeniu "prosze" nacisnęłam złota klamke.
-O witaj Oliwio. Jak sie czujesz? Słyszałam o twoim wypadku... przykra sprawa. Naprawde ten natłok prac cie przerasta. Chodzisz nie wyspana a potem znienacka uderzasz w półke i spadasz z stolika. Co ty tam robiłaś?-powiedz​iała słodkim głosem dyrektorka.

Dziwne...

-Hm.. nie pamietam. Szczerze nie pamietam ale chce usprawidliić swoja dzisiejsza nieobecność w szkole...
-Ależ rozumiem. Euredyta wspominała że długo spalaś. Nie przejmuj sie nikt ci za to nie wini. Nauczyciele zgadzaja sie ze mna, że kilka dni odpoczynku i powinnas wrócić do normy. - uśmiechnęła sie.
Zaszokowała mnie.
-czyli.. mam zrobić sobie wolne? - spytałam niepewnie.
-Ależ oczywiście - zapewnila mnie- tylko musisz byc pod nadzorem. Nie chce by moi ulubieni uczniowie co chwile robili sobie krzywde. Co powiesz na tydzień? Oczywiście bedziesz mogła wrócic na zajecia kiedy bedziesz chciała. Niedługo koniec semestru itak dalej...

Coś mi tu śmierdziało. Dowiem sie o co tu chodzi.
Idac korytarzem źle sie poczułam. Usiadłam na jednym z parapetów przy dużym oknie.
-Wszystko w porzadku? -usłyszałam zatroskany głos nad soba. Podniosłam głowe.
Przede mna stal James. Krótkie blond włosy gdzieniegdzie pociemniały. W uchu miał kolczyka. Tatuaże okalały cała jego prawa dłoń az do ramiena. Osobiście widziałam jak tatuaż ciagnał sie aż do łopatek na plecach Przedstawiały wszystkie możliwe symbole jego domu. Domu ognia.
Był ubrany w biała koszulke i czarne spodnie. Pomimo lutowego chłodu było mu ciepło.
-Powiedzmy. Troche zrobiło mi sie słabo.
Chłopak przygarnał mnie do siebie i przytulił mocno. Później odszukał mych ust i je namietnie pocałował.
Jego wargi napierały na moje tak jak by chciały stopic sie w jedno. Ja nie byłam mu dłużna. Całowałam go czule chcac pokazac mu jak bardz go kocham.
-Teskniłem - wyszeptał gdy odsusnał sie na chwile. Trzymał moja twarz w dłoniach. Przez chwile skubał moje wargi jakby próbował zerwać zakazany owoc.
Pochyliłam sie i przycisnęłam swoje usta jego warg. Tym razme całowaliśmy sie powoli i czule. Ja oplotłam rece w okół jego szyi on zsunał swoje dłonie po mojej talii i wsunał po bluzke. Przyszył mnie dreszcz. Położył dłoń na moim staniku i delikatnie gładził miseczke.
-James, bardzo cie prosze ale to jednak jest szkoła - odezwał sie jakis głos za nami. Przestraszona odskoczyłam od chłopaka.
Za Jamesem stał młody profesor fizyki-August. Nie miał wiecej niż 23 lata a wiec niedawno musiał ukończyc szkołe.
Ja oczywiście spaliłam buraka natomiast James uśmiechnał sie łobuzersko jak małe dziecko przyłapane na jedzeniu ciastek ze słoiczka.
August przychnał z pogardą i poszedl dalej.
Zrobiłam zmartwiona minę.
-Idziemy na kolacje? - spytał James.
-Hm wiesz nie jestem głodna. Troche mnie mdli. Może lepiej sie położe... przyjdz do mnie jak chcesz.
-spoko kochanie, odpocznij - powiedział to i pocałował mnie w policzek- następnie prawie w podskokach pognal w strone jadalni. Natomiast ja ruszyłam w przeciwnym kierunku.

Wieczorem James przyszedł lecz tylko ns pół godziny. Na tyle mu pozwolił strażnik.
-James... powiedz mi co sie 25 sty, 16:54
co sie tak naprawde stało? - spytałam gdy leżeliśmy na moim łóżku. Chłopak spiął sie i westchnął głośno.
-uderzyłas sie o szafke - skłamał.
-Kłamiesz. Wyszliśmy za mur prawda? Byliśmy po drugiej stronie...?
-Owszem. Lecz dyrektorka sie dowiedziała. Ty zemdlałas a ja nie wiedziałem co mam robic. Przepraszam.
- nie gniewam sie- powiedziawszy to pocałowałam go w usta. On odwzajemnił gest i całował mnie czule i romantycznie. Było cudow. Po chwili zszedł nizej i całował moja szyje, obojczyk.
-kocham Cie- wyszeptał całujac moja skórę. Cała drżałam od jego dotyku. Nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa.
Gdy tak całował moja szyje oraz twarz nagle wpadł strażnik.
-Koniec wizyty. - powiedziawszy to chwycił Jamesa i wyprowadził. Chłopak parsknał śmiechem i wyszarpał sie strażnikowi. Później szybko pocałował mnie w policzek i wybiegł na balkon a tam skoczył na ziemie. Parsknęłam śmiechem.

Kolejne dni mijały monotomnie, a ja czułam sie coraz gorzej.
Pewnego poranka siedzac w kuchni ubrana w bokserki Jamesa oraz stara koszulke od piżamy skubałam chleb. Nie miałam apetytu choć zjadłabym konia.
Euredyta przygladała mi sie uważnie.
-Marnie wygladasz... - rzekła w końcu.
-Wiem - odparłam w ciszy.
-A może ty w ciąży jesteś? - zasugerowała kobieta.
-Wie... zaraz co?! - krzyknęłam i pędem pobiegłam na góre. Odnlazłam mój notes i z przerażeniem przewracałam kartki szepczac "nie...nie".
Niestety.
Zaszokowana usiadłam na podłdze.
Okras mi sie spóźni i to dwa tygodnie!
Eurdyta weszła do mojego pokoju. Zobaczyła dziennik otwarty. Po chwili westchnęła.
-Chodź. Znam pewin patent.

Poszłam za nia.
Wedle starej tradycji by sprawdzic czy naprawde jestem w ciąży Eurdyta kazała mi nasikać na papierek. Jeśli zabrwi sie na zielono to znaczy że jestem w ciąży. A jesli żółty to nie.

Tak wiem. Fajny sposób.
Przez następny dzień siedziałam jak na szpilkach bojac sie o wynik "testu".

Co jeśli wynik bedzie pozytywny? Powiedzieć coś Jamesowi? Wyjechac z szkoły? Kurcze... nie wiem co robić.
A jeśli to 25 sty, 16:55
bedzie dziewczynka? A jeśli chłopak?
Dziewczynka mogła by nazywać sie Elizabeth a chłopiec Conor.

W drzwiach mojego pokoju stanęła Euredyta. Minę miala dość dziwna wiec przeraziłam sie.
-Jeszcze nie wiem. Ale chciałabym cie zapytać co chcesz na kolajce?- uśmiechnęła sie łagodnie kobieta i poklepała mnie po dłoni dodajac mi otuchy.
-Makaron z sosem - odparłam po chwili namysłu.





 

 
Hej. Wiem ze obiecałam że nowe opowiadania zacznie soe w lutym ale sprawy sie skomplikowaly. Obiecuje że będę teraz dodawać regularnie powiedzmy 2 części tygodniowo. Jeszcze dziś wieczorem lub w nocy dodam kolejny 21 cześć a następna w sobotę lub niedziele.

Druga sprawa to to że zaczęłam prowadzić jeszcze dwa inne blogi do których również zapraszam. Jak tylko będę mieć czaas dodam je do mojego profilu.

http://nakrawendzizycia.blogspot.com/?m=1

http://chudzinaxd.blogspot.com/?m=1

Trzecia sprawa to pomyślałam że może będę dodawać takr posty "z innej półki" bym opisywaa różne książki blogi lub takie tam. Co wy na to?
  • awatar RemigiuszP: Fajne te dwa blogi. Bardziej mi sie spodobał ten Fit. Chętnie poczytam te z innej półki :)
  • awatar Gość: fajne te blogi oba :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Szliśmy całą noc. Dosłownie padałam z nóg. Widzialam to również po twarzach moich przyjaciół.
-James.. prześpijmy sie. - jeknęłam.
-No dobrze. - westchnął.

Poszukaliśmy wygodnego w miare miejsca i usnęliśym.

Od naszej ucidczki ze szkoły minął miesiac. Byłam strasznie zmęczona. Chciało mi sie pić i zarazem wymiotować. Czułam sie okropnie, szybko sie męczylam. Część osób uważala że to przez to że mało trenuje. James zmartwił sie że złapałam jakas chorobę.

Pewngo wieczoru siedzac przy ognisku wtulona w ramiona Jamesa słucham innych.
-Szczerze nie podoba mi sie to. - powiedziała Izabella.
-Mi też- odparła Ekizabeth - nic przez miesiac nie znaleźliśmy. Kończy nam sie woda a ona choruje - wskazała na mnie palcem.
-Przeztańcie- zagrzmiał Peter. - Ja cos czuje.. czuje cos ze niedlugo kogos spotkamy.
-och ty i te twoje uczucia - parsknęła rozdrażniona Elizabeth.
-Idzmy spać. Jutro pomyślimy co dalej. - powiedział James,

Ja długo nie mogłam usnąc. Czułam sie za to wszystko winna. Moze faktycznie tylko obciążalam ich?
Byliśmy w jaskini, dwa mety nad ziemia. Od dwóch tygodni przemierzamy pustynie. Nic dosłownie nie ma za nami i przed nami.
Wyszłam na skalna półke.

Było tu zimno i wiglotno. Moje byle jak zwiazane włosy domagały sie mycia.
-Cześć- powodziała Adrianna siadajac obok mnie. -Jak sie czujesz?
-W porzadku, a ty?
-Och jestem strasznie zła. Jeszcze tak daleko.
-Chcesz wracać? - spytałam
-hm.. sama nie wiem, poszlismy tutaj by od nich uciec a teraz czy chce tam wrócić...
-mam tak samo..
-spójrz... - powiedziała wskazujac na czarny punkt który z dziwna szybkościa poruszał sie w nasza strone- co to może być?
-Nie mam pojecia.
-O boże... to strażnicy! Obudz wszystkich- krzyknęła Adrianna i sama pobiegła w głab jaskini. Chciałam zrobic to samo lecz gdy tylko wstałam zakreciło mi sie w glowie i ponownie upadłam. Pochłonęla mnie ciemność.

James.
Obudziła mnie Adrianna krzyczac coś o strażnikach ze szkoły. Zerwalem sie na równe nogi i zobaczylem ze nie
ma przy mnie Oliwi. Zacząłem jej szukać.
-Stary choć, straznicy sa blisko. - poganiał mnie Peter.
-Widziałes Oliwie?
-Pewnie juz poszla - wzruszył tylko ramionami i pobiegl za Adrianna. Ruszylem za nimi. Na szczęście jaskinia w której sie ukrylismy byla na poczatku jakiegoś lasu. Wszyscy rozbiegli sie w różne strony tak by ich nie odnaleziono.
Ukryty na sośnie pod gałeziami usłyszałem parskanie koni.
-Znajdzcie mi ich i przyprowadźcie. Żywych albo martwych. - zagrzmiał kobiecy glos.
Wtedy ją zobaczylem. Była ubrana w biały dlugi płaszcz i równie długa suknie. Siedziała na białym koniu a jej srebne długie włosy lśniły w blasku ksiezyca.
Ona również mnie zobaczyła. Spojrzała na mni szmaragdowymi oczami.

Usłyszałem jak mnie woła.
Tak sie zafascynowałem, że nawet nie zauważyłem strażnika który trzymał mnie mocno za ramiona i przyprowadził do tej pieknej kobiety.
Nagle skojarzyłem ja z pewna osoba. A nawet lepiej. Była to ta sama osoba!

Moja dyrektorka szkoly co mogłaby być moja siostra uderzyła mnie dłonia w twarz. Zapiekło.
-Jak śmiałeś James! Taka zniewaga!
-Oliwia... - wymamrotałem a dyrektorka roześmiała sie złośliwie.

Gdy stałem tak przy naszej dyrektorce odnaleziono pozostała 13 osób.
-To wszyscy... pani - powiedział jeden strażnik.
Kobieta przyjżala sie wszystkim.
-Gdzie Oliwia? - spytała mnie zaciskajac swoje białe paznokcie na moim ramieniu.
- nie wiem. Nie widziałem jej od ucieczki w jaskini- odparłem szczerze. Nie mogłem jej pozostawić tu na pastwe losu.

Żołnierze przeszukali jaskinie. Odnaleziono ja na betonowej półce. Leżała nieprzytomna,
Jeden z strażników wział ja na swojego konia i galopem pognali w strone zamku. Za nim pojechała dyrektorka ze swym orszakiej. My szliśmy przykuci do innego żołnieża jadacego na koniu.

Droga powrotna okazała sie bardziej meczaca nic wczesniej choc przebyliśmy ja dwa razy szybciej. Przykuci do konia prawie biegliśmy by nadążyć. To miala być nasza kara. A później było jeszcze gorzej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej.
Wstawiam tak na szybko kolejna część i wracam się uczyć.

#19
Siedziałam rano jak zwykle w jadalni. Zegar na dziedzińcu wskazywał 7.30
-Oliwio! Mowie do ciebie - jęknęła Adrianna. Dziewczyna miała płomienne włosy. Była z tego samego domu co James i Peter - Ognia.
Jej ramiona byly pokryte tatuażami.
James zaśmiał sie i pocałował mnie w policzek.
-źle spałaś? -Spytał czule.
-Nie mogłam zasnąć- odparłam. Kątem oka widziałam jak Peter udaje że wymiotuje. Adrianna parsknęła śmiechem.
-Musze z wami o czmyś pogadac - szepnęłam cicho. Przyjdzie do mnie dzis po 22. - każdy spojrzał na mnie zdziwiony. Wstałam- mam kare wiec wcześniej nie moge.
Powiedziawszy to ruszyłam na lekcje. Pierwsza miałam historie.
Na lekcji profesor bezskutecznie próbowal nas ogarnac. W końcu poddal sie i zaczał mówic o lekcji.
Każdy był znudzony. Podniosłam rękę.
-Tak Oliwio? - spytal sor.
-Chodzi o to, że słyszalam gdzieś... o wojnie. Tutaj. W 1580 roku. To prawda?
-Oh moja droga. Ten temat jest omawiany w wyższych klasach. Ale owszem byla tu wojna o ten piękny zamek. Która na szczęscie wygraliśmy.

Coś mi sie tu nie zgadzało.

-A kto przed tem tu był ? - spytałam. Zauważyłam że każdy z uwagą przysłuchuje sie naszej rozmowie.
-Naturalnie że my. Znacie historie wielkiego wojownika. On zbudował ten zamek. On był naszym przodkiem. Stworzyl tu szkołe, która bardzo dobrze funkcjonowala. Lecz zdażały sie dziwne sytuacje. Normalni ludzie myśleli że to sekta wiec zaczynali atakowac szkołe. Była również druga organizacja z która jak to panna Oliwia wspomniała byla walka. Oczywiście nasi przodkowie wybili co do jednego wojownika z tejże drugiej organizacji.
-A srebni ludzie? - spytałam.
-Srebni ludzie? - powtórzył po mnie historyk. Po twarzy przebiegł mu jakiś cień. Zmarszczył brwi przestraszony.
-Tak. Natknęłam sie na nich właśnie czytajac o tej wojnie w 1580 r.
-Interesujace.. bo nigdy nikogo takiego nie było. Może cos zle przetłumaczyłaś? Była bys tak dobra Oliwio i przyniosła mi ta książke na zajecia na za tydzień? - spytał słodkim głosikiem.
-ależ oczywiście - odparlam sarkastycznie.

To strasznie nie fer że chłopaki wcześniej skończyli kare. Ja miałam dziś ogarnąć strych.

O 22 gdy byłam już wykąpana siedziałam na swoim łóżku i opowiadałam moim przyjaciołom o kronikach.
James, Peter, Adrianna, Draco, Hugo Elizabeth oraz Sylwia słuchali uważnie. Poźniej pokazałam im kroniki.

Po przeczytaniu wszyscy doszli do tego samegi wniosku co ja.
-To... dziwne. Nigdy nie słyszałam o wojnie. To znaczy była wojna ale bylo że nasi przegrali... - wyjaśniła Elozabeth. Dziewczyna miała bliźniacze która akurat nie mogła przyjść. Obie miały czarne długie włosy, w tum samym miejscy te same tatuaże lecz Elizabeth była z domu ognia natomiast Izabella z domu wody. Obie kochały historie.
-Zgadza sie. Poza tym moim zdaniem trzeba odnaleźć te osoby co uciekły. Przecież tu jest napisane że skryła sie do piwnicy z innymi kobietami-powiedział Peter. - Fakt minęło wiele lat ale coś czuje że za tym murem świat jest inny niż nam mówia.
-Chetnie bym zobaczyła co tam jest - powiedziałam. Ze mną zgodzilo sie kilka osób.

-Posłuchajcie. Mój plan jest taki. Spotkajmy sie... powiedzmy o 1 czyli za dwie i pół godziny- powiedział Peter- tutaj zaraz obok domu Oliwii. Dawno temu widziałem to miejsce. To przejście. Lecz było zamkniete. Sprzątajac w piwnicy znalazłe klucz który pasuje do tych drzwi. Uciekniemy jeszcze dziś.
-O pierwszej zmieniaja sie strażnicy. To dobry pomysł. Przez około pól godziny nikt nie pilnuje żadnego miejsca. - powiedział James.

Nie wiem co mnie bardziej zdziwiło James że wie tskie rzeczy czy Peter kradnacy klucze.

O pierwszej pietnaście przedzieraliśmy sie przez gęszcz krzaków do miejsca gdzie według Petera były drzwi. Było z nami około 12 najbliższy pzyjaciół. Szliśmy w ciszy.
W końcu natrafiliśmy na mur. Oblepiony cały byl gęstymi roślinami. Peter pomacal chwile po murze aż w końcu odsunął rośliny. Naszym oczom ukazały sie stare drewniane drzwi.
Peter wyjąl klucz.
Wszyscy wstrzymaliśmy oddech.
Po drugiej stronie palila sie mała latarnia.
Po cichu przeszliśmy zamknęliśmy drzwi.
-Może ukryć klucz tutaj? - spytal Peter.
-Doby pomysł - przytaknęła Adrianna.

Chwile poszukaliśmy gdzie można ukryc klucz aż w końcu Peter zakopał go koło latarni.

Cała 15 osobową grupa najciszej jak mogliśmy ruszylismy przed siebie by dowiedziec sie pawdy.

W tym samym czasie.

Młoda kobieta czesała swoje dlugie srebne włosy. Pozłacana szczotka z łatwościa przesuwała sie po gęstych włosach. Nagle ktoś zaukał.

Kobieta odwróciła sie i rzuciła krótkie "prosze".
Do pokoju wszedł pewien strażnik. Ubrany był w gruby mundur chroniacy go przed mrozem.
-pani - schylil sie - czy ma pani jeszcze ten sprej?
Kobieta przyjżała sie strażnikowi.
-Oczywiście, stoi na stole. - odparła wskazujac dłonia na stolik za drzwiami. Była zadowolona ze swoich strażników.
-Pani- skłonił sie strażnik i wyszedl.
Kobieta westchnęła. Czuła sie taka samotna.

Nagle ktos otworzyl drzwi nie zawracajac uwagi żeby pukać.
-Pani! Oni przeszli przez mur! - wykrzyknął strażnik.
Kobiete zamurowało.
-Osiodłaj konie... i ... zawołaj mi Patricka. - warknęła kobieta. Strażnik sklonił sie i wybiegl. Kobieta przebrala sie w biała do ziemi suknie z owczej wełny oraz gruby płaszcz. Również bialy.
Patrick wszedł do pokoju.
-Pani- powiedział to i sklonił sie. - wygladasz olśniewajaco. Co sie dzieje?
- zrób jutro apel i przekaż wszystkim że wyjechalam. Na czas nie określony.
-Z powodu? - zapytał Patrick
-Moge ci zaufać? Spytała kobieta szepczac cicho do ucha.
-Oczywiście kochanie- odparł podniecony meżczyzna.
-Ktos przeszedł przez mur... obawia sie...
-To nie możliwe. Jak?
-Ukryte drzwi. Musza byc tu gdzies ukryte drzwi.
-Przecież twoi słudzy przeszukali cały mur!
-Wiem. Ale albo coś ukrywaja. Albo sa głupcami. Musze jechac. Żegna mój miły- powiedziawszy to pocałowała Patricka namietnie w usta. Kochała go nad życie. Ale teraz musiała jechać.
Odsuneła sie i wyszła pozostawiajac Patricka samego w jej komnacie.

- Patrick


- Adrianna



- Oliwia



- Peter



- James
  • awatar Gość: Cudne jak każde *.*
  • awatar Gość: Świetne opowiadanie. Przeczytałam całego bloga w dwa dni (zerwałam nocki). Świetnie piszesz. Podoba mi sie. Z chęcią będę czytała więcej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cześć. Przepraszam was bardzo że nie dotrzymałam słowa lecz wczoraj pomagałam sprzątać świąteczne ozdoby w czterech różnych miejscach i jak wróciłam padnięta to od razu padam na łóżko i usnęłam.

Mam również pomysł na nowe opowiadanie. Chcieliście o miłości i coś w stylu Ali i Ezry.

Bianka ma 17 lat. Akcja rozpoczyna sie pod koniec wakacji gdy wraz z najlepszym przyjacielem - Taylorem maja iść do liceum. Pod koniec wakacji odbywa sie impreza u nowej dziewczyny z okolicy. Bianka nie bawi sie świetnie a czare przelewa pewna niezręczna sytuacja.

#18
Siedziałam na lekcji grzecznie słuchając profesora. Nagle ktoś zapukał do drzwi i wszedł.
-Dzień dobry czy mogę poprosić Oliwie? Dyrektorka wzywa pilnie.- wyjaśnił chłopak o krótkich czarnych włosach. Z nosa zsuwały mu sie okulary.
-Jasne - odparł profesor - Oliwio proszę.
Wstałam przestraszona. Co dyrektorka mogła chcieć?
Ruszyłam za chłopakiem. Szedł dość szybko. Miał na sobie przypisowy mundurek. Był z domu wody. Był wysoki miał ponad 2 metry, garbił sie próbując ukryć swój wzrost.

Stanęliśmy przed debowymi drzwiami gdzie była przybita złota tabliczka "dyrekcja"
-Powodzenia- powiedział chłopak i odszedł w stronę sal lekcyjnych.
Wzięłam głeboki oddech i zapukałam.
-Prosze.- nacisnęłam złota klamkę. Była zimna. Dyrektorka wygladała bardzo młodo. Mogłabybyć moja starsza siostrą.
-Usiadź- powiedziała- Oliwio... lubie Cię. Lecz przesadzasz. Przestań węszyć bo nic nie znajdziesz.

Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Dostajesz szlaban. Od jutra przez dwa tygodnie sprzatasz WSZYSTKIE piwnice i strych. Od 15 do 22. Skończyłam. Możesz wracac na lekcje.

Wstałam bez słowa i wyszłam.
Ale...
Ja nic nie zrobiłam!!

Pędem pobiegłam do domu. Torba boleśnie uderzała mnie w biodro.
Do końca lekcji zostało 5 minut. Nie było sensu wracać na lekcje.

Nastepnego dnia równo o 15 stawiłam sie w piwnicy.
Piwnice znajdywały sie w podziemiu. Było tu zimno i wilgotno. Westchnęłam i zaczęłam układać rzucone byle jak rzeczy.

Półtora godziny później gdy uprzątnęłam ledwo 1/10 piwnicy drzwi otworzyły sie. Przestraszona,że to dyrektorka przyszła zobaczyć jak sobie radzę schowałam sie za regałem książek które ułożyłam alfabetycznie.
Usłyszałam ciężkie kroki i to nie jednej osoby. Po chwili znajomy śmiech.
-Kurczę czaisz 300 m nad ziemia a ten wciąż sie nie kończy!

James? Peter?
Wyjrzałam za regału. Obaj 19latkowie bawili sie mieczami z pianki. Parsknęłam śmiechem.

Obaj spojrzeli w moja stronę.
-O cześć Oliwia - pomachał piankowym mieczem Peter uderzajac przy tym Jamesa po głowie.
James podszedł do mnie i objał mnie w pasie. Przytuliłam sie do jego klatki piersiowej która miarowo unosiła sie i opadała.
Spojrzałam na mojego chłopaka. On pochylił sie i pocałował mnie krótko lecz namiętnie. Moje serce zabiło 10 krotnie mocniej
-Co tu robisz? - spytał.
-Sprzątam a wy?
-Kara za włażenie na mur - powiedział ze śmiechem Peter - a ty?
-Dyrektorka kazała mi sprzątac za to że węszę. Nie wiem o co chodziło...

Przez następne kilka godzin sprzątaliśmy razem.
Około 21 natknęłam sie na dziwne pudła. Wzięlam je i otworzyłam.
Bylo w nim kilkaset ksiażek z wytłoczonymi literami.
"Kronika 78/79" "kronika 76/77"
-Chłopa ide to wynieść na śmieci- krzyknęlam.
-Spoko- odparł Peter nie podnoszac wzroku. Chwyciłam oba pudła pod pachę i wybiegłam z pomieszczenia.
Pobiegłam szybko do swojego domku i tam pod łóżkiem schowałam pudła.
Znużona oczekiwałam 22 kiedy to strażnik miał przyjść i kazac nam wracac do pokoi a sam zamyka piwmice.
Udawałam zmęczona przed Jamesem który chcial sie poźniej spotkać. Udawałam zmęczona przed Euredyta by myslała że jestem na tyle zmęczona że zaraz pójde spać. Ja jednak miałam inne plany.

Czytajac ksiagi które odnalazłam w piwnicy dowiedziałam sie bardzo interesujacych faktów. Historia tego miejsca była całkiem inna jaka nam opowiadali na lekcji nuż ta zapisana na starych kartaach.
Ostatnia ksiega była niedokończona. Ostatni wpis brzmiał.

"1580
Srebni pomownie atakuja. Zdaje mi sie że przegrywamy. Uciekłam wraz z innymi kobietami do podziemia gdzie betonowe ściany i sklepienia osłaniaja nas od Srebnych. Podczas ucieczki przez zamek zobaczyłam ją. Była to niewysoka koeta o srebrnych włosach. Miała na dłoni pełno tatuaży które rozpocząwszy sie od kciuka ciągneły sie az do ramienia. I te jej oczy. To spojrzenie.
Czas uciekac. Czas uciekać przed wrogami. Z tyłu za domem elektryczności jest przejście o którym nikt nie wie. Musze uciec.
Ida tu"

Wpis nagle sie urywa. Gorączkowo myśle o co chodzi. Szukam w poprzednich kronikach o kobiecie z tatuażami i srebrnych włosach. Lecz nie znajduje nic. Zmęczona chowam kronike pod deski pod łóżkiem i zapadam w głeboki sen.

- Oliwia

- dyrektorka

- James

- Peter
  • awatar Gość: Cudne *.* Nie mogę się doczekać:)
  • awatar I ♥ Lagoona Blue: O jak super, że będzie cos w stylu takiego opowiadania! *o* Rozdział świetny, jak zawsze Kinia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cześć. Witam wszystkich w nowym roku. Na początku chciałabym życzyć wam szczęśliwego Nowego Roku i oby ten 2016 był jeszcze lepszy niż 2015.

A teraz do rzeczy.
Nie. Spokojnie nie zamierzam zawieszac bloga. Tylko go wznowić. Wiem, że minęło sporo czasu od ostatniego wpisu i bardzo was za to przepraszam ale miałam pewne problemy osobiste.

Co do opowiadania to przewiduje już nie uchronny koniec jakoś tak na początku lutego. Całość ma mieć 36 a może i 37 części. Wszystko zostało napisane oprócz zakończenie . Teraz tylko przepisać to na kompa i wrzucić na bloga. Obiecuje że kolejna część wstawię piątek/sobota.

Kolejna rzecz....A!
O czym chcie czytać w następnym opowiadaniu? Mam parę hm historii gdzieś w starych zeszytach i bym musiała poszukać. Ale nie jestem pewna czy wam się to spodobało. Może wy macie jakiś pomysł? Może odejść od fantasy a zanurzyć się w opowieści o liceum bądź studiach? Czekam na wasze propozycje.
A w piątek/sobotę jak dodam kolejna część o Oliwii to dodam jeszcze tytuły i krótki opis

To było by chyba na tyle...
I już nie będę dodawać wpisów jak będzie 5/10/15 komentarzy bo wiem że tak nie będzie. Mało kto czyta tego bloga bądź nie lubi komentować. Trudno... płakać nie będę.

Dobranoc i szykujcie się na kolejna część
  • awatar I ♥ Lagoona Blue: Twoje opowiadania są super! Najbardziej zauroczyłam sie o Ali i Ezrze♥ Wiadomo, pierwsze opowiadanie♥ Ja chciałabym właśnie coś podobnego to tego piewszego opowiadania, miłość i wielka historia o miłości ♥ Kłótnie, ucieczki i przypadkowe pocałunki <33 Czekam na opowiadania!
  • awatar Magiczne Opowieści...: Z chęcią będę czekać na kolejną część. Mnie także sporo czasu nie było między innymi przez problemy osobiste więc rozumiem, że każdemu przydaje się taka mała przerwa :) Przepraszam także, bo jestem jedną z tych osób, które czytają ale nie komentują ;/
  • awatar Gość: Uwielbiam twoje opowiadania. A pomysłu na kolejne nie mam :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

#17

Przepraszam że takie krótkie ale bardzo się śpieszę dzisiaj i wpadłam tylko na chwilkę. Może wstawie coś na tygodniu
Ps. przepraszam za błędy

----------------------------------
Szłam korytarzem z myśla co znowu zrobiłam. Po raz kolejny ide do dyrektori nie wiadomo dlaczego. Zawachałam sie stojac przed dębowymi drzwiami
-witaj Oliwio, usiadź prosze. Napijesz sie czegos? - spytala kobieta nalewajac sobie herbaty. Aha czyli nic nie zrobiłam uff.. - pomyślałam.
-Dzięku - powiedziałam gdy postawiła przede mna filiżanke.
-A wiec... zaprosiłam cie ponieważ zbliżaja sie świeta i potrzebujemy udekorować szkołe. Razem z innymi nauczycielami stwierdziliśmy że najlepiej zrobisz to ty. Oczywiście możesz dobrac sobie kogo chcesz.
-Ja? - spytałam zdziwiona mieszajac herbate.
-Widziałam twoje prace, a po za tym nauczyciel uważaja że masz cudowmy talent. Szkoda by sie zmarnował.
-Dziekuje - powiedziałam dopijajac herbate.

Uradowana podzieliłam sie z Jamesem nowymi informacjiami. Zaragował całkm inaczej niż ja.
-Oliwio dopiero zniesiono mordercze treningi a teraz to. Znowu nie będe cie widywał.- odparł smutny.
-Możesa mi pomoc, dyrektorka pozwoliła mi wybrać kogo chce do pomocy - powidziałam całujac go w usta. Troche sie rozchmurzył.

Zaraz po powrocie do pokoju zaczełam projekty. Najpierw wielkie ogłoszenie o konkursie na najlepszy pokój. Był to pomysł sorki od sztuki.
Udział mógł wziąść każdy. Zgłosic sie trzeba bylo do końca tygodnia. Warunkiem wziecia udziału trzeba było zrobić zdjecie dekoracji tak by inmi uczniowi mogli głosowac.
Po skończniu plakatu pobiegłam do szkoły by skopiować to kilka razy.
Na dziedzińcu spotkałam Draco ze swoim chłopakiem. Siedzieli przy fontannie. Draco leżał na kolanach całkiem przystojnego bruneta. Pomachałam im w biegu.
Jeden plakat przywiesiłam na tablicy ogłoszeń a kilka pozostałych przy salach.
Zmęczona wrociłam do domku gdzie czekał na mnie James z Euretyda.
Poszłam z chłopakiem do swojego pokoju.
-Sorki za bałag ale projektuje dekoracje. - mruknęlam zbierajac kartki.
Chłopak lekko zdenerwowany ale nic nie powiedział. Położyliśmy sie na łóżku. Opowiadał mi właśnie o czymś. Słuchałam go naprawdę! Ale jakos
tak mi sie przysnęło.
-Oliwio! - szturchnął mnie- wogóle mnie nie słuchasz...
-Przepraszam, ale strasznie zmeczona jestem....
-Widze. - prychnął zdenerwowany i wstał. Próbowałam go łapac lecz szyb wyszedł trzaskajac drzwiami.

Następnego dni ni było wcale lepiej. Pokłóciliśmy sie przy prawie całej jego klasie. Naskoczył na mnie z byle powodu.
Uciekłam z płaczem do swojego pokoju. Euretyda usprawiedliwiła mnie że pracuje nad projektami.
Przygotowała mi czekolade i szczerze porozmawiała.

Przemeczona pracowałam całymi dniami i nocami. James nie odzywał sie do mni ale widziałam ból w jego oczach.
Przygotowałam juz wiekszośc dekoracji, swój pokój nawet przygotowałam do konkursu. W jury była dyrektorka, sorka od plastyki oraz znienawidzony przeze mnie sor od historii.
Właśnie wychodzilośmyvz pokoju Alex który został okrzykniety najlepszym pokojem.
-No to pora podliczyć glosy - powiedziała dyrektorka. Alex triumfowała. Wiedziała że wygrała a o mnie zapomnieli. Byłam na tyle zmęczona że nie miałam siły dopraszać sie sprawiedliwości. Z pomoca przyszła mi Euredyta.
-A pokoj Oliwii? - spytała. Sor od historii ku mojemu zdziwieniu zgodził sie z staruszka. Wszyscy ruszyki do naszego skromnego domku. Nie wiem jakim cudem pomieścili sie wszyscy w tak malutkim domku.
-Zdecydowanie to najładniejszy pokój - powiedział sor od historii. Serio ten człowiek mnie zadziwia. Każdy w szkole zna mój konflikt z tym człowiekiem.

Zdecydowane głosy byly na mnie. Wygrałam.
Dostałam zwolnienie ze sprawdzianów, treningów i odpowidzi przez cały miesiac.

Mikołajki. Niczego szczególnego nie oczekiwałam, prezent dla Jamesa kupiłam juz dawno wiec czemu by mu tego nie dać. Mijałam go akurat na korytarzu.
-prosze to dla ciebie - mruknęłam speszona. Nie gadaliśmy od prawie dwóch tygodni.
On ku mojemu zdziwieniu przytulil mnie.
-Dziekuje. - wyszeptał mi we włosy. -Nawet nie wiesz jak bardzo za Toba tesknilem.
-Przepraszam, że nie zwracalam uwage na twoje problemy i w ogóle... ale tak sie tym przejełam
-Rozumiem... i jeśli moge sie jeszcze w czymś przydac to sie pisze - pocałował mnie czul w usta. Tęskniłam za nim. I w sumie tylko praca odciagała mnie od mysli o nim. Choc przepłakałam kilka a w sumie kilkadziesiat nocy.
-Gratuluje wygranej - powidział.
-A dziekuje - odparłam i śmiejac sie poszliśmy do jadalni. Usiedliśmy pray naszym stoliku gdzie chyba każdy odetchnął z ulga. Peter zaśmiał sie widzac nas szczęśliwych. Chłopak siedzacy obok nas zmarkotniał i wyjął banknot 50 złotowy podał go Peterowi.
James widzac to wybuchnął śmiechem. Tylko ja chyba nie wiem o co chodzi. Sonia mrugnęla do mnie porozumiewawczo.
Mam kochanych przyjaciół.
Rozejrzałam sie po naszym stoliku. Jenna (dziewczyna o rudych włosach) próbowała pocieszyc Patricka po przegranym zakładzie. Draco właśnie karmił swojego chłopaka. Obok Petera siedziała drobna blondynka, byla lekko speszona. Nie wiedziała gdzie moze patrzec wiec wbila wzrok w tależ. Sonia z Davidem rowniez siedzieli. Jednak sie szybko pogodzili. Nawet nie wm kiedy, wiele sie zmieniło przez te dwa tygodnie.
Nawet nie wiem kiedy...
Moi przyjaciel. Moja rodzina.
  • awatar chudzinaxD: Uuuu cudne *.* kocham twoje opowiadania ♡
  • awatar Gość: Dziewczyno, poprostu super! Kiedy wrocisz???chce next
  • awatar ♥Lagoona♥Blue♥Hania♥: Wow! Cudowny rozdział! :D Mam takie pytanko. Te dwa opowiadaia (Ali, Ezra i Olivia, James) są naprawdę b. fajne. Czy kiedyś jeszcze wrócisz do tamtego opowiadania?:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›